01.03.2021

[…]
Dziewczyna skinęła głową. - Hugh zerwał zaręczyny, ponieważ uważa, że jest psychicznie chory - wyjaśniła spokojnie. - Jego zdaniem szaleńcy nie powinni się żenić. Herkules Poirot minimalnie uniósł brwi. - A pani się z nim nie zgadza? - Sama nie wiem... A zresztą, cóż to jest choroba psychiczna? Każdy jest na swój sposób postrzelony. - Podobno - przyznał detektyw dyplomatycznie. - Dopiero jak człowiek zaczyna sobie wyobrażać, że jest jajkiem na twardo, czas, żeby go zamknąć.
[…]
Poirot, z głową lekko przechyloną na bok, zachowywał wyczekującą postawę. Wyglądał jak zamyślony drozd. - Chodzi o odzyskanie dzieła sztuki - ciągnął kolekcjoner. - Ściślej mówiąc, szczerozłotego, cyzelowanego kielicha, pochodzącego z epoki Renesansu. Podobno kielicha tego używał papież Aleksander VI - Roderigo Borgia. Czasami pozwalał napić się z niego wybranemu gościowi. Gość taki, panie Poirot, zazwyczaj umierał. - Ładna historia - mruknął Poirot. - Dzieje tego naczynia były nieodłącznie związane z gwałtem. Kradziono je wielokrotnie. Aby je zdobyć, popełniano morderstwa. Pasmo krwi ciągnie się za nim przez wieki. - Z powodu jego wartości czy też z jakichś innych przyczyn? - Jego wartość sama w sobie z całą pewnością jest znaczna. To arcydzieło - podobno kielich ten wyszedł spod ręki Benvenuto Celliniego. Wyobrażono na nim jabłoń, którą opasuje wysadzany kamieniami wąż. Same jabłka wykonane są z nadzwyczaj pięknych szmaragdów. - Jabłka? - powiedział cicho Poirot, nagle wyraźnie zainteresowany. - Szmaragdy są wyjątkowo wspaniałe, podobnie zresztą jak i rubiny na wężu, ale naturalnie prawdziwa wartość kielicha tkwi w jego historii. W 1929 roku wystawił go na sprzedaż markiz di San Veratrino. Kolekcjonerzy prześcigali się w licytacji, aż w końcu zdobyłem go dla siebie za sumę równą - po ówczesnym kursie przeliczeniowym - trzydziestu tysiącom funtów. Poirot uniósł brwi. - W rzeczy samej, królewska cena! - mruknął. - Markiz di San Veratrino miał szczęście. - Jeśli czegoś chcę, panie Poirot, to płacę - oświadczył Emery Power. - Nie wątpię, że zna pan hiszpańskie przysłowie: "Bierz, co chcesz, i płać za to - tak mówi Bóg"? Przez chwilę finansista zmarszczył brwi; w jego oczach mignął gniewny błysk. - Ma pan usposobienie filozofa, panie Poirot - rzekł sucho. - Doszedłem do wieku, w którym człowiek staje się refleksyjny, monsieur. - Nie wątpię. Ale same refleksje nie zwrócą mi mojego kielicha. - Tak pan sądzi? - Moim zdaniem należy działać.
[…]
W niewielkiej sali przyjęć w klasztorze Herkules Poirot opowiedział całą historię i przekazał kielich siostrze przełożonej. - Niech mu pan powie, że dziękujemy i że będziemy się za niego modlić - powiedziała cicho. - On potrzebuje waszych modlitw - rzeki detektyw łagodnie. - Czyżby był nieszczęśliwy? - Tak bardzo nieszczęśliwy, że zapomniał, czym jest szczęście. Jest tak nieszczęśliwy, że sam o tym nie wie. - Ach, bogaty... - szepnęła zakonnica. Herkules Poirot nie odpowiedział - wiedział, że wszelkie słowa są zbędne.
[…]
Herkules Poirot, kiwając się z boku na bok w wagonie metra i obijając raz o tego, raz o innego sąsiada, myślał w duchu, że na świecie jest stanowczo za dużo ludzi! A już z całą pewnością było ich za dużo w podziemnym świecie Londynu o tej konkretnej godzinie (szóstej trzydzieści wieczorem). Upał, hałas, tłum, ścisk... niemiły dotyk dłoni, ramion, brzuchów i pleców! Otoczony i ściśnięty przez obcych... okropność, pomyślał z niesmakiem - przez szarych i nieciekawych obcych! Ludzkość oglądana tak w ciżbie nie przedstawia się zbyt atrakcyjnie. Jakże rzadko spotyka się twarz promieniującą inteligencją, jak rzadko widuje się teraz kobietę dobrze urodzoną! Jakaż to namiętność każe kobietom robić na drutach nawet w najbardziej nieodpowiednich po temu warunkach? Kobieta robiąca na drutach nigdy nie wygląda zbyt korzystnie; zaabsorbowana, wzrok szklany, niespokojne, pracowicie migające palce! Potrzeba kociej zwinności i napoleońskiej siły woli, aby robić na drutach w zatłoczonym metrze, ale kobietom jakoś się to udaje. Gdy tylko złapią miejsce siedzące, natychmiast wyciągają jakąś nędzną robótkę i druty ze stukotem wkraczają do akcji! Ani chwili wytchnienia, myślał Poirot, ani odrobiny kobiecego wdzięku! Jego staroświecka dusza buntowała się przeciw stresom i pośpiechowi współczesnego świata. Wszystkie te młode kobiety, które go otaczały - tak podobne jedna do drugiej, tak pozbawione uroku, tak wyzbyte bujnej, ponętnej kobiecości! On wymagał czegoś barwniejszego. Ba, ujrzeć jakąś kobietę światową, szykowną, sympatyczną, uduchowioną... kobietę o obfitych wypukłościach, kobietę zabawnie, ekstrawagancko ubraną! Kiedyś były takie kobiety, ale teraz... teraz...
[…]
- Uważam, że jest to bardzo ciekawy okaz - oświadczyła doktor Alice Cunningham. - Naturalnie, interesuje mnie jako matka mężczyzny, z którym mam się pobrać, ale także i od strony zawodowej. - Tak? - Tak. Piszę książkę o psychologii przestępców. Moim zdaniem nocne życie w tym lokalu jest bardzo kształcące. Mamy tu kilku przestępców, którzy przychodzą regularnie. Z niektórymi rozmawiałam o ich dzieciństwie. Oczywiście, wie pan wszystko o przestępczych skłonnościach Very [współwłaścicielki lokalu nocnego „Piekło” – przyp. aut.] ... o tym, że kradnie? - Cóż, tak.... wiem o tym - przyznał Poirot, nieco zaskoczony. - Ja na własny użytek nazywam to kompleksem sroki. Wie pan, że ona kradnie zawsze rzeczy błyszczące. Nigdy pieniędzy. Zawsze klejnoty. Dowiedziałam się, że w dzieciństwie była rozpieszczana i psuta, ale też trzymana pod kloszem. Życie było dla niej nieprawdopodobnie nudne... nudne i bezpieczne. Jej charakter domagał się dramatu... pragnął kary. To właśnie leży u podłoża jej folgowania złodziejskim skłonnościom. Pragnie poczucia ważności, rozgłosu z powodu kary!
Dwanaście prac Herkulesa, Agatha Christie