Krzynowłoga Wielka

KRZYNOWŁOGA WIELKA – EKLEKTYCZNA SIEDZIBA ROMANTYCZNEGO OJCZULKA
Jadąc szosą z Przasnysza do Szczytna, na wysokości Rycic i w odległości 3 km na północny-zachód od tego skrzyżowania, przy drodze z Krzynowłogi Małej do Chorzel stoi na niewielkim, płaskim wzniesieniu stylowy, murowany dwór ziemiański, do niedawna jeszcze siedziba biblioteki, później także klubu rolnika, a ostatnio miejsce służące za lokum dla kilku, bezrolnych rodzin.

Od końca XVIII wieku Krzynowłoga Wielka, wraz z majątkiem ziemskim, należała do rodziny Nosarzewskich. Do 1834 roku, dobrami rozporządzał Jan, sędzia ziemski ciechanowski, a przez kolejne 3 lata, Antoni Nosarzewski. W 1837 roku, dobra ziemskie nabył w drodze licytacji Ludwik Węgierski, a w 9 lat później, od rodziny zmarłego, majątek odkupił, sąsiad zza miedzy, Marceli Rykowski, herbu Doliwa. W momencie zakupu, Rykowscy, gospodarzyli w pobliskich Bogdanach Wielkich, ale sprawowali również władzę nad folwarkami: Bogdany, Chmielewo, Bagienice Wielkie i Bagienice Garstki. Na północne Mazowsze, rodzina Rykowskich, przeniosła się z ziemi radomskiej, najprawdopodobniej za sprawą ożenku Marcelego, z Zofią Krępską, z którą, pod nowym, mazowieckim dachem miał córkę i pięcioro synów, w tym najmłodszego, Eugeniusza (†1861).

Marceli Rykowski, zanim kupił sąsiedni majątek, przejawiał zainteresowanie prowizorycznym, drewnianym kościółkiem w Krzynowłodze Wielkiej. W 1840 roku, jako darczyńca, ufundował plebani drewniane ogrodzenie wokół cmentarza przykościelnego, a w kilka lat później, będąc już krzynowłodzkim dziedzicem, wystąpił w roli antreprenera w licytacji na nowy, murowany kościół parafialny. Stało się tak, bowiem, w 1849 roku, Naczelnik Powiatu Przasnyskiego, radca kolegialny, Wiszniewski, opublikował wiadomość o organizowaniu publicznego przetargu. I pomimo, że konkurenci przedstawili korzystniejszy anszlag, to Marcelemu przypadła w udziale rola fundatora i organizatora zbożnego dzieła. W 1854 roku, zatem przystąpiono do prac, a już w 5 lat później, nową świątynię poświęcił ksiądz oddając parafianom na modły.

W międzyczasie, najmłodszy syn Marcelego, Eugeniusz Rykowski, jak wieszczą rodzinne przekazy, za swe romantyczne przekonania polityczne, odbywał karę zesłania na Syberii i powrócił w rodzinne strony niemal w przeddzień rozpoczęcia budowy kościoła. W 1858 roku, mając już 28 lat, ożenił się z Walerią Klicką (†1880), córką Pawła i Julianny Koziebrodzkich, jedyną dziedziczką sąsiedniego majątku Rycice, postępując tak jak nakazuje tradycja i będąc w zgodzie z utartym przez wieki społecznym kanonem postępowania. Te, pierwsze, skądinąd rozsądne posunięcie syna, skłoniło Marcelego, do większej niż zazwyczaj ofiarności, dzięki, której młoda para mogła cieszyć się posiadaniem własnego majątku ziemskiego w Krzynowłodze Wielkiej, mogła też rozpocząć własne, samodzielne życie, na ponad 2500-hektarowym areale. Ten, krótki związek małżeński, bowiem w 3 lata po ślubie nagle umiera pan młody, przyniósł na świat trójkę dzieci: Apolonię, Stanisława (†1929) i Kazimierę. Zanim jednak do tego doszło, młody Eugeniusz, wykazał się nie lada operatywnością, jakby przez skórę czując, wręcz prowokując swą nagłą przemijalność. Chcąc uczynić z Krzynowłogi Wielkiej, swoje gniazdo rodowe, rozpoczął budowę rodzinnej kaplicy grobowej, tuż przy nowym, murowanym kościele parafialnym. Również, w następnym, 1859 roku, energiczny dziedzic, przystąpił do budowy własnej siedziby, w zasadzie do rozbudowy istniejącego dworku, który na wcześniejszym o kilkanaście lat planie sytuacyjnym jawił się, jako wydłużony prostokąt z ryzalitami bądź alkierzami po bokach, z parterowym korpusem głównym o dwutaktowym układzie wnętrz, z sienią wejściową i tarasem od strony ogrodu, obopólnie usytuowanymi na osi. Do tego śmiałego pomysłu, Eugeniusz potrzebował jednak zdolnego architekta. Szczęśliwym trafem, w pobliskim Krasnem, w mazowieckiej siedzibie rodu Krasińskich, przy budowie pałacu dla Ludwika Krasińskiego, działał w charakterze budowniczego, uczeń Henryka Marconiego, Adolf Schimmelpfenning (†1896). Ten, zdolny i pracowity, adept warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, także aplikant Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, podjął się wyzwania pobudowania w Krzynowłodze Wielkiej zarówno dworu jak i kaplicy grobowej. W 1860 roku, Adolf nakreślił projekt rozbudowy dworku w romantyczny dwór z czterokondygnacyjną wieżą, w tym samym też roku rozpoczynając pierwsze prace budowlane. Najpierw, zmodernizowano dotychczasową konstrukcję nośną, podnosząc nadmurowaniem część parterową i podwyższając istniejącą więźbę dachową. Następnie, od północy dostawiono nowe, dwukondygnacyjne mury kryjąc je dwuspadowym dachem nadając nowej konstrukcji wyrazu poprzez wyniesienie czterokondygnacyjnej wieży o czterospadowym dachu, osadzonej na parterowej przybudówce. W nowej części, usytuowano wejście główne, poprzedzone otwartym portykiem arkadowym. W podobnym stylu, ozdobiono wejście boczne, prowadzące do sieni, teraz umiejscowionej w podstawie wieży. W zamian, zrezygnowano z pierwotnego wejścia, które zamurowano, a w miejscu dawnego przedsionka zrobiono niewielki salonik. W układzie wnętrza, zamiast kilku dotychczasowych pomieszczeń, w tym jednego z pokoi gościnnych, uzyskano obszerny hall. Do nowego budynku, zatem musiano przenieść kuchnię, spiżarkę i pozostałe lokale pomocnicze, z piwnicami włącznie. Adolf, kończąc prace budowlane, niestety, tuż po śmierci fundatora, mógł tylko z żoną Eugeniusza, podziwiać swe romantyczne dzieło. Zasadniczo, ta eklektyczna budowla, nawiązywała do sprawdzonych form przestrzennych, w których swobodnie przenikające się kubiczne bryły, pokrywano rozłożystymi dachami, z dominującą funkcją wieżyczki, którym przydawały wdzięku laubzegowe dekoracje i renesansowe wykończenia, począwszy od okien typu weneckiego, poprzez arkadowe portyki, aż po koliste czy półkoliste wnęki z archiwoltami.
Po śmierci męża, Waleria Rykowska, wspólnie z Adolfem, kontynuowała następne prace budowlane, lokując nadzieje w rodzinnej kaplicy grobowej. Niebawem, ona, już 25-letnia wdowa, on, jeszcze 28-letni kawaler, poczuli do siebie, coś więcej niż tylko zawodowe przywiązanie i w następnym roku, po zwyczajowej żałobie, pobrali się, w pobliskim kościele parafialnym. Z uwagi na wypadki dziejowe, z powstaniem styczniowym w tle, nowożeńcy, wraz z dziećmi i matką Walerii, postanowili, opuścić wieś udając się do bezpiecznej Warszawy. Wyjeżdżając, nowy dziedzic, zadbał, aby ziemia nie leżała odłogiem, więc wydzierżawił ją z pozostawieniem sobie dworu - Brunonowi i Teresie Radzymińskim, ludziom od pokoleń związanych z Krzynowłogą Wielką. Od tej pory, eklektyczny dwór, stał się letnią rezydencją Schimmelpfenningów, a liczne pobyty Walerii w Krzynowłodze przyniosły kolejne darowizny na utrzymanie kościoła parafialnego. Na decyzję o przeniesieniu się do miasta, wpływ miała również niechęć samego Adolfa do statecznego życia ziemiańskiego, dla którego musiałby poświęcić obiecującą karierę zawodową. Na ile była to decyzja słuszna, wkrótce przekonało się społeczeństwo polskie obserwując kolejne sukcesy, z roku na rok coraz to bardziej wziętego architekta warszawskiego. Bowiem, już w 1864 roku, zdolny Adolf, zdobył I-szą nagrodę w konkursie na projekt odbudowy ratusza w Warszawie. W 1872 roku, wygrał także konkurs na budowę „domu zabaw publicznych”, a w rok później również jego pomysł znalazł uznanie u budowniczych kościoła rzymsko-katolickiego na Pradze. Nie mniej jednak, w kilka lat później, w 1878 roku, swoje oczy znowu skierował na północne Mazowsze, projektując kościół parafialny w Chorzelach. I choć, przez następne lata, można powiedzieć, jego aktywność słabnie, za to uznanie, jakie sobie wyrobił w swym środowisku, ciągle procentowało, procentowało stanowiskiem stałego członka jury oceniającego najważniejsze w owych czasach konkursy architektoniczne. Dopiero, nagła śmierć żony Walerii, którą pochowano w rodzinnej, kaplicy grobowej, ponownie zaktywizowała popularnego architekta. W następstwie, czego, jako główny architekt Towarzystwa Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej zaprojektował kolejno: dworce kolejowe w Łodzi i w Koluszkach, także budowle towarzyszące drodze żelaznej z Dęblina do Dąbrowy Górniczej, a na zlecenie Zakładu Wodoleczniczego w Ciechocinku tamtejszy teatr letni dla kuracjuszy. Być może, że zawodowa aktywność, miała ścisły związek z chęcią zapewnienia najbliższej rodzinie, dzieciom i wnukom, godziwych warunków życia, może też lepszej, dostatniejszej przyszłości. Tego, nie wiemy. Zresztą jakby na to nie spojrzeć, i tak w tradycji rodzinnej, te uczucia, jakie żywił, wychowując nie własne przecież potomstwo, przysporzyło mu u kresu żywota miano „ojczulka”, ojczulka Schimmelpfenninga.

W 1890 roku, w dojrzałym już wieku, ożenił się, jedyny syn Eugeniusza i Walerii Rykowskich, Stanisław, który postanowił, odprawić z kwitkiem, kolejnych dzierżawców Krzynowłogi Wielkiej, z ambitnym planem powrotu na rodziną schedę w charakterze ziemianina-rolnika. Jego wybranką, została Bronisława z Żórawskich (†1944), z którą, podczas powstania warszawskiego tak okrutnie obeszli się Niemcy, mordując w ulicznej egzekucji. W pierwszym kroku, nowy, krzynowłodzki dziedzic, przeprowadził następną przebudowę dworu. W zasadzie, polegała ona na dołożeniu do parterowego korpusu jeszcze jednego przęsła, które skierowało dwór w kierunku południowym, sytuując w nowej przestrzeni dwa pokoiki dla służby. Nie mogło być inaczej także tą przebudowę wykonano na podstawie projektu Schimmelpfenninga, ale był to już ostatni przejaw twórczego życia Adolfa, który niebawem rozstał się ze światem. Bliższa i dalsza rodzina pochowała go na wolskim cmentarzu ewangelicko-augsburskim zarazem fundując na powązkowskim nagrobku Rykowskich pamiątkową inskrypcję. Stanisław, z zawodu inżynier-rolnik, o kwalifikacjach nabytych w Akademii Rolniczej w Halle, nie miał szczęśliwej ręki do gospodarzenia. Na domiar złego, w 1907 roku, spłonęły mu doszczętnie zabudowania gospodarcze, wkrótce również i wojna światowa dopełniła dzieła zniszczenia. Bowiem, na początku wojny, ponownie stanęły w ogniu nowe budynki gospodarcze, a i sam dwór przeorały ciężkie pociski artyleryjskie. Paradoksalnie, zniszczenia wojenne dworu, wiązały się, z jego architekturą, która hojnie obdarzona wysoką, czterokondygnacyjną wieżą, stała się niejako naturalnym punktem obserwacyjnym, punktem skąd żołnierze niemieccy patrolowali wrogą im okolicę. W wyniku kolejnego natarcia, rosyjski ostrzał artyleryjski, nie oszczędził ostatniej kondygnacji wysokiej wieży i dachu, które już nigdy nie wróciły do swojej świetności. Po ustaniu działań wojennych, w niepodległej ojczyźnie, okaleczony dwór długo nie mógł podnieść się z ruin. Wiadomo tylko tyle, że w końcu lat 20-tych, tuż przed śmiercią Stanisława, krzynowłodzki majątek rozciągał się na przestrzeni 476 hektarów. Dopiero, za jego sukcesora, nastały lepsze czasy na inwestycje budowlane. Bowiem, jego syn, Bronisław Rykowski (†1981), równie wykształcony rolnik, co dyplomata, ożenił się z Władysławą z Mierzyńskich, z którą, zaraz po ślubie, przystąpił do prac remontowych, choć na wyraźne życzenie żony. I tak, w 1934 roku, do parterowej przybudówki, od strony północno-wschodniej dobudowano niewielkie pomieszczenia, mające służyć za spiżarnię.

Po wybuchu II wojny światowej i klęsce wrześniowej, tereny nadgraniczne, okupanci niemieccy wcielili do Prus Wschodnich, z marszu poddając majątek Rykowskich pod niemiecki zarząd i sprowadzając do wsi mazurskich kolonistów. Po wojnie i wkroczeniu, w 1945 roku, „polskiego” reżimu komunistycznego rykowskie dobra ziemskie podzieliły los sąsiednich folwarków: ziemię rozparcelowano pomiędzy okoliczne chłopstwo, zaś dwór, wraz z parkiem oddano na własność Skarbu Państwa. Za Polski Ludowej, po 1945 roku, resztówkę dworską, przekazano w zarząd Urzędowi Gminy Chorzele, a ta z kolei przyznała teren we wieczyste użytkowanie Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska. Do 1989 roku, oprócz pomieszczeń biurowych, dwór mieścił bibliotekę gminną i klub rolnika, a ostatnimi mieszkańcami stały się bezrolne rodziny komunalne, które i tak opuściły ruinę w końcu zeszłego wieku. Przez kolejne dziesięciolecie, po 1999 roku, zdewastowany obiekt zionął pustką, okoliczny park dziczał, a zarastając i od czasu do czasu dając cień osobom, którym w życiu się nie powiodło, nagle znalazł odkrywcę, późniejszego nabywcę, zaiste najgodniejszego z godnych. W 2009 roku, nowy właściciel, zobowiązał się gminie, że w ciągu 3 lat rozpocznie gruntowny remont, nie zapominając o zagospodarowaniu parku, z ponad stuletnimi brzozami, co aleją zapadają się ku kościołowi, parku, z grabami, które szpalerami i rozłożystymi konarami kłują taflę zarastającego wciąż stawu. Panie Marcinie, czekamy……


Spotkania z zabytkami, nr 11/12, listopad-grudzień 2011 roku, str. 41-43