Blog

 

08.09.2023

Czwarta epoka

„Tylko wariaci mogliby nie zanudzić się na śmierć.”

„Pozwolić mu myśleć, że jeszcze żyje...”

„Człowiek nie może funkcjonować z dala od tego, co stworzył.”

 

[…]

Na głębokości pięciu tysięcy metrów nagle podniosła się równina pokryta grubą, podziurawioną warstwą błota niby sierścią jakiegoś wymarłego zwierzęcia. I natychmiast rozsypała się - zmieniła się w ciemną chmurę, zabulgotała i wygasiła gwiazdki planktonu przepływające ławicą przed czarną przezroczystą ścianą. Obnażyła się popękana skalna płyta. Z jej szczelin wypłynęła brązowa, iskrząca się galaretowata masa. Na obszarze kilku kilometrów nabrzmiewała ogromnymi bąblami powietrza, a następnie rozpostarła gałęzie jak korzenie starej sosny. Jaśniejąca w mroku magma znikała z pola widzenia. Pozostał po niej ogromny słup pary, który przebił warstwę marine snow [inaczej: śnieg morski – opad cząsteczek przypowierzchniowych w głąb oceanu – przyp. aut.], zamienił się w wir i rozpadając się bezgłośnie parł do góry. Słup pary także zniknął pośród cząsteczek wielkiej wody i nigdy nie dotarł do odległej powierzchni morza.

[…]

Usiadłem i zamknąłem oczy. Usłyszałem oddalające się stukanie drewnianych sandałów Tanomogiego. Dlaczego młodzi naukowcy w Japonii - niemal bez wyjątku - tak chętnie chodzą w drewniakach? Co to za dziwny zwyczaj? Cichnące kroki stawały się coraz szybsze. Widocznie podjął decyzję i to dodawało mu energii. Gdy uniosłem powieki, stojące na półce cztery teczki z dokumentami wydały mi się teraz bardzo ważne. Zawierały wycinki artykułów poświęconych maszynie prognostycznej, poczynając od ukończenia “Moskwy 1" przed trzema laty. Przedstawiały też drogę, jaką ja przeszedłem. Na ostatniej stronicy nawet ta jedyna dla mnie droga zaczęła znikać. Jak na ironię, pierwsza stronica w teczce rozpoczynała się od artykułu pewnego publicysty, który radykalnie zmienił swe poglądy. “Specjaliści, otwórzcie oczy! - zwracał się na początku tekstu w taki sposób, jakby sam był wynalazcą maszyny prognostycznej. - Wehikuł czasu Wellsa, mimo że jakoby pozwalał odbywać podróże w czasie, był po prostu dziecięcą zabawką, ponieważ nie przedstawiał niczego więcej poza przełożeniem ruchu w czasie na przemieszczenie się w przestrzeni. Człowiek widzi bakterie tylko dzięki mikroskopom. Byłoby jednak błędem twierdzić, iż bakterie w ogóle nie istnieją, tylko dlatego, że są niewidoczne gołym okiem. Analogicznie ludzkość uzyskała możliwość widzenia przyszłości dzięki maszynie prognostycznej» Moskwa 1«. Istnieje więc już wehikuł czasu! Znów stoimy na skrzyżowaniu dróg historii i cywilizacji!"

[…]

Szczerze mówiąc, czułem zupełnie co innego, po prostu nie mogłem pohamować palącej mnie zazdrości. Gdybym siedział z założonymi rękami, zostałbym w ogóle wyeliminowany z gry i nie mógłbym im dorównać. Zresztą nie zaznałbym spokoju, gdybym mimo wszystko nie podjął wyzwania. Poszedłem więc do dyrektora instytutu, następnie rozmawiałem z kilkoma znajomymi. Nikt jednak po zaspokojeniu zwykłej ciekawości nie przejawiał poważniejszego zainteresowania moją propozycją. A już najbardziej zdenerwowała mnie umieszczona obok wypowiedź pewnego pisarza, który podzielał mój pogląd. (Oczywiście, on nie wiedział, o czym mówił, lecz nic nie wydaje się bardziej prawdopodobne niż własna ignorancja...) “Być może to całkiem naturalne, że komuniści, wtłaczający wszystko w ramy konieczności, nie mają innej przyszłości jak tylko taką, którą można przewidzieć za pomocą maszyny. Nam, budującym przyszłość na podstawie wolnej woli, tego rodzaju maszyna chyba do niczego się nie przyda. Nawet jeśliby ktoś wbrew rozsądkowi spróbował przedstawić naszą przyszłość, okazałaby się przezroczysta jak szkło. Najbardziej jednak obawiam się, że wiara w prognozę sparaliżuje wrażliwość moralną".

[…]

Zgodnie z obietnicą “Moskwa 1" zachowała odtąd milczenie. W tym czasie Tanomogi, człowiek trochę gruboskórny, ale bardzo zdolny, był moim asystentem. Praca postępowała zgodnie z planem i w następnym roku jesienią dobiegła końca. Mogłem więc zademonstrować przyszłość w telewizorze, pokazując rozbijanie się szklanki itp. (Prognozowanie zjawisk jest stosunkowo łatwe). Za każdym razem, gdy przedstawiałem kilka prostych eksperymentów, rosła moja sława i rozgłos maszyny, spełniała się też nadzieja. Wiem, że niektórych ludzi napawałem lękiem. Kiedy na przykład zająłem się przewidywaniem wyników wyścigów konnych, zainteresowani zażądali zaprzestania tego rodzaju analiz. W owym czasie z dumą myślałem o tym, że ten przypadek stanowi dowód potęgi maszyny. Dzisiaj wydaje mi się, że ten incydent był pierwszą złowieszczą oznaką przyszłego stosunku do nas jako niebezpiecznych dla społeczeństwa. (Nie mam pojęcia, na ilu filarach opiera się świat, w każdym razie co najmniej trzy z nich to na pewno ciemnota, niewiedza i głupota). Wówczas znajdowaliśmy się na grzbiecie fali. Wtedy jeszcze przepełniała nas nadzieja. Nie wiem, dlaczego, ale szczególnym powodzeniem cieszyłem się wśród dzieci: często pojawiałem się w barwnych komiksach, gdy w blasku chwały wychodziłem z Wydzielonej Pracowni Instytutu Techniki Obliczeniowej w otoczeniu własnych robotów (w rzeczywistości maszyna wygląda jak rząd wielkich metalowych kontenerów ułożonych w kształcie litery E na przestrzeni około siedemdziesięciu metrów kwadratowych). Widocznie w komiksach musiały występować roboty, dlatego pojawiałem się w ich towarzystwie w rozmaitych sytuacjach w przyszłości i pokonywałem złoczyńców.

[…]

Maszyna posiadała niemal nieograniczone zdolności przyswajania informacji. Nakarmiona przez człowieka potrafiła je przetrawiać, jak również magazynować. Jeśli jakikolwiek element z jej systemów ulegał nasyceniu, otrzymywaliśmy odpowiedni sygnał. Dzięki temu wiedzieliśmy, że od tej pory dana część systemu ma zdolność budowania własnego programu. Pewnego dnia pojawił się pierwszy sygnał. Oznaczał on, że maszyna przyswoiła wszystkie funkcjonalne zależności między zjawiskami przyrody wyrażonymi w postaci linii krzywych. Mogłem więc od razu wykonać próbę mocy. Dałem jej zadanie przedstawienia na ekranie rozwoju fasolki sojowej w ciągu czterech dni od zamoczenia w wodzie. Maszyna wywiązała się wspaniale, ukazując proces wzrostu kiełka do wielkości siedmiu centymetrów. Na pamiątkę tego dnia ogłosiłem oficjalną nazwę maszyny: “KEIGI-1".

[…]

Następnego dnia ukazało się oświadczenie władz amerykańskich. “Istnieje zasadnicza różnica między prognozą a przepowiednią. Na miano prognozy zasługuje coś dopiero wtedy, gdy jest oparte na założeniach moralnych. Powierzenie tego zadania maszynie równoznaczne jest z negacją człowieczeństwa. Również w naszym kraju wcześniej ukończyliśmy prace nad maszyną prognostyczną, lecz słuchając głosu sumienia zrezygnowaliśmy z politycznego jej wykorzystania. Postępowanie ZSRR tym razem jest krokiem zdradzieckim, szkodliwym dla pokojowego współistnienia, i z pewnością zagrozi też międzynarodowej przyjaźni i wolności człowieka. Uważamy, że prognozy Moskwy 2 są gwałtem wobec ducha człowieczeństwa, dlatego ZSRR powinien jak najszybciej odwołać swe oświadczenie i zrezygnować z wykorzystywania tego rodzaju maszyn. Jeśli tego nie uczyni, będziemy zmuszeni do wystąpienia w tej sprawie na forum ONZ" (wypowiedź sekretarza stanu Stroma).

[…]

Tanomogi od początku otwarcie wyrażał sprzeciw wobec takiego zachowania członków komisji. Uważał, że wynikało ono jedynie z chęci uniknięcia podejmowania jakiejkolwiek decyzji. Narzekaliśmy, lecz nie szczędziliśmy wysiłku, mieliśmy swą zawodową dumę techników i specjalistów. Staraliśmy się bowiem ze wszystkich sił wykorzystać naszą wiedzę, aby stworzyć program, który spodobałby się członkom komisji. Przed posiedzeniem nieraz spędzaliśmy bezsenną noc. Im ciężej pracowaliśmy, tym bardziej byliśmy przekonani, że nie ma takiego problemu, który nie wiązałby się z polityką. Na przykład chcąc opracować prognozę rozwoju terenów uprawnych, nie mogliśmy pominąć problemu rozwarstwienia klasowego rolników. Chcąc zbadać sieć dróg asfaltowych za ileś tam lat, wkraczaliśmy w sferę budżetu państwa. Nie mogę tu omówić wszystkich przykładów, wspomnę tylko o tym, że przedstawiliśmy dwanaście projektów, które zostały odrzucone na kolejnych posiedzeniach komisji. W końcu odechciało mi się wszystkiego. Okazuje się, że polityka to coś takiego jak sieć pajęcza - oplątuje nas tym mocniej, im usilniej staramy się z niej wydostać. Nie mam zamiaru wtórować Tanomogiemu, lecz tutaj muszę chyba zgodzić się z nim i zająć bardziej zdecydowane stanowisko.

[…]

Jeszcze raz spojrzałem na teczki leżące na półce, wstałem i popatrzyłem na maszynę. Puste kartki aż się prosiły o zapełnienie, a maszyna nie wiedziała - jak mi się zdaje - co zrobić ze swoimi umiejętnościami. “Moskwa 2" nie płatała już złośliwych figli nowymi prognozami dotyczącymi różnych obcych krajów, lecz w sprawach wewnętrznych osiągała dobre rezultaty. Zresztą, nikt do końca nie wiedział, jak było naprawdę i czy prognozy są tak niebezpieczne dla wolności... Czy ta wątpliwość zrodziła się dlatego, że zostaliśmy już poddani oddziaływaniom taktyki psychologicznej. Ty też myślisz tak, jak gdyby politykę można było prognozować. Ten sposób myślenia już jest polityką.

[…]

Okazało się, że maszyna wyposażona w podstawowe dane rozumie komunizm w następujący sposób: Polityka - prognozowanie - nieskończoność. Komunizm to prognoza o maksymalnej wartości, a mianowicie jest to prognoza polityczna nieskończonego wymiaru, ujawniająca się wtedy, gdy znane są wcześniej wszelkie inne prognozy.

[…]

Natychmiast obudziłem Tanomogiego. Początkowo ogarnęły go wątpliwości, nie mógł uwierzyć w moje przypuszczenia, ale w końcu dał się przekonać. Z pewnością zgadza się to z teorią. Prognoza polityczna wydaje się czymś przeciwnym pod każdym względem w zestawieniu z przewidywaniem prywatnego, jednostkowego losu. A przynajmniej możemy założyć, że tak jest. Kto może być dobrym modelem? Zapytajmy ją. Lecz maszyna najwyraźniej nie miała zamiaru typować modelu. W zasadzie każdy może być modelem. Chyba musimy sami wybrać. Dla prognozy pierwszego stopnia konieczne jest, żeby obiekt nie wiedział, iż jest badany. Czyż nie jest to wspaniałe zajęcie! Naturalnie, masz rację. Rozpierała mnie radość. Dotąd nie zdawałem sobie sprawy, o ile bardziej od prognoz liczbowych i graficznych interesujący jest żywy człowiek. To zrozumiałe, wręcz nieuniknione, że w tym momencie nawet nie myśleliśmy o człowieku, którego w końcu wybierzemy i będziemy obserwować.

[…]

Typów pospolitych również jest bardzo dużo. Istnieje ogromne prawdopodobieństwo pomyłki. W końcu około siódmej zmęczeni poszukiwaniami weszliśmy do kawiarni i zajęliśmy miejsca przy oknie wychodzącym na ulicę. I tak spotkaliśmy naszego mężczyznę. Siedział bez ruchu przy sąsiednim stoliku przed kubeczkiem lodów, z oczami utkwionymi w jeden punkt ponad drzwiami, na których widniała nazwa kawiarni wypisana złotymi znakami. Lody się roztopiły i wypełniły naczynie po brzegi. Zamówił je, mimo że nie miał na nie ochoty.  Dlatego pozwolił, żeby stopniały. Gdy obejrzałem się, spostrzegłem, że Tanomogi też patrzył uważnie w jego stronę. Nie wiem, ile trzeba czasu, żeby lody się rozpuściły, lecz jeśli chodzi o mnie, ich widok wydał mi się bardzo niepokojący. Mężczyzna jakby zwyczajny, lecz mimo to zdawał się mieć coś ważnego do powiedzenia... Może była to ocena zbyt subiektywna, lecz fakt, iż jedynie nieznacznie się wyróżniał, chyba idealnie odpowiadał naszym celom.

[…]

Ja jednak wierzę w maszynę. Wszyscy, włącznie z członkami komisji, pozostawaliśmy pod wpływem “Moskwy 2". Staraliśmy się stworzyć program oparty tylko na danych socjologicznych. Bazując jedynie na materiale obiektywnym, dochodzi się być może do najwyższej wartości w prognozowaniu, czyli do komunizmu. Innymi słowy, skoro wykorzystywaliśmy maszynę jednostronnie do celów praktycznych, to rezultat nie mógł być inny. W tym sensie ocena przedstawiona przez maszynę, że komunizm jest maksymalną wartością prognostyczną, wydaje się bardzo interesująca. Dla człowieka najważniejszy jest człowiek, a nie zbiorowisko ludzkie. Jeśli społeczeństwo nie jest dla niego dobre, to nic mu nie pomoże nawet najlepsza organizacja.

[…]

Nawet lekarz nie ma prawa eksperymentować na człowieku bez zachowania dostatecznej ostrożności i rozwagi. Jeśli nie będziemy uważni, nasze działania staną się czymś w rodzaju wiwisekcji. Przesadza pan. Jeśli zachowamy je w tajemnicy, nie przyniesiemy mu żadnej szkody. Może... Gdybym był na jego miejscu, na pewno szlag by mnie trafił. Tanomogi milczał, lecz nie wyglądał na szczególnie zmartwionego. Pracowałem z nim przez pięć lat, więc miałem okazję przejrzeć go na wylot. Tak jest, nie ma zamiaru się tłumaczyć, nie zrezygnuje też z obserwacji niezależnie od tego, co mu powiem. Nawet jeśli maszyna wyda polecenie popełnienia morderstwa, chyba nie potrafi jej odmówić. Uczyni to, chociaż niechętnie. Ten wyglądający tak zwyczajnie mężczyzna w średnim wieku, którego obserwowaliśmy, krył w sobie - jak mi się zdawało - jakąś tajemnicę. W końcu zostanie całkowicie obnażony - odsłoni się nie tylko jego przeszłość, ale także przyszłość. Gdy o tym myślałem, czułem taki ból, jakby to mnie miano obnażyć. Zrezygnowanie z maszyny prognostycznej przerażało mnie jednak znacznie bardziej.

[…]

Skoro już określiliśmy kierunek działania, nie mogłem się wahać. Zostało jeszcze trochę czasu, zanim policja wyciągnie w naszą stronę swoje macki. Należało więc wymyślić coś przed przekazaniem rodzinie ciała zamordowanego [wytypowany mężczyzna zostaje zamordowany w tajemniczych okolicznościach – przyp. aut.]. Nie mogłem, oczywiście, pominąć współpracowników czekających na dole. Tanomogi powiedział, że poradzi sobie z nimi, jeśli powierzę mu kierownictwo. Podzieliliśmy ich według umiejętności na trzy zespoły: jeden odpowiedzialny za zmarłego mężczyznę, drugi za kobietę, a trzeci za wykrycie potencjalnego przestępcy. Natomiast Tanomogi postanowił zająć się całością badań dotyczących denata.

[…]

Pierwszy kontakt nadszedł od Tsudy, kierującego zespołem odpowiedzialnym za wykrycie przestępcy. Treści jego komunikatu nie ma chyba potrzeby powtarzać. Poczułem się nieswojo, ponieważ przewidywania Tanomogiego okazały się aż nazbyt trafne. Po pierwsze, świadkowie potwierdzili, że kobieta wróciła do domu tuż przed dwunastą. Po drugie, rany z tyłu głowy mężczyzny, których nie mógł sam sobie zadać, świadczą o tym, że najprawdopodobniej stoczył walkę. W wyniku obdukcji ciała, a także wnosząc z innych okoliczności, nie można było bez zastrzeżeń uznać przyznania się kobiety do zbrodni. Pojawiły się poważne podstawy do przypuszczenia, że istnieje wspólnik, a biorąc pod uwagę fakt niechęci kobiety do zmiany zeznań można przyjąć, że jest szantażowana. Zdaniem policji, rozwiązanie zagadki jest tylko kwestią czasu. Trudno schwytać początkującego przestępcę, wcześniej nigdzie nie notowanego, lecz z drugiej strony można powiedzieć, że im lepiej jest zaplanowane przestępstwo, tym łatwiej je ujawnić. (Początkowo nie wiedziałem, co począć: czy powinienem się zgłosić na policję i opowiedzieć o tym, co wcześniej widzieliśmy. Nie mogłem od razu się zdecydować. Istniała jednak niewielka szansa, by podejrzenie padło na nas, zupełnie niewinnych, przypadkowych przechodniów. Gdybyśmy mieli pewność, że sami potrafimy wykryć prawdziwego przestępcę, to w zasadzie należałoby milczeć i czekać na rozwój wypadków).

[…]

Najpierw - mówił doktor Yamamoto kontynuując wyjaśnienia - spróbujemy zacząć od bodźców bardzo zwyczajnych, od codziennych zjawisk. Posłużymy się pięcioma tysiącami przeciętnych zwykłych reakcji spreparowanych w naszej pracowni. Odpowiadają im grupy prostych rzeczowników, czasowników i przymiotników. Następnie posłużymy się kolejnymi pięcioma tysiącami bardziej skomplikowanych reakcji uwzględniających również kombinację z poprzednimi. Zazwyczaj pozwala to na odczytanie reakcji na bodźce i prowadzenie niezbędnej analizy patologicznej. Dzisiaj, tytułem eksperymentu, zdecydowaliśmy się pójść trochę dalej. Ciekaw jestem, co się stanie, gdy jako bodźców użyjemy słów, które pojawiły się w ostatnim tygodniu w kronice filmowej lub w artykułach prasowych. To doskonały pomysł - zacząłem z entuzjazmem, a Tanomogi od razu zdecydowanie kiwnął głową. Widziałem go w telewizorze. Z pewnością, znakomity pomysł. Niezbyt często się zdarza, by większe służyło mniejszemu. Gęsto utkane sieci rybackie łowią zarówno małe ryby, jak i duże. A jeśli chodzi o sieci myślowe, to wiadomo, że im precyzyjniejsze, tym lepsze. Zmarszczki fal nadal niezmiennie drgały jak gorące powietrze nad rozpaloną drogą. Nie mogłem się doczekać włączenia mechanizmu prognostycznego i rozpoczęcia stukotania drukarki. Zastanawiałem się, o czym też zacznie mówić martwe ciało?...

[…]

[Wspomnienia denata odtworzone dzięki maszynie prognostycznej, które odzyskano z aktywnego jeszcze układu nerwowego]

Ta dziewczyna, Kondo Chikako, śpiewa piosenki w kabarecie, ale jest bardzo miła i spokojna, zupełnie inna niż można się spodziewać po takich. Wydaje się raczej chuda, koścista, co do mnie - możecie spytać kogokolwiek - jestem raczej facetem z zasadami, nigdy nie chodziłem do takich miejsc, a tamtego wieczoru musiałem towarzyszyć prezesowi firmy, i stało się (skrót)... Zupełnie tego nie rozumiem. Dziewczyna, która prowadzi tak barwne i dostatnie życie, nagle zaczyna okazywać zainteresowanie takiemu jak ja pięćdziesięcioletniemu mężczyźnie, łysiejącemu i nie robiącemu najlepszego wrażenia... Nic dziwnego, że tak mnie poruszyła. Gdy gładziła mnie po brodzie miękkimi koniuszkami drobnych palców... Byłem jej wdzięczny... Trudno to wyrazić słowami, w każdym razie po prostu zgłupiałem. Tak się cieszyłem. To nie ma z wami żadnego związku, lecz jedno muszę powiedzieć, a mianowicie, że jej wcale nie chodziło o pieniądze, chcę żebyście to zrozumieli. Może nie uwierzycie, ale to prawda. Oczywiście, pomagałem jej trochę finansowo. Mówiła, że jest zadowolona. Miała co prawda dość szorstką cerę, ale była naprawdę miłą, dobrą dziewczyną. Nie zakochała się we mnie, to prawda, lecz mnie polubiła. Nie kryła tego. To rzadkość w tych czasach (skrót)... Stopniowo budziło się we mnie podejrzenie. Przez trzydzieści lat pracy jako księgowy zdążyłem się uczulić na nadmierne wydatki. Cały czas żyłem w strachu, że zacznie w końcu wyłudzać pieniądze, chociaż ona nie prosiła o więcej. Zaniepokoiło mnie, że była taka stała. Nie miałem pewności co do tego i czułem się jakiś bezradny... I tak biegły dni, aż wydarzył się drobny wypadek. Nie, trudno to nazwać wypadkiem. Oto pewnego dnia, gdy wszedłem do jej pokoju, zobaczyłem bardzo drogi dywan. Czy pan go widział? Biorąc pod uwagę jej sytuację finansową, mogę powiedzieć, że to był luksus. Kiedy zapytałem o powód zakupu, zaskoczyła mnie dwukrotnie. Najpierw powiedziała, że zaszła w ciążę. Naturalnie, mogła kupić dywan dla uczczenia tej radosnej chwili, zresztą ja mając już swoje lata, poczułem się tak wzruszony, że o mało się nie rozpłakałem. Z żoną nie miałem dzieci. Było to uczucie mi nie znane. Nie, może nie powinienem tak mówić, w każdym razie było w tym coś niewątpliwie romantycznego, chciałem się wręcz chwalić się tym wydarzeniem, byłem w podniosłym nastroju, wydawało mi się nawet, że moja żona się ucieszy, kiedy jej o tym powiem.

[…]

Zdecydowałem się na jeszcze jedno badanie, nim kobieta zostanie dowieziona do doktora Yamamoto. Dałem rozkaz maszynie, by ponownie rozpatrzyła wyniki analiz zmarłego mężczyzny, dzieląc informacje na współczynniki ogólne i specyficzne, to znaczy na części wspólne wszystkim ludziom i części właściwe tylko temu mężczyźnie. Wniosek wypływający z tych badań powinien być bardzo pouczający. Następnie przeanalizuję czynniki specyficzne, po czym zestawię je z obliczeniami ogólnymi, a tym samym uzyskam pełne dane o jego osobowości. Ku mojemu zaskoczeniu, mimo niepełnych danych, bardzo szybko uzyskałem odpowiedź. Współczynniki specyficzne - zmienne części równania osobowości - są widocznie prostsze, niż myślałem. Zrozumiałem, że prawie wszystko w całym równaniu prawdopodobieństwa da się zredukować do kilku cech szczególnych, a jeśli chodzi o fale mózgowe, wystarczy zbadać tysiąc modelowych reakcji na podniety w dwudziestu strefach mózgu. Będzie to doskonały materiał do przedstawienia komisji. Spróbowałem spisać w punktach potrzebne do analizy współczynniki specyficzne. Udało mi się je zmieścić na jednej kartce papieru maszynowego. Powstał zestaw zwykłych terminów medycznych i podstawowych słów języka japońskiego... Coś, z czego można wnioskować o indywidualności człowieka.

[…]

Przypadek jest, dlatego “przypadkowy", ponieważ zwykle zdarza się bez jakiejkolwiek przyczyny, poza serialem telewizyjnym. Śmierć mężczyzny... podejrzenia... śmierć kobiety... dziwne telefony, sprzedaż i kupno płodów ludzkich... pułapka, w którą wpadła żona... Ciąg wydarzeń, które zaczęły się od czystego przypadku i splotły się, stając się całym ciągiem, jednym łańcuchem, nie potwierdzającym ani nie negującym niczego, ale owijającym się wokół mojej szyi niczym stryczek. Czułem się tak, jakby gonił mnie szaleniec, w dodatku bez istotnej przyczyny. Dla mojego racjonalnego umysłu było to trudne do zniesienia.

[…]

Nie może pan znaleźć spokoju, dopóki nie pozna pan przyszłości. Jeśli życie jest tak cenne, to dlaczego dopuszczalna jest aborcja, a więc pozbawianie życia dzieci, które winny się urodzić? Wstrzymałem oddech i skurczyłem się. Wydało mi się, że usłyszałem dziwny dźwięk. Wada powiedziała to niewinnym tonem. Przyjąłem, że to tylko wyjątkowy zbieg okoliczności. Nie ma powodu, by coś, co nie ma jeszcze świadomości, uznać za człowieka. Tak, z punktu widzenia prawa - mówiła dalej tonem niewinnym i czystym. Ale to oportunizm, to sprzeczność sama w sobie, gdy się twierdzi, że nie wolno zabić przedwcześnie urodzonego dziecka, a jednocześnie zezwala się na zabijanie. Czy można przyjąć za właściwe pańskie tłumaczenie? A może to ja czegoś tu nie rozumiem? Jeśli zaczniesz tak myśleć, nigdy nie dojdziesz do rozsądnego wniosku.... Zgodnie z tym rozumowaniem można przyjąć, że kobieta, która miała okazję zajść w ciążę i z tego nie skorzystała, albo mężczyzna, który mógł zapłodnić i tego nie zrealizował, są również pośrednio mordercami... Przesadnie głośno się roześmiałem i dodałem: Teraz też, kiedy tak rozmawiamy bez sensu, popełniamy zabójstwo.

[…]

Patrzyłem w okno i czekałem, przygotowując się w duchu na to spotkanie. Wielokrotnie powtarzałem sobie pierwsze słowa, jakie miałem zamiar powiedzieć, gdy tylko zjawi się Tanomogi. Wpatrywałem się w odległy pejzaż nocy. Wydawało mi się, że między niebem a dachami była rozpięta cienka biała błona. U dołu znajdował się dworzec kolei miejskiej. Zderzały się tam ze sobą i falowały niezliczone doznania ludzkie i przejawy życia. To zupełnie tak samo jak z morzem, które wygląda na płaskie, gdy patrzy się na nie z góry. W pejzażu zawsze panuje porządek. Nawet najdziwniejsze zdarzenia nie mogą odstawać od porządku, jakim rządzi się daleki widok...

[…]

Żona była w ciąży od trzech tygodni. W dodatku, gdy opuszczała szpital, wręczono jej siedem tysięcy jenów... Chwileczkę... Nie myśl, że z tego powodu jestem gotów uznać teorię o handlu embrionami ludzkimi. Może raczej chodzi tu o to, że ktoś nie był pewien, czy telefon z pogróżkami wystarczy, więc wymyślił bardziej efektywny sposób służący zastraszeniu. Aby ukryć jedno wielkie kłamstwo, sprytny złoczyńca rozsiewa wiele drobnych kłamstewek. Podejrzewam nawet, że tymi siedmioma tysiącami jenów próbował odwrócić moją uwagę i skierować ją w stronę najbardziej bezsensownych informacji ujawnionych podczas analizy ciała zmarłego mężczyzny... No dobrze, pozwól, że powiem do końca... Jego celem jest chyba doprowadzenie do zaniechania całej sprawy. Ktoś, kto wymyślił ten ohydny handel, poznał również wyniki analizy. Nie mam racji? Gdybyśmy z wyznań zmarłego nie poznali historii o handlu embrionami, to nawet opłata w wysokości siedmiu tysięcy jenów czy wzmianka o trzytygodniowym embrionie nie dałyby nam do myślenia, a tym samym nie stałaby się dla nich bezpośrednim zagrożeniem. Oni o tym wiedzieli. Czy nie mam racji? Otóż tylko dwóch ludzi na świecie zna treść tej analizy.

[…]

Lekarz powiedział, że tym razem jest nadzieja na normalną ciążę, ale i tak byłoby bezpieczniej ją usunąć. Posługiwanie się w tej sytuacji moralną oceną przy podejmowaniu jakiejkolwiek decyzji byłoby fikcją. Trudno jest oddzielić aborcję od dzieciobójstwa, ale czy łatwo znaleźć różnice między aborcją a antykoncepcją? Prawdą jest, że człowiek żyje dla przyszłości, a zabójstwo jest złem, ponieważ odbiera człowiekowi przyszłość. Przyszłość jest niczym innym niż projekcją czasu teraźniejszego. Kto mógłby przyjąć odpowiedzialność za przyszłość czegoś, co nie ma nawet teraźniejszości. Czy mógłby odwrócić się od rzeczywistości w imię odpowiedzialności?

[…]

Zobacz, maszyna chyba wszystko to nagrywała? Nie powiedział pan, żeby wyłączyć.... Otworzył okienko, pokazał licznik rejestrujący czas i powiedział żartobliwie: - Zostawimy to zamiast naszego testamentu, na wszelki wypadek. Pokój wypełnił cichy łagodny pomruk. Maszyna wydała mi się inna niż zawsze. Miałem wrażenie, że tuż za nią droga do przyszłości otwarła przede mną swą złowieszczą paszczę. I nagle przyszłość przestała być tylko odbitką światłodrukową, a stała się rozszalałą bestią, mającą własną wolę niezależną od współczesności.

[…]

Proszę spojrzeć. To przekrój części instytutu. Nad nim, aż dotąd, jest wszędzie morze, do powierzchni pozostaje około dziesięciu metrów. Wodę dostarcza się tu rurociągiem. W urządzeniu filtrującym wykorzystano naturalne ciśnienie. Wydajność wynosi osiem tysięcy kilolitrów na minutę; ponadto są dwa filtry zapasowe na dwa tysiące kilolitrów, dlatego słodkiej wody mamy dosyć. Lecz zbyt doskonałe filtrowanie burzy naturalną równowagę i może dlatego nie służy dobrze rozwojowi hodowli. Następuje zwłaszcza zmniejszenie zdolności trawiennych i wzrost chorób alergicznych. Dlatego w tym zbiorniku mieszamy wodę z materią organiczną i nieorganiczną, aby otrzymać wodę zbliżoną jakościowo do morskiej. Możemy wytworzyć tu każdą odmianę: wodę Morza Czerwonego, z Antarktydy lub z głębin Morza Japońskiego. Teraz prowadzimy badania dotyczące najodpowiedniejszego składu wody morskiej do hodowli świń.

[…]

Pierwszym naszym tematem badawczym była metamorfoza insektów. Ma pan pewną wiedzę z genetyki, prawda? Nie, jestem w tej dziedzinie zupełnym amatorem. Do tego stopnia, że zapomniałem, która warstwa zarodkowa powstaje jako pierwsza, wewnętrzna czy zewnętrzna. Nieważne. Nawet łatwiej będzie mi wyjaśnić prostym językiem. Yamamoto trzymał w palcach niezapalonego papierosa i uderzał nim o stół. Mówił skandując słowo po słowie, jakby się upewniając, czy go rozumiem. Oczywiście, nie zamierzaliśmy dokonywać metamorfozy insektów. Naszym celem, mówiąc najprościej, była planowa przebudowa istot żywych. Tego rodzaju działania dążące do poprawy gatunku już prowadzono w ograniczonym zakresie. Byliśmy w stanie - zwłaszcza w odniesieniu do roślin - podwoić liczbę chromosomów. To było możliwe. Natomiast w wypadku zwierząt nasze wysiłki nie doprowadziły dalej niż do czysto eksperymentalnego etapu amelioracji gatunku. Chcieliśmy, aby amelioracja gatunków istot żywych była naszą fundamentalną i dobrze zaplanowaną działalnością. Był to ambitny projekt. Usiłujemy pokierować sztucznie ewolucją, przyspieszyć ją i nadać jej określony kierunek. Jak pan wie, rozwój jednostki powtarza rozwój linii systemowej. Mówiąc ściślej, nie powtarza identycznej formy, zachowuje jednak ścisły związek. Na wczesnym etapie rozwoju, dzięki odpowiedniemu wysiłkowi, można wyrwać danego osobnika z właściwego mu systemu genetycznego i wprowadzić w nowy. Jak dotąd, przy bardzo skromnych nakładach, stworzyliśmy rozmaite, wręcz groteskowe odmiany, np. płotkę o dwu głowach, żabę o pyszczku jaszczurki, lecz nie oznacza to, że nam się udało poprawić gatunek. Dziecko potrafi zepsuć zegarek, lecz do zrobienia nowego konieczny jest wyspecjalizowany technik. Rozwój u zwierząt kierowany jest dwu opozycyjnymi hormonami stymulującymi. Z jednej strony pozytywna stymulacja pobudza dezintegrację, z drugiej zaś negatywna - hamuje rozpad. Gdy plus jest silny, powstaje duża liczba małych, złączonych ze sobą komórek. Gdy minusy zwyciężają, komórki powiększają się bez dyferencjacji. Złożony proces wzajemnego oddziaływania staje się inherentnym prawem wzrostu w żywej istocie. Jeśli byłoby to konieczne, mógłbym to wyrazić całką ogólną równania różniczkowego…. Nazwalibyśmy to w naszym języku feedback, prawda? Tak, tak, chodzi o złożone sprzężenie zwrotne. Aby wyjaśnić szczegółowo jego działanie, zwróciliśmy uwagę na metamorfozę owadów. Od dawna było wiadomo, że przeobrażaniem insektów rządzą hormony dyferencjacji, wydzielone z komórek nerwowych, a także hormon larwowy, pochodzący z corpus allatum [u owadów to gruczoł wydzielania wewnętrznego – przyp. aut.]. I rzeczywiście, udało się nam zobaczyć to, co powstaje w wyniku eliminacji jednego lub drugiego. Kontrola wzrostu za pomocą szczegółowych i ilościowych regulacji jest technicznie trudna. Dziewięć lat temu udało się jednak dokonać eksperymentalnej kontroli prawie jednocześnie w USA i w Rosji. Następnego roku nasza grupa badawcza, działająca niezależnie, także odkryła tę technikę. Dzięki temu stworzyliśmy bardzo dziwne insekty.

[…]

Gdy tylko wyobrażę sobie laboratorium, w którym dokonuje się metamorfoza embrionów... Ten widok też jest raczej przerażający. To jasne, przyszłość odcięta od dnia dzisiejszego sprawia niesamowite, wręcz groteskowe wrażenie. Jakiś pierwotny Afrykanin, gdy pojechał po raz pierwszy do wielkiego miasta i ujrzał wieżowce, pomyślał, że znajduje się w rzeźni dla ludzi. Przepraszam, proszę nie traktować tego co mówię zbyt dosłownie. Chodzi mi o to, że budzi w nas strach to, co jest niepojęte w ludzkim życiu. Jest to coś, co nie ma sensu, ale jest silniejsze od nas...

[…]

W teorii ewolucji bardzo ważna jest zasada interakcji, to znaczy zasada, zgodnie z którą zmiany jednego narządu istoty żywej pociągają za sobą zmiany innego narządu. To bardzo ważne. W procesie rozwoju osobnika powtarza się wzorzec gatunkowy, a nam chodzi nie tyle o to, żeby po prostu powtarzać przeszłość, ale o przyspieszenie procesu rozwojowego. Naturalnie, nie wszystko podlega zmianie. Na przykład krew od początku jest taka sama jak u dorosłego osobnika. Bez zmian pozostają też te narządy, które są niezbędne w następnym stadium rozwoju. Nawet u świni jest takie stadium, w którym działa tylko jedna nerka. Tylko dorosła minoga ma jedną nerkę. Pierwsza nerka po pięciu dniach nie spełnia swych funkcji i podlega atrofii. Potem wykształca się druga nerka. Na pierwszy rzut oka wygląda to na proces zbędny, zwłaszcza że druga nerka nie powstaje wraz z zanikiem pierwszej. Ta ostatnia spełnia rolę swego rodzaju organu wydzielania prowadzącego do powstania drugiej nerki. Z kolei druga nerka zmienia się w wewnętrzny organ wydzielania, który ostatecznie staje się rzeczywistą nerką końcowego etapu. W wypadku skrzeli jest podobnie - połowa bliższa głowy spełnia specyficzne funkcje jako wewnętrzny gruczoł wydzielania i służy pobudzaniu ewolucji drugiej połowy skrzeli. Te organy, które powodują przekształcanie się skrzeli, nazywane są gruczołami grasicowymi i tarczycowymi. Powstaje więc pytanie, co by się stało, gdyby proces zmian zakończył się, zanim skrzela ulegną przekształceniu w wewnętrzne gruczoły wydzielania. Właśnie na tym etapie zatrzymała się ewolucja ryb. Wstrzymanie rozwoju embrionu ssaka w tym momencie nie spowoduje przekształcenia się w rybę. W najlepszym razie powstanie jakiś potworek, jak np. bezwolny ślimak. A to dlatego, że nie wszystko ulega powtórzeniu, niektóre części organizmu, niezbędne rybom ulegają wcześniej atrofii [inaczej: zanik, wiąd – przyp. aut.].

[…]

Czy określenie “nasienne Yorkshire" oznacza, że uzyskano odmiany o cechach dziedzicznych? Przepłynęliśmy podmorską farmę wielkości małego jeziora łódką wyposażoną w reflektory. Powietrze było tak ciężkie, że z trudem oddychaliśmy. Nie, w pierwszej generacji okazało się to niemożliwe. Ssaki podwodne pierwszej generacji udaje się ledwo utrzymać. Nie mają one zdolności rozrodczych. Drugie pokolenie powstaje więc dzięki sztucznemu procesowi poza macicą i dopiero ono jest wyposażone w zdolności rozrodcze. I tak stworzone drugie pokolenie nazywamy na przykład nasiennymi świniami lub nasiennymi krowami. Pochłania to dużo wysiłku i czasu, nasienia są więc drogie i dlatego nie tak bardzo powszechne. Wkrótce nie będą należały do rzadkości zwierzęta wodne zdolne same się rozmnażać.

[…]

...Za oknem jasne, wprost oślepiające kłębiaste chmury zmieniały kształty w oczach i rozpływały się w dali. Niżej wisiały gałęzie okryte liśćmi, a w sąsiedztwie rysował się dach, a także ogród. Jeszcze do wczoraj wierzyłem, że poczucie codziennej ciągłości jest czymś pożądanym. Lecz dziś myślałem już inaczej. Jeśli to, co wczoraj widziałem, było rzeczywiste, to czyż nie należałoby powiedzieć, że moje poczucie ciągłości było fałszem, tak bardzo podobnym do rzeczywistości. Wszystko się odwróciło. GŁUPOTĄ Z MOJEJ STRONY BYŁO PRZEKONANIE, ŻE POSIADANIE MASZYNY PROGNOSTYCZNEJ SPRAWI, IŻ ŚWIAT STANIE SIĘ CORAZ WIĘKSZYM CONTTNUUM, ŻE BĘDZIE SPOKOJNIEJSZY I TAK BARDZO PRZEZROCZYSTY JAK KRYSZTAŁ MINERAŁU. CZY WIĘC WŁAŚCIWE ZNACZENIE SŁOWA “WIEDZIEĆ" NIE JEST RACZEJ POSTRZEGANIEM CHAOSU, ANIŻELI WIDZENIEM ŁADU I ZASAD?

[…]

Dlaczego dzwonisz do mnie z pogróżkami i wywołujesz zamieszanie w głowie? To nie zamieszanie, to ostrzeżenie. Nie ma potrzeby mówić tak oględnie. Ponieważ znasz moją przyszłość, musiałeś też poznać naszych wrogów, prawda? Czy nie można było działać bardziej bezpośrednio? Wrogów? Nadal używasz tego słowa... Skoro tak, to wróg znajduje się wewnątrz. Taki sposób myślenia staje się naszym wrogiem. Ja staram się tylko uratować cię od katastrofy. Ach, prawda, dobrze się składa. Tam czeka Sadako... nie, przepraszam, to jednak chyba nie jest zbyt miłe, gdy w ten sposób mówię o twojej żonie, mimo że ja jestem tobą. No, w każdym razie mogę mówić o niej “małżonka", no więc małżonka czeka za drzwiami. Najwyraźniej przysłuchuje się tej dziwnej rozmowie... Chciałbym ją o coś zapytać. Możesz zawołać ją do telefonu? […] Ja nie mam ciała. Tak jak przypuszczałeś, jestem zwyczajną nagraną wcześniej taśmą... Oczywiście, nie mogę sobie pozwolić jeszcze na takie luksusy, jak posiadanie świadomości. Jestem wyposażony w coś ważniejszego niż świadomość, a mianowicie w konieczność i pewność. Wiem dokładnie, co się dzieje w twoich myślach, i to z dużym wyprzedzeniem. Nie jest istotne, jak bardzo starasz się zachować niezależność, po prostu nie zrobisz nawet jednego kroku poza wcześniej ustalonym programem. Kto więc zaprojektował ci słowa, które wypowiadasz? Nikt. Rodzą się w sposób nieuchronny z ciebie samego. To znaczy... To znaczy, że jestem wartością prognozy drugiego stopnia, która poznała twą przyszłość dzięki prognozie pierwszego stopnia. Jednym słowem, ja jestem tobą. Jestem tobą, który pozna ciebie.

[…]

Kiedy spróbowałem oddzwonić, w odpowiedzi usłyszałem tylko głuche buczenie. Zresztą tak chyba było lepiej. Jeśli on był drugim mną i wszystko o mnie wiedział, to niewątpliwie z góry przewidział mój błąd. Ja miałem wciąż wiele pytań. Zakładając, że to on wydał rozkaz zamordowania księgowego, to musiał jakiś czas przedtem istnieć. A to oznacza, że on istniał, zanim jeszcze zdecydowałem się zająć przewidywaniem przyszłości poszczególnych ludzi. Wobec tego, kiedy się narodził? W jakim dokładnie momencie to się stało? A poza tym, kto go stworzył?

[…]

Przecież logika nie zabija człowieka! A przynajmniej “logika" skazująca mnie na śmierć nie ma żadnego sensu. Ci ludzie popełniają straszliwy błąd! Nie zostanę tu po to, żeby walczyć z tego rodzaju logiką, ale dlatego, że poważnie potraktowałem ich słowa. W każdym razie dwie osoby zostały zamordowane, wydarto płód z łona kobiety, a ponadto zatrudniono mistrza skrytobójców. W sytuacji, z jaką miałem do czynienia, nie było ważne, czy coś jest logiczne czy nielogiczne. Jeżeli podjęli określoną decyzję, to ją zrealizują. Naprawdę, nawet słuchanie ich było poniżające. Nie mogłem jednak kopnąć krzesła i odejść. Wydało mi się, że czas się zatrzymał, gdy ja pozostawałem w bezruchu.

[…]

Co to znaczy “złe"? To znaczy, że nie wytrzymał pan próby. To znaczy, że nie mógł pan wyobrazić sobie przyszłości inaczej niż jako continuum aktualnej codzienności. Mimo że pan pokładał duże nadzieje w maszynie prognostycznej, nie był pan w stanie zaakceptować i nadążyć za szybko zmieniającą się, oderwaną od teraźniejszości, przyszłością, która może zanegować rzeczywistość i nawet ją zniszczyć. Co do programowania, to pan jest chyba najlepszym specjalistą, jakiego posiadamy, lecz programowanie jest prostą operacją polegającą na redukowaniu danych jakościowych do ilościowych. Jeśli ponownie nie dokona się syntezy zamieniając dane ilościowe w jakościowe, nigdy nie pozna się przyszłości. To jest oczywiste, że pan pozostał optymistą pod tym względem. Nie potrafił pan wyobrazić sobie przyszłości inaczej jak tylko mechaniczne przedłużenie ilościowej rzeczywistości. W rezultacie był pan w stanie konceptualnie zainteresować się przewidywaniem przyszłości, ale zupełnie nie potrafił znieść przyszłości rzeczywistej.

[…]

Czy chce pan powiedzieć, że celem działania maszyny prognostycznej nie jest tworzenie przyszłości, lecz tylko konserwowanie teraźniejszości? No, chyba tak... - wtrąciła się Wada pokasłując. Oto podstawy myślenia pana Katsumi. Nie warto już mówić na ten temat, nic to nie pomoże... To jednostronne stanowisko - odparłem, z trudem opanowując wzbierający gniew. Chyba to niemożliwe, by kolonie podwodne były jedyną przyszłością. Nie ma nic groźniejszego od monopolizowania prognoz. Czyż nie przestrzegałem was przed tym aż do znudzenia? To faszyzm. To jest równoznaczne z daniem politykowi mocy boskiej. Dlaczego więc nie staracie się przewidzieć przyszłości, która nastąpiłaby po ujawnieniu tajemnicy?

[…]

Wiesz już, co się stało potem. Tanomogi zabił mężczyznę, a ja zatelefonowałem do ciebie z pogróżkami. Kobieta zażyła lekarstwo dostarczone jej przez Aibę i bez sprzeciwu popełniła samobójstwo. To zbyt okrutne. Tak, być może okrutne. Trudno przecież racjonalnie usprawiedliwiać zabójstwo, niezależnie od tego, na jaką sprawiedliwość by się powoływano. Nie można też rozważać sprawy zabójstwa w ramach jakiejś ogólnej teorii. Morderstwo jest z gruntu złe, ponieważ odbiera człowiekowi przyszłość. Planowałeś pozbawić życia dziecko, prawda? To zupełnie inna sprawa... Dlaczego? Wcale nie inna. Nie potrafiłeś zaakceptować przyszłości dziecka i dlatego z zimną krwią zignorowałeś jego życie. W tych zmiennych czasach, gdy nie ma jednej formy przyszłości, w czasach, w których trzeba poświęcić jedną przyszłość, by uratować inną, morderstwa są nieuniknione.

[…]

Ta farma hodowli akwanów z grubsza dzieli się na trzy działy: narodziny i rozwój, pielęgnacja niemowląt i szkolenie. Dział pierwszy niczym się nie różni od odpowiedniego działu zwierzęcego, dlatego teraz go pominę. Różnica między działem pielęgnacji niemowląt a działem szkolenia polega na tym, że w jednym zajmujemy się akwariami od urodzenia do piątego roku życia, w dziale szkolenia natomiast - dziećmi od szóstego roku wzwyż. Jednak dzieci powyżej sześciu lat pochodzą z okresu, w którym zaledwie rozpoczęliśmy eksperymenty, tak więc ten dział jest niewielki, znajduje się w nim jedno ośmioletnie i ośmioro siedmioletnich dzieci. Mamy natomiast sto osiemdziesiąt jeden sześciolatków i czterdzieści tysięcy pięciolatków. Liczba dzieci do czwartego roku życia powiększa się. z roku na rok od dziewięćdziesięciu do stu. Dlatego też od przyszłego roku dział szkoleniowy będzie miał już odpowiedni wymiar. Obecnie w kilku miejscach na dnie morza trwają przyspieszone prace budowlane. W jednym obozie szkoleniowym zmieści się od trzech do dziesięciu tysięcy osobników, a w dwudziestu jeden miejscach...

[…]

Przestrzeń wypełnia szczęk przypominający pocieranie zardzewiałego metalu. Plątanina rur spuszczonych z sufitu. Duże i małe kawałki drewna pływające w wodzie. Pętle do przeskakiwania, na różnej wysokości wystają ze ściany kołki rozmaitych kształtów). Ten odgłos to zgrzytanie zębów dzieci. To właśnie sposób na prowadzenie rozmowy. Akwanom struny głosowe zanikły, ale nawet gdyby się zachowały, nie można by ich użyć w wodzie. Akwanowie posługują się więc rodzajem alfabetu Morse'a, opartego na gramatyce języka japońskiego, można więc ich mowę tłumaczyć. Zaletą tego języka jest możliwość porozumiewania się za pomocą różnych przedmiotów, w ogóle bez użycia ust. Dwoje ludzi może prowadzić dialog uderzając jednym palcem o drugi i jednocześnie jeść, można też wygłaszać przemówienie pocierając stopami o podłogę. Połączono pismo pionowe z poziomym. Obecnie dysponujemy około osiemdziesięcioma byłymi inżynierami łączności bezprzewodowej, którzy władają językiem akwanów. Zaczęła też pracę specjalna maszyna tłumacząca, w której zainstalowano mózg elektroniczny, możemy więc prowadzić kształcenie na zaawansowanym poziomie.

[…]

Ponieważ źle się zachowało, zostało ukarane. Bardzo tu dbamy o dyscyplinę. Nie wolno im jeść przed powrotem do pokoi. Czy to dziecko teraz się uśmiechało? Hm, w ich ekspresji uczuć zaszła zmiana, więc to nie był uśmiech ludzki. Wraz z płucami atrofii uległa również diafragma [anatomiczna nazwa przepony – przyp. aut.], więc właściwie nie mogą się śmiać. A co ciekawe, te dzieciaki nie płaczą. Po prostu nie mogą. Gruczoły łzowe zniknęły wraz z innymi gruczołami wydzielania zewnętrznego. Chociaż nie ronią łez, to jednak chyba płaczą w jakiś inny sposób? Jak powiedział James, człowiek nie dlatego płacze, że jest smutny, lecz jest smutny, ponieważ płacze. One nie mają gruczołów łzowych, więc być może nie znają uczucia smutku. To okrutne! Co takiego? To jednak zbyt bolesne.... Niepotrzebnie pan im współczuje. (Śmieje się). To strata czasu.

[…]

Biorąc pod uwagę stopień podnoszenia się poziomu wód w morzach, najprawdopodobniej zaczyna się dziać coś niepojętego, wprost absurdalnego. Na przykład zgodnie z nową teorią - oczywiście powtarzam za uczonymi - to, co nazywamy Ziemią, powstało pierwotnie z nabrzmienia i uniesienia się w górę, pod wpływem wysokiej temperatury, materii promieniotwórczej znajdującej się w skorupie ziemskiej. Nic dziwnego, że kryje się w niej mnóstwo magmy. Z biegiem lat ta substancja nabrzmiewa, w niezbyt częstych interwałach przejawia aktywność wulkaniczną i w każdej chwili może wybuchnąć. Lecz i to rozumowanie niewyjaśnienia zjawiska dostatecznie. Co więcej, z powodu nawarstwiającej się lawy skorupa grubieje, rośnie jej ciężar, w końcu nie wytrzymuje parcia i pęka jak rozdeptana purchawka, z której unosi się zawartość. W którym miejscu wybuchnie i strzeli swą zawartością? Na pewno na styku dna morskiego i lądu. Podobno zdarzało się to co pięćdziesiąt do dziewięćdziesięciu milionów lat, bez wyjątku. W obszarach wokół pasa brzegowego Pacyfiku pojawiły się podejrzane ruchy. Zachodzą one właśnie w pasie trzęsień znanym jako Ognisty Pierścień Pacyfiku. Przepraszam, ale prawdę mówiąc, nie rozumiem tego. Jeśli jest tak, jak powiedziałem, to wzrost temperatury i podnoszenie się poziomu morza nie oznacza zjawisk typowych dla okresu międzylodowcowego, lecz najprawdopodobniej jest rezultatem zapowiadającej się jednej z największych katastrof zdarzających się co pięćdziesiąt milionów lat. Opieram się tutaj na hipotezie końca Czwartej Epoki Międzylodowcowej.

[…]

Współczesność to nie jest Epoka Międzylodowcowa, to po prostu kres Czwartej Epoki Międzylodowcowej. Nie, to być może początek nowych ruchów geologicznych. No dobrze, niezależnie od tego, czy nastąpi katastrofa, czy nie, założenie kolonii podwodnych ma i tak ogromne znaczenie. Nie dlatego, że jest nieuniknione, lecz po prostu w pozytywnym sensie, ponieważ jest kreacją nowego świata. Osobiście uważam problem podnoszenia się poziomu wód w morzach za dobrą okazję do skłonienia decydentów, by jasno określili poczynania, które muszą być podjęte. To herezja! Tanomogi-san, to herezja. Niech będzie i herezja, widocznie różnimy się z Tomoyasu postawami. Oczywiście, profesorze, chociaż wspólnie działamy, to jednak niekoniecznie wyznajemy tę samą filozofię. Prawda, Tomoyasu-san? Mówiąc szczerze, to kręgi finansjery zamierzały potajemnie trochę na tym zarobić. Zresztą, czy można uznać, że na darmo wyrzucają własne pieniądze na rzecz przyszłości? Przesadzasz - rzekł Tomoyasu z gniewną miną, podnosząc brodę. Czy to jest rzecz drugorzędna, czy trzeciorzędna, to i tak miasta i pola, i wszystko inne na pewno zatonie. Tylko to jest pewne.

[…]

Co będą robić po zakończeniu nauki? Buduje się już podmorskie fabryki, więc tam znajdą zatrudnienie. Inni będą pracować w podwodnych kopalniach, na polach naftowych... Mamy teraz problem z brakiem rąk do pracy na podwodnych pastwiskach. Tam też będą mile widziani. Najzdolniejsi zostaną skierowani do wydziałów specjalnych, by kształcić się na lekarzy, inżynierów, techników. Będą pomagać ludziom i w przyszłości nas zastąpią.

[…]

Czy pan wie, że ludzkie emocje w dużym stopniu zależą od wrażliwości skóry i błony śluzowej? Na przykład “czuć się przyjemnie", “czuć szorstkość, lepkie swędzenie" - to tylko kilka przykładów określeń wyrażających metaforycznie wewnętrzny nastrój lub zewnętrzną atmosferę. Te zewnętrzne odczucia ciała, mówiąc krótko, są wyrazem instynktownego pragnienia zachowania morza w nas samych. Może wydawać się, że zbaczam z tematu, proszę jednak o chwilę cierpliwości, bo to chyba jest istotne. Jak pan wie, ludzie są wysoce rozwiniętymi stworzeniami lądowymi, zbudowanymi prawie wyłącznie ze składników morza, z krwi, kości i plazmy. Nie tylko początki życia były wynikiem krystalizacji morza, lecz także później życie cały czas zależy od morza. Nawet po wyjściu z morza zachowała się jego cząstka na skórze. Człowiek jest do tego stopnia związany z morzem, że kiedy zachoruje, musi się leczyć solankowymi zastrzykami. Skóra jest niczym innym jak tylko transformatą morza. Chociaż jej odporność jest duża, to jednak od czasu do czasu musi sięgać po pomoc morza. Gruczoły wydzielania zewnętrznego wzmacniają zmęczoną skórę. Łzy są morzem oczu. Dlatego też nasze odczucia, tzn. stymulacja i kontrola gruczołów wydzielania zewnętrznego, są wyrazem walki morza z zagrożeniem ze strony lądu.

[…]

Ten środkowy pokład jest przeznaczony na mieszkania, poniżej znajdują się odrębne klasy dla poszczególnych roczników. Podobnie jak u nas, ich nauka również rozpoczyna się od pisania, czytania i arytmetyki. Nie jesteśmy pewni, co robić dalej, na razie przyjęliśmy program dostosowany do ich warunków życia, a więc położyliśmy nacisk na fizykę ciała płynnego i chemię molekularną. Nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć ich potrzeb. Dopiero gdy wykształcą własnych nauczycieli, będą mogli ustalić właściwy program nauki. W końcu powietrze i woda zbyt się różnią z punktu widzenia zmysłowego. (Szereg balkonów, jeden nad drugim... bawiące się dzieci... jedne wykazują nieskrywaną ciekawość, inne są prawie obojętne). Może nie ma nawet potrzeby o tym wspominać, ale tutaj nie uczą się ani historii, ani geografii czy nauk społecznych. Nie mogliśmy się zdecydować, jak im przyswoić wiedzę na temat stosunków międzyludzkich, a także stosunków między akwanami. (Tomoyasu pociągnął nosem). To oczywiste. Byłoby błędem zaszczepiać w nich wieczny żal... Nie... - (Lekko potrząsnął głową). Mówiąc to przeceniasz ludzi lądowych.

[…]

To pewne, że walka z przyrodą doprowadziła do ewolucji żywych stworzeń. Faktem jest również, że cztery epoki lodowcowe i trzy epoki międzylodowcowe spowodowały rozwój od Australopiteka do współczesnego człowieka. Nie pamiętam, kto tak ładnie powiedział, że to stworzenie, które nazywamy człowiekiem, jest po prostu uczniem zrodzonym z chusteczki czarnoksiężnika, któremu na imię Lodowiec. Rodzaj ludzki ostatecznie podbił przyrodę. Prawie wszystkie twory natury poddał melioracji, z dzikich stworzeń uczynił sztuczne. To znaczy człowiek posiadł siłę pozwalającą zmienić ewolucję z czegoś przypadkowego w coś świadomego. Czyż więc nie można uważać, że cel, do którego żywe stworzenia dążyły wypełzając z morza na ląd, już nie istnieje? Dawniej musieliśmy wciąż polerować stare soczewki, teraz soczewki ze sztucznego tworzywa od początku są gładkie i błyszczące. Już minęła epoka, w której obowiązywała prawda, że cierpienie uszlachetnia. Człowiek sam wyzwolił się z dzikości. Czyż nie nadszedł właściwy czas, by wreszcie zrekonstruował siebie zgodnie z racjonalnymi zasadami? Gdyby to uczynił, koło walki i ewolucji by się zamknęło. Myślę, że nadszedł czas powrotu do morza, które jest pierwotnym domem człowieka nie jako niewolnika, lecz pana i władcy.

[…]

Maszyna opowiedziała następującą historię [z przyszłości – przyp. aut.]:

Po pewnym czasie z anteny wystawionej nad powierzchnię morza popłynęło w świat następujące oświadczenie: Ostatecznie doszliśmy do końca Czwartej Epoki Międzylodowcowej i wstąpiliśmy w nową erę geologiczną, musimy jednak uniknąć nieprzemyślanego działania i paniki. Rząd, działając w ścisłej tajemnicy, stworzył człowieka żyjącego w wodzie, rozwijał też podwodne kolonie, aby odtąd móc utrzymywać międzynarodowe stosunki na korzystnych warunkach. Dziś istnieje już osiem podmorskich miast zamieszkanych przez ponad trzysta tysięcy akwanów. Akwani są szczęśliwi i posłuszni, przyrzekli też nieść wszelką pomoc w związku z katastrofą. Wkrótce dotrą do was środki ratunkowe, prawie wszystkie będą wysłane z dna morza. Japonia zgłosiła prawa do obszarów morskich określonych w odrębnym piśmie. Na zakończenie oświadczamy, że w stosunku do matek mających dzieci akwanów przewiduje się specjalną dostawę środków zaopatrzenia. Proszę czekać na odrębne ogłoszenie, które wkrótce nastąpi. […] Naturalnie, było coraz trudniej żyć, więc wielu pracowało jako brygadierzy na farmach podwodnych i dzięki temu mogło jakoś związać koniec z końcem. Dziwny ruch zrodził się wśród matek na lądzie, a jego celem było utrzymywanie bliskich kontaktów z własnymi dziećmi. Akwani jednak nie byli w stanie zrozumieć takich pragnień, więc nawet nie starali się odpowiedzieć na życzenia matek. Rząd udawał, że nie dostrzega problemu. Powstały jednak prywatne przedsiębiorstwa organizujące zbiorowe wycieczki pod morze i czerpały z tego niemałe zyski. Zdarzył się wypadek: jakieś dziecko w akwalungu wystrzeliło z harpuna przez płot i zabiło akwana. Rząd oświadczył, że nie ma podstaw prawnych do rozstrzygnięcia tego wypadku, co rozgniewało akwanów. Część zareagowała strajkiem. Chcąc nie chcąc, rząd musiał przyznać równość wobec prawa akwanom. W ten sposób spór został rozstrzygnięty, ale odtąd stosunki między obu stronami zmieniły się radykalnie. Po kilku latach do rządu dopuszczono także rekrutujących się spośród akwanów specjalistów z dziedziny prawa, handlu i inżynierii. Wraz z upływem lat wzmogło się tempo podnoszenia się poziomu wody. Ludzie nadal przenosili się na wyżej położone tereny i w ten sposób wyzbyli się nawyku życia osiadłego. Nie było już kolei ani elektrowni. Ludzie żyli bez celu, z jałmużny dawanej przez akwanów. Na niektórych brzegach ktoś przedsiębiorczy zainstalował wodne teleskopy, umożliwiające oglądanie życia w morzu. To był pomysł. Znudzeni ludzie zużywali nędzne zarobki na oglądanie swych dzieci i wnuków. Kilka lat później nawet teleskopy pordzewiały na dnie morza.

[…]

Miałem wrażenie, że w duszy rozmawiam sam ze sobą, lecz nagle myśl moja zmieniła się w słowa. Czy można tak całkowicie wierzyć w nieomylność maszyny? Jednak w dalszym ciągu pan myśli tak jak przedtem, prawda? W glosie Tanomogiego zdumienie mieszało się ze współczuciem. Słuchaj, istnieje chyba możliwość błędu, prawda? Im przyszłość jest bardziej odległa, tym błąd może być większy…. Gdyby tylko jeszcze chodziło o błąd... A kto zagwarantuje, że to wszystko nie jest fantazją maszyny? Mogła wszystko wymyślić, zmieniając to, co okazało się dla niej niezrozumiałe, a inne dane upraszczając po to, by rezultat okazał się prawdopodobny. W końcu, gdyby pojawił się jakiś twór z trojgiem oczu, maszyna automatycznie poprawiłaby na dwoje... To jest zgodne z prognozą. Gdy pan w pewnym momencie zacznie wątpić w zdolność maszyny, wówczas... Dalszy ciąg zdania zagłuszył kaszel. Wcale nie twierdzę, że wątpię. Czy powątpiewanie i absolutna akceptacja to jedyne możliwe postawy? Chodzi mi tylko o to, że jakaś inna przyszłość.... Inna przyszłość? Zachowujecie się tak, jakbyście byli dobroczyńcami dla akwanów, ale czy rzeczywiście ludzie-ryby w przyszłości podziękują wam, jak się spodziewacie? Raczej śmiertelnie was znienawidzą. Świnia się nie rozgniewa, gdy nazwie się ją świnią.

[…]

W dali rozległ się gwizd pociągu. Z dudnieniem przejechał samochód ciężarowy. Ktoś cicho zakasłał. Kilka razy zadrżały ramy okienne, zadźwięczały szyby. To chyba zerwał się wiatr. I wtedy za drzwiami rozległy się zbliżające się kroki owego mistrzowskiego skrytobójcy, którego jakby przyssane do podłogi buty na gumowych podeszwach powodowały charakterystyczny szelest. Jeszcze nie mogę w to uwierzyć.... A poza tym czy człowiek - tylko dlatego, że istnieje - już musi brać na siebie jakieś obowiązki? Myślę, że w zasadzie tak jest. W kłótniach między rodzicami a dziećmi zwykle sądzą dzieci... Niezależnie od intencji, to chyba twórca jest sądzony przez stworzonego - takie są reguły tej rzeczywistości. Kroki zatrzymują się przed drzwiami.

Kobo Abe, Czwarta epoka

Futurystyczna powieść Kobo Abe – japońskiego prozaika, dramaturga i autora modernistycznych scenariuszy przenosi nas do japońskiej stolicy Tokio i w jej najbliższe okolice, ogólnie rzecz biorąc w świat opowiadania na poły z gatunku science-fiction z połowy dwudziestego wieku. Uznany w środowisku naukowym inżynier-programista profesor Katsumi programuje maszynę prognostyczną, która na podstawie przyswojonych wcześniej parametrów może z dużym prawdopodobieństwem przewidywać zjawiska natury przyrodniczej, ale jak się okazuje także i… ze sfery międzyludzkiej czy tej najdelikatniejszej — jednostkowej ludzkiej. Jak to uczony, więc nie o dziwo nie wie, że taka rewolucja technologiczna ma również wpływowych, upolitycznionych wielbicieli, którzy bezgranicznie ufają katastroficznym przepowiedniom maszyny zapowiadającej nie inaczej jak samozagładę rodzaju ludzkiego. Opowieść w warstwie podskórnej dopowiada, że wszystko jest — jak to niektórzy sądzą — upolityczniane, a to, co z początku wydaje się postępem i nowymi możliwościami prowadzi nas do nowego typu zniewolenia.



powrót ››