Blog

 

24.03.2019

Córka papieża cz.2

[…]

Jestem żeglarzem i popycham wiosło razem z innymi, by łódź, na której płynę, pokonała wielki kanał. Na tę ozdobną galerę wsiada pewnego dnia brygada złożona z powabnych kobiet i młodzieńców z wysokich rodów. Dowódca brygady pyta głośno: „Czy wśród wioślarzy jest może ktoś, kto coś by zaśpiewał po drodze?”. „Ja!” – wołam bez wahania. I tak rozpoczynam balladę zadedykowaną najpiękniejszej z dam. Na koniec podeszła do mnie wzruszona, po czym wysiadła wraz z resztą podróżników i zniknęła. Przez całą noc i wiele kolejnych myśl o jej uśmiechu nie dawała mi spać. Pojawiał się przed moimi oczami przez cały czas, a zwłaszcza podczas wiosłowania. Dosyć, nie mogłem już wytrzymać na tej łodzi. Postanowiłem zaciągnąć się do wojska. Mój przyjaciel-kapitan stacjonował w Neapolu. Dołączyłem do niego i wstąpiłem do oddziału króla. Ledwie miesiąc później już walczyłem. Rzucając się do ataku, nieprzyjaciel natarł na pierwszą linię rycerzy i piechurów. Jeden z agresorów zaatakował króla, a ja rzuciłem się ku nim i zabiłem go. „Żołnierzu! – zawołał król. – Zawdzięczam ci życie! Gdyby nie ty i twój miecz, już byłoby po mnie”. Objął mnie i powiedział: „Od tej chwili jesteś dla mnie jak syn”. W kolejnej bitwie znów trzymałem się blisko króla. Wygraliśmy. Ja walczyłem jak szalony i przejąłem dowodzenie po kapitanie, którego zabito. Król uczynił mnie generałem, a ja wykazywałem się odwagą i honorem. Podczas ostatniej bitwy na nizinie Padu schwytaliśmy cały dwór króla jednego z miast. I tam rozpoznałem kobietę o cudnym uśmiechu. Była tam królową. Skorzystałem z zamieszania, pochwyciłem ją i posadziłem na koniu. Uciekliśmy razem. W jednym z domów, który do niej należał, kochaliśmy się przez całą noc. Następnego dnia wróciłem do mojego oddziału, a dwa dni później dowiedziałem się, że moja królowa zawarła pokój z wrogim królem – z moim królem. Postanowili się pobrać. Dzięki temu małżeństwu królestwo miało stać się bardziej bezpieczne. Jedna noc, a potem wszystko przepadło. Z mnóstwem pieniędzy wsiadam na brygantynę. Umawiam się z kapitanem, kupuję statek i dowodzenie nim. Los jednak posyła nam naprzeciw okręt Saracenów. Stajemy do walki, przegrywamy, zostajemy uwięzieni i tak staję się wioślarzem w niewoli. Naciskam na wiosło do rytmu, jaki nasz przełożony wyznacza rózgą. Wiosłując, zastanawiam się: „Dlaczego to wszystko się stało?”. I odpowiadam sam sobie: „Wszystko przez jeden uśmiech”.

[…]

Lepiej być żywym za życia niż ładnym po śmierci

[…]

Marzyłem, aby księżyc przekroczył swój łuk i zniknął na firmamencie. – Cóż miałoby to oznaczać? – Starożytni wierzyli, że gdyby podobny fenomen miał miejsce, człowiek spadający z wieży zawisnąłby w pustce, dziecko dla zabawy podrzucone w powietrze zabrałoby ze sobą matkę, a przytulający się kochankowie wniknęliby w siebie nawzajem, stając się jedną tylko istotą.

[…]

Tobie, Lukrecjo, powiem, byś nigdy nie sądziła po pozorach. Mój syn [a mąż Lukrecji - Alfons d’Este – przyp. aut.], którego będziesz musiała teraz wspierać w panowaniu nad księstwem, jest niczym ogromna lipa obrośnięta bluszczem, który tłumi jej zapach. Łatwo pomylić ją z martwym drzewem, które nadaje się tylko na opał, ale jeśli dokładnie się jej przyjrzysz, jeśli spojrzysz głęboko w jej wnętrze, obdarzysz ją miłością jeszcze większą od tej, którą czujesz teraz.

[…]

Ukazana w niej [pantomimie – przyp. aut.] została w sposób groteskowy [alegoryczny – przyp. aut.] chaotyczna sytuacja, w jakiej znalazła się Europa, wstrząsana zdarzeniami nieoczekiwanymi i często katastrofalnymi w skutkach. Podczas prologu na scenę wkraczały wymalowane błazny, w kostiumach i maskach absurdalnych wojowników, którzy ścierali się gwałtownie, prowadząc do prawdziwego roztrzaskiwania pokonanych. Sztuczka polegała oczywiście na szybkiej podmianie aktorów zastępującymi ich kukłami. W dalszej części, w makabryczno-groteskowym tańcu wkraczają na proscenium kolejni komedianci, przebrani za sprzątaczy z wózkami śmieciarzy, którzy nadziewali na grabie resztki zmasakrowanych bohaterów i wrzucali je, nie przestając tańczyć, do kubłów na śmieci. Z tyłu sceny podjeżdżali zwycięzcy usadzeni na tronach, popychanych przez biskupów i innych prałatów. Oto królowa Francji w stroju wojowniczki, przypominająca Joannę d’Arc. Zaraz za nią cesarz Maksymilian, który wpierw w dłoniach trzyma złoty glob, a następnie rzuca go w powietrze w tej samej chwili, kiedy otrzymuje następny, znacznie większy, podany mu zza sceny. Tu rozpoczyna się pokaz żonglerów, a scenę wypełnia niezliczona ilość szmacianych piłek. Pomiędzy żonglerami rozpoznajemy króla Hiszpanii, a tuż obok niego Joannę Szaloną, która chodzi w tę i we w tę, nadziewając planety na żelazny szpikulec.  W wielkim finale wchodzi na scenę papież, który ma na twarzy groteskową maskę Juliusza II. Dotarłszy wraz ze swymi kardynałami na scenę, papież wkracza na podwyższenie, rozkłada szeroko płaszcz, pod którym ukazuje się zbroja wojownika z mieczem i tarczą. Do rytmu błogosławieństw macha bronią i oto obcina głowy kardynałom, którzy jeden po drugim, zdekapitowani, tanecznym krokiem schodzą ze sceny. Wszyscy mimowie i tancerze odchodzą, a na środku pozostaje tylko Joanna d’Arc, Francja, której wręczone zostają ogromne zwoje fałszywego pergaminu. Zwoje zostają rozwinięte i oto ukazują się ogromne mapy całej Lombardii: Brescia, Bergamo, Crema, Cremona i na koniec wielki plan Mediolanu. Święta francuska wojowniczka pochłania wszystkie te mapy, jedną po drugiej, żując je i wypluwając co mniej strawne kawałki. Gdy tak wrzuca sobie do gardła strzępki terytoriów, cała puchnie, a jej zbroja rozpada się na kawałki. Szybko przebrana zostaje w drugą, większą, a potem w jeszcze większą, póki nie zmieni się w uzbrojonego kobietona, który zajmuje całą scenę. Pozostałe państwa próbują uciec, nim pochłonie je ta wielka, łakoma postać. […]  Na koniec zwycięża papież i teraz on zaczyna tyć w mgnieniu oka. Niestety, wybucha [alegoryczna postać śmierci Aleksandra VI – przyp. aut.]. Wszędzie lądują kawałki papieża. Z wysoka jednak bardzo szybko sfruwa nowy papież [Juliusz II – przyp. aut.], który już jest gigantyczny. Cała scena wypełnia się grubą Francją, która próbuje iść naprzód, rozpychając się brzuchem. Wenecja i papiestwo również atakują się brzuchami. Wreszcie, wykończeni, wszyscy upadają na ziemię i zasypiają, melodyjnie chrapiąc.

Dario Fo, Córka papieża



powrót ››