Zygmuncie, miało zostać ściernisko, rośnie nowe siedlisko

Gdy przeszło sześć lat temu, opuszczałem park podworski w Bądkowie, pokąsany przez pokrzywy, z miną nietęgą, po tym, co zobaczyłem, nie przypuszczałem, że już wkrótce, do resztek ceglanych fundamentów, po nie tuzinkowym drewnianym dworku ziemiańskim, zacznie znowu powracać życie. Możecie sobie tylko wyobrazić, jakie było moje zdziwienie, jaka też radość, gdy teraz do parku, nie da się ot, tak po prostu wjechać, że park został solidnie ogrodzony, a od strony podjazdu stoi żeliwna brama z tablicą informacyjną o budowie budynku mieszkalnego jednorodzinnego.

I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie majestat miejsca, jego swoista magia, przemawiająca do wyobraźni w szumie ponad stuletnich dębów i zapachu wciąż świeżych traw.

Historia Bądkowa (Bętkowa, Bątkowa, Bontkowa) sięga II połowy XV wieku, o czym wspominają najstarsze rękopisy dóbr, przechowywane w Bibliotece Ordynacji Krasińskich.

Z lustracji dóbr królewskich województwa mazowieckiego, przeprowadzonej w 1565 roku, wynika, że ówczesnym właścicielem wsi był Jan Wodyński, herbu Kościesza. Pierwsze wzmianki o przynależności dóbr do rodu Krasińskich, pochodzą z 1662 roku, które sugerują, że za dobra bądkowskie podatek płacił Jan Kazimierz Krasiński, herbu Ślepowron, podskarbi wielki koronny i kasztelan ciechanowski.
W XVIII wieku, zapewne przed 1775 rokiem, Bądkowo przejął Kazimierz Krasiński, oboźny wielki koronny, poseł i marszałek sejmowy, także trybunalski. Za tezą tą, przemawia, liczna korespondencja z lat 1785-1796, którą pisali do Kazimierza, oficjaliści z Bądkowa m.in. Baltazar Bobiński, komornik ciechanowski.

Z drugiej strony, ówczesną sukcesję dóbr bądkowskich potwierdzają, szerokie zainteresowania Krasińskiego, który posiadał w ziemi ciechanowskiej liczne dobra, w tym klucz krasnosielecki i płodownicki, a w ciągu swego życia nabywał wiele majątków, głównie na Mazowszu. Zatem, najprawdopodobniej, dopiero wtedy, czyli po 1775 roku, pobudowano pierwszy, niewielki dworek drewniany, z dachem gontowym i gankiem na osi. Miał służyć za mieszkanie dla oficjalistów dworskich, doglądających interesów kolejnych Krasińskich.
W I połowie XIX wieku, nastąpiło powiększenie dworku o dobudówki o charakterze gospodarczym (kuchnia, spiżarnia, pokoje dla służby), powiększono piwnice i dostawiono drugi, drewniany ganek. Następnie, wszystkie ściany potraktowano gliną i pomalowano na biało, a sufit podbito deskami z otynkowaną podsufitką. Rozbudowę skromnego dworku, w obszerne siedlisko, wiąże się, z Dionizym Strzeszewskim, kolejnym, przynajmniej do 1847 roku, właścicielem rozległego majątku.
W końcu XIX wieku, Bądkowo należało już do rodziny Sumińskich, od których, w 1903 roku, majątek zakupił Zygmunt Bojanowski (†1917), z silnie zakorzenionej, mazowieckiej rodziny ziemiańskiej. Dobra bądkowskie, przechodząc we władanie Bojanowskich, aż do przymusowej nacjonalizacji, nie zmieniały swego areału, i liczyły 506 ha w ziemi, lesie oraz nieużytkach rolnych. Nowy gospodarz, Zygmunt gospodarował intensywnie, prowadził wręcz modelową gospodarkę, nastawioną na produkcję zbożową, czym w rodzinie zyskał sobie przydomek „hrabia”, także dlatego, że szczycił się swą fuzją Pardey’a, a o jego sukcesach można było przeczytać na łamach, wydawanego do 1921 roku, ilustrowanego dwutygodnika społeczno-kulturalnego „Wieś i Dwór”. Nie przeszkadzało mu to zupełnie, w poszanowaniu dla człowieka, zwłaszcza tego, prostego i zależnego służbowo od dworu. Gdy, młody siostrzeniec, zażądał od starego już stangreta, żeby ten osiodłał mu konia, Zygmunt skrytykował go publicznie, każąc przeprosić za zachowanie i potęgując swe żądanie wymownymi słowami: „stangret ma swoją robotę i nie powinien usługiwać młodzikowi”. Po nim, schedę przejął syn, także Zygmunt Bojanowski (†1998), ale ten, nosił się już z wysoka i z niedowierzaniem przyjmował wszelkie słowa krytyki. Gdy, stateczny Stryj, zaniepokojony jego zmanieryzowaniem, dziecięcą wręcz lekkomyślnością, próbował przywołać go do porządku, młody Zygmuś, z szacunkiem, ale stanowczo oznajmił: „Przepraszam, stryjeczka, bo ja muszę iść na spacerek!”. Za to, do czasu osiągnięcia pełnoletniości, często gościł w Klicach i Jarlutach Małych, u swego Stryja i jego syna, odbywając praktykę zawodową, ale jak wieszczą przekazy ustne bliżej mu było do kuchni, gdzie uwielbiał smażyć racuchy, niż do prawdziwych zajęć w polu. Po maturze, zapewne przed 1928 rokiem, po licznych także romansach i równie szybkim ożenku, z Walerią Kolską (†1988), zwaną Linką, kochliwy Zygmunt ustatkował się, na świat przyjmując córki: Magdę i Marysię.

W obejściu, również cierpliwiej zajął się własną schedą, między innymi przystępując do zmeliorowania nienawodnionych jeszcze pól uprawnych. Podobnie zresztą miało się z Linką, nowoczesną i pełną życia blondynką, choć ta nadal krępowała otoczenie, swym sposobem bycia i upodobaniami literackimi, zwłaszcza rozmiłowaniem w modernistycznej poezji Tuwima. W okresie międzywojennym, do dworu wchodziło się przez sień, sąsiadującą z salonem i po przeciwnej stronie z jadalnią. Za nią, mieścił się tzw. „pokój kwiatowy” z werandą na starym ganku. Dalej, przechodziło się do pokoiku gościnnego i kancelarii dziedzica z osobnym wejściem, przez korytarz, od strony podwórza. Od ogrodu, stał pokój dziecięcy i salonik z wyjściem na taras, także tzw. kredens oraz sionka ze schodami do piwnic i na poddasze, a za nią kuchnia, spiżarnia i pokoje służbowe. Na ścianach, w pokojach dominowały tapety, w pokoju kwiatowym i sieni stały okrągłe piece, a monotonię podłóg z desek urozmaicała ozdobna posadzka w przedsionku, z wejściem, od frontu. W podwórzu, stały stajnie cugowe i zabudowania gospodarcze, z pięknym, drewnianym spichrzem na czele, określając teren dworski, otoczony niewielkim, kamiennym murkiem, z metalowymi sztachetami.
Sielskie życie, w białym dworku, wkrótce przerwała kolejna wojna, która na zawsze zmieniła krajobraz wiejski. Po włączeniu do Rzeszy, powstaniu Rejencji Ciechanowskiej, w Bądkowie, nieopodal dworu, ulokowała się niemiecka jednostka wojskowa, której sąsiedztwo okazało się początkowo niezbyt uciążliwe, bowiem oficerowie jeszcze nie okazywali sobie właściwej niemieckiej buty. Do dziedziczki, więc odnosili się z należnym szacunkiem, wstydliwie korzystając z dobrodziejstw, jakie daje zasobne gospodarstwo wiejskie. Niestety, jesienią 1939 roku, Zygmunt, podzielił los, okolicznych ziemian, i wraz z nimi, z niektórymi z nich, trafił do obozu koncentracyjnego w Auschwitz, zachowując aż do końca niewoli niski numer obozowy, zachowując też, co najważniejsze życie. Po wojnie, nie wrócił już do kraju, do żony, osiedlając się na stałe w Paryżu, potem również w Wenezueli, dzieląc dni z nową, latynoską małżonką. Z początkiem 1941 roku, dwór bądkowski, opuściła, także Linka z dziećmi, miejsce ustępując niemieckiemu administratorowi, który pokazując jej drzwi, pokazał również swą wyższą kulturę. Tułając się, po Generalnej Guberni, klepała biedę, spokój znajdując po wojnie w Krakowie. Na szczęście, dwór bądkowski, bez szwanku przetrwał i te zawirowania wojenne, znowu z dala od działań wojennych, pod twardą ręką niemieckiego administratora, zaopatrywał wiecznie głodne zaplecza frontowe. I taki stan rzeczy, utrzymał się aż do tzw. wyzwolenia, właściwie do kolejnego zniewolenia. Bowiem, w Polsce Ludowej, po 1945 roku, dobra bądkowskie, rozparcelowano pomiędzy okolicznych chłopów, we dworze oczywiście ulokowano szkołę,
a rządcówkę podzielono na mieszkania kwaterunkowe. Po wyprowadzeniu się szkoły, piękny dwór bądkowski, popadał w coraz to większą ruinę, zarastał i dziczał, przypominając straszydło o posępnym, choć nadal białym obliczu. I może dotrwałby do naszych czasów, gdyby nie bezmyślność ludzka, która latem 1978 roku, od jednej zapałki, pozbawiła życia dumną sadybę. Niestety, w sukurs temu zdarzeniu, przyszła kolejna jeszcze gorsza wiadomość. Jesienią tego roku, zmarła, jedyna, dziedziczka, bądkowskiej schedy, Maria z Bojanowskich, po mężu baronowa Helmersen, zwana Dzidzią. Niebawem, czas zrobił swoje i zgliszcza pozostały tylko wspomnieniem, z czasem i pamięć ludzką przekuto w dzwony, ale to nie one dominują w dzisiejszym parku od czasu….


Tygodnik Ciechanowski, nr 29, z dnia 19 lipca 2011 roku, str. 17


 

Attachments:
Download this file (bądkowo.pdf)tc, historia dworu w bądkowie[ ]119 kB