Blog

 

21.01.2019

Gra w klasy cz.1

[…]

Ko-cham, ko-cham, ko-cham [a może także kocha-m – przyp. aut.]. Nie-wytłumaczenie: po prostu czasownik ko-chać, ko-chać […] Odkryć system anty-tłumaczeniowy, żeby ko-cham, ko-cham było na przykład piastą u koła… A czas? Wszystko powraca, nie ma absolutu. Potem można jeść czy też pościć, wszystko musi wrócić do krytycznego punktu wyjścia.

Pragnienie [zmysłowe – przyp. aut.] co kilka godzin, niby nie tak bardzo różne, a za każdym razem co innego: pułapka czasu w celu tworzenia złudzeń. „Miłość jak ogień, płonąc wiecznie w rozpamiętywaniu Wszystkiego. Ale natychmiast wpada się w egzaltowany styl”.

[…]

Malarstwo jest nie tylko produktem wzroku – powiedział Etienne. – Ja maluję całym sobą, w tym sensie nie jestem tak daleki od twojego Cervantesa czy Tirsa de…nie wiem skąd. Co mnie wścieka, to ta mania tłumaczeń; Logos rozumiane wyłącznie jako słowo.

- Et cetera – wtrącił rozdrażniony Oliviera. – Mówicie o zmysłach, a wasza rozmowa brzmi jak dialog głuchych.”

Julio Cortazar, Gra w klasy

Zmysły nieposłuszne czasem jak koń uciekają na oślep w pamięci mając popręg zbyt lakonicznego słowa o wciąż niezatracającej (się) miłości, słowa którego gramatycznie nie uratuje nawet myślnik na samym końcu. Podobnie w malarstwie wytłumaczenie (się, ze) swego estetycznego wrażenia nakłada na słuchacza i mówiącego takie same wędzidło subiektywizmu przez które sztuka krępuje rant czasu jak w słynnym cieknącym zegarze Salvadora Dalego.



powrót ››