Bojanowscy z Klic i Gruduska - społecznicy i przedsiębiorcy

I. WSTĘP

Jak to się stało, że zainteresowałem się ziemiaństwem, tą właśnie rodziną od pokoleń związaną z północnym Mazowszem? Odpowiedź jest tyle prosta, co i naturalna. Po pierwsze, z wykształcenia i pasji jestem historykiem, więc przeszłość obchodzi mnie czasem bardziej niż przyszłość. Po wtóre, moja najbliższa rodzina gęsto zamieszkuje Ziemię Ciechanowską, więc chcąc nie chcąc od wczesnego dzieciństwa, powoli z okazjonalnego gościa stawałem się uczestnikiem życia paru już pokoleń naszych rodaków. I choć urodziłem się w Warszawie, ba mieszkam do dziś, częściej można mnie spotkać w Ciechanowie na ulicy Warszawskiej niż na warszawskim Krakowskim Przedmieściu. Po prostu ciągnie mnie do małych miejscowości, do mazowieckiej wsi, do tej sielskiej, anielskiej atmosfery, gdzie życie toczy się wolniej, ale i pełniej. Po trzecie, moja sentymentalna natura nie wzbrania się przed wielbieniem, tego, czego nasi przodkowie osiągnęli trudem rąk własnych, wielbieniem tym bardziej, że ongiś technika prawie wcale nie ułatwiała im tego zadania. Ale, czemu akurat Bojanowscy? W II Rzeczpospolitej o sile i charakterze każdej społeczności lokalnej decydował status majątkowy, stan posiadania jej co zamożniejszych obywateli. Nie od dziś wiadomo, że w przeszłości Ziemia Ciechanowska jeszcze bardziej niż obecnie stanowiła krainę rolniczą, w której przeważającą część społeczeństwa, żyła i utrzymywała się z pracy na roli. W tym charakterze, Bojanowscy z drobnej, zaściankowej szlachty, w przeciągu trzech pokoleń, stali się prawdziwą potęgą gospodarczą w naszym powiecie. Gdy, po II wojnie światowej, komuniści przystąpili do ostatecznej rozprawy ze znienawidzonym „obszarnictwem” naraz okazało się, że w przeliczeniu na ha ziemiaństwo bojanowskie (2121 ha) ustępowało i to nieznacznie takim potentatom rolnym jak Krasińscy z Opinogóry (2961 ha) czy Czartoryscy z Krasnego (2529 ha). Niemniej jednak, to co ważne, że nie tyle, duch przedsiębiorczości wyróżniał Bojanowskich z ziemiańskiego otoczenia, co zwłaszcza zacięcie społecznikowskie umiejętnie przekazywane z ojca na syna. To połączenie zapobiegliwości z cierpliwym dzieleniem się swymi sukcesami oraz wiarą we „wspólne” dobro stało się tak naprawdę zarzewiem mej pasji, pasji do tego, co dziś rzadkie, więc tym bardziej bezcenne.

II. POCHODZENIE RODU BOJANOWSKICH

Rodzina Bojanowskich należy do jednej z najstarszych polskich rodzin
szlacheckich, której potomkowie żyją do dziś. Ze źródeł zebranych przez znanego XIX--wiecznego archiwariusza Józefa Lekszyckiego wynika, że protoplastą rodu był niejaki Gunter (Guncerz) Pradel vel Predel z Zeitz – rycerz saksoński, który przybył do Wielkopolski i nabył liczne włości w Bojanowie, Koronowie i Broniowie k/Kościana.
Od nazwy swej siedziby nieznany z imienia syn Guncerza przybrał od 1400 roku nazwisko Bojanowski. Przez wieki ród rozrósł się na tyle, że mieliśmy już do czynienia z jego pierwszymi potomkami na północnym Mazowszu. W XVIII wieku w majątku Otolinka pod Płockiem osiedlił się Adam Bojanowski, gdzie rządcował na wydzierżawionych gruntach podobnie jak jego syn Jakub. Wnuk Adama, Michał przeniósł się najpierw do Stupska k/Mławy, później wydzierżawił Trzpioły k/Ojrzenia, następnie zakupił Humięcino na południe od Gruduska. Wkrótce folwark ten stał się gniazdem rodowym Bojanowskich, skąd też ród rozprzestrzenił się po okolicznym Mazowszu. W 1841 roku tenże Michał wylegitymował się ze szlachectwa w Urzędzie Heroldii Królestwa Polskiego. Z małżeństwa z Anielą z Nickich Słoszewską na świat wydał synów: starszego Ignacego i młodszego Paulina.

Paulin Bojanowski urodził się w 1828 roku w Trzpiołach w majątku, podówczas dzierżawionym przez ojca Michała. To on właśnie stał się protoplastą licznie rozrosłej się rodziny. W młodości nasiąkły atmosferą i kultem Powstania Listopadowego w sam raz dorósł do tego by już wspólnie ze starszym bratem wziąć udział w bojach legionu Mierosławskiego w Poznańskiem . Po upadku powstania wielkopolskiego, uciekając przed rosyjskimi represjami schronił się w Paryżu zasilając szeregi kolejnej polskiej emigracji politycznej. Na wygnaniu imał się różnych zajęć, którymi i dziś nie powstydziłby się polski emigrant m.in. fizycznie pracując przy regulacji Sekwany. Po pięciu latach tułaczki, wrócił do kraju, ale nie uniknął jak Rzecki z „Lalki” represji i przesiedział jeszcze rok w twierdzy zamojskiej.

Nie mniej burzliwe życie wiódł jego starszy brat Ignacy. Na wygnaniu przebywał o dwa lata dłużej, w międzyczasie popadając w złą kompanię i rozpijając się ponad miarę. Po powrocie do kraju, nie rozstał się z nałogiem, przez co szybko utracił względy swej żony, która opuściła go w atmosferze skandalu. Ponoć
na wieść o tej decyzji zrozpaczony małżonek zamknął się w gorzelni chcąc jakby nie inaczej zapić się na śmierć. Z opresji tej wybawił go brat Paulin zabierając do siebie, do majątku Humięcino, gdzie do śmierci mieszkał na tzw. „górce”. Lecz zanim do tego doszło, zdążył jeszcze nie bez konsekwencji dla brata wziąć udział w powstaniu styczniowym, a życie pędził z kawaleryjską fantazją, o którym do dziś wspomina pewien dwuwiersz:

„Stryjek ziemi nie proszkuje, zegar słońcem reguluje, Znad Bojany ród wywodzi, bo go pamięć nie zawodzi”.

Inaczej potoczyły się losy Paulina. Wkrótce po powrocie do kraju i z twierdzy zamojskiej ustatkował się biorąc za żonę Julię Świętochowską. Żona powiła mu

11-ścioro dzieci, z których 7-ro doczekało pełnoletności:

1) najstarsza Joanna, po mężu Franciszku Olszewska, z Kozłów,
2) Michał Bojanowski (1865-1932), z Klic,
3) Wanda, po mężu Adamie Olszewska (1867-1944), z Mławy,
4) Ignacy Bojanowski (1869-1956), z Gruduska,
5) Maria, po mężu Antonim Płoska (1871-1918), z Purzyc,
6) Zygmunt Bojanowski (1873-1917), z Bądkowa,
7) Henryk Bojanowski (1875-1930), z Humięcina.

Ci właśnie i ich potomkowie stanowi o sile rodziny, która na przestrzeni kilkudziesięciu lat szeroko rozlała się po licznych sadybach ziemiańskich okolic Ciechanowa i Mławy. Sam Paulin niedługo cieszył się żoną. Podczas kolejnego połogu Julia w wieku zaledwie 32 lat oddała ducha pozostawiając osierocone dziatki, które do dorosłości miała piastować cioteczna siostra – Aleksandra Masłowska. W wychowaniu dzielnie wspierał ją Paulin, który choć sam szlagon i tradycjonalista nie szczędził wysiłków, co by dzieci otrzymały rzetelną wiedzę, po kolei śląc je na studia rolnicze, także za granicę, do Lipska. W Humięcinie Paulin doczekał końca swych dni gospodarząc po staremu, niechętny nowinkom, które niosła za sobą epoka pozytywizmu i najnowsze zdobycze techniki. W sierpniu 1899 roku pochowano go obok żony na cmentarzu parafialnym w Łysakowie, a kolejne rocznice jego śmierci ugruntowały w licznej rodzinie tradycję zjazdów, cyklicznie odbywających się w Grudusku, tudzież w Klicach.

III. MICHAŁ BOJANOWSKI (1865-1932) – SPOŁECZNIK Z KLIC

Michał Bojanowski urodził się 23 lutego 1865 roku, we wsi Włóki, w powiecie płockim, w wydzierżawionym przez ojca Paulina majątku
ziemskim. Znaczący wpływ na jego osobowość miało środowisko, w którym dorastał. Rodzice – Paulin († 1899) i Julia z domu Świętochowska († 1879) wychowali go w duchu poszanowania tradycji chrześcijańskich i narodowych.

Pierwsze nauki pobierał w domu rodzinnym. Po ukończeniu dziewiątego roku życia, w 1874 roku, wstąpił do klasy wstępnej gimnazjum filologicznego w Płocku. Po maturze zaś, został studentem nauk przyrodniczo-rolniczych Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Puławach. Szybko też zbliżył się do demokratycznego odłamu młodzieży i aktywnie włączył się w organizowanie tajnych kół samokształcących. W styczniu 1887 roku, powstał studencki Związek Młodzieży Polskiej. Od samego też początku Bojanowski stał się jego członkiem i gorącym entuzjastą. Krok ten na lata związał go z ruchem narodowym, w nie mniejszym też stopniu przyspieszył samo dojrzewanie polityczne. Kiedy, w połowie 1887 roku wybuchły na uczelni strajki studenckie, Bojanowski składał swe egzaminy końcowe.

Jednak świadectwa ukończenia szkoły nie otrzymał, gdyż został z niej relegowany za hardą i nieprzejednaną postawę wobec zastępcy dyrektora.
W dwa lata później, wiosną 1889 roku, po odbyciu praktyki rolniczej, wraz z Władysławem Płoskim i Antonim Hemplem, wydzierżawił donację Wrogocin, w powiecie płockim. Niedawni koledzy z ławy szkolnej założyli spółkę i zorganizowali postępowe gospodarstwo rolne na zasadach spółdzielczych. Równolegle z pracą fizyczną rozpoczęli akcję kulturalno-uświadamiającą. We majątku założyli tajną szkółkę polską, w której nie dość, że sami wykładali, to w naukach swych kultywowali patriotyzm i mowę ojczystą. Taki stan rzeczy zaniepokoił nieprzychylne nowinkom środowisko ziemiańskie, które sprokurowało donos do władz. Wkrótce nastąpiła rewizja, po czym wytoczono im dochodzenie administracyjne. Po procesie, w grudniu 1891 roku, podsądni zostali aresztowani i wyrokiem sądu osadzeni na pół roku więzienia w twierdzy pietropawłowskiej w Petersburgu.

Po powrocie z więzienia, Bojanowski osiadł na stałe w przejętym od ojca majątku Klice, w powiecie ciechanowskim. Jeszcze w tym samym, 1892 roku, ożenił się z Jadwigą z Rudowskich, córką zaprzyjaźnionego ziemianina z okolic Mławy. Z małżeństwa tego na świat powołanych zostało pięciu synów – Stanisław (†1959), Jan (†1973), Tadeusz (†1979), Szymon (†1940) i najmłodszy Michał (†1975) oraz trzy córki – Jadwiga, Maria i Zofia.

Na początku następnego roku, wstąpił do nowej formacji ideowo-politycznej zwanej Ligą Narodową, z ramienia, której od 1899 roku jako kierownik Towarzystwa Oświaty Narodowej organizował po dworach tajne nauczanie po polsku.

W 1902 roku, założył pierwsze w okolicy kółko rolnicze pod nazwą „Spółka Handlowa Łączność” wzorując się na przykładach zaczerpniętych z dorobku ziemian ziemi kieleckiej. Prawdziwy jednak przełom także życiowy przyniosła mu dopiero przegrana przez Rosjan wojna na Dalekim Wschodzie. Wiosną 1905 roku, Bojanowski wprowadził do ksiąg i urzędowania język polski rugując w gminie oficjalny rosyjski. W odwecie władze skazały go na wysoką karę pieniężną, a nawet nakazały rychłe opuszczenie kraju. Zagrożony aresztowaniem, w pośpiechu, latem, wyjechał za granicę by już jesienią na mocy carskiej amnestii wrócić bez przeszkód w strony rodzinne. Jeszcze grudniu tego roku, stanął na czele delegacji kół Towarzystw Oświaty Narodowej i zorganizował w Warszawie wiec włościański, pierwszy tego typu w zaborze rosyjskim. Po kolejnych represjach, w lutym 1906 roku, mediował nie bez sukcesów u gubernatora płockiego
o zniesienie stanu wyjątkowego i powszechną amnestię.

Z kolei w lipcu, został wybrany do Rady Nadzorczej Polskiej Macierzy Szkolnej. Siłą rzeczy teraz jeszcze silniej patronował zakładaniu w powiecie nowych placówek oświatowych, śmielej też wspierał inicjatywy już istniejące, w tym (ze środków własnych) szkołę handlową w Mławie.

W lutym 1907 roku, uzyskał z ramienia Koncentracji Narodowej w okręgu płockim mandat poselski do parlamentu rosyjskiego, gdzie dał się poznać, jako wybitny orędownik sprawy polskiej. W Dumie głosował jak reszta Koła Polskiego, niekiedy tylko w kwestiach pomniejszych pozwalał sobie na zdanie odrębne. Działalność ta musiała go jednak wiele kosztować – nie kandydował do III-ciej Dumy - uznając pracę u podstaw za o wiele pożyteczniejszą.

A, na ziemi mazowieckiej działo się aż nadto. W 1907 roku, powołano do życia Centralne Towarzystwo Rolnicze z siedzibą w Warszawie, którego celem było zjednoczenie licznych i rozproszonych w Królestwie kółek rolniczych. Bojanowski jako przewodniczący Wydziału Kółek Rolniczych w Ciechanowskim zajął się
organizowaniem instruktażu rolno-hodowlanego, w tym kursami prowadzenia gospodarstwa rolnego i domowego, pogadankami o tematyce rolnej oraz propagowaniem przedstawień i wystaw sprzętu rolniczego. Z drugiej strony czynnie włączył się w organizowanie „ruchomego” uniwersytetu ludowego, którego wykłady - często nawet kilkumiesięczne - odbywały się m.in. w Ciechanowie, Grędzicach i Chruszczewie. Nierzadko przedsięwzięcia te skutkowały powstawaniem nowych kółek rolniczych. Do 1913 roku Bojanowski założył w sumie 47 takich placówek (15 – w powiecie ciechanowskim, 26 – w mławskim i 7 – w przasnyskim).

Równie aktywnie działał na polu gospodarczym. W 1905 roku, walnie przyczynił się do powstania pierwszej w regionie korporacji rolniczej pod nazwą Syndykat Rolniczy S.A. z siedzibą w Ciechanowie i oddziałem zamiejscowym w Przasnyszu. Będąc długoletnim członkiem Zarządu stał się ojcem chrzestnym jego późniejszych sukcesów.

Następnie, w 1913 roku zainicjował równie udane przedsięwzięcie inwestycyjne. Został współzałożycielem, a następnie przewodniczącym Kasy Pożyczkowo-Oszczędnościowej w Ciechanowie, która nawiązywała do doświadczeń dr Franciszka Stefczyka w Krakowskiem. Przedsiębiorczość Bojanowskiego widoczna była nie tylko w realizacji własnych pomysłów czy też w powielaniu zaczerpniętych wzorów. Równie korzystne okazało się współuczestnictwo w dobrze prosperujących spółkach handlowych. Od 1899 roku, w Ciechanowie istniało Towarzystwo Wzajemnego Kredytu, w którym przez wiele lat aż do 1916 roku zasiadał w charakterze członka Rady Nadzorczej.

Pierwsza wojna światowa wybuchła raczej niespodziewanie, w pełnym słońcu i w środku żniw. Do lipca 1915 roku, przebieg działań wojennych na ziemi płockiej w zasadzie nie odbiegał od ogólnie przyjętego.

W większych miastach wojska rosyjskie stacjonowały krótko, miasta zaś najczęściej przechodziły z rąk do rąk. Kolejne, zmieniające się władze wojskowe działały zazwyczaj łupieżczo i tymczasowo. W sytuacji ogólnej niepewności, ludność cywilna nie pozostawała bierna i spontanicznie organizowała się w miejscowe komitety obywatelskie.

W listopadzie 1914 roku zawiązał się w Płocku – Gubernialny Komitet Obywatelski, którego członkiem--założycielem został i Bojanowski jako przedstawiciel powiatu mławskiego. W Ciechanowie zadaniu temu podołać miał Powiatowy Komitet Obywatelski z siedzibą w Domu Towarzystwa Rolniczego przy dzisiejszym Rynku Kościuszki.

Sytuacja polityczna radykalnie zmieniła się w roku następnym. Wojska niemieckie w sierpniu 1915 roku ostatecznie wyparły Rosjan za na linię Bugu i Narwi. Sama wojna nie była jednak rozstrzygnięta. Chcąc zachęcić polskiego rekruta, w styczniu 1916 roku, generał-gubernator wydał zarządzenie o ordynacji wyborczej do sejmików powiatowych. W połowie roku, w Mławie ukonstytuował się związek powiatowy z przedstawicieli trzech powiatów: mławskiego, ciechanowskiego i przasnyskiego. Delegatem z Ciechanowa został Michał Bojanowski jako ziemianin z Klic.

Następny ruch władz niemieckich był już konkretniejszy. W dniu 5 listopada 1916 roku, sprzymierzeni monarchowie ogłosili akt utworzenia z ziem odebranych „panowaniu rosyjskiemu […] samodzielnego państwa z dziedziczną monarchią i ustrojem konstytucyjnym” . Na terenie mławsko-przasnysko-ciechanowskim,
Bojanowski przeprowadził akcję, która miast podziękowań miała wypaść chłodno, wręcz oficjalnie.

Kolejne niepowodzenia na froncie zachodnim zmusiły państwa centralne do dalszych prób pozyskania rekruta. W grudniu 1917 roku, powstał pierwszy rząd polski, rozpisano też wybory do Rady Stanu, namiastki polskiego parlamentu. Nad prawidłowością głosowania w Ciechanowskim osobiście czuwał Bojanowski pełniąc tym razem funkcję okręgowego komisarza wyborczego.

W miarę przedłużania się wojny akcja samopomocy społecznej także nabierała rozmachu. W przełomowym 1915 roku, po likwidacji dotychczasowych komitetów obywatelskich, nowe władze okupacyjne zezwoliły na działanie radom opiekuńczym i podkomitetom poznańskim.

W Ciechanowie, powstała Rada Opiekuńcza Powiatu Ciechanowskiego. Na zebraniu założycielskim, w styczniu 1916 roku, powołano Zarząd z wiceprezesem Michałem Bojanowski na czele. Rada Powiatowa prowadziła akcje, które można by zasadniczo podzielić na: ogólno-filantropijną i ukierunkowaną na opiekę nad dziećmi. Ta ostatnia polegać miała na utrzymywaniu sierot i półsierot w specjalnie przystosowanych do tego schroniskach. Osobno, tworzono ochronki, które dawały schronienie dzieciom pozbawionym stałej opieki. Nadzwyczajną frekwencją i zainteresowaniem cieszyło się specjalne biuro pośrednictwa, które dawało ustne wskazówki, redagowało pisemne prośby oraz pośredniczyło u władz w sprawach dla mieszkańców przykrych jak np. podatki od pogorzelców, kary za przewinienia czy pomoc dla uchodźców . Nie zapomniano też o opiece nad starszymi wydając im zapomogi pieniężne i dary w naturze. Najczęściej pomoc ta sprowadzała się do rozdawania ubrań, zapewniania pomocy lekarskiej i utrzymywania darmowych, publicznych jadłodajni.

Pierwszą i od razu masową akcją, w jaką przyszło zaangażować się nowej Radzie był udział w kweście „Ratujcie Dzieci”. Do czuwania nad jej przebiegiem utworzono komisje powiatowe i parafialne oraz podkomisję odczytową i ofiar. Bojanowski działając w kilku z nich aktywnie wspierał działania popularyzatorskie, zwłaszcza odczyty propagandowe. Sam kwestując nie pozostawał bierny na los poszkodowanych dziatek. Postawa ta znalazła swój wyraz w sprawozdaniu końcowym, które wymieniało Bojanowskiego w gronie najhojniejszych darczyńców kwesty.

Jeszcze w tym samym, 1916 roku, za zgodą generał-gubernatora wznowiła swą działalność – Polska
Macierz Szkolna. Celem jej stał się dalszy rozwój szkolnictwa powszechnego. W gminie Regimin, Bojanowski jako długoletni jej pełnomocnik, założył 10 nowych placówek oświatowych szczebla podstawowego. Uznanie, jakie zdobył na tej niwie, skłoniło władze samorządowe do powołania go na stanowisko przewodniczącego Okręgowej Rady Szkolnej.

Działania wojenne nie przerwały działania Okręgowego Towarzystwa Rolniczego w Ciechanowie.

Bojanowski nadal prezesował Wydziałowi Kółek Rolniczych. Od października 1915 roku na zebraniach w Ciechanowie i Mławie zabiegał o środki na Radę Opiekuńczą i na akcję „wieś miastu”, protestował jak inni w sprawie rekwizycji bydła, wspierał projekty podwyższenia płac służbie dworskiej i zaopatrywania jej w tańsze produkty rolne oraz ubrania. W rok później, latem 1917 roku, władze rolnicze, oburzone nadużyciami przy sprzedaży poza kontyngentem trzody chlewnej do Niemiec, powołały go do nadzwyczajnej komisji mięsnej. Formułując swe wnioski końcowe podzielił opinię większości jej członków, że obrót mięsem jak i jego wywóz zagranicę zubaża zapasy krajowe, a co za tym idzie godzi w podstawy bytu przeciętnej rodziny polskiej.

Stanowisko to zrozumiałe z moralnego punktu widzenia, nie miało jednak łatwego przełożenia na praktykę dnia codziennego.

Tymczasem, w Centralnym Towarzystwie Rolniczym, dojrzewała myśl powołania instytucji do ratowania i niesienia pomocy właścicielom ziemskim poszkodowanym przez działania wojenne. W Ciechanowskim, sprawą tą zajął się Bojanowski w charakterze delegata Wydziału Tymczasowej Samopomocy. W kilka miesięcy później, kiedy stało się jasne, że apel zostanie podjęty, Wydział ten przekształcił się w Związek Ziemian, zaś sam delegat stał się sygnatariuszem nowego ciała opiniotwórczego.

W niepodległej ojczyźnie, w listopadzie 1918 roku, Bojanowski od razu aktywnie rzucił się w wir nowej pracy. Stanął na czele akcji katolicko-narodowej na terenie swego mławsko–przasnysko-ciechanowsko-makowsko-pułtuskiego okręgu wyborczego w pierwszych wyborach do Sejmu Ustawodawczego. Pod wpływem swej agitacji środowiska robotnicze w Makowie Mazowieckim zażądały od kandydatów na posłów, aby w przyszłym Sejmie postawili wniosek
o pociągnięcie do odpowiedzialności „niejakiego Stanisława Thugutta, który śmiał swą świętokradczą rękę podnieść na majestat Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, zdejmując koronę z głowy orła, godła Państwa” .

W dniu 26 stycznia 1919 roku wybory odbyły się jednak spokojnie i bez większych zakłóceń. W gronie posłów znalazł się także Michał Bojanowski otrzymując największą liczbę głosów w swym okręgu wyborczym. W Sejmie, z ramienia Związku Ludowo-Narodowego, zasiadał jako członek w komisji
administracyjnej, aprowizacyjnej, ochrony pracy, petycyjnej (sekretarz) i wodnej dając się poznać jako wybitny znawca spraw samorządowych.
W trudnym okresie inwazji bolszewickiej na Polskę, latem 1920 roku, Bojanowski wraz z rodziną przebywał poza majątkiem. Późniejsze jego relacje ujawniły, że służba dworska zachowała się z nielicznymi wyjątkami na ogół poprawnie i nie dopuściła do grabieży pozostawionego majątku.

W wyborach do pierwszego po wojnie Senatu, w listopadzie 1922 roku, Bojanowski został senatorem w okręgu warszawskim. I do końca swej kadencji zasiadał w charakterze członka w komisji administracyjnej i prawniczej, później także z nadania w komisji kontroli długów państwowych. W 1928 roku, usunął się z życia politycznego pozostając jedynie we władzach naczelnych Stronnictwa Narodowego i Ligii Narodowej.

W kolejnych latach, aż do śmierci, nadal czynnie uczestniczył w życiu społeczno-gospodarczym.

W okresie największego bumu spółdzielczego w 1929 roku patronował powstaniu spółki pod nazwą Spółdzielnia Rolnicza Ciechanowska, która za zadanie postawiła sobie „zaspokajanie potrzeb produkcji rolnej drogą kupna i sprzedaży produktów i przetworów gospodarstwa rolnego i wszelkich środków produkcji rolnej oraz zakładanie i prowadzenie przedsiębiorstw przemysłowo-rolnych”.

W Sejmiku Ciechanowskim Bojanowski piastował stanowisko członka i przewodniczącego Wydziału Powiatowego. Z tego też nadania, został stałym delegatem do Związku Powiatów w Warszawie. W tym samym czasie, w Ciechanowie, prezesował Powiatowej Lidze Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, w Regiminie zaś – gminnemu kółku rolniczemu. Do samego też końca patronował w Klicach - Ochotniczej Straży Ogniowej.

Po ciężkiej chorobie, zmarł dnia 9 stycznia 1932 roku w rodzinnym majątku przeżywszy zaledwie 66 lat. W trzy dni później, w Lekowie odbył się jego pogrzeb, który stał się okazją do zamanifestowania uczuć patriotycznych i narodowych. W ostatniej drodze na cmentarz, w asyście krzyży, sztandarów i wieńców, w tym od głowy państwa Ignacego Mościckiego odprowadzały go liczne rzesze przyjaciół i znajomych. Nad grobem zaś mowy swe wygłosili koledzy-parlamentarzyści i przedstawiciele lokalnych instytucji społeczno-gospodarczych.

Po prawdzie Bojanowski nie był ani pisarzem ani mówcą, na zebraniach politycznych odzywał się rzadko, nie układał programów, nie pisał artykułów ani odezw. O Bojanowskim jako społeczniku trafnie wypowiadał się Roman Dmowski, że „politykiem właściwie nie był; za wielkiego człowieka się nie uważał; osobą swoją nie robił w Polsce hałasu. Ale ten, kto blisko mu się przyglądał, musiał widzieć, że celem jego życia jest spełnić swój obowiązek na każdym stanowisku” . Zresztą u osób tego pokroju obowiązków się nie nazywało, obowiązki się po prostu miało. Bojanowski na tyle ukochał swą pracę, że pewnie trudno byłoby mu nazywać to, co tak naprawdę jego obowiązkiem było, bowiem nie z tych względów, ale z chęci pracy płynęła w nim naturalna potrzeba służenia innym. Na co dzień zaś znany był z tego, że tryskał humorem i pogodą ducha niejako zarezerwowaną dla osób o wielkim sercu i niepospolitym charakterze. Do nikogo nie nosił w sercu ani urazy ani niechęci, zawzięty był raczej na rzeczy i na czyny ludzkie. Potrafił jednak ocenić wartość każdego, niekiedy nawet surowo osądzić czy wręcz dobrodusznie wydrwić. W stosunkach z innymi był szczery, w obejściu zaś nad wyraz prosty, tą zresztą prostotą i szczerością, co z głębi kultury osobistej niejako wypływa.

IV. IGNACY BOJANOWSKI (1869-1956) – REFORMATOR Z GRUDUSKA

Ignacy Bojanowski urodził się 18 sierpnia 1869 roku, w Humięcinie, w powiecie ciechanowskim, jako czwarty z rodzeństwa Paulina i Julii ze Świętochowskich.
W dzieciństwie dał się poznać jako nieznośny, pełen temperamentu i życia chłopak, którego nie należało spuszczać z oczu. Podobnie jak starszy brat Michał uczył się w gimnazjum płockim, znanym z rusyfikatorskich zapędów. O ile w naukach ścisłych, w tym zwłaszcza w matematyce wykazywał się nieprzeciętnymi zdolnościami, o tyle z rosyjskim zupełnie sobie nie radził. Od całkowitej kompromitacji uratował go przychylny mu nauczyciel, który polecił wyuczyć się na pamięć tzw. „sławiestnosti”, czyli wszystkich oficjalnych tytułów przysługujących członkom rodziny carskiej. Idąc za radą, Ignacy dokładnie opanował politycznie poprawną materię, dzięki czemu pomyślnie zdał maturę.

Po maturze, Paulin zamierzał posłać młodszego syna w ślad za starszym na studia rolnicze do Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego i Leśnictwa w Puławach. Jednak niepokoje studenckie i relegowanie z uczelni starszego Michała skłoniły go do zmiany decyzji. Ostatecznie stanęło na tym, że Ignacy podjął fakultatywne studia rolnicze na Uniwersytecie w Lipsku. Pomimo tego i tak udało mu się skończyć ten profil z wyróżnieniem.

Po studiach, dumny z syna Paulin rozpoczął starania o zakup ziemi, o osadzenie adepta rolnictwa na swoim. Jakby na zawołanie trafił się majątek z gorzelnią, ale zapobiegliwy ojciec pomny zasady, że nie rozpija się własnego narodu zrezygnował z zakupu okazyjnego folwarku. Wkrótce uwagę jego przykuły dobra

Zawady, którego dziedzic Stanisław Schür, od dawna nosił się z zamiarem sprzedaży majątku, wręcz zlicytowania.

Zanim jednak do tego doszło, Paulin zapożyczając się u lichwiarza w Mławie nabył dobra na wielce korzystnych warunkach. W zamian za spory upust zapewnił sprzedającym odstępne, jeden, duży pokój z jadalnią oraz dożywotnią rentę. Niebawem, także i pan Schür widząc, co się święci przyjął posadę u hr. Łubieńskiego, zaś córkę Zofię wydał za nowego dziedzica – Ignacego Bojanowskiego.

Młodzi nie za długo cieszyli się pozostawioną im ojcowizną. W 1896 roku, został poczęty Bartek († 1986), a w rok później Paulinek, który szybko powiększył grono aniołków. Matka Zofia nie mogąc pogodzić się ze stratą namówiła Ignacego na sprzedaż majątku i przeprowadzkę do pobliskich Jarlut, niedawno nabytych przez szwagra Michała. Ale i tutaj zmarł kolejny synek Janek, więc młodzi postanowili znowu pójść gdzie indziej, ale tym razem na swoje.
W kwietniu 1899 roku, Ignacy nabył od Stanisława Starzyńskiego, majątek ziemski w Grudusku o areale 634 ha. Starzyński, ekonomista nie rolnik, adept paryskiej Szkoły Nauk Politycznych gospodarował oszczędnie, ekstensywnie, z licznymi ugorami, uprawą rzepaku, chowem owiec i niewielką plantacją buraków. Przy małych nakładach osiągał nawet dość znaczne przychody. Po sobie zaś, pozostawił spichrz murowany, stodołę i oficynę. Poprawił też budynki mieszkalne i skompletował inwentarze hodowlane.

W Grudusku na świat przyszło dalszych troje dzieci, w 1900 – Zosia (†1987), potem Władek, który zaraz wyzionął ducha oraz na końcu, w 1907 – Ignaculek (†1964). W sumie spośród sześciorga uchowała się tylko trójka.

Jedną z pierwszych trosk Ignacego była poprawa trudnych warunków życia gruduskich robotników, którzy niekiedy we dwie rodziny mieszkali w tej samej izbie. Natomiast, obok po sąsiedzku mieściło się aż sześć rodzin drobnych handlarzy, pochodzenia żydowskiego, którzy dzierżawili po dwie, trzy izby. Jeszcze zanim pobudował dziesięciorak, w ciągu czterech lat powymawiał mieszkania dotychczasowym najemcom, wprowadzając własnych pracowników rolnych. Niebawem, obok dziesięcioraka stanęły czworaki, po czym budynek po gorzelni przerobiono na pomieszczenia, co całkowicie rozładowało nadmierne zagęszczenie.

Do dawnej karczmy, pobudowanej jeszcze w 1717 roku, Ignacy wprowadził kooperatywę, czyli sklep
kolonialny , spółkę figurującą pod nazwą Stowarzyszenie Pieniężne. Pobudował też ochronkę, gdzie musiał
uciec się do wybiegów z cukierkami i kokardami, aby przyciągnąć nieufne dzieci, następnie postawił budynek pod mleczarnię, remizę strażacką i szopę na lokomobile.
Nie mniej trudne stało się zdobycie zaufania u ludzi, przełamanie stereotypów wyrobionych jeszcze za poprzedników. Chłop zaś byli nienawistny i siedział w kieszeni u Żyda, który z tzw. obligami przychodził do dziedzica po zapłatę za służbę w imieniu dłużnika. Na co Ignacy nie tylko pogonił wydrwigroszy, a wręcz nakazał, by po pobory zgłaszali się tylko biorący pracę. W międzyczasie jeszcze długo po wsi chodziły słuchy, że dziedzic układa się z dziedziczką, stąd też tyle śmiesznych przedsięwzięć. Nierzadko też rzucano kamieniami w dziedziczkę, gdy ta wracała z kościoła . Powoli jednak stosunki się normowały, zwłaszcza, gdy rozjątrzone chłopstwo poczuło korzyści płynące z pasji dziedzica.

Na rok przed osiedleniem się, w Grudusku pojawiły się pierwsze kółka oświatowe, na razie tajne, które kolportowały pisma i książki o patriotycznej treści. Niebawem, ochronkę przemianowano na szkołę powszechną, zaś pierwsi adepci sami rozpoczęli akcję uświadamiającą. I na nic zdały się częste, niezapowiedziane kontrole carskich wizytatorów, którzy odjeżdżali z kwitkiem, bo dzieci wiedząc, co się święci milczały i monotonnie klepały rosyjskie pacierze. Następnie, za przykładem starszego brata Michała, Ignacy powołał do życia Spółkę Handlową Rolniczą, co stała się zarzewiem kółka rolniczego o regionalnym zasięgu. Potem, nie mniej udanie zainicjował pierwsze, gruduskie Kasy Pożyczkowo-Oszczędnościowe.

W 1905 roku, w czasie rewolucyjnych zamieszek, Ignacy opowiedział się za wprowadzeniem języka polskiego do urzędowania i za spolszczeniem szkół, za co ukrywał się przed władzami carskimi poza granicami powiatu. W tym samym roku, założył Stowarzyszenie Rolnicze w Przasnyszu. Od samego też początku, brał udział w pracach Gubernialnego Towarzystwa Rolniczego w Płocku. W charakterze zastępcy zasiadał w Komisji Rewizyjnej przy Towarzystwie Wzajemnego Kredytu, późniejszym Spółdzielczym Banku Mieszczańskim w Ciechanowie.
Największym jednak sukcesem stała się plantacja buraka cukrowego, która nie dość, że ogromnie podniosła kulturę rolną i zwiększyła intensywność gospodarstwa, to jeszcze przyczyniła się do wydrenowania większości pól. W Grudusku uprawę rozpoczęto z chwilą zapewnienia przez cukrownię Krasiniec, że założy skład i postawi wagę. Jednak w 1895 roku z powodu kryzysu, jaki dotknął cukrownie krasiniecka cukrownia została zamknięta. Toteż w pierwszym roku gospodarzenia, Ignacy cały zbiór buraka (14 ha) musiał odstawić do odległego Obrębca, ponoć z niemałym trudem i po zniszczonej szosie. W 1900 roku cukrownia Ciechanów uruchomiła swój skład w Grudusku. Początkowo zakontraktowane buraki zabierała albo wprost po bocznej drodze końmi do Ciechanowa albo po mocno nadszarpniętym bruku do Mławy ku kolei. Nic, zatem dziwnego, że plantacja w Grudusku rozwijała się z roku na rok coraz lepiej. W 1905 roku cukrownia Ciechanów wybrukowała drogę do Gruduska, co ułatwiło nie tylko pobór buraka, ale stało się impulsem do zwiększania uprawy. Z drugiej zaś strony zadbano, aby na mokrych ziemiach plony z kwintala nie ulegały ciągłym wahaniom. W 1906 roku, cukrownia złożyła plantatorom propozycję sfinansowania melioracji. Idąc za planem, jeszcze w tym samym roku, Ignacy podpisał umowę na wydrenowanie pól na nadzwyczaj dogodnych warunkach. Cukrownia sfinansowała całkowicie przedsięwzięcie, za to przez trzy sezony potrącała sobie zainwestowaną sumę z należności od dostarczonego surowca, nie licząc przy tym żadnego procentu. Na polach drenowano w ugorze lub koniczynie, po których szła ozimina, a następnie buraki. W ten sposób w majątku wydrenowano 336 ha ziemi. W 1914 roku cukrownia położyła też tory pod kolejkę wąskotorową Ciechanów-Grudusk. W tym samym roku, Ignacy posiał najwięcej buraka, który obrodził na prawie 100 ha z przeciętnym plonem 350 q . Niestety, z powodu wojny nie dostarczono go już na czas do Ciechanowa.

Wojna światowa przyniosła wielkie straty. Grudusk przechodził z rąk do rąk, 11 razy zajmowali go Niemcy, kiedy indziej znowu Rosjanie. Linia obronna rosyjska biegła tak, że pierwsze okopy stały w podwórzu i w ogrodzie, niemieckie zaś nieopodal na polach. Na tych pozycjach walki toczyły się prawie pół roku, po których Grudusk przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Ani jednego człowieka, budynki zrównane z ziemią. W najlepszym stanie uchował się czworak, ale i on lada chwila groził zawaleniem. Na polach pleniły się chwasty i osty, a mlecze sięgały wysokości człowieka. Z ziemi wystawały dreny poprzerywane głębokimi okopami, zdewastowane urządzenia rolnicze nie nadawały się już do użytku. Słowem – pozostała zdziczała ziemia i gruzy domostw, na których harcowały otumanione koty.

Po przejściu frontu, w 1916 roku, Ignacy przystąpił do odbudowy majątku. Początkowo klecił budki z desek wyciągniętych z okopów, potem zaczął stawiać budynki lepsze. Na szczęście doskonała koniunktura na ziemniaki, które tymczasem obsiewano i zbierano ręcznie, pozwoliła utrzymać się przy życiu. Na razie,
Ignacy wiązał koniec z końcem, ale po ponownym uruchomieniu kolejki z Ciechanowa, w 1922 roku, dochodowa plantacja buraka znowu ruszyła, szybko też stanęła na swym przedwojennym poziomie.

W czasie wojny, oprócz spraw z własnego podwórka Ignacego pochłaniała także praca społeczna. Jeszcze zanim Grudusk stał się teatrem działań wojennych, pełnił funkcje publiczne w Powiatowym Komitecie Obywatelskim. Potem, w charakterze sekretarza asystował powstawaniu Rady Opiekuńczej Powiatu Ciechanowskiego. Nie mając zaś pod ręką miejscowych placówek przewodniczył Radzie Opiekuńczej w Gimnazjum Filologicznym w Mławie. W tym samym charakterze, występował w kole gruduskim Polskiej Macierzy Szkolnej. W Gminnej Komisji Szacunkowo-Rolnej kierował pracą osób, oszacowywujących ogrom strat wojennych . Po reaktywowaniu się kółek rolniczych, od października 1916 roku, zasiadał też w Zarządzie Okręgowego Towarzystwa
Rolniczego w Ciechanowie.

Ignacy Bojanowski nie lubił doktrynerstwa, ideologii i wszelkich prospołecznych myśli politycznych, kierował się własną wolą, miał swoisty sposób postępowania. Nie mniej jednak z „wybuchem” niepodległości, jeszcze tego samego dnia, przystąpił do Ligi Narodowej, która miała zaszczepiać w sercach myśl narodowodemokratyczną. Z jej ramienia jako działacz i delegat społeczny, w Wyszogrodzie zorganizował polskie władze po rozbrojeniu znienawidzonego okupanta.

Jeszcze raz Ignacemu przyszło się zmagać z wojenną pożogą. Tym razem Grudusk najechały sowieckie hordy Gay-beja, ale obecność ta nie poczyniła tak wielkich szkód, jak wojna. Jednak przemarsz armii czerwonej opóźnił zbiory, po czym zboże w stogach i na pniu zaraz wyrosło. Za to inwentarz żywy poszedł pod nóż może za wyjątkiem 6 koni i kilka krów, co ocalały dzięki zapobiegliwości garstki pracowników.
W okresie międzywojennym, nadal działał czynnie społecznie. W 1919 roku został członkiem Zarządu Powiatowego Związku Ziemian. W Grudusku założył Mleczarnię Spółdzielczą, jako członek Rady Nadzorczej w Kasie Spółdzielczej udzielał kredytów budowlanych oraz stanął na czele Dozoru Szkolnego. Ufundował też ze środków własnych Dom Starców w Przasnyszu. W 1928 roku zakończył drenowanie pól powołując specjalną Spółkę Wodną pod nazwą Grudusk. I choć wkrótce Spółka popadła w niezłe tarapaty, powszechny kryzys nie podciął jej wiary w lepsze jutro. Tuż jednak przed wojną, Ignacy poniósł jeszcze jedną stratę, najdotkliwszą ze strat. W 1937 roku, odeszła na zawsze, jego ukochana żona Zofia pozostawiając go wdowcem, w stanie, który nosił w sercu do samego już końca swych dni.

W czasie wojny obronnej 1939 roku, Ignacy przebywał w Warszawie, gdzie sam na własnej skórze przeżył kolejny, wojenny dramat. Po kampanii wrześniowej, gruduskie ziemie znalazły się w Rejencji Ciechanowskiej, w granicach nowej III Rzeszy. Niebawem, nastał niemiecki zarządca, Ignacemu zaś pozostało rządcowanie we własnym majątku. Na szczęście Niemcy zarzucili pomysł utworzenia na rozległych gruntach poligonu wojskowego, ale stało się to tylko na skutek zapobiegliwości nowego admini- stratora, który przekonał wojskowych o wysokiej kulturze rolnej podległej mu placówki. W 1945 roku, o Grudusk znowu toczyły się walki. W czasie zmasowanego natarcia szrapnel zranił Ignacego w głowę, tuż za uchem. W piwnicy gruduskiego dworku zaopiekowała się nim służąca, Kazimiera Kanigowska, która nożem usunęła odłamek z głowy.
Po przejściu frontu, Ignacy nadal musiał się ukrywać, tym razem poszukiwały go nowe władze, nieprzychylne dziedzicom, których podejrzewano o kolaborację, miano za ciemiężycieli. I choć cała wieś wiedziała, gdzie się ukrywa, nikt solidarnie nie zdradził się ani słowem. Niebawem, gdy Ignacy doszedł do siebie, przyjechał po niego najmłodszy syn Ignaculek i zabrał go ze sobą do Łodzi.

Po ucieczce z Gruduska, z końcem marca 1945 roku, opuszczony majątek przeszedł pod Zarząd Państwowy, pod opiekę Komitetu Folwarcznego. Z czasem grunta te rozparcelowano, zaś z reszty utworzono Państwowe Gospodarstwo Rolne , którym pozostawało niemal do dziś.

Po kilku latach, Ignacy przeniósł się do stolicy, do swej córki, z męża Mierzyńskiej. W roli sędziwego, nobliwego pana z laską widywało się go z wnuczkami, jak spacerował do miejsc zielonych, cichych i spokojnych, pachnących ukochanym Gruduskiem. Słabł też z każdą chwilą, ale odszedł dopiero w lutym 1956 roku kończąc swe jakże pracowite życie.

Z usposobienia Ignacy jawił się jowialnym, dobrodusznym i prostym w obejściu człowiekiem.

W poglądach zaś nad wyraz demokratycznym, pozwalał własnym dzieciom wychowywać się z folwarcznymi, przy stole pospołu jadał z prostymi, po parku zezwalał chodzić do woli.

 

Referat wygłoszony w Powiatowej Bibliotece Publicznej im. Z. Krasińskiego w Ciechanowie dnia 9 grudnia 2009 roku

Attachments:
Download this file (bojanowscy z klic i gruduska internet.pdf)pbp, bojanowscy z kilc i gruduska[ ]1520 kB
Download this file (czas ciechanowa.pdf)cc, suplement prasowy[ ]159 kB