Blog

 

06.01.2020

Poczucie kresu

[…]

Na tym właśnie polegała jedna z różnic między nami trzema [Tony, Colin, Alex – trzej przyjaciele z ławy szkolnej – przyp. aut.] a naszym nowym przyjacielem [Adrianem – przyp. aut.]. Na ogół robiliśmy sobie jaja, z wyjątkiem chwili, kiedy zachowywaliśmy się poważnie. On [Adrian – przyp. aut.] na ogół zachowywał się poważnie, z wyjątkiem chwil, kiedy robił sobie jaja. Upłynęło trochę czasu, zanim się w tym zorientowaliśmy.

[…]

Tymczasem byliśmy spragnieni książek, seksu, merytokracji, anarchii. Wszelkiego rodzaju polityczne i społeczne systemy wydawały się nam skorumpowane, a jednak nie zamierzaliśmy rozważać jakiejkolwiek alternatywy z wyjątkiem hedonistycznego chaosu. Adrian, jednakże nakłaniał nas, byśmy wierzyli w sens posługiwania się w życiu myślą, w tym znaczeniu, że działaniami powinny rządzić zasady. Wcześniej to Alex uchodził pośród nas za filozofa. Czytał dzieła, do których dwaj pozostali nigdy nie zajrzeli, i mógł na przykład oświadczyć nagle: „O czym nie da się mówić, to się musi przemilczeć”. Colin i ja rozważaliśmy przez chwilę tego rodzaju propozycje, potem uśmiechaliśmy się szeroko i gadaliśmy dalej. Teraz jednak pojawienie się Adriana oznaczało, że Alex utracił swoją pozycję — albo że mieliśmy do wyboru jeszcze jednego filozofa. Jeśli Alex czytywał Russella i Wittgensteina, to Adrian czytywał Camusa i Nietzschego. Ja czytywałem George'a Orwella i Aldousa Huxleya; Colin czytywał Baudelaire'a i Dostojewskiego.

[…]

…w pewnym sensie nie mogę wiedzieć tego, czego nie wiem. Chcemy [w historycznym ujęciu – przyp. aut.] zrzucić winę na jednostkę, by można było usprawiedliwić wszystkich pozostałych. Albo winimy jakiś proces historyczny, co uwalnia od zarzutów konkretnych ludzi. Albo twierdzimy, że to anarchistyczny chaos, co na jedno wychodzi. Wydaje mi się [odpowiadał Adrian – przyp. aut.], że istnieje — istniał — łańcuch indywidualnych odpowiedzialności, bez wyjątku nieodzownych, nie tak jednak długi, by każdy mógł zwalać winę na kogoś innego. Ale oczywiście moje pragnienie przypisywania owej odpowiedzialności może stanowić w większym stopniu odzwierciedlenie mojego umysłu i jego natury niż uczciwą analizę tego, co się wydarzyło. To jeden z zasadniczych problemów historii, sam pan przyzna, panie profesorze. Kwestia subiektywizmu w opozycji do obiektywnej interpretacji, fakt, iż musimy poznać historię historyka, by zrozumieć przedstawianą nam wersję.

[…]

…czym jest historia? [pyta nauczyciel – przyp. aut.] Historia to kłamstwa zwycięzców — odparłem [nauczycielowi – przyp. aut.], trochę za szybko - to także iluzja pokonanych. […] „Historia jest pewnością, która rodzi się w chwili, gdy niedoskonałość pamięci spotyka się z niedostatkami dokumentacji” [odpowiedź Adriana – przyp. aut.].

[…]

Poeci nie wyczerpują tematów jak powieściopisarze — pouczyła mnie [Toniego – jego Veronica – przyp. aut.]. — Nie są w taki sam sposób zależni od materii twórczej.

[…]

No cóż, ujmę to tak [mówi matka do Toniego – przyp. aut.]: jesteś inteligentnym chłopcem, ale nie aż tak bardzo, żeby zrobić podobną rzecz [mowa o samobójstwie Adriana – przyp. aut.]. Patrzyłem na nią, nie myśląc o niczym. Zrozumiała to opacznie jako zachętę z mojej strony i ciągnęła: Ale jeśli ktoś jest bardzo inteligentny, to wydaje mi się, że coś się może obluzować, jeśli nie będzie ostrożny.

[…]

W liście [pożegnalnym Adriana – przyp. aut.] pozostawionym koronerowi [policjant angielski - przyp. aut.] wyjaśniał swoje powody: że życie to dar narzucony każdemu człowiekowi, choć nikt o niego nie prosi; że myśląca osoba ma filozoficzny obowiązek zbadania zarówno natury życia, jak i warunków, które mu towarzyszą; i że jeśli ta osoba postanawia zrzec się daru, o który nikt nie prosi, to jest moralnym i ludzkim obowiązkiem postąpić zgodnie z konsekwencjami takiej decyzji.

[…]

Historia to nie kłamstwa zwycięzców, jak kiedyś bez zająknięcia zapewniłem Starego Joe Hunta; teraz to wiem [mówi Tony – narrator – przyp. aut.]. To raczej wspomnienia ocalałych, którzy w większości ani nie odnieśli zwycięstwa, ani nie doznali klęski.

[…]

Margaret [żona Toniego Webstera – przyp. aut.] lubiła powtarzać, że istnieją dwa rodzaje kobiet: te, które można bez trudu określić, i te, które odznaczają się tajemniczością. I że jest to pierwsza rzecz, jaką mężczyzna wyczuwa, i pierwsza, jaka go przyciąga albo i nie. Niektórzy mężczyźni mają inklinacje do jednego rodzaju, inni do drugiego. Margaret — nie potrzebuję wam tego tłumaczyć — zaliczała się do tych jasno określonych, ale czasami zazdrościła tym, które roztaczały wokół siebie, albo też tworzyły, aurę tajemniczości.

[…]

Uderza mnie różnica [pisze Tony Webster do swej młodzieńczej miłości Veroniki Ford – przyp. aut.], która — być może — zachodzi między młodością a wiekiem podeszłym: kiedy jesteśmy młodzi, wymyślamy dla siebie różne przyszłości; kiedy jesteśmy starzy, wymyślamy dla innych różne przeszłości.

[…]

Nasze postawy i opinie zmieniają się, pojawiają się nowe nałogi i dziwactwa, jednak to coś innego, raczej ozdobniki. Może charakter przypomina inteligencję, z tym, że osiąga swój szczyt nieco później, między dwudziestką i trzydziestką, powiedzmy. A potem tkwimy na dobre w tym, co mamy. Jesteśmy zdani na siebie. Jeśli tak, to tłumaczyłoby to niejedno życie. A także — jeśli nie jest to zbyt wielkie słowo — naszą tragedię.

[…]

Ktoś kiedyś powiedział, że jego ulubione momenty w historii to te, gdy wszystko się waliło w gruzy, ponieważ oznaczało to, że rodzi się coś nowego. Czy ma to jakikolwiek sens w odniesieniu do naszego jednostkowego życia? Umrzeć, kiedy rodzi się coś nowego — nawet jeśli tym nowym jest nasza własna istota? Ponieważ jak prędzej czy później rozczarowuje każda polityczna i historyczna zmiana, tak też rozczarowuje dorosłość. Tak też rozczarowuje życie. Czasem myślę sobie, że jego celem jest pogodzenie nas z jego ostateczną utratą poprzez zmęczenie nas samych, poprzez udowodnienie, jakkolwiek długo to trwa, że życie nie jest wcale takie wspaniałe, za jakie uchodzi.

[…]

Wiem jedno: istnieje czas obiektywny, ale też subiektywny, ten, który nosi się po wewnętrznej stronie nadgarstka [nawiązanie do młodzieńczej maniery Toniego i trzech jego przyjaciół tj. do noszenia zegarka kopertą od strony wewnętrznej nadgarstka – przyp. aut.], obok miejsca, gdzie wyczuwa się puls. I ten osobisty czas, będący czasem prawdziwym, jest odmierzany w stosunku do pamięci. Więc gdy wydarzyła się ta dziwna rzecz — gdy ujawniły się nagle te nowe wspomnienia — to było tak, jakby przez ten jeden moment czas działał na biegu wstecznym. Jakby przez ten jeden moment rzeka płynęła w górę strumienia.

[…]

Człowiek zbliża się do kresu życia — nie, nie samego życia, lecz czegoś innego: do kresu prawdopodobieństwa, że cokolwiek można w tym życiu zmienić. Dana jest mu długa chwila wytchnienia, dostatecznie dużo czasu, by mógł zadać pytanie: co jeszcze zrobiłem źle? Pomyślałem o grupie młodych ludzi [czwórce przyjaciół z młodości – przyp. aut.] na Trafalgar Square. Pomyślałem o młodej kobiecie [o Veronice, pierwszej miłości Toniego – przyp. aut.], która tańczyła, ten jeden raz. Pomyślałem o tym, czego nie mogłem teraz poznać czy zrozumieć, o wszystkim, co nigdy nie mogło być poznane czy zrozumiane. Pomyślałem o definicji historii, tej, którą sformułował Adrian. Pomyślałem o kobiecie [matce Veroniki i także potem matce… syna Adriana – przyp. aut.] smażącej jajka w beztroski, niedbały sposób, absolutnie niezrażonej, gdy jedno z nich rozbiło się na patelni; i o tej samej kobiecie, która później wykonała sekretny, poziomy gest dłonią pod skąpaną w słońcu glicynią. I pomyślałem o fali zwieńczonej grzebieniem piany, w blasku księżyca, przemykającej w pędzie i znikającej w górze rzeki, ściganej przez grupę rozradowanych studentów z latarkami [w tym i Veroniki i Toniego, wtedy zakochanych jeszcze w sobie – przyp. aut.], i o krzyżujących się w ciemności strumieniach światła. Jest kumulacja. Jest odpowiedzialność. I jest ponad wszystko niepokój. Wielki niepokój.

Julian Barnes, Poczucie kresu 
 



powrót ››