05.04.2020

[…]
Jeżeli tak jest - uśmiechnął się Vysogota - to w istocie przedziwnie splotły się nasze losy, moja ty oczytana panno. Wielce zagadkowym sposobem zbratało nas oto przeznaczenie. Wszakże i ty się tu ukrywasz. Wszakże i ty, Ciri, umiejętnie snujesz wokół siebie woale pozorów. Jam jest jednak człekiem starym, pełnym podejrzeń i zgorzkniałej starczej nieufności... - Nieufności do mnie? - Do świata, Ciri. Do świata, w którym szachrajski pozór wkłada maskę prawdy, by wywieść w pole inną prawdę, fałszywą, nawiasem mówiąc, i też próbującą szachrować. Do świata, w którym herb uniwersytetu w Oxenfurcie maluje się na drzwiach zamtuzów. Do świata, w którym ranne grasantki podają się za bywałe, uczone, może i szlachetnie urodzone panny, intelektualistki i erudytki, czytujące Rodericka de Novembre i obeznane z godłem Akademii. Wbrew wszelkim pozorom. Wbrew temu, że same noszą inny znak. Bandycki tatuaż. Czerwoną różę wykłutą w pachwinie.
[…]
Wampir Regis był - lub zdawał się być - wampirem absolutnie honorowym. Jeśli mówił, że nie będzie wysysał, to nie wysysał. Posiadał on jednak wady, i to nie wynikające bynajmniej z jego wampirzej natury. Regis był intelektualistą - i lubił to demonstrować. Miał denerwujący zwyczaj wygłaszania twierdzeń i prawd tonem i z miną proroka, na co rychło jednak przestaliśmy reagować, albowiem wygłaszane twierdzenia były albo faktycznymi prawdami, albo brzmiały jak prawda, albo były niesprawdzalne, co w sumie na jedno wychodziło. Iście nieznośna natomiast była maniera odpowiadania na pytanie, zanim pytający skończył pytanie formułować - ba, niekiedy nawet zanim pytający zdążył zacząć je formułować. Ja ów mniemany przejaw wysokiej jakoby inteligencji zawsze miałem bardziej za przejaw chamstwa i arogancji, a cechy te, pasujące do środowiska uniwersyteckiego lub kół dworskich, są trudne do zniesienia u towarzysza, z którym przez całe dnie podróżuje się strzemię w strzemię, a w nocy śpi pod tą samą derką. Do poważniejszych kwasów nie doszło jednak, a to za sprawą Milvy. W odróżnieniu od Geralta i Cahira, którym wrodzony widać oportunizm nakazywał dopasować się do maniery wampira, a nawet konkurować z nim pod tym względem, łuczniczka Milva przedkładała rozwiązania proste i bezpretensjonalne. Gdy Regis po raz trzeci udzielił jej odpowiedzi na pytanie w połowie zadawania, sklęła go ciężko, używając słów i określeń zdolnych wywołać rumieńce zażenowania nawet u starego lancknechta. O dziwo, poskutkowało - wampir w mgnieniu oka pozbył się denerwującej maniery. Z czego wypływa, że najskuteczniejszą obroną przed intelektualną dominacją jest solidne obsobaczenie próbującego dominować intelektualisty.
[…]
Podejdź, dziewczyno nosząca obrożę na szyi [mowa o księżniczce Ciri, tak więzionej przez łowcę głów niejakiego Bonharta – przyp. aut.]. Przyjrzyj się znakom wytrawionym na klindze. Nie rozumiesz ich, to oczywiste. Ale ja ci je objaśnię. Spójrz. Linia wytyczona przez los jest kręta, ale wiedzie ku tej oto wieży. Ku zagładzie, ku zniszczeniu ustalonych wartości, ustalonego porządku. Ale oto nad wieżą, widzisz? Jaskółka. Symbol nadziei. Weź ten miecz. Niechaj wypełni się, co ma się wypełnić. Ciri ostrożnie wyciągnęła rękę, delikatnie pogładziła ciemny brzeszczot z lśniącymi jak lustra krawędziami. - Weź go - rzekł powoli Esterhazy [handlarz bronią – przyp. aut.], patrząc na Ciri szeroko rozwartymi oczami. - Weź go. Weź go do ręki, dziewczyno. Weź...
[…]
[rozmowa Yennefer z wieszczką, kobietą, której nie wolno było nazywać imieniem – przyp. aut.]
Dobro i Zło, Światło i Ciemność, Ład i Chaos? To tylko symbole, w rzeczywistości nie istnieje taka biegunowość! Światło i Mrok są w każdym, trochę tego i trochę tego. Bez sensu jest ta rozmowa. Bez sensu. Nie przestawię się na mistycyzm. Dla ciebie to Wilk pożera Słońce. Dla mnie to jest zaćmienie. I niech tak zostanie. Zostanie? Co? Poczuła, jak ziemia ucieka jej spod nóg, jak jakaś potworna siła wykręca jej ręce, łamie stawy w barkach i łokciach, napina kręgi jak przy torturze strappado. Krzyknęła z bólu, targnęła się, otworzyła oczy. Nie, to nie był sen. To nie mógł być sen. Była na drzewie, wisiała rozpięta na konarach olbrzymiego jesionu. Nad nią, wysoko, kołował sokół, pod nią, w dole, w mroku, słyszała syk węży, chrzęst ocierających się o siebie łusek. Coś poruszyło się obok niej. Po jej wyprężonym i obolałym ramieniu przebiegła wiewiórka. - Czy jesteś gotowa? - spytała wiewiórka. - Czy jesteś gotowa na poświęcenie? Co jesteś gotowa poświęcić? - Nie mam nic! - ból oślepiał i paraliżował. - A nawet gdybym miała, nie wierzę w sens takiego poświęcenia! Ja nie chcę cierpieć za miliony! Ja nie chcę cierpieć w ogóle! Za nikogo i dla nikogo! - Nikt nie chce cierpieć. A przecież jest to udziałem każdego. A niektórzy cierpią bardziej. Niekoniecznie z wyboru. Rzecz nie w tym, że znosi się cierpienie. Rzecz w tym, jak się je znosi.
Andrzej Sapkowski, Wieża Jaskółki, Tom VI, Saga Wiedzimińska