03.11.2020

[…]
Ateńczycy chętnie spierali się o wszystko, często po prostu tylko po to, by prowadzić spór. Zawiłe dylematy i trudne wybory moralne zdawały się ich cieszyć. Persowie byli do nich bardziej podobni, niż którykolwiek byłby gotów to przyznać. Cyrus na własne oczy widział, jak przekupnie na bazarze ignorują tłum chętnych do zakupu tylko dlatego, aby dobić interesu z jedynym klientem, który próbuje się targować. Spartanie nigdy nie skrywali swojej dumy, chociaż ich wrogowie nazywali taką postawę arogancją. Ponad wszystko stawiali też prostotę, a to znaczyło, że kwestią osobistego honoru było dla nich unikanie kłamstw i oszustw, chociażby dlatego, żeby nie razić przyjaciół albo dodawać otuchy słabszym.
[…]
Był to jakby teatr naśladujący wojnę. Cyrus [książę perski, pretendent do tronu perskiego – przyp. aut.] słyszał, że Grecy uwielbiają spektakle i kreowane przez aktorów wielkie tragedie rozgrywające się na ich oczach. Oglądają je, płaczą lub się śmieją, a po ich zakończeniu opuszczają teatr jakby orzeźwieni. Sam nie interesował się takimi rzeczami, chociaż zastanawiał się, czy po prostu nie odgrywają swego rodzaju spektaklu także w czasie ćwiczeń wojskowych. Gdy w pobliżu nie było wroga, widział niewielką różnicę pomiędzy siłami z miast greckich a wojskami z własnego imperium. Persowie też potrafili maszerować, zmieniać szyki i rozwijać się w różne formacje. Jednak gdy brzmiały dźwięki rogów, kiedy wyciągano miecze, aby przelewać krew i siać śmierć, Grecy przenikali przez linie Persów niczym wielki żelazny sierp, po prostu kładąc ich pokotem na ziemi. To zjawisko było dla niego zagadką. Nawet zastępy Nieśmiertelnych [gwardia elitarna wojsk perskich – przyp. aut.] nie radziły sobie w zmaganiach przeciwko Grekom, w szczególności przeciwko Spartanom. Cyrus wiedział, jak wielkie znaczenie miała dla greckich żołnierzy tarcza przekazywana z ojca na syna, miecz przekazywany przez brata bratu czy brązowy hełm dziedziczony po stryju. Każdy z nich angażował w walce nierzadko honor całej rodziny. Można było ich zabić, nie można było jednak zmusić ich do ucieczki, gdyż zawsze obserwowały ich z innego świata dusze dzielniejszych wojowników, którzy już polegli.
[…]
Cyrus pomyślał o dwóch młodych Ateńczykach, którzy jeździli konno niczym wicher. Z całą pewnością nie byli przyjaciółmi, a mimo wszystko jeden z nich, Ksenofont, zaryzykował życie, aby ocalić drugiego. Trudno było takich mężczyzn nie podziwiać. Cyrus od zawsze znał swoją pozycję w rodzinie i na perskim dworze. I zawsze wiedział, że poddanie się tej sytuacji może być rodzajem śmierci, życiem nieprzeżytym. Cóż, postanowił jednak diametralnie to życie odmienić. Odniesie sukces lub przegra, jednak nikt nie będzie mógł powiedzieć, że poddał się swojemu przeznaczeniu. Uśmiechnął się do siebie. Ta myśl poprawiła mu samopoczucie.
[…]
… życie, na które składa się wyłącznie wojna, nie daje szczęścia. Kiedy człowiek przez miesiące i lata nie myśli o niczym innym, traci wszystko, co w życiu najważniejsze. To samo dotyczy zemsty, jeśli dopuścisz, aby była jedyną motywacją działania. Człowieka może zniszczyć własna wściekłość, Wasza Wysokość, widywałem takie przypadki. Ogarnięty nią mężczyzna nie potrafi logicznie myśleć, gdy kieruje nim wielka nienawiść. Jego serce jest wówczas bliskie eksplozji, a twarz traci rysy niczym topniejący wosk. Przypuszczam, że gdybym w domu nie miał żony, synów i córek, nie pracowałbym tak ciężko. Kiedy tam przebywam, hołubię ten skrawek mojej własnej ziemi, na którym zawsze panuje pokój. Uprawiam drzewa oliwne i cebulę. Myślę o tym pięknym miejscu, kiedy jestem głuchy i ślepy, bo wokół mnie metal uderza o metal, a w powietrzu unosi się zapach śmierci.
[…]
Cyrus dostrzegł, że jeden z Greków spogląda na kawałek melona o sierpowatym kształcie, a następnie sprawdza kciukiem jego „ostrość”. Księcia to rozbawiło, chociaż zarazem zwiększyło podziw dla Greków. Grecy stawiali sztuki teatralne ponad poezję, dyscyplinę ponad posłuszeństwo, słowa ponad muzykę. Przez ostatnie lata nauczył się o nich wszystkiego, co tylko mógł – a najwięcej w ciągu ostatnich miesięcy spędzonych w drodze. Zbliżył się do tych mężczyzn bardziej, niż mógłby się spodziewać. Odkrył, że bliskie obcowanie z żołnierzami daje rzadką okazję do wniknięcia w ich dusze. Wiedział już, jak mocno ich sukcesy wojenne opierają się na dumie osobistej i że Grecy nie mają sobie równych na polu walki ani w sztukach pięknych. Skrzywił się, kiedy przypomniał sobie wieczór muzyki perskiej, jaki zorganizował dla swoich dowódców. Wzbudziła ona mnóstwo śmiechu, ale najgorsze było to, że chociaż wszyscy Grecy starali się powstrzymywać śmiech, zupełnie im to nie wychodziło.
[…]
„Jakiego wieku zamierzam dożyć? Przecież się już nie zestarzeję, jeżeli jutro oddam się w ręce wroga”.
[…]
Klearchos [dowódca spartański w służbie najemnej u księcia perskiego – przyp. aut.] w wieku siedmiu lat zabrano go z domu rodziców do żołnierskich koszar. Kiedy miał lat dwanaście, inni chłopcy traktowali go jak wilka. Jako żołnierz miał prawo do jednego płaszcza rocznie. Bywało, że stara odzież na nim gniła i po prostu biegał nagi pod płaszczem, a poza tym przez całe miesiące prawie się nie mył. Teraz tęsknił za ciężarem swojego płaszcza przerzuconego przez ramiona, mimo że bez niego poczuł się lżejszy, jakby Pallakis [metresa Klearchosa – przyp. aut.] wraz z nim zdjęła z niego część bólu, jaki sprawił mu dzisiejszy dzień.
[…]
Już wcześniej się przekonałem – ciągnął Ksenofont [po Klearchosie przywódca najemnych wojsk greckich – przyp. aut.] – że ci, którzy najbardziej chcą ocalić życie, najszybciej je tracą. Ci, którzy przede wszystkim pragną bić się o nie w honorowej walce, gdy już opadnie kurz bitwy, przeważnie pozostają przy życiu. Widywałem takich ludzi, którzy dożyli starczego wieku, a w ostatnich latach, gdy pamięć o przemocy była już tylko ich odległym wspomnieniem, oddawali się rozważaniom filozoficznym.
[…]
Myślałem, że Spartanie się nie śmieją – mruknął Ksenofont, któremu humor wcale nie dopisywał. Kto tak powiedział? Gdybyśmy się nie śmiali, przynajmniej kochając się lub walcząc, jakże smutny byłby nasz świat. Widziałem kiedyś, jak pantera nakichała z góry na człowieka. Minęło dziesięć lat, a to wspomnienie wciąż wywołuje we mnie wesołość.
Conn Iggulden, Sokół Spartański