Wiersze

 

POSŁOWIE - JAKA PRÓBA TAKA SAMOOCENA?

          W ars poetica przede wszystkim liczą na siebie słowa choć w tej akurat poetyce chodzi im po głowie forma jako swoista zabawa lub też częściej tak jakby staje słowom przed oczami niczym ilustracja wizja zapisu literalnego. W którym to zapisie dookolny sens jakiejkolwiek wypowiedzi wcale nie jest już tak wyraźnie goło-słownym. Jest to zarazem jakaś gra w chowanego, w której nie ma wytypowanego z góry zwycięscy, ponieważ ten-co-tutaj-coś-szuka porusza się w grze po omacku, z kolei to-co-tamto-gdzieś-chowa-się czym prędzej z gry bierze przysłowiowe nogi za pas. Dziwna to zabawa, a jednak…

            Z jednej strony w przekazie tomiku widać jak na dłoni niewątpliwą ewolucję światopoglądową autora w skrócie zwaną dorastaniem, za którym podąża niczym podskórny zabobon strona formalna a zatem słowotwórcza kolejnych wierszy. Z drugiej strony wierszowaty mówi przez te „swoje się” o zrastaniu „się tego” w czymś co zwie się miłością cielesną ze śmiercią umysłową, takim zrastaniu „się” w ambiwalentnej skądinąd jedności aż po tęsknoty z natury transcendentalne czy też o wiele bliższe nam ludziom zachwyty nad „uciekającym” obrazem dotykalnego świata. To gdzieś tak jakby z tyłu głowy następuje i wersyfikacja, tudzież przekrój związków frazeologicznych czy potem również autonomiczna transliteracja kolejnych wierszy, które stają się dla tego zmęczonego "się" tak jakby już jedynie płaską, żeby nie dopowiedzieć i nader eksperymentalną puentą.

           Jeszcze kilka słów o metodach czytania wierszowatych. Począwszy od sezonu trzeciego z przebłyskami w sezonie drugim tomiku następuje przerastanie dystansu między słowami, a pojedyncze osamotnione litery znaczą już więcej niż sądzisz, drogi czytelniku. Krótkie formy czyta się więc na kilka sposobów, w których nawet znaki diakrytyczne biorą na siebie ciężar odpowiedzialności niebłahego dopowiedzenia - to w górę to znowu w dół – może jak gama co podobnie próbuje wyjść na głos ze swej pięciolinii; gdzie i sam tytuł utworu, a zatem pierwsze słowo w wierszu tworzy pomost jak paralela z jego ostatnim wyrazem; gdzie poszczególne wersy można czytać dowolnie czasem naprzemiennie; gdzie i wyrazy z dużej litery wcale nie istnieją a jeśli już nawet domyślnie to jest to rzecz nader odświętna mająca swoje druzgocące w przekazie znaczenie; gdzie w końcu w znaczeniach ciągów pośrednich należy dopatrywać się wzajemnej korelacji - kolejnych dwóch-trzech wyrazów - z przeskokiem czy przekąsem o ten wers jeszcze jeden więcej, o to-to coraz wyżej i wyżej wyrywane niebytowi skrzydełka przestrzeni. Choćby tak jak stoi to w wierszu Zaklęcia: Zaklęcia-ma, ma-być-fantazyjnie, być-fantazyjnie-azaliż, fantazyjnie-azaliż-po, azaliż-po-poetycku, po-poetycku-a-liści z doborowym akcentem postawionym też tutaj na obłędną w subiektywnym mniemaniu alienację czystej literki „a”. Toteż jest to próba nadania niektórym literkom nowego już znaczenia jakiegoś symbolu niezależnego tak jakby już odtąd-dotąd zastępczego, gdzie tożsamość językowa litery odwołuje się do innego, ale stałego związku frazeologicznego lub częściej sama w sobie jest sacrum przekazu.

Niekiedy i eksperymentalność zapisu literalnego nie znosi autorytetu ortodoksyjnej ortografii naginając prawidłowości językowe do „wyższych” celów sensu istnienia przesłania literackiego. Może dla zilustrowania kilka proeksperymentalnych przykładów. I tak oto w wierszu Ogonki, w którym to pierwsze słowo akurat koresponduje z ostatnim wyrażeniem odczasownikowym socjoterapię czy też w utworze Dutki, gdzie analogicznie rzeczownika dopełnia zrozumieniem czasownik lecą. Z kolei naprzemienność wersyfikacji najlepiej charakteryzuje wiersz pod intrygującym tytułem Sad. W tamtej to pospolitej iluzji czytelniczej co sprzeciwia się pytaniu różniczkującemu rozumienie uczniowskiej odmiany (podmiany) znaczeniowej ostatniego w wierszu rzeczownika rodzaju żeńskiego - wiśnią, a w dalszej perspektywie oddaje temu frazeologicznemu słowu-niedopowiedzeniu silne już wzmocnienie w dialogicznym przekazie. 

SAD

tu            
i tak            
to smutek        
jak lombard        
zastawia lśnienie
wiśnią    

SAD

tu             
to smutek
zastawia lśnienie
i tak
jak lombard 
wiśnią

         Bo właśnie poezja dzięki swojej formule jest tak długą podróżą jak długo trwać będzie świadomość nasza ludzka, taką podróżą, w której ciekawskość bywa niekiedy zaletą, a dociekliwość jedynie przywilejem. Jeśli temu to powiesz już „a” tamto i do tego odważnie: to kolejne wymiary zrozumienia staną przed Tobą jedynie głębokim otworem na miarę też tego: jak wygląda literka „u” co Cię trąci u-tartą ścieżynką na przykład w wąwozie….

posłowie - jaka próba taka samoocena?

 

powrót ››


 

 
 

Darmowy licznik odwiedzin