Blog

 

12.10.2019

Czarny anioł

[…]

[Johannes Angelos – narrator i główny bohater powieści mówi o sobie – przyp. aut.]

A pomodliwszy się stałem się znowu zimny jak głaz, jak kawałek lodu. Poczułem siłę w członkach i nieugiętą sztywność w karku i po raz pierwszy od wielu lat doznałem rozkoszy istnienia. Kochałem i czekałem, i wszystko minione obróciło się za mną w popiół, tak jakbym nigdy przedtem nie kochał i nie czekał. Tylko jako blady cień pamiętałem jeszcze dziewczynę z Ferrary, która nosiła perły we włosach i wędrowała po ogrodzie filozofii z ptasią klatką ze złotych drucików uniesioną w białej dłoni tak, jakby niosła latarnię, by oświecać drogę. A później pogrzebałem nieznaną zmarłą, której twarz wyżarły leśne lisy. Przyszła, by szukać swojej klamry od paska. Doglądałem zadżumionych w wysmołowanym baraku, dlatego że nie kończące się spory o literę wiary doprowadziły mnie do rozpaczy. Także i ona była zrozpaczona, ta piękna, nieosiągalna dziewczyna. Zdjąłem z niej skażone zarazą szaty i spaliłem w piecu handlarza soli. Potem spaliśmy z sobą i daliśmy sobie nawzajem ciepło, choć sądziłem, że coś takiego nie może mi się przytrafić. Była przecież księżniczką, a ja tylko tłumaczem w kancelarii papieskiej. To już wnet piętnaście lat od tego czasu. I teraz nic już nie drgało we mnie, gdy ją wspominałem. Musiałem szukać w pamięci, by choćby tylko przypomnieć sobie jej imię, Beatrycze. Książę podziwiał Dantego [jego „Boską Komedię” – przyp. aut.] i czytał francuskie romanse rycerskie. Kazał ściąć własnego syna i własną córkę za rozpustę, a sam spółkował po kryjomu ze swoją córką. Niegdyś w Ferrarze. Dlatego to znalazłem dziewczynę z ogrodu w baraku zadżumionych.

[…]

Po cóż miałbym mówić, skoro jesteś u mnie [mowa o Annie Notaras – kochance, a potem żonie Johannesa Angelosa – przyp. aut.]. A poza tym ludzie używają przecież tych samych słów, ale mówią o odmiennych rzeczach. Posiewem słów jest nieporozumienie i nieufność. Dla mnie wystarczy, że jesteś u mnie. Nie potrzebuję żadnych słów, kiedy tu jesteś.

[…]

przybycie Giovanniego Giustinianiego [Genueńczyk – głównodowodzący obroną Konstantynopola – przyp. aut.] przypieczętowało los Konstantynopola. Odtąd zagłada jest nieunikniona. Możemy odetchnąć z ulgą. Gdyż sułtan Mehmed [z późniejszym przydomkiem Zdobywca – przyp. aut.] nie jest podobny do swego ojca Murada. Na jego słowach nigdy nie można polegać. Ten, kto mu się oddaje ufając jego obietnicom, dobrowolnie klęka przed swoim katem. Odparła: —Mówisz, jak gdybyś chciał, żeby nasze miasto zginęło. Mówisz jak anioł śmierci.

[…]

Z zamkniętymi oczyma wpatrywałem się w gwiazdę w głębi mojej istoty. Granice czasu i przestrzeni znikły. Mój puls osłabł. Moje członki ochłodły.

Ale Bóg nie jest chłodem.

Gwiazda we mnie rozprysła się w olśniewającą nieskończoność. Gorąca ekstaza spłynęła na mnie drżącymi falami.

Ale Bóg nie jest gorącem.

Wtopiłem się w olśniewające światło, byłem jasnością jasności, światłem światła.

Ale Bóg nie jest światłem.

I przyszła ciemność. Ciemniejsza niż ziemska ciemność. Cichsza niż cisza. Miłosierniejsza niż śmierć.

Ale Bóg nie jest ciemnością.

I nie było już ani chłodu, ani gorąca, ani świateł, ani ciemności. Tylko niebyłe było. Bóg był we mnie. Ja byłem w Bogu.

Bóg był.

[…]

Jeśli jest on [sułtan Mehmed – przyp. aut.] człowiekiem, to jest nowym człowiekiem. Pierwszym w swoim rodzaju. Rozpoczyna nowy okres, epokę, która wychowuje innego rodzaju ludzi niż przedtem. Władców nad ziemią, władców nad nocą, którzy w swej krnąbrności i pysze odrzucają niebo i wybierają ziemię. Nie wierzą w nic, poza tym, co mogą udowodnić ich oczy i rozsądek. W swym sercu nie uznają praw ludzkich ani boskich, dlatego że cel jest dla nich jednym prawem. Przynoszą chłód i żar piekielny na powierzchnię ziemi i zmuszają siły natury, by im służyły. Nie lękają się nieskończoności morza ani głębi niebios. Podporządkowawszy sobie całą ziemię i całe morze, budują sobie skrzydła w zapamiętałej żądzy wiedzy, by latać ku gwiazdom i także nimi zawładnąć. Mehmed jest pierwszym człowiekiem z tego pokolenia. Jak możesz wierzyć, że zdołasz mu się oprzeć?

[…]

Jak sądzisz, dlaczego opowiedziałem ci tyle o sobie? — rzekłem [Johannes do Anny – przyp. aut.]. — Dla zabicia czasu, czy żeby stać się interesującym w twoich oczach? Sądziłem, że znasz mnie lepiej. Nie, chciałem ci wykazać, że nie ma żadnego znaczenia to, w co wierzysz ani w czym cię wychowano. Bogactwo i ubóstwo, władza i strach, honor i hańba, wiedza i głupota, brzydota i piękność, dobro i zło — nic nie ma znaczenia samo przez się. Jedynie ważne jest to, co chcemy zrobić z siebie i czym chcemy być. Jedynym prawdziwym grzechem jest zdrada: znać prawdę i nie dotrzymać jej wiary. Sam pozbyłem się wszystkiego. Jestem niczym. Dla mnie jest to czymś największym, co człowiek może osiągnąć. To spokojne poczucie mojej mocy i mojego królestwa. Nic innego nie mam do zaofiarowania. Wybór należy do ciebie.

[…]

Doceniam twoją dobrą wolę, ale gdybym miał ulec pokusie ze strony każdej kobiety, która ściga mnie wzrokiem, nigdy nie opędziłbym się od kobiet. Od młodości ciążyło na mnie przekleństwo, że pożądały mnie więcej, niż ja pożądałem którejś z nich. Za każdym razem jednak, kiedy z całego serca pragnąłem czegoś, ta druga osoba nie pragnęła tego samego co ja. To moja kara.

[…]

Atrament i papier. Dawniej kochałem słodki zapach atramentu i suchy szelest papieru. Obecnie nienawidzę ich. Słowa są zwodnicze jak wszystko, co ziemskie. Są tylko niezdarnymi wyobrażeniami doczesności, które każdy rozumie i tłumaczy sobie, jak chce, wedle własnego uznania i natury. Wieczności nie można wyrazić żadnymi słowami.

[…]

Ukochana — powiedziałem — usiłuję tylko w ubogich i niewystarczających słowach wyrazić, że kocham cię nade wszystko na świecie. Kocham cię rozpaczliwie i niepocieszenie. Jesteś moją Grecją. Jesteś moim Konstantynopolem. W spełnianiu się czasów Konstantynopol musi ulec zagładzie, podobnie jak twoje ciało zostanie kiedyś zniszczone, gdy przyjdzie twój czas. Dlatego miłość ziemska jest przeraźliwie smutna. Kiedy kochamy się nawzajem, jesteśmy więźniami czasu i przestrzeni w sposób bardziej gorzki niż kiedykolwiek indziej. W tobie mieszka tęsknota czasu, rozpaczliwa tęsknota do wszystkiego, co doczesne, do trwania. Ukochana — ciągnąłem — kiedy widzę przed sobą twoją twarz, trupia czaszka prześwieca przez twoje policzki. Przez delikatną skórę widzę odznaczający się szkielet, tak jak wtedy, gdy w miłości budził mnie słowik pod murem cmentarnym. Miłość jest powolną śmiercią. Kiedy cię obejmuję, kiedy całuję twe usta, całuję śmierć. Tak szaleńczo, tak straszliwie kocham ciebie.

[…]

Archimedes i Pitagoras umieli budować maszyny, które przemieniłyby świat. Dawni mędrcy znali sztukę polegającą na tym, by kazać wodzie i parze wykonywać pracę ludzką. Ale nikt nie potrzebował niczego takiego. Toteż nie dbali o to, by te sztuki rozwijać, lecz zwrócili myśli do tajemnych nauk i idei Platona, uważając świat nadprzyrodzony za coś więcej od rzeczywistego. Ale w ich zapomnianych pismach można znaleźć wskazówki, które przydają się także artystom naszych czasów.

[…]

Znalazłem pismo [w bibliotece konstantynopolskiej – przyp. aut.] samego Pitagorasa […] — Cóż to za ślepa plama, którą nawet najmędrsi greccy matematycy i technicy nosili w swym spojrzeniu. Mogli byli poruszyć ziemię z orbity, jak to obiecywał Archimedes, ale kiedy zdawało mi się, że znalazłem nową wiedzę, przeczytałem tylko, że duch mieszka w drzewach, ba, w kamieniach. Także Pitagoras. Mógł był budować maszyny, by pokonać nimi siły natury. Ale on uważał je za mało wartościowe. Uciekał do duszy, do swego wnętrza, do Boga.

[…]

Stałem samotnie przy bramie wypadowej [w Konstantynopolu – przyp. aut.] i czekałem na uzgodniony sygnał rogu do kontrataku. Byłem sam, ale nagle stanął u mego boku ten [anioł śmierci – przyp. aut.], którego spotkałem już w czasie trzęsienia ziemi na Węgrzech, a potem pod Warną [słynna bitwa z Turkami – przyp. aut.] koło zwłok kardynała Cesariniego [dyplomata, legat papieski – przyp. aut.]. Był mroczny, poważny i był moim własnym odbiciem. Poznałem natychmiast u niego moją własną twarz, moje własne spojrzenie.

Mika Waltari, Czarny Anioł



powrót ››