Blog

 

13.12.2018

1Q84 t.1 cz.3

I znowu „na gorącą” podczas lekturzenia – cytat w domenie społeczno-filozoficzno-psychologicznej:

[…]

Matematyka dała Tengo skuteczną możliwość ucieczki. Umykając w świat wzorów, mógł się wydostać z ciasnej klatki rzeczywistości. Już w dzieciństwie zauważył, że gdy wciska w głowie odpowiedni guzik, łatwo udaje mu się przenieść do tamtego świata. Tak długo, jak wędrował po tym nieograniczonym terytorium spójności i badał je, był całkowicie wolny. Posuwał się krętymi korytarzami ogromnego budynku i otwierał kolejno ponumerowane drzwi. Za każdym razem, gdy ukazywały mu się przed oczami nowe widoki, bladły brzydkie pozostałości rzeczywistego świata, po czym szybko znikały. Świat, którym rządziły wzory, był dla niego dostępny i stanowił całkowicie bezpieczną kryjówkę. Lepiej niż ktokolwiek inny dokładnie rozumiał jego topografię, potrafił precyzyjnie wybrać właściwą drogę. I nikt nie mógł go tam dogonić. Kiedy przebywał w tamtym świecie, mógł zapomnieć o zasadach i obciążeniach, jakie narzucał mu świat rzeczywisty, mógł je po prostu ignorować. W przeciwieństwie do pełnej splendoru wyimaginowanej budowli matematyki, świat opowieści reprezentowanych przez Dickensa był dla Tengo jak głęboki zaczarowany las. Gdy matematyka nieustannie wznosiła się coraz dalej ku niebu, las w milczeniu rósł w oczach. Ciemne i silne korzenie drzew wrastały głęboko w ziemię i rozprzestrzeniały się. Nie było tam mapy ani ponumerowanych drzwi. Przez całą szkołę podstawową i gimnazjum był całkowicie pochłonięty matematyką. Jej logiczna jasność i absolutna wolność miały dla niego nieodparty urok, poza tym byty mu potrzebne do życia. Ale od kiedy wkroczył w okres dojrzewania, zaczął doznawać coraz silniejszego wrażenia, że sama matematyka nie wystarczy. Przebywając w świecie matematyki, nie miał żadnych problemów. Wszystko toczyło się, tak jak sobie życzył. Nikt nie próbował go powstrzymać. Ale kiedy się od niego oddalał i wracał do rzeczywistego świata (bo musiał do niego wracać), nadal znajdował się w tej samej żałosnej klatce. Sytuacja ani trochę się nie poprawiała. A wręcz przeciwnie – wydawało mu się nawet, że więzienie stawało się coraz cięższe. Skoro tak, to na co zdaje się matematyka? Jest tylko krótką ucieczką. A może raczej pogarsza jeszcze rzeczywistą sytuację? Gdy narastały w nim te wątpliwości, Tengo zaczął świadomie powiększać dystans między sobą a światem matematyki. Jednocześnie las opowieści coraz mocniej go pociągał. Oczywiście czytanie powieści też było formą ucieczki. Gdy zamknie się książkę, trzeba znów powrócić do rzeczywistości. Ale pewnego razu zauważył, że kiedy wraca tutaj ze świata opowieści, nie czuje takiej silnej frustracji jak po powrocie ze świata matematyki. Dlaczego tak jest? Głęboko się nad tym zastanowił i doszedł do pewnego wniosku. W lesie opowieści nigdy nie było jednoznacznych rozwiązań, choćby nawet powiązania między wydarzeniami wydawały się jasne. Tym się różnił od matematyki. Rola opowieści polegała na tym, żeby – ogólnie mówiąc – zastąpić jeden problem innym, o innym kształcie. A poprzez jakość i kierunek tej zmiany sugerowane jest w narracji właściwe rozwiązanie. Tengo powracał do rzeczywistego świata z tą sugestią. Był to jakby skrawek papieru z napisanym na nim niezrozumiałym zaklęciem. Czasami brakowało mu spójności, nie mogło się więc od razu w rzeczywistości przydać. Ale niosło w sobie możliwość. Może kiedyś uda mu się rozwikłać to zaklęcie. Ta perspektywa powoli rozgrzewała mu od środka serce. Z wiekiem ten rodzaj narracyjnej sugestii budził w nim coraz większe zainteresowanie. Teraz, gdy był już dorosły, matematyka stanowiła dla niego źródło wielkiej radości. Kiedy uczył licealistów na kursach przygotowawczych, zupełnie naturalnie wypełniała go taka sama radość, jaką czuł w dzieciństwie. Chciał dzielić z kimś tę radość swobody w dziecinie pojęciowej. To była wspaniała rzecz. Jednakże teraz Tengo nie potrafił już bez zastrzeżeń zatopić się w rządzonym przez wzory świecie. Ponieważ wiedział, że choćby badał go w nieskończoność, nie znajdzie w nim rozwiązania, którego naprawdę poszukuje.

[…]

Haruki Murakami, 1Q84 Tom I

Wszystko we wszystkim jest chcąc-nie-chcąc systemem czy punktem odniesienia. W czarno na białym świecie liczb jako czyste wartości porządkują procedury i procesy logiczne, ale i one znaki bywają umowne jak metajęzykiem pozostaje choćby samo rozumowanie. W systemie matematycznym nasz subiektywizm, a więc i relatywizm poznającego poddaje się obiektywnym prawom a priori to one wytyczają a posteriori naszą ścisłą ścieżkę poznawczą.  

W świecie doświadczenia życiowego i gry wyobraźni z wyobrażeniem, gdzie króluje piękno literatury i miniaturyzacja w poezji - zwarte szeregi możliwości interpretacyjnych są już bardziej subiektywne tak na niby jak wolne rodniki (choć ciągle rodniki) co pozwalają sobie (nam) na jeszcze więcej, o tyle zresztą więcej na ile systemy słowotwórcze – wyrazy, zdania, litery, znaki przestankowe - w sobie noszą, nas unoszą a siebie na koniec znoszą , ale…

człowiek i w takim spotkaniu ze słowem nie może przekroczyć naturalnych barier swego doświadczenia (poznania życiowego) ani też nawet granic wyrozumowanej wyobraźni jako pochodnych tego co raz za razem się widzi, kiedy indziej również słyszy, skądś-dokądś w myślniku poczuje...



powrót ››