Blog

 

10.04.2026

Zanim dojrzeją granaty

„wpatruję się

w kamień na ziemi,

kamień już się nie porusza,

kamień jest czerwony”


„słowa

wychodzą same,

bez specjalnego przywoływania,

przez wszystkie te lata

 zalegały w nas,

jak kretowiska”


„kiedy zrozumiesz, że

to ty byłeś

robaczywym jabłkiem i

odkąd zacząłeś gnić,

wszystkie jabłka obok ciebie

też gniją”

[…]

  Wirginesza to kobieta, która zgodnie z zasadami Kanunu (kodeksu albańskiego prawa zwyczajowego) Leki Dukagjiniego przysięga dziewictwo   i   zaczyna   żyć   jako   mężczyzna   oraz   głowa   rodziny   w patriarchalnym społeczeństwie północnej Albanii, Kosowa, Macedonii, Serbii, Czarnogóry, Chorwacji i Bośni. Jest to ukonstytuowana zmiana płci poprzez złożenie przysięgi. Po dokonaniu tego aktu kobieta zdobywa wszystkie prawa należne mężczyznom — te, których „normalne” kobiety są pozbawione. Cechą charakterystyczną miejsc, w których obowiązuje Kanun, są krwawe zemsty. Do naszych dni przetrwało zaledwie kilka zaprzysiężonych dziewic, ponieważ tradycyjne społeczności się kurczą. Wszystko to dzieje się zaledwie 537 km od Bułgarii. To nie jest mit ani bajka. To jest historia człowieka. Inne określenia wirgineszy to: ostajnica, muszkara, muszkobanja, charambasa, zawjetowana dewojka, sadik.

[…]

  pozdrowienia od mojego brata

  mówi brat Nemanji i strzela raz jeden z pistoletu

  ciepłe ciało mojego ojca upada na listowie, jego wielkie oczy wpatrują się w tamtego, wielkie oczy ojca wpatrzone w oczy brata Nemanji, silne ręce chwytają ojca i obracają go w stronę, gdzie zachodzi słońce, jest pobudzony, kiedy ogląda swoje palce całe we krwi, wyciera je w koszulę Murasza, heroldzi śmierci roznoszą wieść o zabitym, zastrzelili Murasza, Murasz jest zabity, powalili Murasza pod dzikimi granatami, przy granatach, Murasz, Murasz, Murasz, woła matka i grzęźnie w swoich spódnicach pośrodku drogi, życie moje, Murasz, wiatr niesie okrzyki heroldów, okrzyki doganiają matkę na polnej drodze do domu i powalają ją na ziemię, matka zaplątuje się w swoje spódnice na środku drogi, czterech zdrowych mężczyzn idzie polną drogą prowadzącą ku domowi, na czterech bukowych gałęziach niosą ciało mojego ojca, droga jest nierówna, przygarbieni tragarze potykają się, ciało ojca unosi się i opada jak kaszel, kładą je u moich stóp i ono już się nie rusza, teraz muszę zapytać  o  wszystko,   zgodnie  z   Kanunem,  muszę  zapytać  tragarzy  o wszystko, o co powinnam zapytać, otwieram usta, ale wychodzi z nich tylko gorące powietrze, gorące powietrze na chłodzie przed twarzami tragarzy, gorące powietrze nie unosi się już nad twarzą ojca, no, Matja, mamroczą tragarze ze spuszczonymi głowami, nie patrzą mi w oczy, nie chcą widzieć śmierci ojca w oczach jego córki, prędzej spojrzeliby na śmierć w oczach ojca, ale w oczach córki nigdy, chcą się położyć spokojnie do łóżek, a ja muszę pozostać wyprostowana, nie stracić panowania nad swoim ciałem, odkasłuję i mówię, co mi tu przynosicie

ranę czy śmierć

[…]

  klnę się na pana Albańskich Alp, Lekę Dukagjiniego [władca Albanii z XV wieku – przyp. aut.]

  że do łoża śmierci, do łoża swojej śmierci nawet nie dotknę mężczyzny, nie dotknę mężczyzny i zachowam swoją dziewiczą niewinność, odrzucając na zawsze kobietę w sobie odrzucając na zawsze kobietę w sobie podporządkowuję się tej świętej przysiędze i przyrzekam, że nie ulegnę występnym zachciankom ciała, i dziś przed dwunastoma ojcami przyjmuję męskie imię Matja jako swoje jedyne imię, i niech kobiety obetną mi włosy, niech moje suknie zmienią się w popiół, niech męskie ubranie będzie moim grzbietem, nogami i skórą moim grzbietem, nogami i skórą niech Bóg mi będzie świadkiem i tych dwunastu ojców, że dopóki wystarczy mi sił i rozumu, zachowam wierność tej przysiędze, wzmocnionej moimi włosami i honorem ja, syn  Matja,  będę  dbał  o  moją  rodzinę,  zapewnię  jej utrzymanie i wszystko, co Kanun nakazuje jako niezbędne, a ponieważ bezczynność jest   wrogiem   duszy,   będę   zajęty   wykonywaniem   ręcznej   pracy   w określonych godzinach, dopiero wtedy stanę się zakonnikiem prawdy, kiedy będę żył pracą swoich rąk, a jeśli dochowam uczciwie tej przysięgi, nie dopuszczę się nieprzystojnych czynów i nie złamię swojego słowa, niechaj  cieszę  się  długim  życiem,  otoczony  szacunkiem  wszystkich, a jeśli ją złamię i zhańbię, niech mnie spotka coś całkiem odwrotnego na niebo i ziemię, na ten kamień, na ten ciężar i na ten chleb

przysięgam

[…]

     wychodzę z cerkwi, po raz pierwszy czuję w głowie chłodne albańskie powietrze, z pewnością wyglądam  jak  osioł,  moje  włosy  na podłodze w cerkwi, pożegnanie z czymś, co zawsze miałam, okazało się więcej niż łatwe, teraz jeszcze spalą moje sukienki, wszystkie, co do jednej, oprócz sukni od mojej babci i lakierowanych butów, dała mi je przed śmiercią, suknia i buty na mój ślub, położyła je obok swoich ubrań na pogrzeb, chodź do babci, coś ci dam, babciu, nie wiem, która z tych dwóch sukni jest dla mnie, byłyśmy z babcią tego samego wzrostu, zanim odeszła, zraniła się podczas zarzynania chorego jagnięcia, krew jej się zatruła, więc weź  od babci ślubne wiano, obie sukienki są takie piękne, jedna z czerwonego aksamitu, druga błękitna jak niebo, wzięłam niebieską, buty białe lakierowane, Bekia, wnuczko, wzięłaś moją sukienkę, oddaj ją, odłożyłam ją na czas swojego odejścia, nie, babciu, ta mi się podoba, nie lubię czerwonego koloru, ty ją weź, weź, proszę, nigdy nie ubrałam tej sukienki, wciąż leży w piwnicy razem z lakierowanymi butami, schowałam je przed złożeniem przysięgi, żeby ich nie spalili, raz prawie ją włożyłam, na swój ślub, miał być w tej samej cerkwi, w której pożegnałam się z kobiecymi sprawami

  nie ma powrotu do przeszłości

[…]

     wychodzę z cerkwi, po raz pierwszy czuję chłodne albańskie powietrze, z pewnością wyglądam jak osioł, no i co z tego, mówię sobie, najszlachetniejszym metalem w Albanii jest wolność, kobieta w Albanii jest warta dwadzieścia wołów, nie patrz mężczyznom w oczy,  nie chodź  do gospody, opiekuj się dziećmi, pierz, gotuj, możesz najwyżej przejść  się, zanieść mleko do serowarni, zabicie Bekii było najrozsądniejszą rzeczą, jaką mogłam zrobić, dali mi pistolet i  zegarek, mogłam już  palić i pić, spotykać się z mężczyznami, chodzić do gospody i odwiedzać pokoje „męskich rozmów”, nauczyli mnie, jak mam stać w rozkroku, dzieci w okolicy zaczęły mnie nazywać starszym bratem, wołały na mnie Matja, chodziłam co wieczór wąskimi uliczkami wsi, ćwiczyłam, musiałam przywyknąć do nowego sposobu chodzenia, do tego, że moja wartość to już nie jest dwadzieścia wołów, że mam zegarek, że jestem chłopcem tatusia

  twój ojciec pragnął syna, ale urodziłaś się ty

[…]

chłopiec tatusia, tak na mnie mówił ojciec, wiedział, że chłopiec byłby moją kopią, takie same włosy i zęby, taki sam wzrost, palce, oczy koloru niebieskiego, wszystko jej się udaje, Murasz, wczoraj przyczepiła drabinę do wozu, dobrze jej wszystko wychodzi, jest zdrowa, ruchliwa, skacze jak młody źrebak, w  jednej  chwili  ją  widzisz  i  zaraz  tracisz  ją  z  oczu,  a robota wykonana, gdyby był syn, nie słuchałby cię tak i nie rozumiał we wszystkim moje pierwsze wspomnienie ojca, wszedł do pokoju i kiedy stanął przede mną, zasłonił swoim ciałem całe światło wpadające przez okno, wyjął z wewnętrznej kieszeni kożucha drewniany pistolet i podał mi go, no, Bekia, pistolet, weź, tak się ucieszyłam z prezentu, że zaczęłam się śmiać, podniosłam pistolet i wycelowałam mu w głowę, zaczęłam naciskać drewniany spust i wołać pa-pa, wtedy po raz pierwszy widziałam, jak mój ojciec się śmieje, razem się śmiejemy,  ja bez zębów    i on bez zębów, pa-pa-pa, pa-pa gdybym mogła mu powiedzieć to, czego wtedy jeszcze nie wiedziałam, gdybym mogła mu powiedzieć, żeby się nie śmiał, bo to, czego zapragnął, nadejdzie, jak koniec świata

nie powinno się tak stać

[…]

jest pani moim gościem, pani reporterko, zostanie pani tu, jak długo zechce, tak jest według Kanunu, nikogo pani nie zabiła ani ja nie zabiłam, nikogo

milczenie

   są dwie rzeczy, których gość nie ma prawa zrobić, zresztą już pani wie, nie wolno wycierać talerza kawałkiem chleba ani dokładać drewna do ogniska, jeśli to pani zrobi, to w tym samym momencie, tak jak teraz pani na mnie patrzy, mogę wstać, otworzyć okno i krzyknąć na całą wieś, że zostałam przez gościa obrażona, potem mam prawo panią zabić, ale pani przecież nie myśli, że zabiję, po co miałabym panią zabijać, ilu ludzi widziała pani we wsi od początku pobytu tutaj, ze trzech, jeszcze może najwyżej trzech pani zobaczy, jestem ostatnią wirgineszą we wsi, a może nawet w całej Albanii, przecież właśnie dlatego tu pani jest, komu mam pokazywać swój honor, dlaczego od tak dawna mieszkam sama, z moim najwierniejszym przyjacielem, krową Nurą, większość starców umarła, zostało pięcioro, żeby rozstrzygać krwawe zemsty, proszę się nie spieszyć z pytaniami, mamy czas na wszystko, chcę od pani tylko jednego, czy widzi pani to pudełko na skrzyni, o tam, proszę je otworzyć

[…]

Witaj, Bekio!

Mam wielką nadzieję, że ten list dotrze do Ciebie, bo domy we wsi nie mają adresów i wiem, jak trudne jest to wszystko z listami i telegramami. Od pewnego czasu zbieram się, żeby do Ciebie napisać. Każdego dnia… Dobrze wiesz, że moja ucieczka była konsekwencją   wielkiego i nienaprawialnego błędu, który popełniłaś. I wiesz, że jest rzeczą naturalną, że człowiek chce się uratować. Prawda? Mój wyjazd był najrozumniejszą rzeczą, jaką mógł zrobić zdrowo myślący człowiek, który nie ulega zasadom Kanunu. Taki jestem. Nie żałuję, że uciekłem, i Ty nie żałujesz, że zostałaś dziewicą. Tak czy inaczej, żaden niezdara, żaden gewszek nie zasługuje na to, by stąpać po odwiecznej ziemi Kanunu. Tam wszystko jest jednym wielkim przyjęciem pogrzebowym. Zabójstwo jest równe dumie i godności, czyż nie, „chłopcze tatusia”? Dla słabych, takich jak ja, są otwarte tylko jedne drzwi — te do Kanunu. Tak, ale ja wyszedłem tymi drzwiami, przez które nikt nie oczekiwał wyjścia. Prawdą jest, że jedynie Ty mnie rozumiałaś. Wciąż nie wiem, czym jest to coś, co czyni nas tak bardzo podobnymi i co tak bardzo nas różni. Myślę o tym jak o jakimś zadaniu, którego rozwiązanie znałem jako dziecko, ale je zapomniałem. Dlaczego wybrałaś mnie? Dlaczego założyłaś czarną wstążkę na mojej ręce i zapragnęłaś, żebym umarł? Na pewno nie było Ci łatwo wybrać, kto ma umrzeć, ja czy Murasz, entliczek, pentliczek, tak jak graliśmy w dzieciństwie, kto złapie derwisza, pamiętasz? Zawsze Ty wygrywałaś. Dlaczego mi ją założyłaś? Wiem, dlaczego. Wiem wszystko, a nawet więcej, niż chciałbym wiedzieć, ale chcę też usłyszeć prawdę od Ciebie. Co się stało tego wieczora, kiedy poszłaś po mleko i spóźniłaś się na kolację? Tego samego wieczora, kiedy nam powiedziałaś, ze chcesz zostać wirgineszą. Coś się wtedy wydarzyło. Co? Wiem, że jesteś na mnie wściekła, bo uciekłem i z tego powodu musiał umrzeć Murasz. Ja też czuję złość z powodu wielu rzeczy, ale z czasem przebaczenie staje się coraz bardziej możliwe. Mam nadzieję, że moje listy nie wyprowadzą Cię zbytnio z równowagi i że skłonią Cię do napisania do mnie. Bardzo bym chciał, żebyś do mnie przyjechała i powiedziała mi prawdę w oczy, tak jak to robiliśmy w dzieciństwie. Prawda czy zuchwałość? Słabsi wybierali prawdę, bo bali się zuchwałości. Teraz rozumiem, że zawsze prawda jest śmielszym wyborem. Zuchwałość jest dla kłamców, dla strachliwców kryjących się pod maską śmiałości. Dla tych, którzy zamiast powiedzieć prawdę, wolą skoczyć do rzeki, uciec albo zabić. Proszę Cię, napisz do mnie, przecież kiedy wyjechałem, chodziłaś dalej na lekcje albańskiego, prawda? Czekam na Twój list. Mój adres jest na kopercie. Bardzo się niepokoję i ściskam Cię. Powiedz mamie, że ją kocham… Nie było ani jednego dnia, żebym o Was nie myślał. Zapomniałem powiedzieć, że mieszkam w Bułgarii. Tu wszyscy znają mnie jako Michaiła. Pomyślałem, że jeśli zmienię imię, będę mógł zmienić przeszłość. Ale to tylko jedna z ludzkich pomyłek, którą popełniłem także ja. Każdy zostaje niewolnikiem swoich imion i uczynków. Do końca.

[…]

    następnego dnia sąsiedzi zebrali się przed naszą bramą, mówili jeden przez drugiego, słychać było śmiech, brawo, Murasz, w końcu go dopadłeś, podły zwierzak był, ile gołębi mi zeżarł, byliśmy wobec niego bezradni, narzuciłam kamizelkę i poszłam do nich, ciarki mnie przeszły, na drzwiach, na zbitym z desek krzyżu, z dwoma gwoździami wbitymi prosto w skrzydła wisiał ukrzyżowany jastrząb

wiatr unosił jego pióra, ale skrzydła nawet nie drgnęły

[…]

jutro was pożenimy, czy naprawdę już jutro

już jutro

   u nich mógłby być pogrzeb, ale wesele i tak zrobią, jeśli jest u nich zmarły, wyniosą go i wejdzie panna młoda, żywcem umarła pójdziesz, jeśli dasz mu swoje słowo, tak było zawsze, tak było w czasach tureckich, w czasach okupacji, za pierwszej i drugiej republiki, tak jest dziś, tak będzie też jutro, Kanun nie zna praw czasu, moja panno, nie chcę cię słuchać, ślub to jest kontrakt, miłość jest słabością, ślubu nie można rozwiązać, jeśli jest już zawarty, zatem bądź mądra  

czy jutro jutro

  wiesz, że zgodnie z Kanunem włożę w twoje wiano nabój, którym Nemanja cię zabije, jeśli okażesz się nieczysta, czy jesteś czysta

czysta

  nie płacz, Bekia, lepszego nie znajdziesz, mówi mi matka i wylewa wiadro wody tam, gdzie trzeba umyć

[…]

  Haczyk, nie, puść mnie

  idź sobie pograć z chłopakami na górce, widziałam ich, jak szłam tutaj, wciąż tam są, grają w piłkę, ja teraz pójdę do domu i nie powiem nikomu, że tu byłeś

  nie powinnam tego mówić, silne ręce Haczyka łapią mnie w okolicy krzyża i oboje zataczamy się na żelazne wiadra z mlekiem, upadamy na nie i wiadra zaczynają podzwaniać jak dzwony, wiadra z mlekiem są naszymi ślubnymi dzwonami, moja suknia pływa w kałuży mleka i błota, wiadra dźwięczą w rytmie jeźdźca, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń i jeszcze szybciej, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń

  odsuń się ode mnie, zwyrodnialcu

  ręka Haczyka zatyka moje usta, ręka Haczyka jest już nieodłączną częścią mojej twarzy, przyjmuję tę rękę i to cudze ciało za swoje, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, brakuje już mnie na tym obrazku, obserwuję wszystko z  boku,  moje  włosy  pływają  w  ciepłym  mleku,  wbijam  spojrzenie  w maleńką dziurkę w ścianie, która porusza się w rytmie galopującego konia, jakoś dotąd jej nie widziałam, wchodzi przez nią światło, dziurka  w ścianie, tak, widzę ją pierwszy raz, ta dziurka od dziś istnieje, ta dziurka boli, bardzo boli

  czy jesteś czysta czysta

  nie płacz, Bekia, to, co cię boli, niech tu pozostanie, słyszę moją matkę i mleko życia chlapie na moją czarną suknię, i dzwony milkną, smok jest nakarmiony, zamykam oczy

  oko smoka jest haczykiem, kochana

[…]

  słyszę go, jakiś głos mi szepcze

  umyj się, pij wodę ze swoich dłoni, trzy garści wody wylej na łono, zmocz swój fartuch i owiń nim twarz

  widzę sukienkę i buty od babci, kumotrzy prowadzą weselników, idziemy polną drogą, mgła miesza się z pyłem drogi, dwoje górali przechodzi obok nas,  niosą  na  plecach  worki,  nie,  na  pewno  niosą w nich trupy, kobieta i mężczyzna, nie pozdrawiają nas, patrzą na czubki swoich butów, ja, oblana niebieskim światłem, w moich lakierowanych butach, babcia z jednej strony, po drugiej stronie — Nemanja, brzydki, przygarbiony i chudy, wszyscy obok nas niosą strzelby i pistolety, zza Gór Przeklętych nadciągają muzykanci, grają zurle, bęben odmierza kroki, na samym końcu ojciec i mój brat prowadzą konie, matka jest obok nich, matka płacze, kilka obcych kobiet w czerni idzie za nimi i szlocha, skubią włosy i wyją jak szakale, wydają mnie za mąż czy grzebią, wchodzę do pokoju mojego ukochanego Nemanji, gdzie jesteś, babciu, czy mogę położyć się na chwilę obok ciebie, kładę się obok ukochanego, ładny jest, w ciemnościach pokoju ginie jego twarz i znów się pojawia, czy to ty, Nemanja, kocham cię, Bekia, ale ty mnie nie znasz, jak możesz mnie kochać, tak jest według Kanunu, zdejmij suknię, zdejmuję suknię, wszyscy czekają w ciszy przed domem, ich ciała się nie poruszają, są jak kamienie, zdejmij buty, zdejmuję, ktoś krzyczy nie jest czysta, białe prześcieradło powiewa przez okno, panna młoda nie jest czysta, nie jest czysta panna młoda, nie jest czysta, młoda musi odejść, nie jest czysta, mój brat płacze, Bekia, siostrzyczko, ojciec uderza go zewnętrzną stroną dłoni w usta, idiotka, nie mogłaś usiedzieć spokojnie, Nemanja wyjmuje nabój z mojego wiana, mój ojciec włożył go tam, zanim wyruszyliśmy, wszystko zgodnie z Kanunem, jeśli panna młoda nie ma czci, ma być zastrzelona przez pana młodego nabojem włożonym przez jej ojca do skrzyni z wianem, wszystko zgodnie z Kanunem, wszystko według Kanunu, kobiety w czerni wyrywają sobie włosy i zaczynają wyć jeszcze głośniej, drą swoje twarze paznokciami, jakby chciały zdjąć maski, zmienić twarze, ochrypłe gardła, mokre chustki na głowach, nie słyszę kroków kóz, nie słyszę ich, masz złotą rękę, Nemanja, strzelaj, synku, Nemanja celuje i strzela mi w pierś, nie czuję niczego, wciąż stoję prosto, na mojej sukni czerwony ślad

  umieram czy się rodzę

[…]

  Bekia, córko, już po nas, jak to wirginesza, chcę, mamo, w takim razie honor  pana  młodego  możesz  uważać  za  splamiony,   wpędzisz  nas   w krwawą wrogość, zniszczyłaś nas, dziecko, zniszczyłaś nas, dziewico zaprzysiężona, czego ci  brakowało,  czego  ci  nie  daliśmy,  jaki  diabeł  w ciebie wstąpił, milcz, wiedźmo, to jest jej wola, według Kanunu może zawrócić przed ślubem i zostać wirgineszą, nie jest pierwsza, nie będzie też ostatnia w tej wsi, zachowamy honor rodu i poleje się krew, tak musi być, bo Kanun nade wszystko, Bekia, wybieraj, ojciec podaje mi czarną wstążkę

  kto powiedział, że nie możesz dotknąć śmierci

  możesz, na ręce przeznaczonego na śmierć, czarna wstążka jest na ręce co drugiego we wsi, na ręce każdego, kto wszedł w krwawą wrogość, każdego, kto ma umrzeć, i każdego, kto ma zabić, Nemanja musi zabić mężczyznę z naszego rodu, żeby zwrócić sobie honor, Bekia, wybieraj, ja albo twój brat brat płacze, płacze bez łez, ojciec oddycha ciężko, Kanun w końcu dopadł także jego, wypełnia mu piersi najwyższym prawem, prawem honoru, tato unosi lewą rękę, matka płacze, spoglądam na rękę ojca, gdyby mógł, uniósłby całe swoje ciało w imię tej czci, gdyby mógł nie umierać z powodu jakiejś   choroby  albo we śnie, gdyby mógł umrzeć z chwałą na dwa palce pośrodku czoła, jeden ruch mojej ręki i obrazek się rozsypuje, Bekia, wybieraj, powietrze gęstnieje, su?t się obniża

  nie powinno się tak stać

[…]

  ogłaszacze zdążyli już przekazać rodzinie Nemanji, że ślubu nie będzie, ta ze swojej strony posłała ich, żeby powiedzieli całej wsi, że brat  Nemanji pomści obrazę swojego brata, kto podnosi rękę, ten niesie pomstę, brat Nemanji podniósł rękę pierwszy, takie jest prawo, ten czas był najniebezpieczniejszy, bo jeszcze nie dali besy mojemu ojcu i rodzina Nemanji mogła strzelać do każdego z nas, kogo tylko zechce zastrzelić, zamknijcie drzwi, dziś nie wolno wychodzić z domu, nakarmiłem zwierzęta, nie umrą do jutra z głodu, o świcie wyślę Prenga, żeby zażądał małej besy, besa to czasowe przebaczenie dla Albańczyka, w czasie besy ten, kto musi pomścić, nie ma prawa zabijać swojej o?ary, wychodzi na łowy, kiedy besa się skończy, mała besa trwa dwadzieścia cztery godziny, Preng poprosił o małą besę, otrzymał ją, na drugi dzień wieś dała ojcu wielką besę, która trwa jeden miesiąc, wielka besa udzielana jest przez ten ród, który się mści, po pogrzebie zabitego, ale myśmy nie zabili nikogo z rodu Nemanji i pogrzebu nie było, więc ojciec miał prawo do wielkiej besy, krwawa wrogość jest czymś strasznym, rody zaczynają się wybijać do dziesiątego pokolenia, heroldzi roznieśli wieść o besie po całej wsi

  wieś musi wiedzieć

  ona zawsze musi wiedzieć, co się dzieje w gołębniku, jej oko patrzy we wszystkie strony

[…]

  kiedy zabijesz, musisz zanieść krwawy podatek w wysokości pięciuset leków do twierdzy w Elbasan, idziesz tam trzy dni, a jeśli trzeba, czekasz tam tydzień, aż przyjmą od ciebie daninę, tam jest kapedan, książę, wszyscy są jego podwładnymi, Kanun nie podlega prawu, droga pani, rządy upadają, inne się zawiązują, a prawa Kanunu są z brązu, nieprzypadkowo wywodzą się aż z epoki brązu, dumna jestem, że żyję na tych ziemiach, o samotności nie mam ochoty mówić, wolność jest ważniejsza, co tam brat, co tam ojciec, jeśli mówimy o Kanunie, to jego prawa stoją ponad wszystkim, nawet ponad tymi rumowiskami, o tam, męski honor jest ważny, i zachowanie czci rodziny

  kiedyś jakiś strachliwiec naruszył besę, zabił, kiedy jeszcze trwała, głupiec, cała wieś pełna sędziów, spalili mu dom i wyciągnęli po jednym kamieniu z każdej strony fundamentów, zarąbali go na oczach wsi i nikt go nie pomścił, nikt, ale według mnie opuszczenie rodziny jest gorsze od śmierci, chce pani usłyszeć, co by się stało z moim bratem, gdybym nie zawiązała wstążki na jego ramieniu, no więc tak, zostałby żywy, ojca by zabili, ale później brat musiałby pomścić jego śmierć, i wie pani co, on  by tego nie zrobił, strzelaj, Sale, wtedy według Kanunu wieś i ja z matką musiałybyśmy go wykluczyć, kawę musiałybyśmy mu podawać pod kolanami, lewą ręką, nie miałby prawa się ożenić, nie mógłby pracować na swojej ziemi, wieś wycięłaby drzewa w naszym sadzie, a on nie miałby prawa  z nami jeść, a ja, jako głowa rodziny, musiałabym go uwiązać w jego własnym domu, dopóki nie pomści swojego ojca jako krwawy następca, nie wytrzymałabym tego wszystkiego, dręczenia własnego brata, ale on wiedział, on bardzo dobrze wiedział, że w świecie Kanunu przeżywają tylko silni, a on nie był z takich, żeby służyć Kanunowi, potrzebne jest męstwo, twoją wolą jest zachować swoje męstwo, Sale, i twoją wolą, żeby je splamić, mówi ojciec, całuje mojego brata w policzki i wychodzi z pokoju

  zrobię największy gołębnik we wsi, przez ostatnie dni swojej besy ojciec pracował coraz dłużej, bo czas się kurczył, a jeszcze tyle roboty do zrobienia, Wariat, ten od pilnowania kóz, mówi, że Murasz już nawet śpi w gołębniku, a jego żona co wieczór wyje w domu jak szakal, Wariat każdego ranka widywał go, jak wychodzi z gołębnika, widział, jak szedł rano do kóz, ale Murasz go nie widział, niczego nie widzę, niczego, tylko gołębnik, ojciec wchodzi do gospody i kłódki na twarzach jego wiernych przyjaciół się zamykają, trrrach

[…]

Witaj, Bekio!

Nie dostałem od Ciebie niczego. Mam nadzieję, że   wszystko w porządku. Chodziłem już na pocztę, żeby sprawdzić, czy mój list dotarł do Ciebie. Powiedzieli mi, że tak. Przestraszyłaś się. Pewnie dlatego wciąż do mnie nie napisałaś. To nic. Nie musisz mi odpisywać. Ja będę pisał do Ciebie. Tak jak do tej pory milczałem, tak teraz mam potrzebę mówienia, bo tkwią we mnie rzeczy, które mnie przytłaczają. Które stoją jak klucha w gardle, które robią ze mnie współuczestnika wszystkiego, co się wydarzyło. Współuczestnika zabójstw, których   dokonałaś. Łącznie z Twoim własnym. Wczoraj w restauracji, tu, niedaleko, podawali na obiad danie z zająca. Byłem pewien, że nie jest lepsze od potrawki mamy. Pewnie z powodu tej potrawki przypomniałem sobie o wydarzeniu, o którym od czasu do czasu myślę. Pamiętasz, kiedy Murasz znalazł dzikiego zająca u Nury? Nikt nie wiedział, którędy tam wlazł. Ale to nie miało żadnego znaczenia. Po Muraszu spodziewałem się wszystkiego, więc dopuszczałem nawet myśl, że go schwytał w lesie, żeby sobie z nami pogrywać, przecież wiesz, że lubił nam przydzielać różne zajęcia, w których musieliśmy stanąć przeciwko sobie. Dokładniej rzecz biorąc, zajęcia, w których Ty zawsze ze mną wygrywałaś. To jasne, że strzelanie zawsze wychodziło Ci lepiej niż mnie. „Włóżcie go do jakiejś skarpety i trzymajcie przy piecu, niech się ogrzeje, bo przemarzł”. Pamiętasz? Nie osądzam Murasza i jego chęci uratowania zająca, ale sama dobrze wiesz, że w nim było tyle samo dobra, co zła. Dlatego po nim spodziewałem się wszystkiego. Ale nie po Tobie. Teraz rozumiem, że zawsze byłaś nieprzewidywalna w swoich działaniach, ale wtedy byłem mały i wierzyłem Ci ślepo. Pamiętasz, co się stało z zającem? Wciąż zadaję sobie pytanie, dlaczego powiedziałaś Muraszowi, że to ja go zabiłem. Dobrze pamiętam, że matka mnie zawołała, żebym pomógł jej przecedzić mleko, i kiedy wróciłem, zawołał mnie Murasz, a potem wiesz, co się stało, spałem na brzuchu przez dwie noce, bo nie mogłem się położyć na plecach. Dzisiejszej nocy wierciłem się podobnie jak wtedy i nie mogłem sobie znaleźć miejsca, ale nie dlatego, że byłem zbitym pasem, tylko dlatego, że myślałem. Myślałem całą noc o tym, dlaczego powiedziałaś, że to ja zabiłem zająca, dlaczego to zrobiłaś. Kiedy na dworze zaczęło się rozjaśniać, zasnąłem. Bez odpowiedzi na pytanie. Ale myślę sobie, że najwyraźniej nie wystarczało ci bycie „chłopcem tatusia”, chciałaś być czymś więcej, chciałaś być chłopcem tatusia, który próbuje uratować zająca z niezdarnych rąk swojego brata. Byłaś ulubienicą Murasza. On miał tylko jednego syna. I to byłaś Ty. Ale rzeczywistość nie wygląda dokładnie tak, siostrzyczko. Postaram się, żebyś zrozumiała, że wszystko, co zrobiłaś, żeby się stać „chłopcem tatusia”, to wszystko było na marne, a Kanun jest wymysłem, z którym możesz czuć się bezpieczna, ale nie wolna. Ostatnio myślę wiele o przebaczeniu. Myślę, że znajdziemy spokój dla naszych dusz, kiedy sobie wszystko wybaczymy. Ale najpierw prawda. Dlatego znów Cię zapytam: co się stało w serowarni tego wieczora, kiedy się spóźniłaś?

Czekam na Twój list.

[…]

  kłamstwa

  wierzy pani temu listowi czy mnie, chciałam czego innego, a inaczej wyszło

  nie powinno się tak stać, chciałam mu pomóc, proszę powiedzieć, czy teraz, kiedy pani na mnie patrzy, wydaje się pani, że kłamię, żołądek mnie rozbolał, czy może mi pani podać tę brązową buteleczkę na parapecie obok, on go zabił, kłamstwo jest jak robak

  dzieci, włóżcie go do jakiejś skarpety i trzymajcie przy piecu, niech się ogrzeje, bo przemarzł, ojciec wchodzi do pokoju i trzyma coś w swojej wielkiej garści, szybciej, bo mam robotę na dworze, Sale wyciąga rękę do ojca, ja wyciągam rękę do ojca, oboje mówimy jednocześnie, daj mi go, ale nasz ojciec daje go mnie, czuję miękkie ciałko w swoich dłoniach, włóżcie go do jakiejś skarpety, idę małymi krokami w stronę pieca, brat idzie obok mnie, daj mi go dotknąć, głaszcze go, uśmiecha się do niego, mówi jak do człowieka, pyta, czy ma kolegów, potem znów go głaszcze, idź szybko po skarpetę, mówię do brata, brat przynosi skądś wielką wełnianą skarpetę, załataną na pięcie czerwoną tkaniną, wkładamy do niej zająca i, Sale, chodź, przecedzimy mleko, właśnie teraz, mamo, Sale, nie będę powtarzać, wychodzi i zanim zniknie w ramie drzwi, spogląda na zająca, trzymam skarpetę w obu rękach, piec zaczyna przygrzewać mi dłonie, obudź się, zającu, gorąco, piecze, bardzo gorąco, zbudź się, zającu, piec, zając w moich rękach, obudź się, zającu, zając już nie jest zmarznięty, zając jest gorący

  to zrobił brat, kłamstwo jak robak

[…]

Kiedy przyjechałem do So?i, nie miałem nic oprócz dwóch swetrów, jednej pary spodni i jednej pary butów. Wiesz, jak bardzo lubiłem tańczyć, kiedy mieszkałem w domu, tańczyłem na placu tak długo, aż dzieci zaczęły za mną wołać „kobietka” i rzucać we mnie kamieniami. Nie będę Ci opowiadać, w jaki sposób przekroczyłem granice. Na serbskiej mnie pobili i okradli. Zabrali jedyne pieniądze, jakie miałem. Kiedy przyjechałem do So?i, zapytałem, gdzie jest główna ulica. Poszedłem tam i położyłem na chodniku czerwoną chustkę od mamy. Zacząłem tańczyć, nie miałem niczego oprócz tej chustki, ale byłem wolny. I tańczyłem. Nikt nie rzucał we mnie kamieniami. Ludzie się zatrzymywali i rzucali mi pieniądze. Nie wiem, jak długo tańczyłem, w końcu nie czułem już nóg, potem przestałem czuć także resztę ciała. Czułem, że zasypiam, tańcząc. Zbudziłem się, bo ktoś spryskiwał mi twarz wodą. Jakiś elegancki szpakowaty mężczyzna podtrzymywał moją głowę i wycierał twarz wodą. Okazało się, że jest nauczycielem tańca współczesnego w jednym z so?jskich uniwersytetów, powiedział mi, że już od długiego czasu nie widział kogoś, kto tańczyłby tak jak ja. Porozumieliśmy się po angielsku, wiesz, że trochę nauczyłem się z telewizora. Powiedział, że chce mnie wziąć do swojej grupy tanecznej i żebym mu pomagał w pracy na uniwersytecie. Powiedział mi, że mam „duende”. Potem zrozumiałem, co chciał przez to powiedzieć. Najpierw pomyślałem, że wciąż śnię, ale potem do mnie dotarło. To był Bóg. Mężczyzna pomógł mi zalegalizować pobyt w kraju, pomógł znaleźć miejsce do mieszkania, zapisał mnie na kursy bułgarskiego i angielskiego, i na wszystko inne. Po kilku miesiącach stałem już pewnie na nogach. Nie mogłem uwierzyć, że to wszystko mi się przydarzyło. Czym sobie na to zasłużyłem? Byłem nauczony, że nie zasługuję na nic dobrego i że zawsze muszę być czegoś winny. Wspomnienia z przeszłości pozostały w moich snach. Na początku śnił mi się pas Murasza. Czasem, jak stoję ze strzelbą na warcie i czekam na jastrzębia. Innym razem, jak rozsypuję kukurydzę i dostaję za to od niego karę, muszę klęczeć na niej przez kilka godzin. Stopniowo koszmary stawały się rzadsze. Potem przychodziły tylko jako cienie i przeczucia, bez obrazów. Pewnej nocy śniłaś mi się Ty i Dana. Nigdy nie zapomnę tego snu. Byliśmy mali i nadzy, i pływaliśmy w morzu mleka. Śmialiśmy się. Potem pojawił się Murasz i przez jedną trzcinową słomkę wypił całe morze. Dana zamieniła się w rybę i zaczęła się miotać na piasku, a ty przemieniłaś się w białą wilczycę i uciekłaś do lasu. Potem rybie urosły skrzydła i odleciała do lasu. Pamiętam was. Kiedy byłyście razem, wszystko naokoło was znikało, jakby świat był stworzony tylko dla was. Pewnego razu ukryłem się   w młynie. Słuchałem, jak ona Ci czyta. Miała najładniejszy głos, jaki kiedykolwiek słyszałem. Szkoda, że wyjechała… Chcę Ci coś powiedzieć, ale nie dajesz mi żadnego znaku, że mnie słyszysz. Nie wiem, czy to jest potrzeba opowiedzenia tych rzeczy, żeby mi ulżyło, czy żeby otworzyć Ci oczy. Cokolwiek to jest, chcę, żebyśmy dotarli do prawdy. Do wybaczenia Tobie i mnie. Bądź ze mną szczera. Proszę Cię, Bekio. Powiedz mi, co się stało tego wieczora w serowarni. Przyjedź do mnie i mi powiedz, nie będę Cię osądzał, chcę, żebyśmy zaczęli wszystko od nowa. Jak dzieci. Tak jak dawniej…

[…]

  babciu Cane, czy Dana nie przyjedzie do ciebie w gościnę, idź stąd, przestań tu przychodzić, nie rozumiesz, że  

  nagle Dana przestała przyjeżdżać na letnie wakacje, już nigdy więcej jej nie widziałam, nie wiem, co się stało, skąd mam wiedzieć

nagle

  jaka miłość, kto tu mówi o miłości, miłość na naszych terenach jest równa śmierć

  i wybierając miłość, wybierasz śmierć albo ona cię wybiera, ale, ty zawsze ostatni to pojmujesz, zanim dojrzeją granaty i zaczną pękać

[…]

  dziennikarka otwiera list nożem do chleba, w kopercie jest jeszcze jeden list, nieotwarty, moje serce wpada w galop jak goniona swoim własnym cieniem sarna, ten list nie jest od Salego, proszę nie mówić, że, su?t zaczyna się kruszyć na małe kawałki i spada na moją głowę, jeden kawałek tra?a do ?liżanki z kawą i zostawia czarną plamę na obrusie, proszę czytać, tu jest napisane Dana, na kopercie jest napisane Dana, proszę czytać, nie, najpierw list od Salego, reporterka czyta list od Salego i szyby z okien kruszą się jak sól, potem czyta list od Dany i ściana od strony ulicy cała się przewraca, nagle w pokoju robi się jasno, bardzo jasno, taką jasność trudno wytrzymać, dlatego że jest nagła, przecina twardówkę, nie możesz się przed nią schronić, nawet jeśli zamkniesz oczy, znów tam jest, tak silna, że w pewnej chwili myślisz, że widzisz jasność po raz pierwszy, że dotąd żyłeś w ciemności, dziennikarka rozumie, że nie powinna na mnie patrzeć, nawet jeśli spojrzy, i tak mnie nie zobaczy,  bo mnie już  nie ma, zagubiłam się w jasności, błąkam się  w niej, reporterka jest głęboko zawstydzona, czuje się niezręcznie, ponieważ jest ze mną w tym samym pokoju, wie, że teraz jest ta chwila, w której powinna stąd wyjść i zostawić mnie samą z jasnością, nikt nie zasługuje na to, żeby przeczytać albo usłyszeć te listy, nie będzie tu więcej nic, żadnych kartek papieru, które tłuką okna, burzą ściany, po tych dwóch listach już nikt nie zostanie w tym domu, ten dom nie zasługuje na swoich mieszkańców, przez cały czas dom milczał, trzymał swoje ucięte języki zamknięte w skrzyneczce z listami, a ja nie pojęłam niczego przez lata, przez tyle lat, niczego

[…]

  została jeszcze jedna rzecz do zrobienia, muszę otworzyć klatki gołębi, po kolei wszystkie zasuwy w drzwiczkach, przesuwam rygle do tyłu, w kierunku przeszłości, ta nijaka, żadna właściwie czynność, którą wykonuję dwukrotnie każdego dnia, teraz tryumfuje, dzisiaj jest rytuałem, bo wykonuję ją po raz ostatni, być może, wypuszczam ptaki na wolność, chociaż wiem, że nie odlecą, gołębie zawsze wracają tam, gdzie im obcięto pierwsze pióra

dom jest tam, gdzie ci obcięto skrzydła

  droga pnie się pod górę, nie będę się oglądać, cokolwiek będzie się działo, jestem sobie winna przynajmniej to, żeby się nie odwracać do tyłu, tylko ciągnąć naprzód po kamienistej drodze, porzucenie czegoś, co zawsze miałeś, okazuje się więcej niż łatwe, a jednak moje ciało wykręca się na boki pod rozkazami nostalgii, mój dom — moja twierdza, więzienie moje, z góry dom wygląda jak kupka kamieni, gołębnik rzuca na nią cień, właśnie tak, tato, szczyt w szczyt, słyszycie to, co opowiada  Murasz, zrobię największy gołębnik w Albanii, dom w cienistych objęciach gołębnika, to można zobaczyć tylko stąd, z daleka, z miejsca, gdzie się właśnie zatrzymałam, przed rozłupaną skałą, zanim pójdę dalej w górę i wszystko zostawię za swoimi plecami

wyruszam

[…]

  kocham cię

  ręka Dany zatyka moje usta, ręka Dany jest już nieodłączną częścią mojej twarzy, przyjmuję tę rękę i to ciało za swoje, oczy się przelewają, pożądanie rozrywa nasze twarze zębami, wpija paznokcie w nasze plecy, czekało, żeby wyjść, jak zwierz, który stał przyczajony w jakimś kącie i potajemnie zwilżał kamień młyński, podczas gdy ona czytała książkę, a ja słuchałam, nie wiem, czy kiedy się puścimy, zdołamy się rozpleść

  nie puszczaj mnie

  bochenki ud Dany ściskają moje ciało jak kleszcze, jej palce znikają w bólu mojego wzgórka, nadchodzi fala w moim ciele, unosi je i powala, pisk, potem zadyszka

  rodzę się czy umieram w jej rękach

[…]

  w lewym skrzydle szafy są żeńskie ubrania, należą do jego przyjaciółki, często go odwiedza, jesteśmy jednakowego wzrostu, nie, otwieram prawe skrzydło, ubrania Salego są porządnie złożone, wącham je, robię to, co robię, po czym zamykam szafę, otwieram drzwi do kuchni, mogłabym w tym domu zabłądzić, powiedział mi czekam na ciebie w kuchni, otwieram drzwi do kuchni, brat patrzy na mnie osłupiały, siedzi przy stole z  dwiema szklankami herbaty,  założyłam jego ubrania, spodnie z paskiem i koszulę, brat wybucha śmiechem, potem wygląda na zmieszanego i przestaje się śmiać, tylko się uśmiecha, wiedziałem, że to włożysz, skąd wiesz, po prostu wiem, są rzeczy,  które po prostu wiemy i nie ma sensu czegoś przypuszczać, jak tego, że teraz masz na imię Matja, teraz jestem Matja, tak, powtarzałaś mi to wiele razy, kiedy byliśmy mali, że gdybyś się urodziła chłopcem, chciałabyś mieć na imię Matja, domyśliłem się, że wybrałaś sobie to imię, kiedy zrobili z ciebie wirgineszę, cieszę się, że tu jesteś, zrobiłem herbatę, weź

  myślę, że zawsze o wiele łatwiej jest zaproponować herbatę, niż rozpocząć rozmowę o   ważnych sprawach, niż sprowokować życie i przyjąć, że nie jesteś tak silny, jak udajesz

  chcesz, żebyśmy porozmawiali, po co, myślę, że wszystko już zostało powiedziane w tych listach, a skoro tu jestem, to znaczy, to znaczy, że tu zostaniesz, prawda, nie wiem, nie wiem, co robić ze swoim życiem, to mnie martwi, nie wiem, co robić sama ze sobą, nie chcę tam wracać, wiem tylko tyle, widziałeś kiedyś kogoś, kto uciekł przed swoim cieniem, ja nie widziałam, dlatego uznałam, że on się za mną ciągnie jak ciężki łańcuch, tu jest wystarczająco dużo miejsca dla ciebie i dla twojego łańcucha, możesz zostać, ile chcesz, mieszkam sam, nie będziesz mi przeszkadzać, mogę ci pomóc znaleźć pracę i…

[…]

  człowiek i jego nieustanne potrzeby, jak bardzo jesteśmy żałośni, my, ludzie, nie potra?my umierać sami, wszystkiemu jest winien strach, miłość się nami bawi, jak chce i kiedy tylko chce, dzwoni przez telefon, zadaje niewygodne pytania, żebrze, czuję się dziwnie, nie mam już tego kwiatu w żołądku, nie czuję nic oprócz szamponu Dany na swojej twarzy, co się stało

  przeszłaś bardzo skomplikowaną operację, prawdziwy medyczny cud, zobacz, Dana wyjmuje gazetę

  nie pytam, co się ze mną stało, mówię o nas, to znaczy co się z nami stało, ale ona mnie nie rozumie, lata utworzyły przepaść, Dana zachowuje się wobec mnie jak znajoma, czego innego mogłam oczekiwać, ale nie, nie, dobrze widzę, że drżą jej ręce, gazeta też podryguje w jej długich palcach, oczy ma pełne łez, coś mi wpadło do oka, najwyraźniej ma potrzebę kłamać, wiem, że to ja, ja jestem tym czymś w twoim oku, co cię gryzie od szesnastu lat, myślę, Dana czyta

NIEZWYKŁE ODKRYCIE!

Bliźniak żył w ciele siostry przez 33 lata

  Kobieta, lat 33, została hospitalizowana w Szpitalu św. Zo?i z powodu silnych bólów brzucha. Zamiast oczekiwanego wielkiego guza lekarze, którzy ją operowali, znaleźli resztki niemal w pełni uformowanego bliźniaka, który żył w niej od dnia jej urodzenia. Jest to wyjątkowo rzadki przypadek medyczny. Zjawisko to, znane jako fetus in fetu, zachodzi wtedy, gdy jeszcze w łonie matki jedno z bliźniąt zakleszcza się w ciele drugiego i formuje z nim związek. Ciało, o wadze około 1,8 kilograma, miało kości, włosy i zęby, w jamie brzusznej kobiety rozwinęło się też coś na kształt pępowiny.  Bliźniak udzielający gościny uważany jest za silniejszego, a ten drugi — za słabszego. Bliźniak dominujący, w tym przypadku kobieta, mówiąc oględnie, „zjadła” swojego brata jeszcze w łonie matki. Bliźniak został usunięty i kobieta wraca do zdrowia.

[…]

  światło, które wpada przez zasłony w oknie, przecina mi oczy,  jestem  w łóżku sama, na stoliku obok leży kartka, czy mam umrzeć teraz, czy  za chwilę, nie wolno mi wstawać, wstaję, biorę kartkę i podchodzę do starej na sąsiednim łóżku, potrząsam nim, żeby ją zbudzić, obudź się, co się z tobą dzieje, dziewczyno, oszalałaś, przeczytaj mi to, dziewczyno, zostaw mnie, chcę spać, w ogóle cię nie rozumiem, przeczytaj mi to natychmiast, chyba przypominam seryjnego mordercę babć, nie interesuje mnie to, wy, młodzi, nie macie żadnego szacunku dla starszych, czytaj, wyciąga rękę po swoje okulary, podaję jej kartkę, nic nie rozumiem, ten list nie jest po bułgarsku, ciebie też nic a nic nie rozumiem, zostaw mnie w spokoju, krzyczy stara i rzuca list na podłogę, schylam się, żeby go podnieść, drzwi się otwierają, na pewno słyszeli krzyki, to mój brat Sale, Bekia, co się dzieje, nic nie mówię, wstaję i wciskam mu w ręce list, czytaj, mój brat czyta

[…]

  po tamtym wieczorze w serowarni wszystko runęło na łeb na szyję, nie znasz praw Kanunu, nie musisz ich znać, ale zrobiłyśmy coś, co pociągnęło za sznurki całej mojej rodziny, to nie znaczy, że żałuję tego, co się stało, tamten wieczór był najpiękniejszy w moim życiu, ale jednocześnie najpotworniejszy, bo według Kanunu, jeśli panna młoda nie jest  dziewicą,  mąż powinien  ją  zabić, Dana chlipie i   kryje twarz w dłoniach, już rozumie, o czym mówię, wiem, jak się czuje, to takie odczucie, jakbyś wdepnęła w trzęsawisko i wiesz, że jeśli nie znajdzie się w pobliżu ktoś, kto cię wyciągnie, utoniesz, dlaczego mnie nie powstrzymałaś, Bekia, wiedziałaś, co będzie potem, jak mogłam przeszkodzić, żeby wydarzyło się coś najpiękniejszego w moim życiu, to nie w porządku, Bekia, chcesz mi powiedzieć, że brałam udział w twoim zabójstwie, chcę zniknąć, wychodzę, nie, nie odchodź, nie jesteś niczemu winna, chcę, żebyś mnie wysłuchała, po powrocie z serowarni powiedziałam ojcu, że chcę zostać wirgineszą, zaprzysiężoną dziewicą, to wywołało krwawą wrogość z rodziną Nemanji i jakiś mężczyzna z mojej rodziny musiał umrzeć, to ja musiałam założyć czarną wstążkę na rękę mojego ojca lub brata, zawiązałam ją bratu, wieczorem, kiedy przyszłaś dać mi list, on go wziął i zapragnął, żebym umarła, dlatego mi go nie dał, chciał, żebym razem z  nim poszła do piekła, bo tam jest moje miejsce,  w nocy Sale uciekł i, Dana nie może powstrzymać łez, płacze, starucha na łóżku obok rzęzi i zaczyna chrapać ciszej, po tym jak Sale uciekł, czarną wstążkę założył ojciec, zabili go, nie chcę dalej słuchać, miesiąc temu przyjechała do mnie pewna dziennikarka, chciała zrobić ze mną wywiad, bo podobno jestem ostatnią wirgineszą na tych ziemiach, wtedy wyjęłam listy, które dostawałam od Salego przez te wszystkie lata, ale ty wiesz, że, że nie umiem czytać, miła moja, do ostatniej koperty był włożony także twój list, Dana kładzie się przy mnie i płacze, płacze tak jak ludzie, którzy zrozumieli, że chcą, ale nie mogą zawrócić czasu, dla mnie nic się nie zmieniło, Dana, dla mnie nic się nie zmieniło, Bekia, nie ma dnia, w którym, słowa wychodzą same, bez specjalnego przywoływania, przez wszystkie te lata zalegały w nas, jak kretowiska

[…]

Nie jesteśmy gotowe, nigdy nie byłyśmy gotowe na to, by przyjąć, że życie, poza tym pokojem jest naszą rozłąką, że wstaniemy z łóżka i roztopimy się w bycie jak bohaterowie Marguerite Duras, którzy szukają się całe życie i u jego schyłku odnajdują się przez telefon albo w głośnym gazetowym nagłówku. Nie wiem, w jaki sposób wypłynę z fal mojego zapętlonego ciała, podążającego w kierunku lądu, Twój jęk jest głosem ptaka, który przepowiada wyspę, jesteśmy uratowane albo prawie, nie chcę, nie chcę tego lądu, tej suszy w spojrzeniach zezowatych kobiet w okienkach, w których się płaci rachunki, nie chcę wodomierzy z cyframi w oczach, deszczu etykiet padającego na nas, kolczyk w uchu dnia jest blachą, puszką z serem w solance, nową ceną, proszę pani, zapomniała pani reszty. Teraz jestem daleko. Na pewno setki kilometrów od Ciebie, ale jestem wciąż w Twojej łódce, Twoje włosy poruszają mną jak topielcem, którego rybacy znaleźli przypadkowo, kiedy ryba przestała brać, nieoczekiwanie, sól w moich włosach pochodzi z Twoich łez, nie chcesz mnie stracić na nowo, nie chcesz, żebym zatonęła w naszej niepamięci, na chwilę  wszystko przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie, połączone naczynia pożądania rozlewają swój beton, a ja i ty, kochana, zostajemy zamurowane na zawsze w tym łóżku, w jedynym schronie naszego dzieciństwa, z odrapanymi kolanami, ale szczęśliwe, jego piłka odlatuje i zatrzymuje się na jakimś pomniku, to  pomnik naszej miłości, dwóch  dusz zlepionych w jedną, które zawsze będą błąkać się po świecie jako dwie połowy. To jesteśmy my i piękniej nie może być opisany rytuał pojednania naszych dusz, dwie wskazówki wylatują ze swojego zegara i wbijają się w sferę niebieską.

Będzie mi Ciebie brakować, zawsze mi Ciebie brakowało.

[…]

  droga wije się jak wąż, autobus porusza moim ciałem, jakby umarł w nim człowiek, z radia dobiega nieznana piosenka, człowiek jest żałosnym stworzeniem, myśli, że raz zakleszczony w swoim życiu, może od niego uciec, nie ma ucieczki, należę do ludzi, którzy urodzili się bez płci i bez miejsca, po prostu miałam szczęście zostać przy życiu, moje imię znaczy ta, która przeżyła, pozostała żywa, ta, która się uratowała,  co za bzdury, wszystko jest jednym wymysłem, ja jestem wymysłem mojego ojca, tiry na drodze odmierzają kręgi mojego piekła, jeśli teraz autobus wpadnie do rowu, odetchnę od siebie, od myśli, które nie ustają, w okno autobusu uderza ptak, autobus zatrzymują kontrolerzy, sprawdzają, czy pasażerowie mają bilety, podaję swój bilet, skasowany już zbyt wiele razy, co mi nie przeszkadza podążać dalej tam, dokąd wyruszyłam, do miejsca, do którego niby przynależę, twój dom jest tam, gdzie ci odcięli skrzydła

  Bekia, czy jesteś pewna, że nie chcesz zostać ze mną, wyjeżdżam, Sale, to nie jest miejsce dla mnie, dla ludzi takich jak ja nie ma miejsca nigdzie, nie mów tak, wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć, niedługo wezmę urlop i może przyjadę do ciebie w gości, czekaj na mnie

  teraz żegnaj

[…]

  już wiem, dokąd może nas zaprowadzić szaleństwo pożądania, strach przed śmiercią, gniew, zawiść, zazdrość i każde inne uczucie, w którym nie ma spokoju, które idzie z cienia i nakazuje ci podjąć złe decyzje, każe zjadać samą siebie, zjadać innych, zjeść swojego brata, otwieram drzwi wejściowe, wszystko w środku jest dokładnie takie, jakie było, oprócz mnie, pośrodku mojego pokoju spopielała kupka zdjęć i listów, jak mogłam to zrobić, zobacz, co zrobiłaś, jak mogłaś, moje życie jest kupką popiołu, chcę umrzeć

[…]

  jakaś kobieta wysiada z autobusu, niesie niewielki bagaż, trudno określić, jak duży, udaje się tam, dokąd nikt jej nie kazał iść, rusza  drogą serca, idzie na pamięć, serce pamięta ścieżki duszy, przechodzi obok młyna, słychać stamtąd dziecięcy śmiech, potem obok serowarni, tam ktoś szepcze, wzdłuż rzeki, ktoś pierze skóry w  wartkim  nurcie, idzie tam, gdzie ktoś zatrzymuje się przed drzwiami, w których jest wyryty mały krzyż, nie puka w nie, wchodzi, nawet nie woła, szuka kogoś, kto już nie należy do tego domu, Bekia, czy to ty, w domu jest cicho, słychać tylko krowę, kobieta idzie w stronę, z której dobiega muczenie, drzwi do obory są otwarte, kiedy przekracza próg, kładzie dłoń na ustach, płacze, gorzko płacze z powodu tego, co widzą jej oczy, to ostatnia rzecz, którą by się spodziewała zobaczyć po przekroczeniu tego progu

  Bekia siedzi na stołku, trzyma w rękach sznur, drugim jego końcem ściągnięte są przednie nogi nowo narodzonego cielaczka, z mokrego ciałka unosi się para, krowa liże cielę i jej język przewraca je za każdym razem, kiedy młode próbuje stanąć na czterech nogach

  Bekia, płacze kobieta, która wysiadła z autobusu i ruszyła tam, dokąd powinna, moje imię oznacza ta, która przeżyła, została żywa, ta, która się uratowała, Bekia spogląda na kobietę, potem na nowo narodzone zwierzę, płacze, uśmiecha się i płacze, obie płaczą i się śmieją, Bekia wstaje i obejmuje kobietę, stoją tak objęte długi czas, nie rozmawiają, tylko się obejmują, cielę znajduje wymię pod brzuchem matki i zaczyna głośno ssać, na jego lewym uszku siada mucha, krowa nie przestaje go lizać, i właśnie tam, obok tej sceny, w tym momencie, obie kobiety odczuwają nieśmiertelność, odkryły radość i w tej radości jest miłość, w samym środku tej miłości jest to niemierzalne coś, co jest wieczne, co nie może być nazwane

Rene Karabasz, Zanim dojrzeją granaty

Obyczajowo-queerowa powieść pod oryginalnym tytułem Ta, która pozostaje autorki występującej pod pseudonimem Rene Karabasz (właściwie to: Ireny Christowej Iwanównej) – bułgarskiej pisarki, a nawet filmowej aktorki przenosi "natapirowaną" akcję do Republiki Albańskiej, w szczególe zaś w Góry Dynarskie z najwyższym w nich pasmem Gór Przeklętych, w ufikcyjnione czasy, ale jak najbardziej nam współczesne. To opowieść o albańskim rodzeństwie Sale’ m i Bekii oraz ich pokręconym losie skąpanym w zwyczajowych, patriarchalnych prawach (kodeksach) 1263 artykułów tzw. Kanunu regulującego wszelkie sfery życia społecznego i pozostałej aktywności osobistej. W którym to prawie dopuszcza się między innymi wendettę (zemstę rodzinną), ale i u kobiet prawo do rezygnacji z życia rodzinnego (zamążpójścia) poprzez przyjęcie statusu „zaprzysiężonej dziewicy” (virgjineshy). O czym obszerniej wspomina w przedmowie również polska tłumaczka, że za wstrzemięźliwość seksualną, a co za tym idzie rezygnację z posiadania potomstwa, kobieta faktycznie stawała się mężczyzną w oczach społeczeństwa. Po złożeniu przysięgi mogła wykonywać pracę na roli, przywdziać męski strój, brać udział w męskich zgromadzeniach, nosić broń. Innymi słowy, przyjmowała na siebie obowiązki i zadania mężczyzn. Kobiety decydowały się na ten krok również w momencie, w którym w rodzinie zabrakło dorosłego mężczyzny. Zaprzysiężona dziewica mogła wówczas przejąć opiekę nad swoją rodziną. Chociaż powieść nawiązuje do albańskich praw zwyczajowych i jest nimi wyraźnie inspirowana — w żaden sposób nie stanowi dokumentu. Akcja tej powieści jest literacką fikcją zrodzoną w głowie autorki, jest jej protestem przeciwko patriarchalnym porządkom i nierównemu traktowaniu płci, a nie traktatem o albańskich obyczajach i historii. Generalnie powieść Karabasz stanowi ciekawy wkład w transformację czy bardziej miękko w transmisję współczesnego myślenia o świecie męsko-damskim, w którym już nie tylko są między nami twarde "głowy” będące na miejscu i przynależne im aktywne "szyje", co kręcą nimi niestrudzenie.



powrót ››