Blog

 

27.11.2019

Galaktyczny druciarz

[...]

Człowiek jest upadłym aniołem, pomyślał Joe Fernwright [właściwy tytułowi powieści - druciarz a w zasadzie zapomniany na Ziemi konserwator porcelany – przyp. aut.]. Kiedyś wszystkie anioły były jednakowe. W czasach, gdy miało się szansę wyboru między dobrem a złem, łatwo było być aniołem. Ale potem coś się stało. Coś nawaliło, zepsuło się, pękło. I anioły stanęły już nie przed wyborem dobra czy zła, ale mniejszego zła. To zamieniło je w ludzi.

[…]

Siła. Siła przetrwania, pomyślał i przeciwstawiający się jej spokój niebytu. Co jest lepsze. Siła zawsze się w końcu wyczerpuje, więc może tu leży odpowiedź. Siła, przetrwanie to rzeczy przemijające, a spokój i niebyt są ponadczasowe. Istniały przed jego narodzeniem i będą istnieć po śmierci. Uzyskany wówczas okres na wykształcenie siły, to tylko epizod, krótki moment na napięcie mięśni w ciele, które wkrótce powróci do swego prawowitego właściciela.

[…]

Żadna istota nie zna siebie samej - powiedział Glimmung [postać z sąsiedniej planety, która zleciła naszemu druciarzowi wykonanie konserwacji rozbitej przed wiekami porcelany spoczywającej na dnie morza – przyp. aut.]. - Ty siebie nie znasz; nic o sobie nie wiesz; nawet o podstawowych rzeczach. Czy pojmujesz, czym może być dla ciebie Podniesienie [mowa o podniesieniu tajemniczej katedry z dna morskiego na ląd – przyp. aut.]? Wszystko, co było twym potencjałem, co trwało w zawieszeniu, wszystko to zostanie uruchomione. Wszyscy, którzy w konspiracji przygotowują Podniesienie, wszyscy w to zamieszani, z setek planet rozrzuconych po Galaktyce, zaistnieją. Ty nigdy nie istniałeś, panie Fernwright. Ledwie egzystujesz. Być znaczy działać. A my zrobimy wielką rzecz, Joe Fernwright - głos Glimmunga grzmiał jak stal.

[…]

Ponieważ nie ma małych spraw. Tak jak nie ma małego życia. Życie jakiegoś owada, pająka jest tak wielkie jak twoje, a twoje tak wielkie jak moje. Życie to życie. Chcesz żyć tak samo, jak ja. Przeszedłeś przez siedem miesięcy piekła, czekając dzień za dniem na to, czego potrzebujesz... tak jak czeka pająk. Pomyśl o pająku, panie Joe Fernwright. Pająk snuje swą pajęczynę. Potem robi sobie jedwabny domek na jednym z jej krańców, by widzieć, gdy wpadnie coś do jedzenia. Coś, co potrzebne jest mu do życia. Pająk czeka. Mija dzień. Dwa dni. Tydzień. On nadal czeka; nie może robić nic innego. Mały nocny łowca. Załóżmy, że coś wpada do sieci i pająk przeżywa. Albo nic nie wpada, a on czeka i myśli: „Nie złowię nic na czas. Jest już za późno". I ma rację; umiera czekając.

[…]

Podniesienie wymaga wielkiego kunsztu, wielu kunsztów, wiedzy i rzemiosła, wielu rodzajów sztuk. Czy nadal masz ze sobą tę skorupę? Joe wydobył z kieszeni wspaniały malutki odłamek. Położył go na środku stolika, przy pustym talerzu po zupie. Są ich tysiące - oznajmił Glimmung. Jak sądzę, masz jeszcze przed sobą około stu lat życia. Nie można tego ukończyć w ciągu stu lat; będziesz chodził pomiędzy tymi pięknymi skorupkami aż do dnia swej śmierci. I spełni się twoje marzenie; będziesz istniał prawdziwie, aż do końca. A istniejąc naprawdę, nigdy nie zginiesz.

[…]

Ale zajmijmy się najpierw pożądaniem - stwierdził robot [Willy - android lub lepiej humanoid oprowadzający naszego druciarza po obcej mu planecie – przyp. aut.]. - Jak dobrze wiadomo, najbardziej pożąda się owocu zakazanego. Im większe tabu, tym większe podniecenie. A zatem Amalita [postacie z mitologii planety Plowmana – przyp. aut.] stworzyła sobie siostrę, Borel. Następnym podniecającym aspektem miłości jest kochanie kogoś z natury złego, kogo w razie braku uczucia można by się obawiać. Amalita sprawiła więc, by jej siostra była zła. Zaczęła ona natychmiast niszczyć to, co przez wieki stworzyła tamta.

Kolejnym potężnym stymulatorem miłości jest kochanie kogoś potężniejszego od siebie. Więc Amalita sprawiła, by jej siostra była w stanie górować nad nią. Potem próbowała się jej przeciwstawić, ale Borel była już zbyt potężna; tak jak tego chciała Amalita. I w końcu ostatnia rzecz. Obiekt miłości sprawia, że zniżamy się do jego poziomu, gdzie królują wyznaczane przezeń nieetyczne prawa. Doświadczamy tego przy wydobywaniu Heldscalli [nazwa tajemniczej katedry spoczywającej na dnie morza – przyp. aut.]. Każde z was będzie musiało zejść do Podwodnego Świata, którym nie rządzą już prawa Amality. Nawet Glimmung w końcu zanurzy się w oceanie przesiąkniętym nieprzychylną mocą Boreli.

[…]

Gdy byłem na Ziemi, przydarzyła mi się dziwna rzecz. Niby nic szczególnego. Wyjąłem z kredensu rzadko używaną cukierniczkę. Znalazłem w niej martwego pająka. Umarł z głodu. Niewątpliwie wpadł do cukierniczki i nie mógł się z niej wydostać. Sedno w tym, że utkał sobie w tej pułapce pajęczynę. Na samym dnie. Najlepszą na jaką go było stać w tych okolicznościach. Gdy znalazłem go martwego i ujrzałem tę beznadziejną pajęczynę, wiedziałem, że nie miał szans. Nawet gdyby czekał wiecznie, nie złowiłby żadnej muchy. Czekał aż do śmierci. Próbował jak najlepiej, ale był w beznadziejnej sytuacji. Zawsze się zastanawiałem, czy wiedział, że ona jest beznadziejna. Czy tkając pajęczynę, zdawał sobie sprawę, że będzie bezużyteczna?

Philip Dick, Galaktyczny druciarz



powrót ››