Blog

 

05.10.2020

Ostatni Rzymianin

[…]

Aecjusz wzrusza ramionami. Nie należy kobietom zdradzać swoich myśli Ale matka spogląda nań pytająco i jakby z niepokojem, rzuca więc: — Może zostanę urzędnikiem u prefekta! — I znów kołysze chłopca, teraz już niżej, tuż przy swojej piersi. Głos matki jednak wywołuje znowu obraz śmierci ojca, a potem obraz lasu wisielców, spomiędzy których, jak to zawsze bywa przy tłumieniu buntów wojskowych, przynajmniej połowa to ludzie zupełnie niewinni... A Greka nie powieszono... rozumie się... Tak zawsze bywa... I nagle doznaje jakby olśnienia. Wie już, co go tak cieszyło w ową noc przed namiotem Rugili [wódz Hunów u którego Aecjusz jako zakładnik spędził młodość i dorastanie – przyp. aut.]. Uświadomił już sobie to, co uznał wówczas — choć i nie umiał tego nazwać — za prawdę o życiu... prawdę, którą czuły, choć także nie umiały jej wypowiedzieć tysiące i tysiące Hunów przy ogniskach licznych jak gwiazdy. Gwałtownym ruchem tuli Aecjusz chłopca do swej piersi i szeptem, żeby kobiety nie podsłuchały, mówi mu do ucha. chociaż wie, że chłopiec nic z tego prawie nie zrozumie: — Całe życie to łowy. Karpilio, synku mój... nieustanne, bezlitosne łowy... Nie będziesz sam łowcą — to zaraz zapolują na ciebie inni, zaszczują, zagryzą... Lepiej więc samemu polować i samemu szczuć, gryźć, dławić... Bądź że więc zawsze gotów na łów… zawsze silny... zawsze czujny, drapieżny. bezlitosny... Nie daj nigdy sobie wydrzeć zwycięstwa. bo to — śmierć... A zwycięstwo to radość, upojenie, szczęście... Zawsze zwyciężaj.

[…]

Zdziwiła się [Pelagia, żona Aecjusza – przyp. aut.] więc ogromnie, gdy prokonsul, pomagając jej wsiąść do kwadrygi, spojrzał na nią wzrokiem, w którym malowały się oburzenie, współczucie i zrozumienie, i z na wpół smutnym, a na wpół ironicznym uśmiechem rzekł półgłosem: — Od niemowlęctwa nas uczą, że chrześcijaństwo to religia braterstwa, a Bóg nasz Bogiem miłości — ale zaprawdę nigdy żadne z setek swobodnie czczonych w starym Rzymie bóstw nie budziło w sercach swych przeciwników setnej części tej nienawiści, jaką darzą się po bratersku chrześcijanie między sobą, gdy przychodzi do rozważania przymiotów Bożych [mowa o sporze ortodoksów z arianizmem o istotę Trójcy Świętej – przyp. aut.]

[…]

Przedśmiertna mowa Bonifacjusza, wodza rzymskiego, przeciwnika Aecjusza.

Nie przerywajcie mi... Zaraz umrę... Ta druga wina była jednak zarazem i łaską Bożą! Czemu — myślicie? — dał mi Pan zwycięstwo nad Aecjuszem? Mnie, którym niegodny być jego comesem [tytuł doradcy cesarza – przyp. aut.]?! Oto by doświadczyć Bonifacjusza w godzinę śmierci doświadczyć, czy zachłyśnie się pychą i umrze, wraz z sobą w otchłań strącając pokój rzymski, czy opamięta się i pójdzie za głosem sumienia? Jam robak przed Panem, ale — chlubię się — przetrzymałem pokusę jak Hiob. Słuchajcie! Chcąc naprawić krzywdę uczynioną wielkiemu Aecjuszowi i pragnąc ratować cesarstwo i pokój rzymski — mocą swej władzy, jaką wziąłem z rąk wiecznej Augusty i senatu, czynię obecnego tu Aecjusza swym dziedzicem dziedzicem wszystkiego, co posiadam, i mianuję go naczelnym wodzem duxem [księciem – przyp. aut.] i magistrem utriusque militiae [głównodowodzący rzymskiej armii polowej – przyp. aut.] i patrycjuszem [obrońca – przyp. aut.] cesarstwa.

[…]

Cóż to za Eol? — przerwała mu zdziwiona. — Eol, najdostojniejsza? — Spojrzał na nią równie zdziwiony. — Wszak to ów bóg wiatrów, który Ulissesowi... — Bóg wiatrów?! — zawołała w najwyższym oburzeniu. — Ty wierzysz w jakiegoś boga wiatrów, szlachetny Marcellinie? — Wierzę w innych jeszcze bogów, najdostojniejsza... we wszystkich bogów, silnych, mądrych i pięknych... Oto i teraz, gdybym nie był już do dna wychylił kielicha z massykiem [esencja wina – przyp. aut.], jakim uraczył mię twój majordomus, z ochotą i skwapliwością strąciłbym kilka kropel na cześć bogini Wenus, aby przebłagać gniew jej i zazdrość... Bo zaiste nie może ich nie żywić na widok tej, która jak samo Szczęście wejdzie do łożnicy wielkiego męża, co raczy zwać mię swym synem... Gniewnie zmarszczyła brwi. — Albo drwisz sobie ze mnie, albo kłamiesz, młodzieńcze. Nie wierzę, by najprześwietniejszy Aecjusz zwał swym synem poganina, wyznawcę obmierzłych bogów i wszetecznych bogiń... Marcellinus wzruszył ramionami. — Najprześwietniejszy Aecjusz. — odpowiedział z tym samym co poprzednio uśmiechem — zbyt wiele widział w swym życiu najprzeróżniejszych krajów, ludów, świątyń i ołtarzy, by nie rozumieć, iż zaprawdę tylu prawie jest bogów, ile serc ludzkich...

[…]

Robił za to [Aecjusz – przyp. aut.] wiele innych rzeczy, które ją tylko dziwiły i śmieszyły. Już w pierwszą noc po zaślubinach, zanim wziął ją w ramiona, złożył swą głowę na jej kolanach i tak trwał bez ruchu czas dłuższy, aż w końcu osunął się do samych stóp i z żarem począł całować długie, cienkie, lekko zakrzywione palce. Czytając kiedyś później zupełnie przypadkowo znaleziony w bibliotece ojca kodeks pogańskiego poety Marcjalisa o różnych osobliwościach miłosnych, jakie przejawiają się nieraz u ludzi, u mężczyzn zaś szczególnie — pomyślała [Pelagia – przyp. aut.] odrzuciwszy ze wstrętem książkę: „A może to właśnie taka Bonifacjusza [poprzedni mąż Pelagii – przyp. aut.] osobliwość?... Niewinna a śmieszna..."

[…]

On [Bonifacjusz – przyp. aut.] gardził barbarzyńskimi sposobami walczenia, a ja starorzymskim szykiem — Merobaudes skraca już na tabliczce słowa Aecjusza — ale ja po swojemu biłem Gotów, z którymi on sobie nie mógł dać rady — a mnie konstancjuszowym [Konstantyna Wielkiego – cesarza rzymskiego – przyp. aut.] sposobem pobił Bonifacjusz. Znów więc równiśmy sobie. Alem rzekł, że nie tylko równi, ale i podobni. Czy wiesz, w czym podobni, Marcellinie?... Posłuchaj: otom prawnuk chłopa z Mezji [dzisiejsza Bułgaria – przyp. aut.], a Konstancjusz — dziecię przedmieść iliryjskiego Naissu [tereny dzisiejszej Chorwacji - przyp. aut.]... obaśmy krwią i rodem dalecy od Romy, od Italii... A przecież nie znajdziesz kamienia na Forum Romanum, w którym zaklęty duch starego Rzymu wyparłby się którego z nas dwu, mówiąc: Wyście obcy..." Bośmy Rzymianie... jak Rzymianinem jesteś ty — Dalmatyńczyk i Merobaudes — Hiszpan... Bośmy wszyscy cives Romani [obywatele rzymscy – przyp. aut.] ... bo nad kolebką swą słyszeliśmy jeno mowę Rzymian... bo od dziecka chroniło nas i rządziło nami prawo rzymskie... Teraz zaś zważ co innego, przyjacielu... Oto Roma — władczyni świata. Roma — stolica mocy i sprawiedliwości... Oto pokój rzymski — szczęście i błogosławieństwo ludzkości... Oto lud rzymski — król, sędzia. obrońca i nauczyciel wszystkich narodów...

[…]

Tak, Aecjuszu — z żarem potwierdził Karyzjusz [poeta i tłumacz z języka greckiego na łacinę na stałe mieszkający podówczas na terenie dzisiejszej Belgii – przyp. aut.]. — Zechciej posłuchać tylko. Kimże ty jesteś? Patrycjuszem cesarstwa, dyktatorem, postrachem wrogów Romy, obrońcą pokoju rzymskiego, niebawem zaś zajdziesz jeszcze wyżej — może będziesz ojcem cesarza. Ale czyś się zastanowił kim jesteś naprawdę? Oto napierają na cesarstwo ze wszech stron barbarzyńcy, łupią, niszczą, zdobywają — ty nas bronisz przed nimi nieprawdaż? Ale czy tylko nas bronisz?... Nie, Aecjuszu, bronisz tego wszystkiego, co stworzyły wieki i dziesiątki wieków bronisz nie tylko pokoju rzymskiego i potęgi a chwały rzymskiego imienia, ale bronisz też Homera, o którym nie wiesz, i posągów etruskich, na które nigdy nie spojrzysz, a za które setki funtów złota płaci konstantynopolski eunuch — bogacz Lauzus. Otoś przybył na jakiś tydzień przed napadem Franków i ocaliłeś czyż tylko mnie? Tylko tę willę, która tak ci się spodobała, nie? Aecjuszu, ocaliłeś promieniejące na cały świat piękno poezji, zaklęte w heksametrach Homera... Rozumiesz więc teraz, za com ci winien wdzięczność?... Oto póki ty żyjesz, póki rządzisz i walczysz, spokojnie mogę tu, na krańcach świata rzymskiego, na ziemi swych ojców kończyć swój przekład» Iliady „pewny, że nic złego nie spotka mnie ani mojej pracy, póki ty nas bronisz... Ale gdy zabraknie ciebie, Aecjuszu, w gruzy runie wszystko cesarstwo i potęga Rzymu i Pax Romana [synonim pokoju rzymskiego – przyp. aut.], a wraz z nimi i ja, i mój Homer i wszystko, co pięknego mądrego i dobrego stworzyły pod osłoną Romy wieki. Rozumiesz teraz, Aecjuszu, czym jesteś? Ostatni Rzymianin — oto twoje imię! Im dłużej będziesz żył a bronił i rządził, tym liczniejsze będą cię błogosławiły ust tysiące i ksiąg setki. Przecież i tak już o trzydzieści lat przedłużyłeś nasze i całego świata naszego życie opóźniłeś na czas jakiś nadejście straszliwej nocy. Chwała ci, ostatni Rzymianinie!

[…]

Gniewnie marszczy brwi. Po raz drugi już w ciągu trzech dni zjawia się myśl o śmierci. Nie zwalniając konia, odwraca głowę: o jakieś pięćdziesiąt kroków za nim jadą Rycymer, Marcellinus i młodziutki Majorianus, syn starego przyjaciela Waleriusza [towarzysze wojenni Aecjusza w trakcie rozprawy z Frankami – przyp. aut.], od dwu dopiero lat pełniący służbę jako trybun, a potem comes a już znaczną okryty sławą, Aecjusz bardzo go ceni, ale niezbyt lubi ..Kłamie przecież Maksymus — myśli patrząc na urodziwego młodzieńca — jakobym zazdrościł mu jeszcze prędszego nad swe własne wyniesienia i bał się, że zaćmi mą sławę... Niech spróbuje zaćmić! Chciałbym zobaczyć, jak to zrobi... I muszę zapytać Marcelina, co znaczą te słowa Petroniusza:» Majorianus przy Aecjuszu to młody Sulla przy Mariuszu... Mariusz?... Sulla [prześwietni wodzowie rzymscy z czasów republikańskich – przyp. aut.]? To coś przed Cezarem jeszcze..."

Teodor Parnicki, Aecjusz - Ostatni Rzymianin



powrót ››