12.03.2019

Czy-też-pod-koniec-choć-trochę-z-bliżył-em (się):
[…]
[Sebastian Knight – przyp. aut.] pisywał wiersze w kajecie z czarną okładką, który trzymał w szufladzie pod kluczem. Pewnego dnia odkryłem, gdzie chowa ten klucz (w szparze obok białego pieca kaflowego w swoim pokoju), i otworzyłem szufladę. Znalazłem w niej wiadomy kajet, a także fotografię siostry jednego z kolegów szkolnych Sebastiana, kilka złotych monet oraz muślinowy woreczek kandyzowanych fiołków. Wiersze pisane były po angielsku. Na krótko przed śmiercią ojca mieliśmy w domu lekcje angielskiego, a choć nie nauczyłem się mówić w tym języku, czytałem i pisałem z jaką taką swobodą. Mgliście sobie przypominam, że były to utwory wielce romantyczne, pełne ciemnych róż, gwiazd i zewu morza; jeden szczegół tkwi jednak w mej pamięci jak żywy: pod każdym wierszem widniał zamiast podpisu maleńki konik szachowy [knight z ang. – rycerz, także i skoczek szachowy – to wielce zindywidualizowana ze względu na ruch figura w tej grze – przyp. aut.] narysowany atramentem.
[…]
[fragment powieści Sebastiana Knighta – w tle o Rosji czy tylko – przyp. aut.] „Cóż mogę wam powiedzieć, panowie, o swej przeszłości [mówi uchodźca]: urodziłem się w kraju, w którym idea wolności, pojęcie tego, co słuszne, odruchy ludzkiej dobroci otoczone były zimną pogardą i bezwzględnie zakazane. W dziejach naszych zdarzało się co pewien czas, że jakiś obłudny rząd malował nieco ładniejszym odcieniem żółci mury więzienia, służącego narodowi za mieszkanie, i obwieszczał wszem i wobec nadanie praw, będących w państwach szczęśliwszych rzeczą zwykłą; lecz prawa te albo przy-sługiwały jedynie strażnikom, albo też miały jakąś utajoną skazę, z winy której stawały się jeszcze bardziej dokuczliwe niż jawnie tyrańskie dekrety... W kraju mym ten tylko nie był niewolnikiem, kto gnębił innych; ponieważ człowiekowi odmówiono prawa posiadania duszy oraz wszystkiego, co z nią się wiąże, zadawanie fizycznego bólu uznano z czasem za środek wystarczający, aby rządzić i kierować ludzką naturą... Niekiedy wybuchały tak zwane rewolucje, przemieniające niewolników w ciemiężycieli i vice versa... Mroczna to kraina, panowie, istne piekło, a jeśli czegoś w życiu jestem pewien, to tego, że nigdy się nie wyrzeknę wygnańczej swobody w zamian za nędzną parodię ojczyzny...”
[…]
W anegdocie tej kryje się jeszcze jeden drobny morał. Otóż, gdyby Sebastian zgłosił się na korespondencyjny kurs pisarstwa - ot, dla zabawy: żeby zobaczyć, co z tego wyniknie (lubił bowiem takie rozrywki) - byłby bez porównania gorszym uczniem niż ja. Jeśliby mu kazano pisać tak, jak piszą wszyscy, pisałby jak nikt. Nie umiem nawet imitować stylu Sebastiana, bo styl jego prozy brał się ze stylu myślenia, a ciągi myślowe mego brata były olśniewającymi seriami luk [jak ziemia niczyja – przyp. aut.]. Tych zaś naśladować nie sposób, nie wypełniając ich zarazem taką czy inną materią - czyli wymazując. Czasem jednak w opisie nastroju lub wrażenia napotykam u Sebastiana jakiś detal, i natychmiast przychodzi mi na myśl pewien efekt świetlny w całkiem konkretnym miejscu, który obaj zauważyliśmy, nic o sobie nawzajem nie wiedząc…
[…]
Pamiętaj, że to, co mówią ludzie, ma w istocie trzy warstwy: najpierw opowiadający kształtuje przekaz [streszczenie – przyp. aut.], który następnie po swojemu przeinacza słuchacz [w subiektywne resume – przyp. aut.], a przed obydwoma zataja prawdę zmarły [nie-obecny – przyp. aut.] bohater opowieści.
[…]
Sebastian po prostu zrozumiał, że jego wewnętrzny rytm jest o wiele bogatszy niż rytmy cudzych [pozostałych – przyp. aut.] dusz. Już wtedy - pod koniec studiów, a kto wie, czy nie wcześniej - wiedział, iż najbłahsze z jego myśli i doznań mają zawsze co najmniej o jeden wymiar więcej aniżeli myśli i doznania bliźnich. Może by się tym chełpił, gdyby żywił jakiekolwiek upodobanie do jaskrawych efektów. Ponieważ nie miał takich upodobań, mógł tylko odczuwać całą niezręczność sytuacji [rozbitego – przyp. aut.] kryształu wśród [zbitych – przyp. aut.] szkieł, [pełnej – przyp. aut.] kuli pośród [rytych – przyp. aut.] kół…
[…]
Staczał ze słowami niezwykle bolesne walki, z dwojakich powodów. Jedne stanowiły rzecz częstą u tego typu pisarzy: były to trudności, jakie sprawia przerzucenie mostu nad otchłanią, dzielącą [przednią – przyp. aut.] myśl od jej [mlecznego – przyp. aut.] wyrazu; obłędne uczucie, że właściwe słowa, jedyne słowa czekają na drugim brzegu w mglistej dali; dygot nie - odzianej myśli, która przyzywa je rozpaczliwie z tej strony przepaści. Zatem myśl, która jedynie wydawała się naga, w rzeczywistości błagała tylko o [anielskie – przyp. aut.] szaty, mogące uczynić ją [wszem – przyp. aut.] widzialną…
Vladimir Nabokov, Prawdziwe życie Sebastiana Knighta