05.09.2025

„Czasami
potrzeba wielkiego
płomienia, aby wspomóc
odbudowę
ekosystemu starego lasu”
[…]
Punkty zwrotne w historii starożytnej odzwierciedlają wielość nurtów, które obecnie funkcjonują w badaniach nad nią. Każda z prac łączy w sobie informacje uzyskane dzięki analizie znalezisk archeologicznych oraz tekstów uznawanych już dzisiaj za klasyczne, starając się tym samym połączyć informacje z zakresu kultury materialnej oraz pisanej, dzięki czemu mamy możność przyjrzeć się życiu nie tylko członków elit, ale i zwykłych ludzi. Seria nie koncentruje się wyłącznie na świecie grecko-rzymskim, chociaż z pewnością jest to jej istotny element. Przedmiotem badań są również ludy sąsiadujące z Grecją i Rzymem, ludność nie będąca rzymską ani grecką, zamieszkująca terytoria należące do Greków i Rzymian, ale także cywilizacje i ludy, które rozwijały się w całkowicie innych obszarach świata starożytnego, tak na Wschodzie, jak na Zachodzie. Żyjemy w czasach, które dla badań nad historią starożytną są naprawdę wyjątkowe. Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej mamy też świadomość, jak istotne jest poznanie starożytności dla lepszego zrozumienia współczesności, co niewątpliwie budzi w nas wielką fascynację. Niewiele wydarzeń miało większy wpływ na ewolucję świata antycznego niż upadek kultury brązu. Był to czas, kiedy rozpadały się w gruzy wspaniałe królestwa i miasta-państwa, których początki sięgały często czasów prehistorycznych.
[…]
Przez cały czas możemy wręcz czuć pod palcami źródła, które odzwierciedlają realia swoich czasów. Skala naszej wiedzy jest tak wielka, że zajęcie syryjskiego portu Ugarit możemy dokładnie datować na rok 1190, a tomografia komputerowa szkieletu faraona Tuta pozwala postawić diagnozę, że przyczyną jego śmierci była złamana noga i spowodowana tym infekcja.
[…]
Epoka brązu na obszarze Morza Egejskiego, w Egipcie i na Bliskim Wschodzie trwała niemal dwa tysiące lat, od około 3000 do pierwszych lat XII w. Kiedy nadszedł jej kres, co nastąpiło po wielu stuleciach intensywnego rozwoju kulturowego i technologicznego, większa część cywilizowanego świata otaczającego Morze Śródziemne doświadczyła gwałtownego zahamowania, co widoczne było zarówno na terenach późniejszej Grecji i Italii na zachodzie, jak i Egipcie, Kanaanie i Mezopotamii na wschodzie. Wielkie imperia i niewielkie królestwa, które często istniały przez setki lat, niespodziewanie upadły. Wraz z ich zniknięciem rozpoczął się okres przejściowy, który współcześni badacze często uważają za pierwsze w historii „wieki ciemne”. Trwał on aż do momentu, kiedy kilka stuleci później Grecja stała się miejscem nowego odrodzenia kulturowego, które z czasem przeniosło się również na inne obszary, co z kolei dało początek ewolucji społecznej Europy Zachodniej, która trwa aż do dzisiaj.
[…]
Analiza „załamań” oraz porównywanie początków i upadków imperiów nie jest niczym nowym – badacze zajmują się tymi zagadnieniami co najmniej od XVIII wieku, kiedy Edward Gibbon napisał swoją monumentalną pracę ukazującą upadek Imperium Rzymskiego. Bardziej współczesnym przykładem tego typu pracy jest Collapse Jareda Diamonda. Jednak obu autorów interesuje pytanie, w jaki sposób kresu dobiegło istnienie jednego imperium lub pojedynczej cywilizacji – Rzymian, Majów, Mongołów i innych. My natomiast staramy się przeanalizować globalny system wzajemnie powiązanych ze sobą cywilizacji, które, przynajmniej częściowo, były od siebie nawzajem zależne. W historii znaleźć można zaledwie kilka przykładów tego typu systemów – jeden z nich funkcjonował w późnej epoce brązu, a z kolejnym mamy do czynienia współcześnie. Są to dla nas dwa najbardziej oczywiste przykłady, a analogie – choć może lepszym określeniem byłoby tu „porównania” – które można pomiędzy nimi znaleźć, są czasami bardzo intrygujące.
[…]
Historyk Fernand Braudel uważał, że historia epoki brązu może być łatwo opisywana w sposób bardzo dramatyczny – jest pełna inwazji, wojen, grabieży, katastrof politycznych i długotrwałych załamań gospodarczych, jest „pierwszym starciem pomiędzy ludami”. Dowodził jednak, że historia ta może być spisana nie tylko jako opowieść pełna dramatów i przemocy, ale jako historia bardziej życzliwych kontaktów – handlowych, dyplomatycznych (nawet w tym okresie) i przede wszystkim kulturowych. Sugestie Braudela należy wziąć sobie do serca, co też uczyniliśmy, pisząc naszą historię (czy też raczej „historie”) późnej epoki brązu jako „sztukę w czterech aktach”. Dzięki właściwej narracji oraz elementom retrospekcji dostarczającym właściwego kontekstu mamy możność ukazania najważniejszych aktorów, którzy zaistniawszy na scenie świata mogą następnie z niej zejść – od Tudhaliji z państwa Hetytów i Tuszratty z Mitanni, aż po Amenhotepa III z Egiptu i Aszur-uballita z Asyrii.
[…]
Był rok 1177 i ósmy rok panowania faraona Ramzesa III. Według samych starożytnych Egipcjan (co potwierdziły współczesne badania archeologiczne), część Ludów Morza miała przybyć lądem, a część przypłynąć morzem5. Przybysze nie nosili żadnych jednolitych strojów ani błyszczących pancerzy. Ówczesne wyobrażenia ukazują jedną z grup przybraną w rodzaj pióropuszy z piór, podczas gdy inni noszą okrągłe czapki przylegające do głowy, a jeszcze inni mają na niej hełmy z rogami albo po prostu maszerują z gołą głową. Niektórzy mają krótkie szpiczaste brody i ubrani są w krótkie spódniczki, a tors mają nagi lub osłonięty rodzajem tuniki; inni są w ogóle pozbawieni zarostu na twarzy i noszą dłuższe szaty. Obserwacje te dowodzą, że w skład Ludów Morza wchodziły różne grupy ludów wywodzących się z rozmaitych obszarów geograficznych i kręgów kulturowych. Uzbrojeni w ostre miecze z brązu, drewniane włócznie zakończone metalowym ostrzem oraz łuki i strzały, przybysze przemieszczali się na okrętach, wozach ciągnionych przez woły i rydwanach. Pomimo tego, że przyjąłem rok 1177 jako moment przełomowy, wiemy dzisiaj, że owi najeźdźcy przybywali w kolejnych falach na przestrzeni wielu lat. Czasami byli to sami wojownicy, a czasami towarzyszyły im rodziny. Według inskrypcji Ramzesa III, żaden z krajów nie zdołał się oprzeć owej masie ludzkiej, gotowej na wszystko. Wszelki opór okazywał się daremny. Wielkie potęgi ówczesnego świata – Hetyci, Mykeńczycy, Kanaanejczycy, Cypryjczycy i inni – upadały jedna po drugiej. Niektórym spośród ocalałych udało się umknąć przed rzezią, inni wegetowali w ruinach swoich do niedawna wspaniałych miast, a jeszcze inni przyłączyli się do najeźdźców, zapominając najczęściej o swojej dotychczasowej pozycji społecznej, co jeszcze bardziej komplikowało skład etniczny Ludów Morza. Znajdowały się one w nieustannym ruchu i każda z tworzących je grup mogła mieć własną motywację, która skłoniła je do podjęcia takiego ryzyka. Niektórych mogła skusić wizja zdobycia łupów lub niewolników, innych do wędrówki mogła skłonić populacyjna presja, która zmusiła ich do opuszczenia rodzinnych stron gdzieś na zachodzie i szukania szczęścia na wschodzie.
[…]
W czasie inwazji Ludy Morza tworzyło sześć oddzielnych plemion – pięć z nich zostało wspomnianych przez Ramzesa w Medinet Habu, a szóste, znane pod nazwą Szardana, pojawia się w innej ówczesnej inskrypcji. Są one dużo bardziej tajemnicze od krajów, które udało im się opanować. Nie pozostawiły żadnej własnej inskrypcji, co powoduje, że znane są niemal wyłącznie z tekstów egipskich. Większość z owych plemion jest równie trudna do zidentyfikowania w źródłach archeologicznych. Pomimo starań archeologów i filologów, którzy przez ostatnie ponad sto lat podejmowali liczne próby, najpierw prowadząc swego rodzaju „gry” lingwistyczne, a następnie, już bardziej współcześnie, badając ceramikę i inne pozostałości archeologiczne, ciągle nie wiemy niemal nic. Plemię Danuna na przykład było przez długi czas identyfikowane z Danajami Homera, którzy w epoce brązu mieli zamieszkiwać obszary Morza Egejskiego. O Szekelesz najczęściej wysuwano hipotezy, że pochodzi z Sycylii, a Szardana – z Sardynii. Opierało się to przede wszystkim na podobieństwie owych nazw oraz na fakcie, że według Ramzesa wywodzili się z obcych krajów, które zawiązały spisek na swoich wyspach, przy czym inskrypcja szczególnie w przypadku Szardana podkreśla fakt, że pochodzili oni z morza.
[…]
Poza Egiptem niemal wszystkie inne kraje i potęgi, które istniały w drugim tysiącleciu na obszarze egejskim i na Bliskim Wschodzie – i które przeżywały swój złoty wiek w okresie obecnie nazywanym przez nas późną epoką brązu – podupadły i zniknęły, albo natychmiast po najeździe Ludów Morza, albo w ciągu najbliższego stulecia. Pod koniec trwania tego procesu świat zaczął wyglądać tak, jakby z tego regionu usunięto wszelkie przejawy rozwoju cywilizacyjnego. Wiele z osiągnięć poprzednich stuleci – a może i wszystkie – zniknęło z wielkich połaci terytoriów ciągnących się od Grecji aż po Mezopotamię. Rozpoczął się nowy okres przejściowy – epoka, która trwała przynajmniej wiek, a na niektórych obszarach przeciągnęła się nawet do ponad 300 lat. Nie ma większych wątpliwości, że w owych czasach, w ostatnich dniach istnienia wielkich królestw, dominowały strach i przemoc. Ich atmosferę oddaje list władcy Ugarit zapisany na glinianej tabliczce, adresowany do stojącego wyżej w hierarchii ówczesnych władców króla Cypru:
Mój ojcze, przybyły okręty wrogów. Podłożyli ogień pod moje miasta i uczynili wiele szkód w kraju. Czyż nie wie mój ojciec, że całe moje wojsko i [rydwany] stacjonują w Hatti [kraj Hetytów ze stolicą w środkowej Anatolii – przyp. aut.] i że moje okręty przebywają w kraju Lukka [dziś znany jako Licja w południowo-zachodniej części Anatolii – przyp. aut.]? Nie powróciły jeszcze i dlatego kraj jest w ruinie. Niech mój ojciec wie o tych sprawach. Siedem okrętów wrogów, które teraz przybyły, wyrządziło nam wiele szkód. Jeżeli więc zjawią się inne nieprzyjacielskie okręty, wyślij mi natychmiast informację, tak abym się o tym wiedział.
[…]
Niemniej jednak przez całe dziesięciolecia Ludy były swego rodzaju kozłem ofiarnym obarczonym odpowiedzialnością za całą sytuację, która tak naprawdę mogła być dużo bardziej skomplikowana i niezależna od ich planów. Teraz natomiast całkowicie się to zmieniło i wielu badaczy uważa, że „historia” katastrofalnego najazdu Ludów Morza i/lub ich migracji została stworzona przez samych naukowców, takich jak Gaston Maspero, słynny egiptolog francuski, i to już w latach 60-tych i 70-tych XIX wieku, a do roku 1901 zdążyła już mocno okrzepnąć. Ich teoria w całości opierała się jednak na informacjach pochodzących z inskrypcji i powstała na długo przed tym, zanim zniszczone miejsca zostały poddane badaniom archeologicznym. Niemniej nawet ci uczeni, którzy podzielali opinie Maspero, nie mogli dojść do porozumienia co do kierunku, w którym ostatecznie podążyły Ludy Morza – część doszła nawet do wniosku, że po pokonaniu ich przez Egipcjan powędrowały na zachód basenu Morza Śródziemnego, nie zaś – że tam rozpoczęły swą wędrówkę.
[…]
Około roku 1477, w mieście Peru-nefer w delcie Nilu, położonym w niedużej odległości od brzegów Morza Śródziemnego, faraon Totmes III rozkazał wybudować wspaniały pałac, który ozdobiły kunsztowne freski. Wykonali je minojscy artyści, których zaproszono z odległej Krety, położonej daleko na zachodzie za „Wielką Zielenią” (jak Egipcjanie nazywali wówczas Morze Śródziemne). Namalowali oni obrazy, których dotąd Egipt nie widział – dziwaczne sceny ukazujące ludzi przeskakujących ponad szarżującymi bykami – wykorzystując farbę, którą nakładano na mokry jeszcze tynk; był to styl nazywany al fresco, dzięki któremu kolor stawał się integralną częścią ściany. Ta technika, podobnie jak ukazana scena, była powszechnie spotykana na Krecie, wyspie położonej na Morzu Egejskim. Te unikatowe wyobrażenia stworzyły nowy styl, który możemy ciągle podziwiać nie tylko w Egipcie, ale również w pałacach znajdujących się na całym wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego – od północnego Kanaanu aż po deltę Nilu. Spotkać je można w Tel Kabri w Izraelu, Alalach w Turcji, Katnie w Syrii i Tell el-Dab ‘a w Egipcie.
[…]
Hyksosi po raz pierwszy najechali Egipt około roku 1720, niemal 250 lat przed tym, jak Totmes III zaczął nim władać. Pozostali w nim niemal 200 lat, aż do roku 1550. W okresie, kiedy Hyksosi przejmowali władzę, Egipt był jedną z uznanych potęg starożytnego Bliskiego Wschodu. W tym czasie piramidy w Gizie wznosiły się już od ponad 1000 lat – zostały postawione przez władców z IV Dynastii, w okresie Starego Państwa. Maneton, egipski kapłan, którzy żył i pisał swoje dzieło w epoce hellenistycznej, w III w., określał Hyksosów jako królów-pasterzy – co wynikało z błędnego zrozumienia egipskiego zwrotu hekau chasut, który obecnie tłumaczy się jako „wodzowie z obcych krajów”. I rzeczywiście byli to obcokrajowcy – Hyksosi byli Semitami, którzy migrowali do Egiptu z obszaru Kanaanu, tzn. współczesnego Izraela, Libanu, Syrii i Jordanii. Wyobrażenia owych Semitów możemy zobaczyć w Egipcie już w XIX w. przed Chr. Przykładem mogą tu posłużyć malowidła z egipskiego grobowca w Bani Hasan, gdzie ukazani są „azjatyccy” kupcy przywożący swoje towary nad brzegi Nilu. Inwazja Hyksosów była czynnikiem, który doprowadził do upadku Średniego Państwa (ok. 2134-1720). Ich sukces mógł wynikać z posiadanej przewagi technicznej oraz większej mobilności – korzystali z łuków kompozytowych, które wystrzeliwały strzały na znacznie większą odległość niż ówczesne egipskie łuki oraz wyposażeni byli w, nieznane dotąd w Egipcie, rydwany ciągnięte przez konie.
[…]
W okresie rządów Hatszepsut i Totmesa III, mniej więcej 60 lat po opisywanych wydarzeniach, ok. 1500 r., ponownie było to kwitnące miasto, tym razem noszące nazwę Peru-nefer. Jego pałace ozdobiono wówczas freskami w stylu minojskim wyobrażającymi skoki nad bykami i inne sceny, których ojczyzną była Kreta, wyspa położona na Morzu Egejskim, a nie sam Egipt. Analizując je, jeden z archeologów postawił nawet hipotezę, że mogą one stanowić jeden z elementów, które towarzyszyły królewskiemu małżeństwu zawartemu pomiędzy władcą Egiptu i minojską księżniczką7. Oczywiste jest, że wielu późniejszych faraonów z XVIII i XIX Dynastii wchodziło w związki małżeńskie z obcymi księżniczkami, co miało przede wszystkim cementować układy dyplomatyczne lub traktaty zawierane z ówczesnymi potęgami. Ale z drugiej strony, nie zawsze trzeba od razu szukać politycznie motywowanych małżeństw, aby wyjaśnić pojawienie się minojskich malowideł ściennych w Egipcie. Mamy też bowiem inne dowody świadczące o bliskich kontaktach łączących państwa położone we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, Egiptu oraz, jak w tym przypadku, na obszarze Morza Egejskiego.
[…]
Dokumentacja dotycząca owych kontaktów handlowych odnaleziona została m.in. w ruinach Mari. Było to miasto położone na zachodnim brzegu Eufratu, na terytorium współczesnej Syrii, gdzie francuscy archeolodzy w latach 30-tych XX w. odkryli istny skarb, na który składało się ponad 20 000 glinianych tabliczek zapisanych pismem klinowym. Na ślady owego miejsca naprowadzili ich okoliczni mieszkańcy; przypadkowo odkryli oni coś, co na początku uznali za bezgłowe ciało, jednak przy bliższych oględzinach okazało się posągiem z kamienia. Niedługo później odkryto więcej podobnych posągów, a na jednym z nich udało się odczytać inskrypcję, która identyfikowała wyobrażoną postać jako króla miasta Mari8. Tabliczki, zapisane tekstami w języku akadyjskim, pochodziły z archiwum zawierającego królewską korespondencję, jak również inne dokumenty dotyczące bardziej przyziemnych kwestii należące do miejscowych władców. Jeden z nich, o imieniu Zimri-Lim, władał miastem i państwem około roku 1750. Odczytane teksty dostarczają nam licznych informacji na temat administracji pałacowej oraz organizacji samego królestwa, ale także różnych innych aspektów ówczesnego życia codziennego. Przykładem może tu być jedna z tabliczek, która dotyczy problemu zaopatrzenia w lód wykorzystywany przez Zimri-Lima do schładzania: wina, piwa oraz napoju wytwarzanego ze sfermentowanego miodu, który doprawiano sokiem z granatów, lukrecją lub anyżem. Wiemy też, że władca nakazał wybudowanie na brzegu Eufratu lodowni, w której też następnie przechowywany był lód przywożony z gór w miesiącach zimowych – leżakował on tam aż do momentu, kiedy stawał się potrzebny w lecie. Król chlubił się, że żaden z jego poprzedników nie wybudował takiej lodowni – co może rzeczywiście było prawdą, jednak korzystanie z lodu do napojów nie wydaje się jakąś nowością w tym regionie. Dowodzi tego kolejny tekst, w którym inny władca upomina swojego syna, aby przypilnował sługi, by oczyścili lód, zanim wrzucą go do napojów: Przypilnuj ich, aby zbierali lód! Niech oczyszczą go z gałązek, błota i brudu.
[…]
Dzięki tabliczkom dowiadujemy się, że częstym elementem kontaktów międzynarodowych była wymiana darów pomiędzy władcami Mari i innymi miastami oraz królestwami. Wiemy też, że królowie „wypożyczali” sobie nawzajem lekarzy, artystów, tkaczy, a nawet muzykantów i śpiewaków. Pośród egzotycznych przedmiotów importowanych, których nazwy pojawiają się na tabliczkach z Mari, znajdują się sztylety i inna broń, wykonane ze złota i zdobione drogocennym lapis lazuli, ale także szaty i materiały wykonane na sposób kaftorycki. Kaftor (lub Kaptaru) było używaną w Mezopotamii i Kanaanie nazwą Krety, którą z kolei Egipcjanie nazwali później Keftiu. Wymienione przedmioty musiały przebyć długą podróż z Krety, dzięki czemu zyskiwały coś, co współcześnie określa się jako „wartość odległości”, która dodatkowo podnosiła cenę wynikającą z kunsztowności wykonania oraz materiałów, z których zostały wytworzone. Jesteśmy również w posiadaniu tabliczki, która opisuje niezwykłą sytuację, kiedy Zimri-Lim, król Mari, wysłał parę minojskich butów wykonanych na Krecie jako dar dla Hammurabiego, władcy Babilonu. Tekst stwierdza po prostu: Jedna para skórzanych butów w kaftoryckim stylu, którą do pałacu Hammurabiego, króla Babilonu, Bahdi-Lim (urzędnik) zawiózł, które zostały jednak zwrócone. Nie znamy przyczyny, dla której butów nie przyjęto. Być może chodziło o zły rozmiar. Bądź co bądź, kodeks praw Hammurabiego, który jako pierwszy zawiera słynny zwrot „Oko za oko, ząb za ząb”, rozsławiony później przez Biblię hebrajską, nie przewidywał żadnej kary za zwrot przedmiotów takich jak obuwie.
[…]
Z powyższych rozważań jasno wynika, że Minojczycy zamieszkujący Kretę już w środkowej i późnej epoce brązu (przynajmniej od 1800 r.) utrzymywali kontakty z wieloma obszarami starożytnego Bliskiego Wschodu. W tekstach z Mari znaleźć można nawet informacje o listach przybyłych od Minojczyków, a być może nawet o minojskim tłumaczu (lub tłumaczu dla Minojczyków), który na początku XVIII wieku zamieszkiwał w Ugarit w północnej Syrii. Było to miejsce, w którym mieszkańcy Krety zaopatrywali się w cynę, przybywającą na zachód z Mari14. Wydaje się, że na początku XV wieku, w okresie panowania Hatszepsut i Totmesa III, zostały nawiązane specjalne stosunki z Egiptem – dlatego też nasza opowieść rozpoczyna się właśnie w tym momencie. Warto podkreślić, że cywilizacji minojskiej jej nazwę nadał brytyjski archeolog, sir Arthur Evans, jeszcze na początku XX wieku. Nie mamy natomiast żadnych informacji, jak mieszkańcy Krety określali sami siebie, chociaż wiemy z kolei, że Egipcjanie, Kanaanejczycy i mieszkańcy Mezopotamii znali ich pod różnymi nazwami. Co więcej, nie wiemy nawet, skąd wzięli się owi Kreteńczycy – ale współcześnie podejrzewa się, że pierwotnie ich ojczyzną była Anatolia.
[…]
Evans [angielski archeolog – przyp. aut.] szybko zorientował się, że odkopał coś, co wydawało się królewskim pałacem. Odkrytą przez siebie nową cywilizację postanowił nazwać „minojską”, łącząc ją z królem Minosem znanym z greckich mitów, który w odległej przeszłości miał władać Kretą – współcześnie z nim miał istnieć słynny Minotaur (pół-człowiek, pół-byk) zamieszkujący podziemny labirynt, który wielkością dorównywał pałacowi. Evans odnalazł dużą ilość glinianych tabliczek oraz innych przedmiotów z inskrypcjami – wykonanymi zarówno pismem linearnym A (ciągle nieodczytanym), jak linearnym B (była to wczesna forma greki, którą na Kretę najprawdopodobniej przynieśli ze sobą Mykeńczycy). Nigdy nie udało mu się jednak odkryć, jaka była prawdziwa nazwa owego ludu, i – jak już wspomniano – nie wiemy tego aż do dzisiaj, mimo że wykopaliska w samym Knossos, jak i w innych miejscach na Krecie trwają już od ponad wieku.
[…]
Musimy pamiętać, że wymienione powyżej przedmioty są jedynie drobnym ułamkiem dóbr, które przemierzały Morze Śródziemne. Wiele towarów, którymi handlowano w późnej epoce brązu, stanowiły rzeczy nietrwałe, które nie pozostawiły po sobie żadnych śladów. Z pewnością należały do nich zboże, wino, przyprawy, wonności, drewno oraz tkaniny, po których już dawno zniknął wszelki ślad. Także surowce, takie jak kość słoniowa i drogocenne kamienie (lapis lazuli, agat i karneol), a także metale (złoto, miedź i cyna), już od wieków były lokalnie wykorzystywane do wytwarzania przedmiotów w rodzaju broni czy biżuterii. Tak więc owe występujące w największej obfitości „drogowskazy” dawnych szlaków handlowych i kontaktów międzynarodowych zaginęły, uległy rozkładowi lub zniknęły w jakiś inny sposób jeszcze w starożytności. Czasami jednak istnienie takich nietrwałych towarów znajduje potwierdzenie w tekstach pisanych lub malowidłach umieszczonych na murach, które przetrwały do naszych czasów. Tego typu obrazy, inskrypcje i wzmianki w tekstach literackich mogą nam posłużyć jako mniej jednoznaczne dowody kontaktów łączących różne ludy – oczywiście zakładając, że odpowiednio je interpretujemy. W ten sposób wyobrażenia obcych ludów, które pojawiają się na licznych malowidłach w grobowcach ludzi zmarłych w okresie Nowego Państwa, od Hatszepsut aż po Amenhotepa III, są nieocenionymi źródłami potwierdzającymi istnienie sieci powiązań dyplomatycznych, handlowych i transportowych, które funkcjonowały w XV i XIV w. To właśnie w czasie panowania Hatszepsut, w XV w., pojawiły się pierwsze grobowce, w których umieszczono malowidła ukazujące ludzi pochodzących z basenu Morza Egejskiego.
[…]
W tym okresie Keftiu, ludzie z Keftiu oraz statki Keftiu pojawiają się w Egipcie w różnorodnym kontekście, także w inskrypcjach świątynnych i zapiskach na papirusie. Jednym z najbardziej interesujących papirusów jest dokument powstały w 13-tym roku panowania Totmesa III (ok. 1450), który kilkakrotnie wspomina o statkach Keftiu w kontekście importu materiałów potrzebnych dla egipskiej floty: wydane rzemieślnikowi [imię owego człowieka], drewno na poszycie dla statku Keftiu; wydane dzisiaj rzemieślnikowi Tity dla innego statku Keftiu na jego zlecenie; oraz wydane rzemieślnikowi Ina dla innego … statku Keftiu28. Podobnie inskrypcja na murze świątyni Amona w Karnaku, datowana na trzydziesty czwarty rok panowania Totmesa III, również wspomina o statkach Keftiu. Pomimo tego, że ciągle nie mamy pewności, czy wspomniane statki pochodzą z Keftiu (co oznaczałoby, że były to jednostki minojskie), czy też tam żeglowały (jako okręty egipskie), jasne jest jednak, że w okresie panowania Totmesa III minojską Kretę z Egiptem czasów Nowego Państwa łączyły kontakty, być może nawet bezpośrednie.
[…]
Ten sam termin, wr (książę lub wódz), używany jest również przez Totmesa III w innych dokumentach, czego przykładem może być wstęp do rocznika opisującego czterdziesty drugi rok jego panowania, gdzie pojawia się określenie książę Tanaja, co jest egipską nazwą Grecji kontynentalnej. Znajduje się tu również lista darów przybyłych z obszaru basenu Morza Egejskiego, pośród których figurowały naczynia ze srebra wykonane w warsztatach Keftiu oraz cztery czary ze srebrnymi uchwytami. Co interesujące, określone są one jako inw, który to termin zazwyczaj tłumaczony jest jako „danina”. Jednak wydaje się bardziej prawdopodobne, że w tym kontekście oznacza on po prostu „dar”. Zaangażowanie w „regularną” wymianę handlową mogło być postrzegane jako niegodne władcy, podczas gdy wymiana darów pomiędzy równymi sobie (lub przynajmniej niemal równymi) była dużo łatwiejsza do „przełknięcia”. Przyjrzymy się tej kwestii bliżej w następnym rozdziale, w kontekście międzynarodowego handlu, który również w XIV wieku odbywał się pod przykrywką wymiany darów.
[…]
W czasie owych dwóch dekad Hatszepsut zaczęła korzystać z tradycyjnej sztucznej brody, która była jednym z atrybutów faraonów, oraz innych symboli podkreślających jej pozycję – przywdziewała nawet męskie szaty wzmocnione zbroją, które maskowały jej kobiece kształty. Widać to wyraźnie na przykładzie posągów z Deir el-Bahari stojących w jej świątyni grobowej. Zmieniła również swoje imię, nadając mu męską końcówkę i w ten sposób stała się „Jego Wysokością Hatszepsu”. Innymi słowy, władała jako mężczyzna, faraon płci męskiej, a nie tylko jako regentka. Spowodowało to, że jest obecnie uważana za jedną z najwybitniejszych kobiet starożytnego Egiptu, którą porównuje się do Nefertiti i Kleopatry. Hatszepsut po śmierci Totmesa najwyraźniej nie zdecydowała się poślubić nikogo innego, ale istnieje powszechne przekonanie, że jej architekt i wezyr, Senenmut, był również jej kochankiem. Jego wizerunek został umieszczony, być może w wielkiej tajemnicy, w świątyni grobowej Hatszepsut w Deir el-Bahari, której budowę sam nadzorował. Właśnie ta jakże intrygująca władczyni była również inicjatorem pokojowych ekspedycji handlowych, które wyprawiano do Fenicji (współczesny Liban), skąd sprowadzano drewno, oraz na Synaj, gdzie poszukiwano miedzi i turkusów36. Jednak najsłynniejszą wyprawą była ta, którą Hatszepsut wysłała do kraju Punt, co miało miejsce w dziewiątym roku jej panowania. Relacja z tej ekspedycji została upamiętniona na ścianach w Deir el-Bahari. Dokładna lokalizacja Puntu jest ciągle kwestią sporną – większość badaczy poszukuje go na obszarze dzisiejszego Sudanu, Erytrei lub Etiopii. Istnieją jednak hipotezy, że mógł się on znajdować gdzieś na wybrzeżu Morza Czerwonego, wskazujące przede wszystkim na obszar współczesnego Jemenu.
[…]
W momencie, kiedy Totmes rozpoczynał swoją pierwszą kampanię wojenną – pierwszą z 17, które zorganizował w ciągu następnych około 20 lat – zadbał o to, aby zapisać się na kartach historii. Uczynił to wręcz dosłownie, gdyż itineraria i szczegóły jego podróży oraz podbojów skrzętnie zapisywano, aby później uwiecznić je na ścianach świątyni Amona w Karnaku. Bitwa, którą w trakcie tej kampanii stoczył pod Megiddo (lepiej znanym pod biblijną nazwą Armagedon) ze zbuntowanymi władcami kananejskimi, jest pierwszym starciem, którego poszczególne etapy zostały dokładnie opisane i upublicznione, tak aby mogli poznać je również ci, którzy w nim nie uczestniczyli. Inskrypcje opisują Totmesa III i jego armię, która po opuszczeniu Egiptu w ciągu 10 dni dotarła do miejsca zwanego Jehem. Tam zarządzono postój i zorganizowano naradę wojenną, na której podjęto decyzję o ataku na ufortyfikowane miasto Megiddo oraz otaczające je tymczasowe obozowiska. Stacjonowali w nich lokalni władcy kananejscy, którzy na wieść o wstąpieniu Totmesa na tron zbuntowali się przeciwko Egiptowi. Z Jehem prowadziły trzy szlaki, którymi można było się było dostać do Megiddo – północny, którym można było dotrzeć do Doliny Jezreel w pobliżu Jokneam; południowy, który pozwalał wkroczyć do Doliny Jezreel w pobliżu Taanak; oraz centralny, który prowadził bezpośrednio do samego Megiddo.
[…]
Totmes III prowadził również kampanie wojenne w północnej Syrii, gdzie walczył przeciwko królestwu Mitanni, które na tym obszarze powstało około 1500 r. – z państwem tym toczył boje jeszcze jego przodek, Totmes I44. Państwo Mitanni powiększało swoje terytoria, wchłaniając najbliższych sąsiadów, do których należało m.in. huryckie królestwo Hanigalbat. Spowodowało to, że znane jest pod wieloma nazwami, zależnie od okresu, w którym o nim pisano lub mówiono. Egipcjanie znali je jako „Naharin” lub „Naharina”; Hetyci nazywali je „krajem Hurri”; dla Asyryjczyków było to „Hanigalbat”; natomiast sami królowie mitannijascy nazywali swój kraj królestwem „Mitanni”. Jego stolica, Waszukanni, nie została dotąd odnaleziona. Jest jednym z nielicznych miast stołecznych starożytnego Bliskiego Wschodu, którego jeszcze nie tknęła łopata archeologa, pomimo bardzo obiecujących wskazówek archeologicznych i informacji z tekstów źródłowych. Niektórzy przypuszczają, że może być zlokalizowana pod wzgórzem Tell Feheriye w Syrii, na wschodnim brzegu Eufratu. Nie zostało to jednak nigdy potwierdzone, chociaż nie oznacza to, że takich prób nie podejmowano.
[…]
Dzięki innym tekstom klinowym zapisanym na glinianych tabliczkach odnalezionych przez niemieckich archeologów, którzy już wcześniej prowadzili wykopaliska na terenie Hattusy [stolicy państwa hetyckiego – przyp. aut.], rewolta ta była dobrze znana historykom badającym dzieje imperium hetyckiego. Jednak miecz był pierwszym elementem uzbrojenia, a nawet pierwszym artefaktem w ogóle, który można było powiązać z tym wydarzeniem. Inskrypcja jasno dowodzi, że istniały jeszcze inne miecze, które nie zostały dotąd odkryte. W tym momencie, zanim przejdziemy dalej, pozostaniemy jeszcze chwilę z Hetytami i podejmiemy próbę zlokalizowania Assuwy oraz bliżej przyjrzymy się samej rebelii. Zastanowimy się, dlaczego jest to dowód wczesnej „internacjonalizacji” oraz – potencjalnie – dowód na to, że wojna trojańska toczyła się 200 lat wcześniej i z innych powodów, niż podaje nam Homer.
[…]
Lokalizacja owej nowej stolicy, Hattusy, została starannie przemyślana. Była nie tylko doskonale umocniona, ale równie dobrze ulokowana pod względem geograficznym – jedyna droga, która do niej prowadziła, wiodła przez wąską dolinę. W ciągu 500 lat istnienia miasto zostało zdobyte tylko dwukrotnie – najprawdopodobniej w obu przypadkach dokonali tego Kaszkowie zamieszkujący obszary graniczące z Hetytami. W trakcie wykopalisk, które w 1906 roku rozpoczęli archeolodzy niemieccy (Hugo Winckler, Kurt Bittel, Peter Neve i Jürgen Seeher), odnaleziono tysiące glinianych tabliczek. Zawierały one listy i dokumenty, które musiały należeć do archiwum państwowego, ale także poematy, opowieści, historie, rytuały religijne itp. teksty. Złożone razem, tworzą układankę, która opowiada nam nie tylko historię hetyckich monarchów oraz ich relacji z innymi ludami i królestwami, ale mówi również dużo o zwykłych ludziach, ich życiu codziennym i społecznym, wierzeniach, a także zasadach prawnych. Jedna z inskrypcji brzmi dość intrygująco: Jeżeli ktoś odgryzie nos wolnego człowieka, zapłaci czterdzieści szekli srebra” (można się tylko zastanawiać, jak często dochodziło do tego typu przestępstw).
[…]
Cywilizacja mykeńska po raz pierwszy zainteresowała opinię publiczną niemal 150 lat temu, w drugiej połowie XIX wieku, do czego niewątpliwie przyczynił się Heinrich Schliemann, nazywany dzisiaj „ojcem archeologii mykeńskiej”. Był to człowiek, którego współcześni archeolodzy „kochają nienawidzić” – częściowo wynika to z jego prymitywnych metod prowadzenia wykopalisk, a częściowo z tego, że nigdy nie wiadomo, na ile można ufać jemu samemu i jego raportom. Na początku lat 70-tych XIX wieku, zakończywszy wykopaliska w północno- zachodniej Anatolii, w miejscu zwanym Hisarlik, które zidentyfikował jako Troję, Schliemann zdecydował, że skoro odnalazł trojańskich uczestników wojny trojańskiej (co przedyskutujemy poniżej), to powinien teraz zająć się poszukiwaniami ich nieprzyjaciół, Mykeńczyków. Mykeny, położone w kontynentalnej części Grecji, udało mu się znaleźć bez większego trudu, gdyż w przeciwieństwie do Troi duża część starożytnego miasta ciągle wznosiła się ponad powierzchnię gruntu.
[…]
W tym samym roku angielski architekt, Michael Ventris, ostatecznie dowiódł, że pismo linearne B jest tak naprawdę wczesną wersją klasycznej greki. Stopniowe tłumaczenie tekstów, które odkryto w takich miejscach jak Pylos, Mykeny, Tiryns [w Argolidzie – przyp. aut.] i Teby, ale także w Knossos, trwa aż do chwili obecnej i stanowi dodatkowe źródło wiadomości na temat świata Mykeńczyków. Informacje, które udało się w ten sposób uzyskać, dodały wiele do owych szczegółów, które poznano dzięki wykopaliskom, a także umożliwiły archeologom zrekonstruować świat Grecji w późnej epoce brązu. W podobnej sytuacji byli ich koledzy, którzy pracowali na stanowiskach w Egipcie i na Bliskim Wschodzie – dzięki odczytaniu tekstów zapisanych w języku egipskim, hetyckim i akadyjskim. Mówiąc wprost, połączenie znalezisk archeologicznych z informacjami uzyskanymi ze źródeł pisanych pozwoliło współczesnym badaczom zrekonstruować historię starożytną. Obecnie wiemy, że początki cywilizacji mykeńskiej możemy zasadniczo datować na XVII wiek, a więc mniej więcej na ten sam czas, kiedy Minojczycy na Krecie powoli dochodzili do siebie po potężnym trzęsieniu ziemi; to ostatnie wydarzenie (w terminologii archeologicznej) oddziela od siebie pierwszy i drugi okres pałacowy, na które dzieli się ówczesną historię wyspy.
[…]
Jedna z wczesnych hipotez zakładała, że Mykeńczycy mieli pomóc Egipcjanom wypędzić Hyksosów z Egiptu, ale współcześnie jest zasadniczo odrzucana. Jeżeli przedmioty odnalezione w grobowcach szybowych w Mykenach uznamy za źródło informacji, wówczas widać, że źródłem najwcześniejszych wpływów obecnych w Mykenach była Kreta. Evans pierwotnie uważał nawet, że Minojczycy najechali kontynentalną Grecję, ale Wace i Blegen ostatecznie obalili jego argumenty – co obecnie zaakceptowali też inni badacze. Współcześnie wiemy, że kiedy Mykeńczycy przejęli władzę na Krecie, równocześnie opanowali międzynarodowe szlaki handlowe prowadzące do Egiptu i na Bliski Wschód. W ten sposób dość niespodziewanie stali się jednym z graczy w ówczesnym kosmopolitycznym świecie – była to rola, z której mieli czerpać zyski przez następne wieki, aż do końca późnej epoki brązu. Egipcjanie najwyraźniej znali Mykeńczyków i nazywali ich Tanaja; z kolei Hetyci określali ich mianem Ahhijawa, a Kananejczycy (jeżeli teksty z Ugarit, miasta położonego niego dalej na północ w Syrii, możemy tu traktować jako dowód) stosowali podobnie brzmiącą nazwę Hijawa – a przynajmniej tak uważamy, gdyż owe toponimy nie pasują do nikogo innego poza Mykeńczykami.
[…]
Wiek ten możemy określić jako okres, który zapoczątkował trwałe kontakty międzynarodowe, obejmujące stopniowo cały ówczesny cywilizowany świat, od Morza Egejskiego aż po Mezopotamię. Był to również czas, kiedy Minojczycy i Mykeńczycy zdążyli już dobrze zakorzenić się nad Morzem Egejskim, podobnie jak Hetyci w Anatolii, a Hyksosi zostali wygnani z Egiptu, gdzie rozpoczął się okres nazywany dzisiaj XVIII Dynastią lub Nowym Państwem. Był to jednak – jak zobaczymy dalej – tylko skromny początek okresu nazwanego „złotym wiekiem” internacjonalizmu i globalizacji, który nastąpił w XIV w. Doskonałym przykładem jest tu kombinacja wypraw wojennych i dyplomacji, którą zastosował Totmes III, oraz pokojowych wypraw handlowych i działań militarnych Hatszepsut, które wyniosły Egipt na wyżyny potęgi i dobrobytu – rzadko, o ile w ogóle, widywanego w tym kraju. Spowodowało to, że Egipt stał się jedną z największych potęg późnej epoki brązu, gdzie znalazł się w towarzystwie Hetytów, Asyryjczyków i Kasytów/Babilończyków, obok których o swoją szansę walczyli również Mitannijczycy, Minojczycy, Mykeńczycy i mieszkańcy Cypru, których spotkamy jeszcze w kolejnych rozdziałach.
[…]
Wznoszą się na wysokość ponad 20 metrów i stoją już od ponad 3400 lat – przetrwały do dzisiaj, mimo że świątynia grobowa, która wyrastała za ich plecami, została obrabowana ze swoich wspaniałych kamiennych bloków i ostatecznie rozpadła się w pył. Dwa potężne posągi stojące przy wejściu do świątyni grobowej Amenhotepa III w Kom el Hetan były i ciągle są, nazywane niesłusznie Kolosami Memnona, co wynika z ich błędnej identyfikacji z Memnonem, mitologicznym etiopskim księciem, który poległ pod Troją zabity przez Achillesa. Oba ukazują siedzącą postać faraona Amenhotepa III, który władał Egiptem od 1391 do 1353 r. Po części właśnie z powodu owej błędnej identyfikacji Kolosy znane były już 2000 lat temu, kiedy stały się obiektem zainteresowania greckich i rzymskich „turystów” wychowanych na Iliadzie i Odysei Homera – niektórzy z nich umieścili nawet na ich nogach swoje graffiti. Jeden z Kolosów – po uszkodzeniach, których doznał w trakcie trzęsienia ziemi w I w. – zaczął słynąć z tego, że o świcie wydobywały się z niego dziwne świsty, kiedy kamienie kurczyły się i rozszerzały w czasie chłodnych nocy i gorących dni. Na nieszczęście dla starożytnego „ruchu turystycznego”, prace restauracyjne, które podjęto w okresie rzymskim, w II w. n.e., położyły kres owym codziennym „płaczom boga”. Jednak pomimo fascynacji, którą powszechnie budzą, to nie owe Kolosy są istotne dla naszej opowieści o wydarzeniach z XIV w. Dużo bardziej interesująca jest ostatnia z pięciu baz posągów stojących w szeregu na kierunku północ- południe, które wyznaczały granicę wznoszącej się tu niegdyś świątyni. Znajdowała się ona na zachodnim brzegu Nilu, w pobliżu słynnej dzisiaj Doliny Królów, po przeciwnej stronie rzeki od dzisiejszego miasta Luksor. Na owych pięciu bazach stały nadnaturalnej wielkości posągi króla, chociaż nie były one równie potężne jak Kolosy ustawione przy wejściu do świątyni. Na dziedzińcu, gdzie się znajdowały, wznosiło się łącznie niemal 40 takich posągów i ich baz.
[…]
Toponimy, które znalazły się na podstawach posągów, tworzą serie list nazw geograficznych określających granice świata znanego Egipcjanom w okresie panowania Amenhotepa III, tj. na początku XIV w. Znaleźć na nich można niektóre spośród ówczesnych najważniejszych ludów i miejsc Bliskiego Wschodu – Hetytów na północy, Nubijczyków na południu, Asyryjczyków i Babilończyków na wschodzie. Inskrypcje te stanowią niewątpliwie dokument o wyjątkowym znaczeniu dla historii Egiptu. Jednak tym, co nas w tym momencie najbardziej interesuje, jest lista wyryta na kamiennych blokach piątej bazy posągu i zawierająca toponimy, które nigdy wcześniej nie pojawiły się w egipskich inskrypcjach. Są to nazwy miast i miejsc, które znajdowały się na zachód od Egiptu – nazwy dość osobliwe, takie jak Mykeny, Nauplion, Knossos, Kydonia i Kythera, zapisane po lewej stronie frontu i na lewym boku podstawy, a także dwie inne, zapisane oddzielnie po prawej stronie frontu bazy, co sprawia wrażenie, jakby umieszczono je na początku całej listy – Keftiu i Tanaja. Jakie było znaczenie owej listy i jakie miejsca określają zamieszczone na niej nazwy? Przez ostatnie 40 lat archeolodzy i egiptolodzy nieustannie debatują nad znaczeniem owych 15 nazw odczytanych na podstawie posągu, które przyjęło się określać mianem „listy egejskiej”.
[…]
Powszechnie przyjęło się, że odkrycie owego archiwum zawdzięczamy wieśniaczce, która zbierała opał lub wydobywała ziemię we miejscu współcześnie noszącym nazwę Tell el-Amarna, pod którym kryły się ruiny miasta, pierwotnie nazywanego Achetaton („Horyzont Atona”). Nakazał je zbudować w połowie XIV w. „heretycki” syn Amenhotepa III, Amenhotep IV, znany lepiej pod imieniem Echnaton, który następnie przeniósł tam swoją stolicę. Echnaton był następcą Amenhotepa III, ale jeszcze w ostatnich latach życia ojca, który zmarł w 1353 r., najprawdopodobniej sprawował funkcję współregenta. Niedługo po objęciu samodzielnych rządów Echnaton rozpoczął reformę, która znana jest dzisiaj pod nazwą „Rewolucji Amarneńskiej”. Nakazał zamknąć świątynie Re, Amona i innych najważniejszych bogów egipskich, konfiskując jednocześnie ich skarbce, oraz skoncentrował w swoich rękach niczym nieograniczoną władzę – stał się głową administracji cywilnej, wojskowej i religijnej. Zakazał też Egipcjanom oddawania czci innym bogom niż Aton, wyobrażany pod postacią dysku słonecznego.
[…]
Archiwum było pierwotnie przechowywane w miejskim „urzędzie do spraw dokumentów”. Jest to prawdziwy skarb zawierający korespondencję z władcami i zarządcami, z którymi tak Amenhotep, jak jego syn, Echnaton, utrzymywali stosunki dyplomatyczne. Należeli do nich królowie Cypru i Hetytów, panujący w Asyrii i Babilonie, ale również książęta niewielkich państw kananejskich, w tym m.in. Abdi-Heba z Jerozolimy i Biridija z Megiddo. Listy od władców lokalnych, którzy zazwyczaj byli jednocześnie wasalami Egiptu, są pełne wezwań o pomoc, ale te, które krążyły pomiędzy władcami potężnych państw (Egipt, Asyria, Babilon, Mitanni oraz Hetyci) dużo częściej zawierają prośby i wzmianki o darach, które były zwyczajowym elementem ówczesnej dyplomacji. Archiwum amarneńskie, obok tego, które odkryto w Mari (datowane na XVIII w.), stanowi jeden z pierwszych zbiorów dokumentów dających wgląd w relacje międzynarodowe w epoce brązu we wschodniej części Morza Śródziemnego.
[…]
Wydaje się, że Amenhotep III korzystał z małżeństw dyplomatycznych na dużo większą skalę niż którykolwiek współczesny mu władca – wiemy, że poślubił i utrzymywał w swoim haremie m.in. córki kasyckich władców Babilonu Kurigalzu I i Kadaszman-Enlila I, a także Szuttarny II i Tuszratty z Mitanni oraz Tarchundaradu, władcy Arzawy (państwa położonego w południowo-zachodniej Anatolii). Niewątpliwie każde z owych małżeństw cementowało jakiś układ dyplomatyczny i pozwalało królom utrzymywać stosunki dyplomatyczne tak, jak między członkami jednej rodziny. Niektórzy władcy próbowali natychmiast wykorzystać związek istniejący pomiędzy małżeństwem dynastycznym i wymianą darów, czyniąc to często bez cienia finezji. Na przykład jest to szczególnie wyraźnie widoczne w jednym z listów amarneńskich (najprawdopodobniej od kasyckiego władcy Babilonu, Kadaszman-Enlila, skierowanym do Amenhotepa III), kiedy Kadaszman-Enlil pisze wprost:
Ponadto, mój bracie … co do złota, o którym już pisałem do Ciebie, wyślij mi, cokolwiek masz teraz pod ręką, tak wiele, jak to tylko możliwe, zanim twój posłaniec [przybędzie] do mnie, natychmiast, w wielkim pośpiechu … Jeżeli tego lata, w czasie miesięcy Tammuz lub Aw, wyślesz mi złoto, o którym ci pisałem, to dam Ci moją córkę.
[…]
Na plaży trwała wymiana produktów żywnościowych, wody i innych towarów koniecznych do życia. To właśnie tego typu przyziemne transakcje handlowe stanowiły prawdziwą przyczynę ceremonialnej wymiany darów, którą prowadzili wodzowie z Wysp Triobrianda, chociaż oni sami nigdy by się do tego nie przyznali. W podobny sposób powinniśmy rozpatrywać znaczenie wysłanników, kupców i żeglarzy, którzy transportowali królewskie podarki i inne towary poprzez pustkowia starożytnego Bliskiego Wschodu, a także obszary morskie, aż po Morze Egejskie. Jasne jest, że w późnej epoce brązu miały miejsce intensywne kontakty łączące Egipt, Bliski Wschód i basen Morza Egejskiego, dzięki czemu wraz z towarami wędrowały nowe idee i wynalazki. Tego typu transfer idei niewątpliwie miał miejsce przede wszystkim pomiędzy wyższymi warstwami społecznymi, ale odbywał się on również w tawernach i tym podobnych przybytkach portów i miast położonych na szlakach handlowych w Grecji, Egipcie oraz na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Gdzie indziej mógł żeglarz lub członek załogi okrętu spędzić czas, oczekując na sprzyjający wiatr lub zakończenie rozmów dyplomatycznych, a przy tym słuchając mitów, legend lub innych opowieści? Mogło się to niewątpliwie przyczynić do rozprzestrzeniania wpływów kulturowych, które sięgały od Egiptu po Bliski Wschód i docierały nawet nad Morze Egejskie. Tego typu wymiana pomiędzy kulturami może wyjaśniać podobieństwa, które odnajdujemy w Opowieści o Gilgameszu i dużo późniejszych Iliadzie oraz Odysei Homera i pomiędzy hetyckim Mitem o Kumarbim a późniejszą Teogonią Hezjoda [epik grecki z VIII w. p.n.e.].
[…]
Listy wysyłane na Cypr i z niego, które datować należy raczej na okres panowania Echnatona niż Amenhotepa III, są bardzo interesującym źródłem informacji, co częściowo związane jest z oszałamiającą ilością kosztownej miedzi, która jest wspomniana w jednym z nich. W późnej epoce brązu Cypr był głównym źródłem tego metalu dla większości basenu Morza Egejskiego oraz państw wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Wyraźnie dowodzi tego tocząca się listownie dyskusja, w której władca Alasziji przeprasza, że wysłał jedynie 500 talentów miedzi, czego powodem była zaraza, która nawiedziła jego wyspę. Współcześnie udało się ustalić, że ów drogocenny metal transportowany był prawdopodobnie na okrętach, gdzie magazynowano go pod postacią sztab w kształcie wołowych skór (oxhide ingots), takich jakie odkryto we wraku Uluburun, który omówimy poniżej. Każda z odnalezionych sztab ważyła około 30 kg, co oznacza, że sama ta jedna dostawa, o której mówi list amarneński, mogła zawierać około 15 ton miedzi – ilość, za którą król Cypru przeprasza (ironicznie?), że mógł wysłać tak niewiele!
[…]
Dobrze znane popiersie Nefertiti zostało odnalezione w roku 1912 przez Ludwiga Borchardta, niemieckiego odkrywcę Amarny (Achetaton), który kilka miesięcy późnej przesłał je do Niemiec. Pozostawało ono jednak niedostępne dla szerszej publiczności aż do roku 1924, kiedy wystawiono je w Muzeum Egipskim w Berlinie. Rzeźba znajduje się w Berlinie do dzisiaj, pomimo wielu prób jej odzyskania podejmowanych przez rząd egipski – opuściła ona Egipt w dotychczas nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Według jednej z wersji tej historii, która jednak nigdy nie została potwierdzona, niemieccy odkrywcy i rząd egipski zawarli ugodę: odnalezione zabytki miały być równo podzielone pomiędzy obie strony, ale to Egipcjanie jako pierwsi mieli prawo wskazać interesujące ich przedmioty. Niemcy wiedzieli o tym, ale popiersie Nefertiti postanowili zachować dla siebie. Dlatego też zostało ono nieoczyszczone i świadomie ustawiono je na końcu długiego rzędu znalezisk. Kiedy tylko urzędnicy egipscy przeszli obok niepozornie wyglądającej głowy, Niemcy natychmiast wysłali ją do Berlina. Gdy ostatecznie w roku 1924 została ona wystawiona na widok publiczny, Egipcjanie wpadli we wściekłość i zażądali jej zwrotu, ale mimo wszystko pozostała w Berlinie.
[…]
Carterowi [angielski archeolog – przyp. aut.] udało się ubłagać go o jeszcze jeden sezon; zadeklarował nawet, że jest gotów płacić za siebie, gdyż w dolinie znajdowało się jeszcze jedno miejsce, którego nie tknęła dotąd łopata archeologa. Carnovan ostatecznie ustąpił i Carter powrócił do Doliny Królów, gdzie 1 listopada 1922 roku ponownie rozpoczął wykopaliska. Na miejscu zorientował się, że co roku rozstawiał swoje obozowisko praktycznie w tym samym miejscu, i tym razem postanowił, że przeniesie je kilkadziesiąt metrów dalej, a prace zacznie tam, gdzie dotąd stały namioty… zaś trzy dni później pracujący dla niego robotnicy odkryli pierwszy stopień schodów prowadzących w dół, do wejścia do grobowca. Jak się okazało, jedną z przyczyn, dla których grobowiec nie został dotąd odnaleziony, był fakt, że jego wejście zostało pogrzebane pod gruzem, który usypano w tym miejscu w trakcie prac nad grobowcem Ramzesa VI, zmarłym niemal sto lat po Tutanchamonie. Jako że Carter dokonał swego odkrycia w momencie, kiedy Carnovan przebywał ciągle w Anglii, natychmiast wysłał telegram, a następnie zawiesił dalsze prace w oczekiwaniu na przybycie szefa. Poinformował również media. W momencie, kiedy Carnovan przybył do Egiptu, wszystko było przygotowane do otwarcia grobowca. Dokonano tego w otoczeniu licznych dziennikarzy i fotografów 22 listopada 1922 roku.
[…]
Olbrzymia ilość przedmiotów, które odkryto w grobowcu Tutanchamona, zachęciła część egiptologów do postawienia sobie pytania, co mogło znajdować się w grobach innych faraonów, którzy władali dużo dłużej od niego, jak np. Ramzesa III czy nawet Amenhotepa III. Były to jednak rozważania czysto akademickie, gdyż ich miejsca wiecznego spoczynku zostały obrabowane jeszcze w starożytności. Wydaje się też bardzo prawdopodobne, że budzące powszechny zachwyt przedmioty, które odnaleziono w grobowcu Tutanchamona, były czymś wyjątkowym. Mogły się na nie bowiem składać dary złożone przez egipskich kapłanów, którzy chcieli się w ten sposób odwdzięczyć faraonowi za cofnięcie reform wprowadzonych przez jego ojca oraz przywrócenie im wcześniejszej pozycji. Jednak aż do momentu odnalezienia kolejnego egipskiego grobowca królewskiego nie mamy nic, z czym moglibyśmy porównać wyposażenie grobu Tutanchamona.
[…]
O samym Suppiluliumie mamy stosunkowo dużo informacji, które pochodzą ze źródeł hetyckich, a zwłaszcza tabliczek zapisanych przez jego syna i następcę, Mursilisa II, zawierających tekst, który znany jest dzisiaj pod nazwą Modlitw o oddalenie zarazy (Prayers of Plague). Wszystko wskazuje na to, że kiedy Suppiluliuma I zmarł po niemal 30 latach panowania, w ojczyźnie Hetytów wybuchła zaraza, której źródłem byli egipscy jeńcy wojenni wzięci do niewoli w trakcie wojny toczonej na terenach północnej Syrii. Zmarło wówczas wielu członków rodziny królewskiej, w tym również sam Suppiluliuma. Mursilis postrzegał otaczającą go śmierć, której ofiarą padł również jego ojciec, jako zemstę bogów za zabójstwo dokonane zaraz na początku panowania Suppiluliumy, które nigdy nie zostało przebłagane przed bogami. Jego ofiarą był brat Suppiluliumy, hetycki książę nazywany Tudhalija Młodszy. Nie jest jasne, czy Suppiluliuma osobiście był zaangażowany w owo zabójstwo, ale z pewnością na nim skorzystał, gdyż to właśnie Tudhalija, a nie on, pomimo zwycięstw, które odniósł dla swego ojca, miał zasiąść na tronie Hetytów. Mursilis pisze:
I teraz wy, o bogowie, dokonaliście wreszcie zemsty na moim ojcu za to, co uczynił Tudhaliji Młodszemu. Mój ojciec [zmarł] z powodu krwi Tudhaliji i książęta, możnowładcy, tysięcznicy, i oficerowie, którzy podeszli do mojego ojca, oni również umarli z powodu tego czynu. Czyn ten spadł też na kraj Hatti i mieszkańcy kraju Hatti zaczęli ginąć z powodu owego czynu.
[…]
Opowiadał on, że w czasie jednego ze swoich pierwszych zejść pod wodę znalazł leżące na dnie morza metalowe biszkopty z uszami. Kapitan statku, na którym pracował, zorientował się, że opis ten pasuje do miedzianych sztab określanych jako „skóra wołowa” z późnej epoki brązu (nazwano je tak, gdyż przypominają rozpostartą skórę zdartą z wołu lub krowy). Archeolodzy z Instytutu Archeologii Morskiej (Institute of Nautical Archaeology – INA) z A&M University w Teksasie pokazali mu kiedyś obrazki z takimi przedmiotami i poprosili, aby dał im znać, jeżeli odkryje coś podobnego. Archeologom poszukującym owych przedmiotów przewodził George Bass, który w latach 60-tych XX wieku stał się jednym z pionierów archeologii podmorskiej, będąc jednocześnie studentem University of Pennsylwania. W tym czasie dzisiejszy autonomiczny aparat do oddychania pod wodą („akwalung”) był jeszcze relatywnie nowym wynalazkiem, a prace Bassa u przylądka Gelidonya u wybrzeży Turcji były pierwszymi wykopaliskami podwodnymi, jakie kiedykolwiek przedsięwzięto w tym regionie.
[…]
Sztaby miedzi (a było ich ponad 350) były szczególnie trudne do wydobycia na powierzchnię. Przez 3000 lat leżały one na dnie morza ułożone w jodełkę w czterech oddzielnych rzędach i stały się bardzo kruche. Ostatecznie do ich zabezpieczenia archeolodzy pracujący w zespole Bassa wykorzystali nowy rodzaj kleju – było to spoiwo, które można było wstrzyknąć w szczątki sztaby i które ulegało utwardzeniu pod wodą mniej więcej w ciągu roku. Klej ten umożliwiał połączenie ze sobą oddzielnych części pokruszonej sztaby na tyle mocno, że można ją było następnie wydobyć na powierzchnię morza. Jednak na pokładzie statku znajdowało się dużo więcej przedmiotów niż tylko sztaby miedzi. Okazało się, że na ładunek statku Uluburun składało się niewiarygodne bogactwo towarów – lista ładunkowa o iście międzynarodowym składzie. W sumie okazało się, że statek przewoził produkty, które pochodziły z przynajmniej siedmiu krajów, państw i imperiów. Obok głównego ładunku, na który składało się 10 ton cypryjskiej miedzi, tona cyny i tona żywicy terebintowej, przewoził: około 12 bali hebanowych pochodzących z Nubii; niemal 200 brył surowego szkła z Mezopotamii (większość miała kolor ciemnoniebieski, ale część była również jasnoniebieska, purpurowa, a nawet w kolorze miodu/bursztynu); i około 140 naczyń kananejskich (dwa lub trzy typy różniące się wielkością), w których odnaleziono resztki żywicy terebintowej, szczątki winogron, granatów i fig, ale również przyprawy (m.in. kolendrę i sumak). Do ładunku należały również: całkiem nowa ceramika pochodząca z Cypru i Kanaanu – w tym lampy oliwne, misy, dzbany i słoje, ale także skarabeusze z Egiptu i pieczęcie cylindryczne z różnych miejsc Bliskiego Wschodu; miecze i sztylety z Italii i Grecji (niektóre z nich mogły należeć do członków załogi lub pasażerów), pośród których wyróżniał się jeden wyłożony płytkami z hebanu i kości słoniowej; a nawet rodzaj maczugi/berła z Bałkanów. Udało się również odnaleźć biżuterię wykonaną ze złota, w tym wisiory oraz jeden kielich; pojemnik na kosmetyki w kształcie kaczki; miedziane, brązowe i cynowe misy i inne naczynia; 24 kamienne kotwice; 14 kawałków kłów hipopotama; oraz jeden kieł słonia. Znaleziono nawet posążek o wysokości około 15 cm, który wyobrażał bóstwo kananejskie i wykonany był z pozłacanego brązu – jeżeli przyjmiemy, że służył jako bóstwo opiekuńcze statku, niezbyt dobrze wywiązał się ze swojej roli.
[…]
Wiemy, że bitwa miała wyjątkowo okrutny przebieg oraz że były w niej takie momenty, w których jedna lub druga ze stron mogła odnieść decydujące zwycięstwo. Wiemy też, że zakończyła się swego rodzaju patem, a przeciwnicy ostatecznie zasiedli do rokowań, dzięki którym udało się podpisać traktat pokojowy. Najbardziej dramatyczny moment starcia nastąpił po tym, jak Hetyci wysłali do obozu Egipcjan dwóch szpiegów – Beduinów Szosu, jak określa ich źródło egipskie – którzy najwyraźniej swoją misję wykonywali na tyle nieudolnie, że natychmiast zostali schwytani. Najprawdopodobniej poddano ich torturom, ale mimo tego udało im się wprowadzić w błąd swoich katów (jest to być może pierwsza w historii ludzkości udokumentowana dezinformacja), gdyż zeznali, że sił hetyckich nie ma jeszcze w pobliżu Kadesz, ale znajdują się dalej na północ, na terytorium Amurru w północnej Syrii. Usłyszawszy te wieści, Ramzes II – nie próbując ich nawet w jakikolwiek sposób zweryfikować – natychmiast wyruszył z jedną ze swoich „dywizji”, oddziałem Amon, chcąc dotrzeć do Kadesz przed Hetytami. Jednak Hetyci byli już pod Kadesz, gdzie ustawili swoje wojska na północ i wschód od miasta, wykorzystując cień rzucany przez jego mury, wskutek czego nie byli widoczni dla Egipcjan przybywających z południa. Kiedy żołnierze egipscy byli zajęci organizowaniem obozowiska na północ od miasta, udało im się schwytać dwóch kolejnych szpiegów hetyckich, którzy tym razem powiedzieli prawdę o położeniu swojej armii, ale na jakiekolwiek przygotowania było już za późno. W tym czasie bowiem siły hetyckie pędziły wokół miasta, zgodnie z ruchem wskazówek zegara i uderzyły na drugą „dywizję” egipską, nazwaną Re, całkowicie ją zaskakując i praktycznie unicestwiając. Jej resztki uciekły na północ ścigane zawzięcie przez większość armii hetyckiej, ale zanim doszło do kolejnego starcia, udało się im dołączyć do Ramzesa i jego ludzi z „dywizji” Amon. Krwawe zmagania ciągnęły się przez kilka godzin. W pewnym momencie Hetyci uzyskali zdecydowaną przewagę nad Egipcjanami, a sam Ramzes nieomal zginął – ale dzięki mądremu dowodzeniu i odwadze udało mu się uratować siebie oraz jego ludzi.
[…]
List Tawagalawy dotyczy działalności Piyama-radu [z Miletu – przyp. aut.], który nieustannie organizował rajdy na terytoria hetyckie w zachodniej Anatolii, i który, jak już wspomniano wcześniej, mógł liczyć na azyl oraz możliwość podróżowania statkami na terytorium Ahhijawy – chodzi tu zapewne o wyspy położone u zachodnich wybrzeży Anatolii26. Mamy też kilka informacji, które znajdowały się na trzeciej stronie/tabliczce (dwóch pierwszych nie odnaleziono), o samym Tawagalawie, który zostaje zidentyfikowany jako brat władcy Ahhijawy i w tym momencie znajduje się w zachodniej Anatolii, zajmując się werbunkiem osób, które znane są z wrogości do Hetytów. Co intrygujące, dowodzi to, że relacje łączące Hetytów i Mykeńczyków były niegdyś duże lepsze niż w tamtym momencie, gdyż znajdujemy też wzmiankę o przejażdżce Tawagalawy (miał on uchwycić się rydwanu) z osobistym woźnicą samego króla Hetytów. List wspomina również o sporze pomiędzy Mykeńczykami i Hetytami o kontrolę nad obszarem znanym jako Wilusa, który przypuszczalnie leżał w północno-zachodniej Anatolii. Region ten pojawił się już wcześniej w naszych rozważaniach przy okazji buntu Assuwy, który miał miejsce niemal 200 lat wcześniej, ale wydaje się, że w tym momencie Mykeńczycy i Hetyci ponownie spierali się o ten obszar. Współcześnie większość badaczy identyfikuje go z Troją i/lub obszarem Troady. Biorąc pod uwagę datę powstania listu – połowa XIII w. – z pewnością zasadne jest postawienie sobie pytania, czy można te wydarzenia połączyć z późniejszymi greckimi legendami opowiadającymi o wojnie trojańskiej. Opowieść o wojnie trojańskiej, którą tradycyjnie przypisuje się niewidomemu greckiemu poecie, Homerowi, żyjącemu w VIII w., i która została uzupełniona o tzw. „cykl epicki” (fragmenty innych poematów, które później zaginęły) oraz późniejszych greckich dramaturgów, jest wszystkim dobrze znana. Parys, syn króla Priama z Troi, wyruszył z północno-zachodniej Anatolii z misją dyplomatyczną do Grecji – do Menelaosa, króla Sparty. Będąc już na miejscu, zakochał się w pięknej żonie Menelaosa, Helenie. Kiedy Parys powrócił do domu, towarzyszyła mu Helena – zrobiła to dobrowolnie, jak utrzymywali Trojanie lub porwano ją siłą, jak twierdzili Grecy. Rozwścieczony Menelaos przekonał swego brata, Agamemnona, króla Myken i przywódcę wszystkich Greków, do wysłania armady składającej się z 1000 statków i 50 000 ludzi, której celem było zdobycie Troi i odzyskanie Heleny. Ostatecznie, po dziesięciu latach działań wojennych, zwycięstwo odnieśli Grecy. Troja została zdobyta, większość jej mieszkańców zginęła, a Helena z Menelaosem powróciła do rodzinnej Sparty.
[…]
Zniszczenia stwierdzone w szóstym z miast – Troi VI – są ciągle przedmiotem dyskusji. Pierwotnie datowano je na około 1250 r., ale obecnie uważa się, że nastąpiły nieco wcześniej, około 1300 r. Było to bogate miasto, z przedmiotami importowanymi z Mezopotamii, Egiptu i Cypru, ale również z mykeńskiej Grecji. Było to również miejsce, które moglibyśmy nazwać „spornymi peryferiami” – co oznacza, że położone było na pograniczu zarówno świata mykeńskiego, jak i imperium Hetytów – stając się tym samym przyczyną sporów pomiędzy wielkimi potęgami świata śródziemnomorskiego epoki brązu. Dörpfeld [niemiecki archeolog – przyp. aut.] był przekonany, że to Mykeńczycy zdobyli miasto (Troję VI) i całkowicie je spalili oraz że to wydarzenie leżało u podstaw eposów Homera. Blegen, prowadząc wykopaliska kilkadziesiąt lat później, nie zgodził się z tą tezą i stwierdził, że brak dowodów na to, aby czynnik ludzki był przyczyną odkrytych zniszczeń; uważał, że spowodowało je raczej trzęsienie ziemi. Jego argumentację wspierały też dowody pozytywne – takie jak fakt, że mury miejskie zostały wypchnięte poza linię, którą tworzyły, a wieże runęły – oraz negatywne – do których zaliczyć można brak takich przedmiotów jak groty strzał i ostrza mieczy, czy też w ogóle śladów działań wojennych. I rzeczywiście, obecnie jasne jest, że ten typ zniszczeń, które odkrył Blegen, przypomina to, co można ujrzeć w wielu innych miejscach na obszarze basenu Morza Egejskiego, w tym w samych Mykenach i Tirynsie, ale też na innych terenach wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Wiemy też, że owe wstrząsy, datowane na epokę brązu, nie nastąpiły równocześnie, do czego wrócimy jeszcze później. Blegen uważał również, że kolejne miasto, Troja VIIa, jest dużo lepszym kandydatem na Troję Priama. Zostało ono zniszczone około 1180 r., co można łączyć raczej z agresją Ludów Morza, a nie samych Mykeńczyków, chociaż brak co do tego jakiejkolwiek pewności. W tym momencie zatrzymamy naszą opowieść, a wrócimy do niej jeszcze w następnym rozdziale, kiedy opisywać będziemy wydarzenia z XII w.
[…]
Wtedy również została wzniesiona słynna Lwia Brama, która stanowiła wejście do cytadeli Myken i była częścią nowych fortyfikacji otaczających miasto. Czy miały one po prostu zwiększyć jego możliwości obronne? A może zbudowano je, aby pokazać jego potęgę i bogactwo? Mury i Lwia Brama zostały wzniesione z potężnych bloków skalnych – głazów tak olbrzymich, że o murach tych mówi się obecnie jako o „cyklopich”. Żyjący tam później Grecy uznali bowiem, że jedynie legendarni jednoocy Cyklopi ze swoją brutalną siłą byli zdolni do stawiania takich konstrukcji. Intrygujące jest, że podobnego typu architekturę, w tym sklepione kamienne galerie i sekretne tunele prowadzące do podziemnych źródeł wody, odnaleziono nie tylko w wielu mykeńskich centrach pałacowych, w tym w Mykenach i Tirynsie, ale również w niektórych budowlach hetyckich powstałych w tym okresie. Przedmiotem czysto akademickich rozważań pozostaje, z której strony płynęły owe widoczne wpływy, ale te podobieństwa architektoniczne sugerują, że obszary pozostawały ze sobą w kontakcie i wzajemnie na siebie oddziaływały.
[…]
Zaskakujące jest natomiast, że tabliczki z pismem linearnym B, które odnaleziono w Pylos i innych miastach mykeńskich, nie wspominają ani słowem o handlu ani kontaktach ze światem zewnętrznym. Co najwyżej zawierają terminy będące zapewne zapożyczeniami z języków Bliskiego Wschodu, skąd najwyraźniej przybyły wraz z towarami, które nimi określano. Zaliczyć do nich można m.in. wyrazy oznaczające sezam, złoto, kość słoniową i kminek – na przykład sezam w piśmie linearnym B zapisywany był sa-sa-ma, co wywodziło się z ugaryckiego terminu ššmn, akadyjskiego šammaššammu i huryckiego sumisumi. Na tych tabliczkach znajduje się również termin ku-pi-ri-jo, którego znaczenie interpretuje się jako „cypryjski”. Pojawia się on co najmniej 16 razy na tabliczkach z Knossos, gdzie stanowi określenie przypraw, ale również przetworzonej wełny, oliwy, miodu, naczyń, a także niektórych składników maści. W Pylos występuje również jako przymiotniki dotyczące etnicznej przynależności osób zajmujących się pasterstwem czy brązownictwem oraz ludzi handlujących innymi towarami takimi jak wełna, szaty, ałun – co może oznaczać, że termin dotyczył rodowitych Cypryjczyków, którzy zamieszkiwali w Pylos pod koniec XIII w. Podobnie inny termin, a-ra-si-jo, również mógł się odnosić do Cypru, który mieszańcy Bliskiego Wschodu znali pod nazwą Alaszija – w języku akadyjskim nazwa brzmiała a-la-ši-ia, egipskim ‘irs3, hetyckim a-la-ši-ia, a ugaryckim altyy.
[…]
Wszystkie te zapożyczenia i imiona, pojawiając się na tabliczkach z pismem linearnym B, jednoznacznie dowodzą, że w okresie brązu świat egejski utrzymywał kontakty z Egiptem i Bliskim Wschodem. Fakt, że nie posiadamy żadnego dokumentu, który zawierałby informacje o bezpośrednich relacjach lub wymianie towarów, może, ale nie musi zaskakiwać, gdyż jesteśmy w posiadaniu dokumentów pochodzących tylko i wyłącznie z ostatniego roku istnienia archiwów. Są to tabliczki odnalezione pośród ruin – i przez przypadek wypalone, gdyż w normalnych warunkach teksty na nich zostałyby wymazane (przez potarcie powierzchni wilgotnym materiałem), a one same ponownie wykorzystane w roku następnym lub w miarę potrzeb. Co więcej, wiemy też, że Mykeńczycy używali takich tabliczek wyłącznie w celu udokumentowania niektórych działań pałaców w sferze ekonomicznej. Oczywiście nie możemy też wykluczyć, że w którymś z miast mykeńskich znajdowało się jakieś „Archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych”, przypominające te, które odnaleziono w Amarnie w Egipcie i Hattusie w Anatolii.
[…]
Ostatni władcy Hetytów – zwłaszcza Tudhalija IV (1237-1209) oraz Suppiluliuma II (1209-?) – byli bardzo aktywni w schyłkowym ćwierćwieczu XIII w. Widoczne jest to zwłaszcza od roku 1237, mimo że ich świat i cywilizacja wykazywały już wówczas pierwsze oznaki nadchodzącego końca. To właśnie Tudhalija nakazał, aby cały panteon bogów i bogiń uwiecznić w formie płaskorzeźby na skale wapiennej w Yazilikaya („Rzeźbiona Skała”), a obok nich umieścił samego siebie; miejsce to znajduje się w odległości zaledwie około kilometra od Hattusy. W tym okresie Hetyci prowadzili w Mezopotamii wojnę z Asyrią. Z Asyryjczykami spotkaliśmy się już w poprzednim rozdziale, przy okazji dyskusji na temat Aszur-uballita, który władał Asyrią w okresie amarneńskim i któremu udało się zająć Babilon, co osiągnął dzięki małżeństwu dynastycznemu łączącemu te dwie potęgi56. Asyryjczycy, po krótkim okresie zapaści, który nastąpił po śmierci Aszur-uballita, ponownie zaktywizowali się za panowania Adadnirariego I (1307-1275). Pod przywództwem jego, a także jego następców, w XIII w. wyrośli na jedną z głównych potęg Bliskiego Wschodu.
[…]
Dla naszego studium świata starożytnego interesujące są zwłaszcza dwie kwestie, które znalazły się w owym traktacie. Pierwszą jest to, że Tudhalija IV żąda od Szauszgamuwy: [Nie zezwolisz(?)] żadnemu statkowi [z] Ahhijawy, aby do niego podążał (chodzi tu o króla Asyrii). Wielu współczesnych badaczy uważa, że chodzi tu o jakąś formę embarga – o innym takim przypadku wspominaliśmy pod koniec poprzedniego rozdziału. Jeżeli tak było rzeczywiście, to chociaż taki sposób wywierania presji ekonomicznej zazwyczaj postrzegany jest jako stosunkowo współczesny pomysł, wydaje się, że w takim razie już ponad 3000 lat temu został zastosowany przez Hetytów przeciwko Asyrii. Drugą interesującą sprawą jest fakt, że kilka linijek wcześniej Tudhalija IV pisze: I królami, którzy są mi równi rangą, są król Egiptu, król Babilonii, król Asyrii i król Ahhijawy. Przekreślenie słów i król Ahhijawy nie jest tutaj żadną pomyłką drukarską, ale znajduje się w oryginale dokumentu zapisanego na tabliczce Tudhaliji IV. Innymi słowy, mamy tu do czynienia ze wstępnym projektem traktatu, na którym można było nanosić poprawki i zmieniać jego tekst. Bardziej istotne jest jednak, że dowodzi on, iż król Ahhijawy nie był już dłużej uważany za równego rangą innym potęgom świata późnego brązu – władcom Egiptu, Babilonii, Asyrii oraz oczywiście Hetytów.
[…]
Obok nich znaleziono również tabliczki zapisane w języku, którego badacze nigdy wcześniej nie spotkali. Niedługo później udało się go odczytać i dzisiaj określa się go jako język ugarycki. Jest to jeden z najwcześniejszych znanych dotąd przykładów pisma alfabetycznego – przy czym w tych tekstach zastosowane zostały dwa zapisy alfabetyczne: jeden wykorzystujący 22 znaki, podobnie jak w przypadku alfabetu fenickiego i drugi stosujący osiem dodatkowych znaków. Teksty ugaryckie – które znane są nam dzisiaj w tak dużej liczbie, że spowodowało to wyłonienie się niejako odrębnego działu badań, nazywanych studiami ugaryckimi – obejmują nie tylko archiwa i korespondencję kupców oraz władcy. Obok nich znaleźć można przykłady tekstów literackich, mitologicznych, historycznych, religijnych i innych, które dowodzą, że mamy tu do czynienia z prężnie rozwijającą się cywilizacją, świadomą wartości własnej spuścizny kulturowej. Dzięki temu mamy możliwość nie tylko odtworzenia Ugarit z pozostałych po nim ruin, ale także poznania jego życia codziennego i wierzeń jego mieszkańców. Wiemy na przykład, że oddawali oni cześć całemu panteonowi bogów, pośród których najwyższą pozycję zajmowali El i Baal. Znamy imiona jego królów, od Ammistamru I i Nikmaddu II, których listy kierowane do Amenhotepa III i Echnatona znaleziono w archiwum amarneńskim, aż po ostatniego władcę zasiadającego na tronie Ugarit, Ammurapiego, który władał w pierwszej dekadzie XII w. Wiemy też, że władcy miasta poślubiali księżniczki wywodzące się z sąsiedniego państwa Amurru, a nawet czasami koligacili się z potężnymi władcami Hetytów. Owym małżeństwom dynastycznym towarzyszyło przekazywanie olbrzymich posagów, które były szczegółowo spisywane – chociaż, przynajmniej w jednym przypadku, tego typu związek zakończył się burzliwym rozwodem, który zatruł na lata relacje pomiędzy zainteresowanymi dworami.
[…]
Ugarit zostało jednak zniszczone, najprawdopodobniej w bardzo gwałtownych okolicznościach, w okresie panowania króla Ammurapiego, gdzieś pomiędzy 1190 a 1185 r. Miejsce to pozostawało opustoszałe i ponownie zasiedlono je dopiero w okresie dominacji perskiej, około 650 lat później. Jego odkrywcy zauważyli ślady zniszczeń i ognia na całym obszarze miasta, w tym również obalone mury, wypalony tynk gliniany oraz stosy popiołów, a sama warstwa gruzu w niektórych miejscach miała około dwóch metrów grubości. Marguerite Yon, kierowniczka niedawno prowadzonych prac archeologicznych, stwierdziła, że stropy pomieszczeń oraz tarasy w dzielnicach mieszkalnych musiały runąć na podłogi parterów, podczas gdy w innych miejscach ich mury zamieniły się w bezkształtne kopce gruzu. Była przekonana, że widoczne zniszczenia stanowiły zapewne skutek ataku nieprzyjaciela, a nie trzęsienia ziemi, co poprzednio sugerował Schaeffer. Twierdziła, że towarzyszyła temu gwałtowna walka, która toczyła się również na ulicach samego miasta, czego miała dowodzić obecność licznych grotów strzał odnalezionych pośród całkowicie zniszczonych i opustoszałych ruin, a także fakt, że jego mieszkańcy – 8000 lub nawet więcej ludzi – opuścili je w pośpiechu i nigdy nie powrócili, nawet aby odzyskać kosztowności, które część z nich zakopała przed opuszczeniem miasta.
[…]
Zapewne najlepsze i z pewnością najnowsze dowody powszechnego zniszczenia, jakie nastąpiło w tym okresie, odnaleziono w Tell Tweini. Tam, w późnej epoce brązu, znajdowało się portowe miasto Gibala należące do królestwa Ugarit – położone jest ono około 30 km na południe od współczesnego miasta Latakia. W tym przypadku miejsce to zostało opuszczone pod koniec późnej epoki brązu po gwałtownych zniszczeniach. Według jego odkrywców: warstwa zniszczeń zawierała pozostałości walk (porozrzucane po terenie miasta groty strzał wykonane z brązu, gruzy murów i spalone domy), popiół po pożarach domów, a także dobrze wyodrębnione chronologicznie wyposażenie ceramiczne, które zostało roztrzaskane w momencie upadku miasta.
[…]
Fragmenty przedmiotów z kości słoniowej odnalezione w owej komnacie należą do najlepiej znanych artefaktów pochodzących z Megiddo. Pośród nich znajdowały się m.in. części szkatuł i mis, tabliczek, łyżek, dysków, planszy do gier oraz pionów, pokryw naczyń i grzebieni. Są one obecnie przechowywane w Instytucie Orientalistyki University of Chicago oraz Muzeum Rockefellera w Jerozolimie. Nie wiemy, dlaczego owe przedmioty pierwotnie znajdowały się razem i w tej konkretnej części pałacu. Przez wiele lat przykuwały one jednak wielką uwagę, gdyż one same – ale też sceny, które na nich przedstawiono – wykonane są w naprawdę zglobalizowanym stylu, nazwanym współcześnie „stylem międzynarodowym”, którego elementy można ujrzeć również m.in. w Ugarit i Mykenach. Ów wyjątkowy styl łączy w sobie cechy znane z kultury mykeńskiej, kananejskiej i egipskiej, tworząc tym samym hybrydę przedmiotów wyjątkowych samych w sobie, ale też charakterystycznych dla owej kosmopolitycznej epoki.
[…]
Nie wiemy też, kiedy dokładnie upadło miasto Hattusa, tym bardziej że wiele wskazuje na to, iż zostało zaatakowane jeszcze w okresie panowania Tudhaliji IV, być może przez siły lojalne wobec jego kuzyna Kurunty, który najprawdopodobniej podjął wówczas próbę zagarnięcia tronu. Jak zaznacza znamienity hetytolog z University of Chicago, Harry Hoffner Jr., zwyczajowy terminus ante quem [łac. „zakończony przed czasem” – przyp. aut.] ostatecznej destrukcji miasta (tj. data, przed którą musiało ono nastąpić) oparty został na słowach Ramzesa III z roku 1177, co może oznaczać, że samo wydarzenie mogło mieć miejsce już wcześniej, być może około 1190-1180 r. Jednak tak naprawdę nie wiemy, jak dokładne są stwierdzenia Ramzesa. W latach 80-tych XX w., hetytolodzy i inni uczeni poważnie zastanawiali się nad hipotezą, czy za zniszczeniem miasta nie stoi znacznie starszy i lepiej znany nieprzyjaciel, a mianowicie Ludy Kaszka, które zamieszkiwały na północny wschód od rdzennych terenów hetyckich. Istniało przekonanie, że miasto udało im się zająć już wcześniej, w okresie poprzedzającym bitwę pod Kadesz na początku XIII w., kiedy Hetyci czasowo je opuścili i na wiele lat przenieśli swoją stolicę na południe, na obszar znany pod nazwą Tarhuntassa. Miało to znacznie większy sens, gdyż, jak pisał James Muhly z University of Pennsylvania, zawsze trudno było wyjaśnić, w jaki sposób Najeźdźcy z Morza [tj. Ludy Morza] zniszczyli potężne fortyfikacje … Hattusy, położonej setki kilometrów od morza, na terenie, który dzisiaj wydaje się raczej izolowaną częścią płaskowyżu centralnej Anatolii.
[…]
Jeżeli więc Mykeńczycy nie uczestniczyli w zniszczeniu Troi VIIA, mogło to być związane z faktem, że w tym okresie sami zostali zaatakowani. Uczeni powszechnie zaakceptowali teorię, że tak Mykeny, jak i Tiryns, Nemea, Pylos, Teby oraz wiele innych ośrodków mykeńskich położonych w kontynentalnej części Grecji zostały zniszczone mniej więcej w tym samym czasie – pod koniec XIII i na początku XII w. I rzeczywiście, wyniki współczesnych badań opublikowane w 2010 roku przez angielskiego archeologa, Guya Middletona, ukazują pełny obraz zniszczeń w Grecji w okresie od 1225 do 1190 r.:
W Argolidzie i Koryntii w gruzach legły Mykeny, Tiryns, Katsingri, Korakou i Iria … w Lakonii – Menelaion; w Mesenii – Pylos; w Achai – Teichos Dymaeon; w Beocji i Fokidzie – Teby, Orchomenos, Gla … i Krisa, podczas gdy następujące miejsca wydają się opuszczone bez śladów zniszczeń: w Argolidzie i Koryntii – Berbati, Prosymna, Zygouries, Gonia, Tsoungiza; w Lakonii – Agios Stefanos; w Mesenii – Nichoria; w Attyce – Brauron; w Beocji i Fokidzie – Eutresis.
Jak zauważa dalej Middleton, kolejna fala zniszczeń miała miejsce w okresie od 1190 do 1130 r. – jej ślady odnaleziono w Mykenach, Tirynsie, Lefkandi i Kynos.
[…]
Karageorgis [grecki z kolei archeolog – przyp. aut.] sugerował dalej, że w tym okresie, kiedy upadało „imperium mykeńskie” (jak je nazywa), kontynentalną Grecję opuściła duża liczba uciekinierów, którzy następnie stali się rabusiami i awanturnikami, a ostatecznie, około 1225 r., w towarzystwie innych ludów, dotarli do Cypru. Przypisywał im zniszczenia, które w tym czasie miały miejsce na wyspie – ich ofiarą padły najważniejsze miasta, takie jak Kition i Enkomi, ale działania tych grup widoczne są również w innych miejscach, takich jak Maa-Paleokastro, Kalavasos-Agios Dimitrios, Sinda oraz Maroni. Niewielka osada w Maa-Paleokastro jest szczególnie interesująca, gdyż powstała właśnie w tym pełnym zagrożeń okresie, tzn. pod koniec XIII w. Karageorgis, który prowadził tu wykopaliska, opisywał ją jako ufortyfikowany [wojskowy] posterunek położony na cyplu na zachodnim wybrzeżu. Jak podkreślał, było to miejsce posiadające naturalne cechy obronne dzięki stromym brzegom samego cypla, który ponadto z trzech stron był otoczony przez morze, co powodowało, że jedynym miejscem, które należało ufortyfikować był przesmyk łączący je ze stałym lądem. Badacz wierzył, że ów posterunek został stworzony przez przybyszy z obszaru Morza Egejskiego, którzy po utworzeniu owej enklawy wyruszyli na Enkomi i Kition, ale następnie sami padli ofiarą drugiej fali osadników przybyłych z Grecji, zapewne około 1190 r., którzy już na stałe osiedlili się na terenie wyspy.
[…]
Inni badacze, m.in. Bernard Knapp z University of Edinburgh, zaproponowali niedawno jeszcze odmienną hipotezę. Zgodnie z nią tzw. kolonizacja mykeńska, która dominowała we wcześniejszej literaturze przedmiotu, nie była ani mykeńska, ani nawet nie była kolonizacją. Bardziej prawdopodobne jest, że zamiast niej nastąpił wówczas okres tzw. hybrydyzacji, w którym różne elementy cypryjskiej, egejskiej i lewantyńskiej kultury materialnej zostały przywłaszczone i wykorzystane do utworzenia nowej elity społecznej. Inaczej mówiąc, ponownie mamy do czynienia ze zglobalizowaną kulturą odzwierciedlającą różnorodność wpływów, które krzyżowały się na wyspie pod koniec epoki brązu, tuż przed jej upadkiem.
[…]
W międzyczasie, w ósmym roku [swoich rządów - Ramzes II – przyp. aut.], musiał zmierzyć się z Ludami Morza, co opisywaliśmy już wcześniej. Ostatecznie jednak, w 1155 r., po 32 latach rządów, został najprawdopodobniej zamordowany. Historia owej zbrodni została upamiętniona w wielu dokumentach, spośród których najdłuższy opis zawiera sądowy papirus turyński. Dominuje przekonanie, że przynajmniej część owych dokumentów mogła być ze sobą powiązana i że pierwotnie były częścią pojedynczego, liczącego około 5 m długości zwoju papirusu. Wszystkie dotyczą procesu wytoczonego osobom oskarżonym o zbrodnię, znaną egiptologom pod nazwą „spisku haremowego”. Spisek ten wydaje się nie mieć nic wspólnego z tym, co działo się w ówczesnym świecie, a został zawiązany przez jedną z mniej znaczących małżonek faraona, która chciała w ten sposób zagwarantować synowi następstwo tronu po Ramzesie III. W procesie jako oskarżonych wskazano około 40 spiskowców, zarówno członków haremu, jak i urzędników dworskich, których sądzono w czterech grupach. Wielu z nich uznano winnymi i skazano na karę śmierci – kilku z nich zmuszono nawet do popełnienia samobójstwa jeszcze na sali sądowej. Pośród skazanych na śmierć znajdowali się także wspomniana królowa, stojąca na czele spiskowców oraz jej syn. Pomimo że wiemy, iż Ramzes zmarł przed wydaniem owych wyroków, analiza dokumentów nie pozwala udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy spiskowcy osiągnęli swój cel. Jednak najwyraźniej tak się stało – co niemniej udało się ustalić dopiero całkiem niedawno.
[…]
Śmierć nastąpiła niemal natychmiast. Później, w czasie procesu mumifikacji, w ranie został umieszczony amulet w postaci dobroczynnego oka Horusa; uczyniono to, aby chronić władcę, lub też w celach leczniczych, chociaż było oczywiście zbyt późno, aby pomóc mu w tym życiu. Dodatkowo szyję owinięto grubą warstwą lnianych bandaży, które miały ukryć samą ranę (miała ona 7 cm długości). Dopiero analiza zdjęć rentgenowskich pozwoliła naukowcom zajrzeć pod grubą warstwę materiału i rozpoznać uraz, który był powodem śmierci faraona. Obok Ramzesa odnaleziono drugie ciało – był to mężczyzna w wieku około 18-20 lat, który znany jest jako po prostu „Mężczyzna E”. Ubrane w rytualnie nieczystą koźlą skórę i niewłaściwie zmumifikowane zwłoki mogły należeć do skazanego księcia. Testy DNA dowodzą, że był to najprawdopodobniej syn Ramzesa III. Dzięki przeprowadzonym w dzisiejszych czasach badaniom kryminalistycznym udało się odnaleźć charakterystyczne zniekształcenia twarzy oraz uraz gardła, które wydają się świadczyć, że został on uduszony.
[…]
Jesteśmy wreszcie w miejscu, w którym możemy pokusić się o rozwiązanie naszej tajemnicy. Składając w całość różnorodne fragmenty informacji i wskazówek, którymi dzisiaj dysponujemy, możemy spróbować odpowiedzieć na pytanie: dlaczego funkcjonujący od wieków stabilny system późnej epoki brązu tak nagle załamał się i rozpadł? Należy jednak do tego podejść z otwartym umysłem oraz „w sposób naukowy wykorzystać wyobraźnię”, gdyż jak kiedyś stwierdził nieśmiertelny Sherlock Holmes: Należy zważyć wszystkie możliwości i wybrać tę najbardziej prawdopodobną. Na początku trzeba zauważyć, że do dzisiaj Ludy Morza i tzw. Upadek lub Katastrofa pod koniec późnej epoki brązu były na przestrzeni ostatniego wieku tematem licznych dyskusji – i w większości tych debat traktowane jako zagadnienia nieodłącznie ze sobą powiązane. Zauważalne jest to szczególnie w latach 80-tych i 90-tych XX wieku, zwłaszcza po tym, jak w 1985 roku Nancy Sandars wydała poprawioną wersję swojej książki zatytułowanej po prostu The Sea Peoples „Ludy Morza”, a następnie, kiedy w 1993 roku pojawiła się książka Roberta Drewsa The End of the Bronze Age („Koniec Epoki Brązu”).
[…]
Najczęściej trudno odróżnić osadę zniszczoną przez trzęsienie ziemi od tej, za której zdewastowanie odpowiadają ludzie i działania wojenne. Istnieje jednak kilka elementów, które są charakterystyczne dla ruin stanowiących efekt działania sił natury. Zaliczyć można do nich: zawalone, naprawiane lub wzmacniane mury; strzaskane szkielety lub ciała znalezione pod gruzami budynków; przewrócone i leżące równolegle kolumny; przesunięte kamienne zworniki łuków budynków i odrzwi; a także mury nachylone pod nienaturalnymi kątami lub też wybite ze swojego pierwotnego miejsca. Dla kontrastu, w ruinach miast zniszczonych w czasie walk zazwyczaj znaleźć można różnego typu broń. Przykładowo, w Afek, w Izraelu, które legło w gruzach pod koniec XIII w., archeolodzy odnaleźli wbite w ściany budynków groty strzał, co przypomina sytuację, którą zastano również w Troi VIIA. Dzięki współcześnie przeprowadzonym analizom archeo-geologicznym wiemy, że Grecja, podobnie jak pozostała część obszaru egejskiego oraz cała wschodnia część basenu Morza Śródziemnego, zostały dotknięte przez całą serię trzęsień ziemi, które zaczęły się mniej więcej w roku 1225 i występowały przez mniej więcej 50 lat, aż do około 1175 r. Wstrząsy, które rozpoznał i opisał Schaeffer, nie były więc pojedynczym zjawiskiem – stanowiły tylko jedno z wielu trzęsień, jakie nastąpiły w tym samym okresie. Tego typu serie trzęsień ziemi znane są współcześnie jako „okresy wzmożonej aktywności sejsmicznej”, w czasie których utrzymujące się napięcie sejsmiczne „rozładowywane” jest stopniowo przez szereg wstrząsów, odczuwalnych przez wiele lat lub nawet dziesięcioleci, zanim ciśnienie skumulowane w tym obszarze ostatecznie znajdzie swoje ujście.
[…]
Jedna z hipotez, szczególnie hołubiona przez badaczy, którzy próbowali wyjaśnić nie tylko przyczyny upadku kultury późnej epoki brązu, ale również powody, które zmusiły Ludy Morza do rozpoczęcia migracji, zakłada, że w tym okresie miały miejsce poważne zmiany klimatyczne, objawiające się m.in. pod postacią suszy, która z kolei miała wywołać głód. Mimo że teorie formułowane przez archeologów często odzwierciedlają realia wieku, dekady, a w niektórych przypadkach nawet roku, w którym zostały opublikowane, to hipotezy mówiące o zmianach klimatycznych mających nastąpić pod koniec II tysiąclecia zostały sformułowane kilka dziesięcioleci przed tym, zanim współcześnie zaczęliśmy się interesować zmieniającym się klimatem. Przez długi czas susza była ulubioną odpowiedzią kolejnych pokoleń badaczy na pytanie, dlaczego doszło do migracji Ludów Morza, które pierwotnie zamieszkiwały zachodnie obszary basenu Morza Śródziemnego. Postulowali oni, że to właśnie susza panująca w północnej Europie zmusiła miejscową ludność do migracji w rejon śródziemnomorski, gdzie z kolei przybysze zmusili do ucieczki wcześniejszych mieszkańców Sycylii, Sardynii i Italii, a być może nawet państw obszaru Morza Egejskiego. Jeżeli jest to zgodne z rzeczywistością, mogło to zapoczątkować swego rodzaju reakcję łańcuchową, której kulminacją była wędrówka ludów aż na odległych obszarach wschodniego wybrzeża Morza Śródziemnego.
[…]
Pozostawiając na moment kwestię suszy, należy się zastanowić nad ewentualnym głodem, który miał wówczas dotknąć mieszkańców tego regionu. Należy zauważyć, że badacze od dawna zwracali uwagę, iż w tekstach źródłowych z końca epoki brązu rzeczywiście można znaleźć wzmianki o niedoborze żywności oraz konieczności jej sprowadzania na tereny państwa hetyckiego i innych obszarów wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Stwierdzili oni też jednak, że aż do końca tej epoki pojawiający się okresowo głód nie był niczym niezwykłym. Dla przykładu, kilkadziesiąt lat wcześniej – w połowie XIII w. – królowa hetycka pisała do egipskiego faraona Ramzesa II: nie ma ziarna w moim kraju. Niedługo później, być może w podobnej sytuacji, Hetyci wysłali do Egiptu misję handlową, aby zakupić jęczmień i pszenicę, które miały zostać przetransportowane do Anatolii na statkach. Inskrypcja faraona Merneptaha, w której stwierdza on, że sprawił, iż ziarno zostało zabrane na statki, aby utrzymać przy życiu kraj Hatti, to kolejny dowód, że pod koniec XIII w. kraj Hetytów dotknął głód. Kolejne listy wysyłane ze stolicy Hetytów dowodzą, że w następnych dziesięcioleciach ich państwo coraz bardziej pogrążało się w kryzysie – w jednym z nich autor pyta retorycznie: Czyż nie wiesz, że w moim kraju panuje głód?
[…]
Analizując dane pochodzące z Tell Tweini (starożytne Gibala) w północnej Syrii, członkowie zespołu stwierdzili, że w regionie tym mogła nadejść niestabilność klimatyczna oraz okres surowej suszy, datowane na koniec II tysiąclecia. Szczególnie starannym badaniom poddano pyłki pochodzące z osadów aluwialnych w pobliżu tego miejsca, które wskazywały, że warunki klimatyczne na obszarze śródziemnomorskiej części Syrii, od późnego XIII/wczesnego XI w. aż do IX w., stały się dużo bardziej suche. Zespół Kaniewskiego niedawno opublikował dodatkowe dane, które również wydają się sugerować, że w tym samym czasie susza zapanowała także na Cyprze. Stwierdzono to na podstawie analizy pyłków pochodzących z zespołu zalewów znanych jako słone jezioro w Larnace, położone w okolicy Hala Sultan Tekke. Uzyskane w ten sposób dane sugerują, że pod koniec epoki brązu i na początku epoki żelaza, a więc od około 1200 do 850 r., nastąpiły tam duże zmiany środowiskowe. W tym okresie obszar otaczający Hala Sultan Tekke – w epoce brązu ważne miasto portowe na Cyprze – zmienił się na dużo bardziej suchy [, a] opady atmosferyczne i wody gruntowe prawdopodobnie stały się niewystarczające, aby można było tu utrzymać zrównoważone rolnictwo.
[…]
Starożytni Grecy – począwszy od historyków, takich jak Herodot i Tukidydes, tworzących w Atenach w V w., a skończywszy na podróżniku z dużo późniejszych czasów, Pauzaniaszu – byli przekonani, że owymi najeźdźcami nie byli wcale Ludzie Morza, ale przybyli z północy Dorowie, których przybycie zakończyło epokę brązu i tym samym zainicjowało epokę żelaza46. Opowieści te były tematem licznych dyskusji i rozpraw historyków oraz archeologów zajmujących się epoką brązu w basenie Morza Egejskiego. Jednym z nowych elementów było pojawienie się nowego typu ceramiki nazywanej „ręcznie lepioną ceramiką polerowaną” albo „ceramiką barbarzyńską”. Obecnie przeprowadzone analizy dowodzą jednak, że nie doszło wówczas do żadnej inwazji z północy, co tym samym obaliło wizję Dorów jako siły, która doprowadziła do upadku cywilizacji mykeńskiej. Pomimo tradycji kultywowanej później przez Greków z okresu klasycznego jasne jest, że Dorowie nie mieli nic wspólnego z upadkiem późnej epoki brązu i przybyli do Grecji długo po tych wydarzeniach. Co więcej, współcześnie przeprowadzone badania dowodzą, że w momencie, kiedy upadał świat mykeński, a nawet jeszcze na początku epoki żelaza, Grecja ciągle utrzymywała kontakty handlowe z obszarami położonymi we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Wydaje się jednak, że nie kontrolowały ich już elity społeczne, które wcześniej zamieszkiwały pałace z epoki brązu.
[…]
Wydaje się jednak, że to nie kompletne unicestwienie, ale raczej przecięcie szlaków handlowych oraz upadek całego międzynarodowego systemu połączeń handlowych jest najbardziej logicznym i sensownym wyjaśnieniem faktu, że Ugarit nigdy później nie zostało ponownie zasiedlone. Według jednego z badaczy: fakt, że Ugarit nigdy nie odrodziło się z popiołów, co udało się innym lewantyńskim miastom z epoki brązu, które doświadczyły podobnego losu, wydaje się wskazywać, że musiała istnieć jakaś głębsza przyczyna tego, niż tylko zniszczenia, które je dotknęły. Istnieje jednak kontrargument, który mocno podważa ową hipotezę. Kontakty międzynarodowe, w których uczestniczyło Ugarit, najprawdopodobniej podtrzymywane były aż do samego końca istnienia miasta. Dowodzi tego list wysłany przez władcę Bejrutu do urzędnika (prefekta) Ugarit, który dotarł na miejsce, kiedy władca Ugarit już je opuścił. Innymi słowy, miasto zostało zniszczone przez najeźdźców i nigdy później go nie odbudowano, mimo że międzynarodowe kontakty handlowe, funkcjonowały, przynajmniej częściowo, a może i w pełni, nawet w momencie jego upadku. Tym, co wyraźnie rzuca się w oczy przy analizowaniu materiałów z archiwów Rapanu i Urtenu, jest ogromna ilość międzynarodowych połączeń, które najwidoczniej nawet pod koniec późnej epoki brązu ciągle oplatały siecią cały obszar wschodniego basenu Morza Śródziemnego. Co więcej, w kilku opublikowanych tekstach pochodzących z archiwum Urtenu jasno widać, że ów system istniał niemal do ostatniego momentu istnienia Ugarit. Wydaje się to wyraźnie wskazywać, że koniec nadszedł niespodziewanie i że nie był to stopniowy schyłek spowodowany przez przecięcie szlaków handlowych czy też suszę i głód. Ugarit padło ofiarą najeźdźców i nie miało tu większego znaczenia, czy wcześniej udało im się odciąć międzynarodowe szlaki handlowe.
[…]
W jednym ze swoich artykułów, opublikowanym w roku 1998, Susan Sherratt, obecnie pracująca na University of Sheffield, postawiła hipotezę, że nadejście Ludów Morza stanowi ostatni etap procesu, który doprowadził do zastąpienia starego scentralizowanego polityczno-ekonomicznego systemu, który był charakterystyczny dla epoki brązu, przez nowy zdecentralizowany system ekonomiczny, który funkcjonował w epoce żelaza. Miało to oznaczać przejście od królestw i imperiów sprawujących kontrolę nad handlem międzynarodowym do mniejszych miast-państw i indywidualnych przedsiębiorców, którzy pracowali dla samych siebie. Sherratt stwierdza, że Ludy Morza z powodzeniem można postrzegać jako zjawisko strukturalne, produkt naturalnej ewolucji i ekspansji międzynarodowego handlu, postępujących w III i II tysiącleciu; niósł on w sobie zalążki ostatecznego upadku ekonomii opartej na pałacu, który pierwotnie inicjował tego rodzaju handel. Badaczka przyznaje, że rzeczywiście mogło dojść do upadku międzynarodowych szlaków handlowych i przynajmniej część Ludów Morza mogła składać się z migrujących rabusiów, ale ostatecznie stwierdza też, że nie ma większego znaczenia, skąd wywodziły się owe Ludy, ani nawet to, kim były bądź co czyniły. Dużo bardziej istotne są bowiem zmiany społeczno-polityczne i ekonomiczne, które sobą reprezentowały – było to przejście od dominacji ekonomii opartej na pałacach do systemu, w którym dominowała prywatna przedsiębiorczość i interesy jednostek cieszących się dużo większą wolnością gospodarczą.
[…]
Oczywiście możemy spekulować, że przynajmniej w niektórych przypadkach grupy ludzi określanych mianem Ludów Morza mogły wypełnić próżnię, która pojawiła się po zniszczeniu i/lub opuszczeniu miast – bez względu na to, czy były za to odpowiedzialne one same, czy ktoś inny. Mogły się tam również osiedlić, dzięki czemu odnaleziono należące do nich przedmioty, jak było w przypadku Tell Tweini. W takich właśnie okolicznościach Ludy Morza najprawdopodobniej zasiedliły najpierw (chociaż oczywiście niewyłącznie) miasta nadmorskie – w tym również takie jak Tars i Mersin, położone na południowo-wschodnim wybrzeżu Anatolii. Identycznie mógł ten proces wyglądać w regionie, który obecnie stanowi pogranicze Turcji i północnej Syrii: na obszarze Tell Ta’yinat, który – jak sugerują odnalezione współcześnie informacje – w okresie żelaza nazywany był „krajem Palistin”.
[…]
Dowodzi on, że migracja Ludów Morza nie była pojedynczym wydarzeniem, ale raczej długim procesem obejmującym kilka faz. Pierwsza rozpoczyna się we wczesnych latach panowania Ramzesa III, około 1177 r., a ostatnia kończy się w czasach Ramzesa VI, około 1130 r. Finkelstein twierdzi ponadto, że:
… pomimo opisu, który w tekstach egipskich ukazuje ją jako pojedyncze wydarzenie, migracja Ludów Morza była procesem trwającym co najmniej pół wieku i składającym się z wielu faz … Mogły go rozpocząć grupy, które na początku XII w. szerzyły zniszczenie wzdłuż wybrzeża lewantyńskiego, w tym również w północnej Filistei, a następnie zostały pokonane przez Ramzesa III w ósmym roku jego panowania. W konsekwencji część z nich została osiedlona w egipskich garnizonach znajdujących się w Delcie. Późniejszym grupom Ludów Morza, w drugiej połowie XII w., udało się położyć kres egipskim rządom w południowym Kanaanie. Po zniszczeniu egipskich warowni … osiedlili się w Filistei i założyli swoje główne ośrodki w Aszdod, Aszkelonie, Tel Miqne i innych miejscach. Lud ten – Filistyni znani z powstałego później tekstu Biblii – jest łatwy do identyfikacji dzięki licznym cechom egejskim widocznym w jego kulturze materialnej.
[…]
W roku 1985, kiedy Nancy Sandars opublikowała poprawioną wersję swojej klasycznej już wówczas pracy na temat Ludów Morza, pisała: W krajach otaczających Morze Śródziemne od zawsze miały miejsce trzęsienia ziemi, susze, okresy głodu oraz powodzie, co powodowało, że tego typu okresy ciemne powracały co jakiś czas. Co więcej, katastrofy od zawsze prześladowały historię człowieka, ale zazwyczaj potrafił je przetrwać bez większych strat. Często następowały po nich czasy zwiększonego wysiłku, które prowadziły do jeszcze większego sukcesu. Co więc odróżniało od tych sytuacji ów moment w historii, który zakończył epokę późnego brązu? Dlaczego jego cywilizacje nie potrafiły się odrodzić i po prostu zniknęły? Sandars zaintrygowało, że pojawiło się wiele prób wyjaśnienia tego stanu rzeczy, ale niewiele z nich przetrwało próbę czasu. Niespotykane wcześniej serie trzęsień ziemi, powszechny nieurodzaj i głód, inwazja z terenów stepowych, od strony Dunaju, pustyni – mogły mieć tu pewne znaczenie, ale nie wyjaśniają wszystkiego. I tu się nie myli. Musimy zatem ponownie wrócić do hipotezy zakładającej upadek systemu, jego awarię, która zadziałała na zasadzie domina lub efektu mnożnika, w wyniku czego owa zglobalizowana, międzynarodowa, nieustannie wibrująca sieć połączeń społecznych, która istniała w późnej epoce brązu, nie potrafiła się już odrodzić.
[…]
Innymi słowy, mimo że nie ma jakichkolwiek wątpliwości, iż w tym okresie przybyły nowe ludy, które następnie osiedliły się na terenie Kanaanu, rekonstrukcja ta zastępuje widmo inwazji Ludów Morza/Filistynów bardziej pokojowym obrazem mieszanych grup emigrantów, którzy na zasiedlonych terytoriach poszukiwali wyłącznie szansy na nowe życie. Nie byli to więc zbrojni najeźdźcy nastawieni wyłącznie na destrukcję, ale raczej uciekinierzy, którzy niekoniecznie zawsze atakowali i podbijali miejscową ludność, lecz najprawdopodobniej w większości przypadków po prostu osiedlali się obok niej. W każdym bądź razie wydaje się wyjątkowo mało prawdopodobne, aby byli jedynymi winnymi upadku cywilizacji egejskiej i śródziemnomorskiej.
[…]
Możemy je jednak połączyć w celu stworzenia scenariusza, w którym skutki każdego z nich zostaną powiększone w czymś, co część badaczy nazywa „efektem mnożnikowym”. Błąd jednej części systemu mógł spowodować efekt domina, który doprowadził do błędów w innych jego częściach. Wynikający z tego „upadek systemu” mógł doprowadzić do dezintegracji jednej społeczności po drugiej, co doprowadziło do fragmentyzacji globalnej ekonomii i załamania się połączeń, od których każda z owych cywilizacji była w dużym stopniu uzależniona. W roku 1987 Mario Liverani z Uniwersytetu w Rzymie winą za ten stan rzeczy obarczył koncentrację władzy i kontroli w pałacach, co spowodowało, że kiedy te ośrodki upadły, zasięg owej katastrofy przyjął znacznie potężniejsze rozmiary. Jak zauważył: wyjątkowa koncentracja w pałacu wszystkich elementów odpowiadających za organizację, transformację, wymianę itp. – której apogeum wydawało się przypadać w epoce późnego brązu – spowodowała, że fizyczny upadek pałacu przekształcił się w katastrofę, która dotknęła całe królestwo. Innymi słowy, ujmując to przy pomocy nowoczesnej terminologii określającej warunki inwestycyjne, władcy epoki brązu z obszarów egejskich i Bliskiego Wschodu powinni zdywersyfikować swoje portfele, czego jednak nie uczynili. Dwadzieścia lat późnej Christopher Monroe, cytując pracę Liveraniego, zasugerował, że ekonomia epoki późnego brązu utraciła stabilność z powodu swojej wzrastającej zależności od brązu i innych dóbr prestiżowych. Dokładniej zaś, Monroe widział tu przedsięwzięcia kapitalistyczne (zaliczał do nich m.in. handel dalekosiężny, który w dużym stopniu zdominował system pałacowy istniejący w epoce późnego brązu), które przekształciły tradycyjne sposoby wymiany towarów, ich produkcji i konsumpcji do tego stopnia, że w momencie, kiedy zewnętrzne inwazje i katastrofy naturalne połączyły się, tworząc „efekt mnożnikowy”, system nie miał szansy na przetrwanie.
[…]
Najważniejsze spostrzeżenia:
1. Mamy do czynienia z pewną liczbą odrębnych cywilizacji, które rozkwitały od XV do XIII w. na obszarze egejskim i wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, począwszy od Mykeńczyków i Minojczyków przez Hetytów, Egipcjan, Babilończyków, Asyryjczyków, Kananejczyków, po mieszkańców Cypru. Były one od siebie niezależne, ale pozostawały w nieustającej interakcji, zwłaszcza za pośrednictwem szlaków handlowych.
2. Faktem pozostaje, że wiele z owych miast zostało zniszczonych oraz że cywilizacje późnej epoki brązu, a także sposób życia, który znali mieszkańcy obszaru egejskiego, wschodniej części basenu Morza Śródziemnego, Egiptu i Bliskiego Wschodu dobiegły kresu około 1177 r. lub niedługo później.
3. Nie przedstawiono, jak dotąd, jednoznacznego dowodu wskazującego, kto lub też co odpowiada za katastrofę, na skutek której upadły owe cywilizacje i zakończyła się epoka brązu.
[…]
Nauka o złożoności czy też teoria złożoności polega na badaniu złożonego systemu lub systemów w celu wyjaśnienia zjawiska, które wyłania się ze zbioru interaktywnych obiektów. Wykorzystywana jest przy próbach wyjaśnienia różnorodnych problemów takich jak korki komunikacyjne, kryzysy giełdowe, a nawet choroby w rodzaju nowotworów czy zmiany środowiskowe i wojny – o czym współcześnie pisał Neil Johnson z University of Oxford105. Mimo że owe zagadnienia związane są przede wszystkim z matematyką i naukami obliczeniowymi, jednak na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci wkroczyły również do świata relacji międzynarodowych, biznesu i innych dziedzin życia – lecz jedynie z rzadka wykorzystuje się je do zagadnień związanych z archeologią. W sposób intrygujący, a być może nawet proroczy, zagadnienie to krótko przedstawiła Carol Bell w swojej książce z 2006 roku. Poświęcona jest ona zagadnieniom związanym z ewolucją i zmianami, które następowały w handlu dalekosiężnym w Lewancie od późnej epoki brązu do epoki żelaza. Bell uważa, że jest to obiecujący model teoretyczny, który może być wykorzystywany do wyjaśniania przyczyny upadku tego handlu oraz odrodzenia, które po nim nastąpiło.
[…]
W naszym przypadku, jako że nigdy w historii nie istniała cywilizacja, która ostatecznie by nie upadła, zaś przyczyny tego upadku często były identyczne (jak wskazali Jared Diamond i inni badacze), możemy przyjąć, że ostateczny upadek cywilizacji późnej epoki brązu był wydarzeniem przewidywalnym; jednakże jest nieprawdopodobne, aby – nawet posiadając pełny dostęp do wiedzy o każdej z owych cywilizacji – dało się określić, kiedy nastąpi ich kres, albo też, że wszystkie one upadną równocześnie. Jak pisze Johnson:
Nawet szczegółowa wiedza na temat specyfikacji silnika samochodu, jego koloru i kształtu jest całkowicie bezużyteczna, gdy usiłujemy określić, gdzie i kiedy powstaną korki uliczne w nowym systemie dróg. Podobnie zrozumienie osobowości jednostek przebywających w zatłoczonym barze na niewiele się nam przyda, jeżeli będziemy próbowali określić, jak mogą się rozwinąć wieloosobowe bójki, do których może w nim dojść.
[…]
Dlatego też powinniśmy w mniejszym stopniu wizualizować sobie apokaliptyczny powszechny upadek (chociaż zapewne kres niektórych miast i królestw, takich jak Ugarit, miał bardzo dramatyczny charakter). Należy raczej wyobrażać sobie koniec późnej epoki brązu jako dość chaotyczny, chociaż stopniowy proces. Ogarniałby on poszczególne obszary i miasta, które utrzymywały ze sobą kontakty, ale teraz zostały w duży stopniu osłabione i odizolowane – czego doświadczyły m.in. Mykeny – z powodu wewnętrznych i/lub zewnętrznych przemian, które dotknęły jeden lub więcej elementów tego złożonego systemu. Oczywiste jest, że tego typu zaburzenia mogły doprowadzić do zerwania sieci. Współcześnie możemy to sobie wyobrazić pod postacią sieci energetycznej, która została przerwana przez np. burzę lub trzęsienie ziemi; elektrownie ciągle wytwarzają w niej prąd, ale nie mogą go przesłać do indywidualnych odbiorców. Tego typu wydarzenia zaobserwować można np. na terenie Stanów Zjednoczonych, które niemal corocznie doświadczane są przez różne klęski żywiołowe – od tornad w Oklahomie po burze śnieżne w Massachusetts. Jeżeli uszkodzenie jest trwałe – co jest wyobrażalne przy poważnej katastrofie, takiej jak eksplozja nuklearna – ostatecznie doprowadziłoby do całkowitego zaprzestania produkcji prądu. Podobne analogie odnaleźć można w epoce brązu, pomimo jej zdecydowanie niższego poziomu rozwoju technologicznego.
[…]
Obserwowaliśmy, jak przez ponad 300 lat późnej epoki brązu – mniej więcej od czasów panowania Hatszepsut, rozpoczynającego się około 1500 r., aż do momentu, kiedy wszystko popadło w ruinę po roku 1200 – region Morza Śródziemnego stał się centrum skomplikowanego międzynarodowego świata. Minojczycy, Mykeńczycy, Hetyci, Asyryjczycy, Babilończycy, Mitannijczycy, Kananejczycy, mieszkańcy Cypru i Egipcjanie pozostawali w nieustannych interakcjach, tworząc kosmopolityczny i zglobalizowany świat, którego trudno byłoby się spodziewać przed naszymi czasami. Być może właśnie ów nadmierny internacjonalizm stał się czynnikiem, który przyczynił się do ostatecznego apokaliptycznego kresu tego świata, a jednocześnie do zakończenia epoki brązu. Kultury Bliskiego Wschodu, Egiptu i Grecji przed rokiem 1177 wydają się tak bardzo ze sobą powiązane i współzależne od siebie, że upadek jednej z nich wywołał kryzysy we wszystkich innych, a następnie kwitnące dotąd cywilizacje jedna po drugiej zostały zniszczone na skutek działania sił człowieka lub natury albo też zabójczej kombinacji obu tych czynników. Jednakże nawet po tym wszystkim, co tutaj napisano, zmuszeni jesteśmy uznać, że nie jesteśmy w stanie określić konkretnej przyczyny (czy też przyczyn) upadku owych cywilizacji i przejścia od epoki brązu do epoki żelaza – co miało miejsce w strefie egejskiej oraz wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Nie możemy nawet w zdecydowany sposób ustalić pochodzenia ani motywacji Ludów Morza. Jeśli jednak połączymy razem dostępne nam fragmenty informacji, co staraliśmy się uczynić na kartach niniejszej książki, pojawiają się fakty, które możemy dla tego okresu stwierdzić z jakąś dozą pewności.
[…]
Mamy dowody na to, że miejscowa ludność potrzebowała kilku dziesięcioleci, a na niektórych obszarach nawet wieków, aby odbudować i zregenerować społeczności, w których żyła, a także zbudować fundamenty nowego życia, które wydźwignęłoby ich z ciemności, w której się pogrążyła. Jack Davies z University of Cincinnati stwierdził na przykład, że zniszczenie „Pałacu Nestora” około 1180 r. było tak druzgocące, iż w jego miejscu nigdy więcej nie powstał żaden inny pałac, ani inna wspólnota ludzka … Obszar mykeńskiego królestwa Pylos de facto pozostał przez okres prawie całego tysiąclecia niemal całkowicie opustoszały. Z kolei Joseph Maran, z Uniwersytetu w Heidelbergu, zauważył, że chociaż nie wiemy, jaki zakres miały zniszczenia, których doświadczyła Grecja, to jednak jasne jest, że kiedy ustały, nie funkcjonowało już nic – nie było pałaców, załamały się struktury administracyjne i zaprzestano używania pisma, a koncepcja władcy naczelnego, wanaksa, zniknęła z obszaru instytucji politycznych starożytnej Grecji. Co do umiejętności czytania i pisania, to samo można stwierdzić również w wypadku Ugarit i innych obszarów, które rozkwitały we wschodniej części Morza Śródziemnego w epoce brązu, gdyż ich upadek oznaczał także kres pisma klinowego w Lewancie, które później zostało zastąpione przez inne, może nawet bardziej przydatne i wygodne w użyciu systemy zapisu.
[…]
Kiedy z gruzów epoki brązu na powrót wyłonił się nowy świat, miał już całkowicie inne oblicze. Inne były też jego możliwości rozwoju, powstałe zwłaszcza na skutek upadku imperium Hetytów i schyłku Egiptu – które, obok własnych terytoriów, w późnej epoce brązu kontrolowały również większość Syrii i Kanaanu6. Pomimo tego, że w niektórych regionach widać pewną ciągłość kulturową (co dotyczy zwłaszcza państwa nowo-asyryjskiego w Mezopotamii), był to jednak czas, kiedy zaczęła się kształtować całkowicie nowa sieć państw o całkowicie nowym obliczu cywilizacyjnym. Zaliczyć można do nich państwa neo-hetyckie powstałe w południowo-wschodniej Anatolii, północnej Syrii i na terenach dalej na wschód; Fenicjan, Filistynów oraz Izraelitów na terenach byłego Kanaanu; a także Greków z okresu geometrycznego, archaicznego i klasycznego. Z popiołów starego świata wyłoniły się alfabet i inne wynalazki, nie mówiąc już o gwałtownym wzroście skali wykorzystania żelaza, które nadało swoją nazwę nowym czasom – epoce żelaza. Był to cykl, który świat widział już wielokrotnie, co skłoniło wielu do przekonania, że jest to nieubłagany proces – powstawanie i upadek imperiów, po których powstają kolejne imperia, które też ostatecznie upadają i są zastępowane przez kolejne; powtarzający się rytm narodzin, wzrostu i ewolucji, schyłku lub zniszczenia, a następnie odrodzenia w całkowicie nowej formie.
[…]
Z kolei Christopher Monroe uważa, że wszystkie cywilizacje ostatecznie doświadczają gwałtownej przebudowy swoich realiów materialnych i ideologicznych, którym towarzyszą zniszczenie i rekonstrukcja. Możemy to zaobserwować w nieustającym procesie powstawania i upadku kolejnych imperiów, do których zaliczyć możemy Akadyjczyków, Asyryjczyków, Babilończyków, Hetytów, Neo-Asyryjczyków, Neo-Babilończyków, Persów, Macedończyków, Rzymian, Mongołów, Osmanów i innych. Nie powinniśmy też uważać, że nasz świat jest „niezniszczalny”, gdyż w rzeczywistości jesteśmy bardziej podatni na kryzysy, niż chcielibyśmy sądzić. Załamanie na Wall Street z 2008 roku w Stanach Zjednoczonych blednie w porównaniu z upadkiem całego świata śródziemnomorskiego epoki brązu – ale byli przecież ludzie, którzy ostrzegali, że coś podobnego może nastąpić, jeżeli instytucje finansowe o zasięgu ogólnoświatowym nie zostaną natychmiast podratowane. Przykładowo, Washington Post cytował Roberta B. Zoellicka, wówczas prezesa Banku Światowego, który stwierdził: Globalny system finansowy może osiągnąć swój „punkt przechylenia się szali”, który definiuje on jako moment, w którym kryzys rozwija się w krach na pełną skalę i staje się niezwykle trudny do powstrzymania przez rządy. W tak złożonym systemie, który dzisiaj stanowi nasz świat, niczego więcej nie byłoby potrzeba, aby cały ów system uległ destabilizacji, co doprowadziłoby go do całkowitego załamania.
[…]
Późna epoka brązu słusznie nazywana jest jednym ze złotych okresów w historii świata, a także czasem doskonałego funkcjonowania wczesnej ekonomii o zasięgu globalnym. Możemy więc zapytać: czy historia świata przybrałaby inny obrót lub podążyła odmienną ścieżką, gdyby cywilizacje z tego regionu mimo wszystko przetrwały? Co stałoby się, gdyby serie trzęsień ziemi w Grecji i wschodniej części basenu Morza Śródziemnego nigdy nie miały miejsca? Co, gdyby nie nastąpiła susza, głód, gdyby nie pojawili się uchodźcy i najeźdźcy? Czy wówczas, mimo wszystko, późna epoka brązu i tak dobiegłaby kresu, gdyż wszystkie cywilizacje i tak muszą upaść? Czy którekolwiek z opisywanych wydarzeń i tak, bez względu na wszystko, musiałoby nastąpić? Czy trwałby nieustanny rozwój i postęp? Czy późniejsze osiągnięcia z zakresu technologii, literatury i polityki pojawiłyby się wówczas setki lat wcześniej, niż stało się to w rzeczywistości? Są to oczywiście pytania retoryczne, na które nie możemy odpowiedzieć, gdyż cywilizacje epoki brązu dobiegły swego kresu i postęp cywilizacyjny na obszarach od Grecji po Lewant, a nawet dalej, zasadniczo musiał rozpocząć się od nowa.
Eric H. Cline, 1177 przed Chr. Rok, w którym upadła cywilizacja
Dywagacyjne studium naukowo-badawcze Erica H. Cline’a - amerykańskiego autora, historyka, archeologa i profesora historii starożytnej oraz archeologii konstruuje ciekawą analizę epistemologiczną z tezą o globalizacji i kosmopolityzmie panujących wówczas stosunków międzynarodowych, kładących kres istnieniu dominujących cywilizacji w basenie Morza Śródziemnego i w późnym okresie brązu. 1177 przed Chr. Rok, w którym upadła cywilizacja rozpoczyna się od inwazji na Egipt, której dokonały Ludy Morza w roku 1177, ale następnie przenosi się na inne obszary i cofa nawet w czasie. Zabiera nas do epoki brązu w czasach jej największego rozkwitu w wieku XV, ukazując cały szereg cywilizacji rozwijających się na obszarach od Mezopotamii po Grecję i od Egiptu przez Izrael aż po państwo Hetytów. Następnie, przybliżając zachodzące w kolejnych wiekach procesy oraz ukazując ówczesnych ludzi i wydarzenia, stara się wyjaśnić przyczynę ich ostatecznego upadku i rozproszenia. Pomimo tego, że syntetyczna praca Erica Cline’a poświęcona jest przede wszystkim upadkowi cywilizacji epoki brązu oraz czynnikom, który go wywołały przed trzema tysiącami lat, to może również stanowić lekcję dla naszych współczesnych zglobalizowanych i wielokulturowych społeczeństw postindustrialnych, cierpliwą lekcję, że wraz z początkiem procesów systemowych nieuchronnie nadchodzi i ich kres, który zazwyczaj jest symptomatycznym.