Blog

 

24.09.2019

Zagłada

[...]

Nie chcę umierać tak jak on, by było mniej gąb do żywienia - powiedział szeptem jeden z mężczyzn. Kinzo poślizgnął się na skałach, polując na ośmiornice. Potłukł sobie dotkliwie bok i musiał się położyć do łóżka. Nie mogąc się podnieść, stał się ciężarem dla rodziny, która musiała go karmić, choć na siebie nie pracował. We wsi mającej ograniczoną ilość pożywienia, śmierć chorego oznacza mniej gąb do żywienia. Z początku rodzina i wieś pogrążają się w smutku, ale ponieważ wieśniacy wierzą w wędrówkę dusz, szybko godzą się z losem. Życie jest darem bogów. Po śmierci dusza znika za morzami, lecz po pewnym czasie powraca do wsi i zamieszkawszy w łonie kobiety, odradza się jako noworodek. Śmierć jest, więc okresem głębokiego odpoczynku przed powtórnym narodzeniem i uważa się, że zbyt długi smutek po zmarłych zakłóciłby ich spokój. Nagrobki i tabliczki są zwrócone ku morzu, by wyrazić życzenie o powrót dusz do wioski.

[…]

Na początku marca odbywała się ceremonia modłów o obfite połowy w tym roku i Isaku [podmiot liryczny tej opowieści – przyp. aut.] poszedł na plażę wraz z innymi wieśniakami. W małej łódce ustawiono dwie cienkie bambusowe tyczki, a pomiędzy nimi rozciągnięto powróz, z którego zwisały ofiarne skrawki płótna. Odświętnie przyodziany wójt pojawił się na plaży i łódkę zepchnięto na wodę. Właściciel łódki chwycił za wiosła, gdy dosiadła się do niego ciężarna żona. Łódź oddaliła się od brzegu. Mężczyzna wiosłował, chwiały się bambusowe tyczki, a skrawki płótna powiewały na lekkim wietrze. Łódka odpłynęła mniej więcej czterdzieści metrów i zatrzymała się. Kobieta wstała i chwyciwszy brzeg kimona, rytmicznymi szarpnięciami zaczęła je podciągać do góry. Pokazując bogu morza swój nabrzmiały brzuch i srom, prosiła o wielkie rozmnożenie ryb. Wieśniacy złożyli dłonie w modlitwie. Przy każdym podciągnięciu kimona ukazywały się masywne uda i pośladki kobiety. Kobieta powtarzała swoje ruchy, a mężczyzna jedną ręką trzymając wiosło, drugą chwycił garnek i wylał na powierzchnię morza wino. Dopiero wtedy kobieta opuściła kimono i usiadła na dnie łodzi.

[…]

Nadeszło Święto Zmarłych i połowy przerwano. Wieśniacy z całymi rodzinami wspięli się górską drogą, umyli i oczyścili groby, a po powrocie do domu złożyli w ofierze na buddyjskich ołtarzykach zboże i suszone ryby. Wieczorem w każdym domu w drzwiach zapalono konopne badyle, a na plaży w piasek wetknięto pochodnie. Robiono to, aby powitać dusze zmarłych, które odeszły za morze. Dusze przebędą ciemność nocy, kierując się światłem pochodni na plaży, a potem odnajdą swoje domy po świetle płonących paździerzy. Mówiono też, że przed wejściem do domu dusze obmywają stopy, dlatego w przedsionku stawiano cebrzyki napełnione czystą wodą. Było to pierwsze Święto Zmarłych po śmierci Teru [siostra Isaku – przyp. aut.] w lutym, więc matka wycięła wąski pęd bambusa, przymocowała do niego kawałek białego płótna i ustawiła w drzwiach. Najwyraźniej znowu ogarnął ją smutek z powodu utraty dziecka, bo długo stała obok bambusa. Po trzech dniach zaniesiono na plażę łódkę dla dusz zrobioną z kory i bambusa, a małe dzieci biegały po wsi, krzycząc: „Łódka odpływa! Isaku, z ofiarami z ołtarzyka buddyjskiego w rękach, szedł na plażę za matką niosącą bambus z białym płótnem. Na wodzie przy brzegu kołysała się łódka, która miała odprowadzić dusze. Za przykładem wieśniaków Isaku włożył do niej ofiary, a matka wetknęła bambusową tyczkę. Zgodnie ze wskazówkami wójta łódka została odciągnięta od brzegu przez dwie łodzie rybaków. W odległości około czterdziestu metrów od brzegu łodzie się zatrzymały i odwiązano linę. Jeden z rybaków wrzucił do łódki pochodnię i łódka zaczęła się palić. Spowita płomieniami powoli oddalała się na pełne morze. Widać było, jak spala się i opada bambus z białym płótnem. Dusze zmarłych wracały za morze, oświetlając sobie drogę blaskiem płomieni płonącej łódki. Powierzchnię morza pokryła ciemność, ogień stopniowo się oddalał i wkrótce zgasł. Isaku wraz z matką długo stali na plaży i wpatrywali się w morze.

[…]

Czasami myślał o własnej śmierci. O tym, jak jego ciało zostanie spalone, a kości pogrzebane w ziemi. W czasie palenia zwłok dusza odchodzi ze wsi i kieruje się ku morzu. Odbędzie prawdopodobnie długą podróż, zanim dotrze do miejsca za morzem, w którym zbierają się dusze zmarłych z jego wsi. Miejsce spotkań dusz znajduje się w głębinie na dnie morza. Wszystko jest tam jasne i przejrzyste. Łagodnie falują świeże wodorosty, gęste jak las. Do skał przyczepione są pąkle i wielobarwne muszle lśniące macicą perłową. Małe rybki pływają, połyskując srebrnymi łuskami. Gdy rybka płynąca na przedzie zawraca, wszystkie inne też zawracają, niby tańczące płatki gęstego śniegu. Morze jest zawsze spokojne, temperatura wody też się nie zmienia. Dusze są odziane w szaty przezroczyste jak ciało meduzy, ich włosy nabierają żywego połysku. Zawsze się uśmiechają i nie odzywają się do siebie, pogrążone w głębokim śnie śmierci. Wśród nich jest babcia, którą Isaku bardzo mało pamięta i siostrzyczka Teru, nieżyjąca od półtora roku. Ci stojący za nim to na pewno przodkowie. Isaku podchodzi i staje obok Teru. Sam nie wie, jak to się stało, ale i on jest odziany w przezroczyste szaty i czuje, że na jego twarzy maluje się spokojny uśmiech. Jest to ciepłe, przyjemne uczucie. Co pewien czas jakaś dusza oddala się rozkołysanym ruchem, odprowadzana wzrokiem przez pozostałe. Oddalająca się dusza powraca do wsi. Dzięki połączeniu kobiety i mężczyzny zamieszkuje w łonie kobiety. Ciekawe, kiedy jego, Isaku, dusza powróci do wsi. Pewnie po wielu latach i miesiącach. Nigdy nie miał wątpliwości, że sam też jest odrodzoną duszą, która zamieszkała w łonie jego matki. I uważał, że ta wizja miejsca spotkań dusz za morzem nie jest jedynie tworem jego wyobraźni, ale że poznał to miejsce dobrze, gdyż kiedyś tam był. Śmierć go specjalnie nie przerażała, gdy myślał, że po niej znajdzie miejsce odpoczynku. Lecz gdyby miał zostać zaciągnięty gdzieś indziej i tam zabity, jego dusza prawdopodobnie nie umiałaby dotrzeć do miejsca spotkań zmarłych z rodzinnej wsi. Na pewno zostałaby strącona do piekła, w którym tłoczą się nieznane dusze o stalowych spojrzeniach.

[…]

Czerwień to kolor pomyślny. Ludzie ubierają się na czerwono, gdy świętują osiągnięcie sędziwego wieku. Słyszałem też, że jak ktoś w podeszłym wieku umrze, maluje się jego trumnę na czerwono, na znak, że przeżył długie życie. Widziałem także w sąsiedniej wsi mnicha odzianego na czerwono i był to jakiś ważny mnich - powiedział starzec pewnym głosem. Isaku pomyślał, że to rozumowanie na pewno jest słuszne. We wsi też panował zwyczaj, zgodnie, z którym kobiety przyjmujące poród podwiązywały rękawy kimona czerwonymi paskami, toteż wieśniacy nabrali przekonania, że kolor czerwony, jako towarzyszący urodzeniu, jest pomyślny.

Yoshimura Akira, Zagłada

, by było mniej gąb do żywienia - powiedział szeptem jeden z mężczyzn. Kinzo poślizgnął się na skałach, polując na ośmiornice. Potłukł sobie dotkliwie bok i musiał się położyć do łóżka. Nie mogąc się podnieść, stał się ciężarem dla rodziny, która musiała go karmić, choć na siebie nie pracował. We wsi mającej ograniczoną ilość pożywienia, śmierć chorego oznacza mniej gąb do żywienia. Z początku rodzina i wieś pogrążają się w smutku, ale ponieważ wieśniacy wierzą w wędrówkę dusz, szybko godzą się z losem. Życie jest darem bogów. Po śmierci dusza znika za morzami, lecz po pewnym czasie powraca do wsi i zamieszkawszy w łonie kobiety, odradza się jako noworodek. Śmierć jest, więc okresem głębokiego odpoczynku przed powtórnym narodzeniem i uważa się, że zbyt długi smutek po zmarłych zakłóciłby ich spokój. Nagrobki i tabliczki są zwrócone ku morzu, by wyrazić życzenie o powrót dusz do wioski.

[…]

Na początku marca odbywała się ceremonia modłów o obfite połowy w tym roku i Isaku [podmiot liryczny tej opowieści – przyp. aut.] poszedł na plażę wraz z innymi wieśniakami. W małej łódce ustawiono dwie cienkie bambusowe tyczki, a pomiędzy nimi rozciągnięto powróz, z którego zwisały ofiarne skrawki płótna. Odświętnie przyodziany wójt pojawił się na plaży i łódkę zepchnięto na wodę. Właściciel łódki chwycił za wiosła, gdy dosiadła się do niego ciężarna żona. Łódź oddaliła się od brzegu. Mężczyzna wiosłował, chwiały się bambusowe tyczki, a skrawki płótna powiewały na lekkim wietrze. Łódka odpłynęła mniej więcej czterdzieści metrów i zatrzymała się. Kobieta wstała i chwyciwszy brzeg kimona, rytmicznymi szarpnięciami zaczęła je podciągać do góry. Pokazując bogu morza swój nabrzmiały brzuch i srom, prosiła o wielkie rozmnożenie ryb. Wieśniacy złożyli dłonie w modlitwie. Przy każdym podciągnięciu kimona ukazywały się masywne uda i pośladki kobiety. Kobieta powtarzała swoje ruchy, a mężczyzna jedną ręką trzymając wiosło, drugą chwycił garnek i wylał na powierzchnię morza wino. Dopiero wtedy kobieta opuściła kimono i usiadła na dnie łodzi.

[…]

Nadeszło Święto Zmarłych i połowy przerwano. Wieśniacy z całymi rodzinami wspięli się górską drogą, umyli i oczyścili groby, a po powrocie do domu złożyli w ofierze na buddyjskich ołtarzykach zboże i suszone ryby. Wieczorem w każdym domu w drzwiach zapalono konopne badyle, a na plaży w piasek wetknięto pochodnie. Robiono to, aby powitać dusze zmarłych, które odeszły za morze. Dusze przebędą ciemność nocy, kierując się światłem pochodni na plaży, a potem odnajdą swoje domy po świetle płonących paździerzy. Mówiono też, że przed wejściem do domu dusze obmywają stopy, dlatego w przedsionku stawiano cebrzyki napełnione czystą wodą. Było to pierwsze Święto Zmarłych po śmierci Teru [siostra Isaku – przyp. aut.] w lutym, więc matka wycięła wąski pęd bambusa, przymocowała do niego kawałek białego płótna i ustawiła w drzwiach. Najwyraźniej znowu ogarnął ją smutek z powodu utraty dziecka, bo długo stała obok bambusa. Po trzech dniach zaniesiono na plażę łódkę dla dusz zrobioną z kory i bambusa, a małe dzieci biegały po wsi, krzycząc: „Łódka odpływa! Isaku, z ofiarami z ołtarzyka buddyjskiego w rękach, szedł na plażę za matką niosącą bambus z białym płótnem. Na wodzie przy brzegu kołysała się łódka, która miała odprowadzić dusze. Za przykładem wieśniaków Isaku włożył do niej ofiary, a matka wetknęła bambusową tyczkę. Zgodnie ze wskazówkami wójta łódka została odciągnięta od brzegu przez dwie łodzie rybaków. W odległości około czterdziestu metrów od brzegu łodzie się zatrzymały i odwiązano linę. Jeden z rybaków wrzucił do łódki pochodnię i łódka zaczęła się palić. Spowita płomieniami powoli oddalała się na pełne morze. Widać było, jak spala się i opada bambus z białym płótnem. Dusze zmarłych wracały za morze, oświetlając sobie drogę blaskiem płomieni płonącej łódki. Powierzchnię morza pokryła ciemność, ogień stopniowo się oddalał i wkrótce zgasł. Isaku wraz z matką długo stali na plaży i wpatrywali się w morze.

[…]

Czasami myślał o własnej śmierci. O tym, jak jego ciało zostanie spalone, a kości pogrzebane w ziemi. W czasie palenia zwłok dusza odchodzi ze wsi i kieruje się ku morzu. Odbędzie prawdopodobnie długą podróż, zanim dotrze do miejsca za morzem, w którym zbierają się dusze zmarłych z jego wsi. Miejsce spotkań dusz znajduje się w głębinie na dnie morza. Wszystko jest tam jasne i przejrzyste. Łagodnie falują świeże wodorosty, gęste jak las. Do skał przyczepione są pąkle i wielobarwne muszle lśniące macicą perłową. Małe rybki pływają, połyskując srebrnymi łuskami. Gdy rybka płynąca na przedzie zawraca, wszystkie inne też zawracają, niby tańczące płatki gęstego śniegu. Morze jest zawsze spokojne, temperatura wody też się nie zmienia. Dusze są odziane w szaty przezroczyste jak ciało meduzy, ich włosy nabierają żywego połysku. Zawsze się uśmiechają i nie odzywają się do siebie, pogrążone w głębokim śnie śmierci. Wśród nich jest babcia, którą Isaku bardzo mało pamięta i siostrzyczka Teru, nieżyjąca od półtora roku. Ci stojący za nim to na pewno przodkowie. Isaku podchodzi i staje obok Teru. Sam nie wie, jak to się stało, ale i on jest odziany w przezroczyste szaty i czuje, że na jego twarzy maluje się spokojny uśmiech. Jest to ciepłe, przyjemne uczucie. Co pewien czas jakaś dusza oddala się rozkołysanym ruchem, odprowadzana wzrokiem przez pozostałe. Oddalająca się dusza powraca do wsi. Dzięki połączeniu kobiety i mężczyzny zamieszkuje w łonie kobiety. Ciekawe, kiedy jego, Isaku, dusza powróci do wsi. Pewnie po wielu latach i miesiącach. Nigdy nie miał wątpliwości, że sam też jest odrodzoną duszą, która zamieszkała w łonie jego matki. I uważał, że ta wizja miejsca spotkań dusz za morzem nie jest jedynie tworem jego wyobraźni, ale że poznał to miejsce dobrze, gdyż kiedyś tam był. Śmierć go specjalnie nie przerażała, gdy myślał, że po niej znajdzie miejsce odpoczynku. Lecz gdyby miał zostać zaciągnięty gdzieś indziej i tam zabity, jego dusza prawdopodobnie nie umiałaby dotrzeć do miejsca spotkań zmarłych z rodzinnej wsi. Na pewno zostałaby strącona do piekła, w którym tłoczą się nieznane dusze o stalowych spojrzeniach.

[…]

Czerwień to kolor pomyślny. Ludzie ubierają się na czerwono, gdy świętują osiągnięcie sędziwego wieku. Słyszałem też, że jak ktoś w podeszłym wieku umrze, maluje się jego trumnę na czerwono, na znak, że przeżył długie życie. Widziałem także w sąsiedniej wsi mnicha odzianego na czerwono i był to jakiś ważny mnich - powiedział starzec pewnym głosem. Isaku pomyślał, że to rozumowanie na pewno jest słuszne. We wsi też panował zwyczaj, zgodnie, z którym kobiety przyjmujące poród podwiązywały rękawy kimona czerwonymi paskami, toteż wieśniacy nabrali przekonania, że kolor czerwony, jako towarzyszący urodzeniu, jest pomyślny.

Yoshimura Akira, Zagłada



powrót ››