Blog

 

09.02.2019

Gra w klasy cz.5

[…]

Ileż razy sam siebie pytałem, czy wszystko to nie jest po prostu literaturą, w czasach, które wśród niezachwianych równań i konformistycznych maszyn dążą do zakłamania, a pytanie, czy uda się nam odkryć odwrotną stronę przyzwyczajenia lub czy nie lepiej dać się ponieść własnej wesołej cybernetyce, czyż to z kolei pytanie nie będzie literaturą? Bunt, konformizm, lęk, pokarmy ziemskie, wszelkie dychotomie: Yin i Yang, kontemplacja lub Tatigkeit [z niem. działanie – przyp. aut.], płatki owsiane czy kuropatwy, Lascaux [jaskinie akwitańskie – przyp. aut.] czy Mathieu [Mireille – przyp. aut.], cóż za dziwna huśtawka ze słów, jakaż kieszonkowa dialektyka pełna burz w piżamach i salonowych kataklizmów. Sam fakt zastanawiania się nad wyborem wykrzywia i zaciemnia to, co wybieramy. Wydawałoby się, że wybór nie może być dialektyczny, że takie stawianie problemu zuboża go, to znaczy fałszuje, to znaczy przeobraża w coś innego. Między Yinem a Yangiem ileż eonów [plotyńskich – przyp. aut.]? Od tak do nie ileż może? Wszystko jest pismem, wszystko fabułą. Do czegoż nam więc służy prawda, która prawowitemu posiadaczowi daje uspokojenie? Jedyną dostępną nam prawdą musi być zmyślenie, czyli pismo, czyli literatura, pintura, skultura, agrikultura, apikultura, wszystkie tury świata. Wartości - tury, świętość - tura, społeczeństwo - tura, miłość także tylko tura, piękność - tura nad turami.

[…]

Dlaczego poddawać się Wielkiemu Przyzwyczajeniu? Można wybrać turę, wynalazek, czyli śrubkę albo samochodzik.

[…]

Spalamy się w naszym dziele, w osławionym śmiertelnym honorze, w wyzwaniu rzuconym feniksowi. Ach, nikt nas nie uleczy z tego głuchego ognia, z tego bezbarwnego ognia, pomykającego nocą przez rue de la Huchette. Nieuleczalni, zupełnie nieuleczalni, jako turę wybieramy Wielką Śrubę, kłaniamy się jej, wchodzimy w nią, wymyślamy ją co dzień od początku, z powodu każdej plamy wina na obrusie, z powodu każdego śladu rdzy na kratach Cour de Rohan o świcie, wymyślamy nasz pożar, płoniemy poczynając od środka, może to jest wyborem, może słowa otulają to [nie-wszystko – przyp. aut.] niby serweta chleb, pozostawiając w środku zapach, rosnące ciasto…

[…]

W życiu codziennym charakterystyczne dla postawy mojego nonkonformisty jest odrzucanie wszystkiego, co choćby z daleka zalatuje gotowymi rozwiązaniami, tradycją, instynktem stadnym opartym na strachu i rzekomo wzajemnych korzyściach. Bez większego wysiłku mógłby być Robinsonem. Nie jest mizantropem, ale zarówno od kobiet, jak od mężczyzn przyjmuje tylko to, co nie zostało wymodelowane przez nadbudowę społeczną: wie, że sam częściowo tkwi w szablonie, ale jest to świadomość czynna, nie zaś rezygnacja człowieka, posłusznie maszerującego w takt.

[…]

Druga wolność, ta bardziej nieuchwytna i ukryta, dręczy go, ale tylko on (a i to niełatwo) mógłby zdać rachunek ze swych igraszek.

Julio Cortazar, Gra w klasy

 

W świecie swych prawd subiektywnych vel dialektycznych scenariuszem jest fabuła taka właśnie - tura, czyli w okresie - jaką nadajesz swemu życiu i nie ma znaczenie czy jest ona zmyśleniem czy może też z góry drga niczym gra czystej wyobraźni. Ważne, że na targowisku próżności jaką wkłada nam niedokładność w komunikację werbalną samoistna wolność nie jest ani na sprzedaż, ani spod lady.



powrót ››