Blog

 

14.08.2021

Żołnierz z mgły

Tu Leto syn, co gra na lirze,

Wyjawia przyszłość w ognia wirze.

Uzdrawia, nadzieję dając

Tym, co w przybytku klękają.

[…]

Nazywam się Latro. Nie wolno mi o tym zapominać. Lekarz mówił, że zapominam bardzo szybko z powodu rany, którą odniosłem w bitwie. Nadał jej imię, jak człowiekowi, nie pamiętam jednak tego imienia. Mówił, że muszę nauczyć się zapisywać tyle, ile zdołam, aby odczytywać to, kiedy już zapomnę. Wtedy właśnie dał mi ten zwój i ten rysik z metalu, z którego robi się pociski do proc.

[…]

[Przepowiednia Pytii delfickiej - przyp. aut.]

Bogów ogląda się samotnie - rzekł olbrzym [złocisty posąg w świątyni Apollina – przyp. aut.]. - Dla innych każdy bóg jest Nieznanym Bogiem. Dostaniesz więc to, co ci mogę dać. Słuchaj, jakie mam przymioty: jestem bogiem proroctw i muzyki, śmierci i uzdrawiania, jestem bogiem Wilczym i Słonecznym. Przepowiadam ci daleką wędrówkę w poszukiwaniu twego domu, znajdziesz go jednak dopiero, gdy będziesz od niego najdalej. Raz jeden przyjdzie ci śpiewać, jak śpiewali ludzie w Złotym Wieku, pod muzykę bogów, a znacznie później, w martwym mieście, znajdziesz to, czego szukasz.

[…]

Nie potrafię powiedzieć, czy sprawiła to woda, czy też ból, że obudziłem się ponownie. Odkryłem jednak, iż gdy pierzchnął na wpół zapamiętany sen, nic nowego nie pojawiło się w mojej pamięci. Szemrząca woda opływała mi piersi. Nade mną jasno Świecił księżyc, jak biała lampa, zawieszona, by oświetlić dziewicy drogę do domu. A gdy spojrzałem ku brzegowi, ujrzałem ją samą - czystą jak światło księżyca, z wygiętym jak półksiężyc łukiem w ręku i strzałami zatkniętymi za pasek. Dłuższą chwilę stąpała, omijając śpiących na brzegu. W końcu wspięła się na wzgórze za nimi i na samym jego szczycie - zniknęła.

[…]

Na początku ludami rządzili bogowie. Gromowładny królował nam tak samo, jak Wielki Król rządzi swoim Imperium. Ludzie oglądali go na co dzień i rozmawiali z nim, jeśli się na to odważyli. Tak samo, niewątpliwie, rządził i Król Nysy ludźmi żyjącymi na południe od Kraju Rzeki. Gdyby Odys zawędrował aż tam, spotkałby go siedzącego na tronie w otoczeniu czarnych. Bogowie często brali boginie w objęcia - ciągnął dalej - i płodzili nowych bogów. Tak nas uczą Homer i Hezjod, wspaniali poeci, śpiewające ptaki Lśniącego Boga. Często też bogowie zaszczycali swym uściskiem śmiertelne kobiety, których potomstwem byli bohaterowie - nadludzie, lecz jeszcze nie bogowie. Tak właśnie Alkmena zrodziła Heraklesa. Skinąłem głową na znak, że rozumiem. Z czasem bogowie przekonali się, że dla ich dzieci i wnuków zabrakło tronów. Pindar [drugi z wielkich poetów greckich po Homerze – przyp. aut.] spojrzał w gwiaździste niebo, zdające się szydzić z naszego ogniska.

[…]

Wskazała księżyc. Czy widzisz boginię? Tak. Ależ głupiec ze mnie! - powiedziałem. - Jeszcze przed chwilą widziałem tylko świecący na niebie półksiężyc. Cień przesłania jej twarz - mówiła kobieta. - Za siedem dni całkiem ją zakryje. Wtedy stanie się ona naszą mroczną boginią i taką ją ujrzysz, jeśli do ciebie przyjdzie. Nie rozumiem. Mówię ci to wszystko, ponieważ wiem, że ukazała ci się jako jasna bogini, gdy księżyc był bliski pełni. Co raz uczyniła, uczyni znowu, dobrze więc, żebyś to wiedział.

[…]

Tłumaczył, że bogowie noszą różne imiona, stosownie do swych różnych atrybutów, i że różnie się nazywają w różnych miejscach. Wiedziałem o tym już wcześniej, oczywiście. Pindar skinął głową. A czy wiesz, skąd wzięła się nazwa Przyjścia i dlaczego odprawia się tu misteria? - zapytał. Myślę, że zawsze tak było. Nie. W dawnych czasach rządził Przyjściem - jeszcze się tak nie nazywało - król Keleos. Jego lud żył z myślistwa, rybołówstwa i zbierania dziko rosnących owoców. Wielka Matka poszukiwała córki, którą uprowadził Bogaty. Krótko mówiąc, przybyła w czasie swych wędrówek do Przyjścia i nauczała Keleosa uprawiać zboże. Rozumiem! - wykrzyknęła Hilaejra [ partnerka życiowa Pindara – przyp. aut.]. Na pewno. Ja także powinienem to wcześniej zrozumieć. Bogini Zbóż jest Wielką Matką, a Wielka Matka jest Matką Ziemią, która nam daje pszenicę i jęczmień. W Przyjściu mieści się jej najważniejsza świątynia i przy jej świątyni zraniony został Latro. Lśniący Bóg kazał mu udać się do Przyjścia, a gdy zacząłem go prowadzić w złym kierunku, dopilnował byśmy mimo wszystko trafili na właściwe miejsce.

[…]

Chciałeś mówić z moją matką, ale masz przed sobą piękniejszą niż ona i potężniejszą boginię. Czy mogę w takim razie prosić cię, bogini, byś mnie uleczyła i pozwoliła mi wrócić do mojego miasta i przyjaciół? Uśmiechnęła się. Chcesz pamiętać, tak jak inni? - zapytała. Jeśli tak będzie, nigdy o mnie nie zapomnisz. Nie chcę o tobie zapomnieć - powiedziałem, wiedziałem jednak, że to nieprawda. Wielu zapomina - rzekła - a przynajmniej zdaje im się, że zapomnieli. Czy wiesz, kim jestem? Pokręciłem głową. Spotkałeś już mego małżonka, ale nawet on gubi się wśród oparów, które okrywają twój umysł. Jestem Królową Zmarłych.

[…]

Czy już wybrałeś, czy też wolisz umrzeć? Wybrałem - odrzekłem. - Jeżeli poproszę o dar pamięci, dowiem się, kim naprawdę jestem. Może jednak okaże się, że jestem daleko od mego miasta i moich przyjaciół. Może dowiem się, że ci, którzy pamiętają, są jeszcze bardziej niż ja nieszczęśliwi. Miasto bez wspomnień i przyjaciół będzie mi równie obce, jeżeli je wybiorę, jak to miasto Przyjścia. Wybieram więc spotkanie z przyjaciółmi. Oni mi opowiedzą o mojej przeszłości i o moim mieście. Czy dobrze wybrałem? Wolałabym, żebyś wybrał mnie [powiedziała Królowa Zmarłych – przyp. aut.].

[…]

Przyśniło ci się, że zbudził cię odgłos łamanej gałązki - według Io [dziewczynki, niewolnicy Latro – przyp. aut.], powiedziałeś tak Eutaktosowi [magowi greckiemu – przyp. aut.] - i ujrzałeś wychodzącego z lasu starca, przygarbionego i siwobrodego. Wstałeś i spytałeś go, czy jest bogiem Asklepiosem. Zaprzeczył. Naciskany przez ciebie twierdził, że jest wprawdzie Asklepiosem, ale nie bogiem, tylko zwyczajnym śmiertelnikiem, zmuszonym służyć bogom. Spytałeś, czy mógłby cię uleczyć. Znów zaprzeczył, mówiąc, że morderczyni jego matki, której jest niewolnikiem, wysłała go z jej świątyni na Eubei do świątyni na wyspie Anadiomene, że niczego nie może zrobić i przy tych słowach zniknął.

[…]

Powiem najpierw o Powrozie [kraju Sparty – przyp. aut.]. My, Powroźnicy, jesteśmy najlepszymi żołnierzami w świecie i Wielki Król o tym wie. Kto jednak zna wojnę, wie, że to nie zabawa, i kto mądry - ten jej unika, jeśli tylko może, tak jak mówisz. Co do chwały, mój stryj Leonidas zdobył jej dość przy Wrotach Gorących Źródeł, aby nasze imię przetrwało, dopóki Tantal się nie napije - że nie wspomnę o mojej własnej bitwie. Honorowy pokój jest naszym jedynym pragnieniem.

[…]

Io odezwała się: Ukazują mu się bogowie. Czasami. Powtarzające się przywidzenia - stwierdził Kichesippos [lekarz spartański – przyp. aut.]. - Młody człowieku, sądzę, że jakieś obce ciało wniknęło głęboko w twój mózg. To najprawdopodobniej odprysk kości, sądząc po ranie, znam jednak podobny przypadek - wtedy chodziło o mały grot strzały. O ile to cię pocieszy, gorzej już nie będzie, najprawdopodobniej. To coś może w końcu zaniknąć, zwłaszcza jeśli to odprysk kości. Jeżeli tak się stanie, uszkodzona część może - powiadam „może” - odtworzyć się, przynajmniej częściowo. Nie rób sobie wielkich nadziei. Trzeba na to lat, jeśli w ogóle do tego dojdzie, a prawdopodobnie nie dojdzie. Co do leczenia... - Wzruszył ramionami. - To nie wiem, ale modlitwy nigdy nie są całkiem daremne. Jeśli nawet nie zostaniesz uleczony, możesz uzyskać jakąś inną korzyść.

[…]

Myślę, że pamięć to straszna rzecz - chociaż chciałbym ją mieć. Ależ dlaczego, jeśli to takie straszne? – spytała Drakaina [perska towarzyszka podróży Latro – przyp. aut.] Bo bez pamięci gubię się, a to jest jeszcze gorsze. Ten dzień jest jak kamień wzięty z pałacu i zaniesiony do dalekich krajów, których mieszkańcy nie wiedzą co to mur. Tym właśnie są dla mnie wszystkie dni. Musisz więc cieszyć się każdym przychodzącym dniem, bo każdy z nich jest wszystkim, co posiadasz. Tak, ale pomyśl o tych niewolnikach z wioski, którą przechodziliśmy. Każdy dzień musi dla nich wyglądać jak poprzedni. Gdybym mógł odnaleźć swą ojczyznę, mógłbym tam żyć tak jak oni. Wiedziałbym, co się zdarzyło poprzedniego dnia, choćbym tego nie pamiętał.

[…]

Drakainę wyraźnie dziwiły te spotkania. Nigdzie na świecie mężczyźni nie mają mniej swobody, a kobiety więcej - z wyjątkiem może kraju Amazonek - stwierdziła. Czy one naprawdę istnieją? - spytała Io. Oczywiście, że istnieją. - Drakaina wzięła mnie pod ramię. - Musiałabyś jednak udać się daleko na północ i na wschód - znacznie dalej na wschód, niż leży moje miasto. I musiałabyś zostawić Latro tu, ze mną. Amazonki nie lubią cudzoziemców, podobnie jak Powroźnicy, a wszystkich mężczyzn uważają za szpiegów. Takie plemię nie może istnieć - powiedziałem. - Wymarłyby w ciągu jednego pokolenia. One sypiają z młodymi mężczyznami z plemienia Synów Skolota. Jeśli urodzi się potem dziewczynka, ucinają jej lewą pierś, by mogła strzelać z łuku. Chłopców ofiarowują swej bogini, by zapewnić sobie jej łaskę. Tak przynajmniej słyszałam. Muszę przyznać, że sama nigdy nie widziałam żadnej z tych kobiet wojowniczek.

[…]

Czy macie ochotę zobaczyć podobiznę bogini? - Poprowadziła nas do drewnianej figury popękanej i poczerniałej z wieku. - Nazywamy ją Ortią, znaleziono ją bowiem tak wyprostowaną, jak ją widzicie, w czasach kiedy nasi praojcowie podbijali ten kraj. Wytrzeszczone oczy posągu bogini nadawały jej obłąkany wyraz. W każdej dłoni ściskała węża. Jest z cyprysowego drewna, cyprys jest jej świętym drzewem. Wąż w jej prawej dłoni jest wężem empirejskim, w lewej wężem chtonicznym. Trzyma oba i stoi pomiędzy nimi. To jedyna bogini, która łączy niebo z ziemią i światem podziemnym. Kiedy się tu pojawia, występuje najczęściej jako wąż. […] W tym mieście my, dziewczęta, otrzymujemy takie samo wychowanie jak chłopcy, ale tego nam zaoszczędzono. Na ołtarzu umieszcza się pożywienie bogini. Starsi mężczyźni stają tam, gdzie stoicie wy i na zewnątrz, w portyku - aż do granicy okręgu świątyni. Chłopcy muszą przebiec między nimi, wziąć pożywienie, a potem przebiec z powrotem. W czasie biegu są bici. Czy widzicie ślady ich krwi, pozostawione na posadzce? Tak uczą się tego, co wiedzą od dawna kobiety, że bez kobiet nie byłoby pożywienia dla mężczyzn. Nigdy tego nie zapomną, bo byli tego dnia bici. W Efezie stoi posąg tej bogini o stu piersiach. Lekcja jest taka sama.

[…]

Musiałeś przemaszerować przez Parsę, bo armia Wielkiego Króla {perskiego – przyp. aut.] przeszła tamtędy. Czy wiesz, że mają oni tylko jednego boga, którego nazywają Ahura-Mazda? Nic o nich nie wiem - odpowiedziałem. - A przynajmniej niczego nie pamiętam. Składają jednak ofiary słońcu, księżycowi i ziemi, i wodzie, i ogniowi. Możliwe jest - mówię to jako sofista - że jest tylko jeden bóg. Możliwe jest, że jest ich wielu. Nie jest jednak możliwe, że jest tylko jeden bóg i jednocześnie wielu. Zgadzasz się z tym? Czasem jedno słowo oznacza dwie różne rzeczy. Kiedy kulbaczyłem muła, wiązałem juki powrozem.

[…]

Byłam ciekawa, który z was zmęczy się pierwszy, ale żaden się do tego nie przyznał. Powiedziałem, że żaden mężczyzna nie lubi się przyznawać, że jest słabszy niż inny. Wiele kobiet lubi - to jeden z powodów, dla których wolimy mężczyzn, łatwiej ich wykorzystywać.

[…]

Io także zbudziła się i przeczytała mi napisy na kolumnach [pod Termopilami – przyp. aut.]. Są trzy napisy.

Pierwszy:

Z trzema setkami po dziesięć tysięcy tu niegdyś wojował,

Z Wyspy Ciemnej Twarzy czterotysięczny ów lud.

Drugi:

Pomnik sławnego, to jest Megistiasa - któremu Medowie

Życie wydarli, gdy bieg przeszli Spercheju tu wód -

Wieszczka, co widząc wyraźnie, te Kery zbliżają się czarne,

Króla Powrozu w ów dzień nie chciał porzucić i zbiec.

Trzeci:

Zanieś, wędrowcze, tę wieść między Powrozu mieszkańców:

Legliśmy tutaj, by ich słowu posłuszni się stać.

[…]

Zgodził się ze mną i opowiedział mi historię (którą tu zamieszczam jako przestrogę dla samego siebie na przyszłość) o królu Polikratesie, któremu wszystko szło szczęśliwie, zdobył wiele miast i pokonał wszystkich przeciwników. Zawarł ponadto związek przyjaźni z królem Kraju Rzeki, który był w owym czasie najpotężniejszym władcą w świecie. Wielkie powodzenie Polikratesa budziło w nim troskę, aż w końcu rzekł: Przyjacielu Polikratesie, bogowie wynoszą ludzi wysoko tylko po to, by ich strącić w dół, jak chłopcy, którzy wynoszą naczynia na wieżę, aby je zrzucać z jej szczytu. Musi ci się zdarzyć jakieś nieszczęście. Pomyśl, co uznajesz za twą najbardziej wartościową rzecz? Ten pierścień ze szmaragdem - odrzekł Polikrates. - Dostałem go od ojca i odkąd zacząłem go nosić, uważano mnie za nie byle kogo z powodu jego piękności. Mieszkańcy mojej wyspy powierzyli mi rządy, które sprawowałem z powodzeniem i szczęściem. Wyrzuć go więc do morza, aby ugłaskać bogów - poradził mu król Kraju Rzeki. - Może, jeśli to zrobisz, pozwolą ci dożyć pogodnej starości. Polikrates przemyślał tę radę i wracając z Kraju Rzeki, zdjął z palca pierścień i wrzucił go do morza. Kiedy znalazł się w domu, jego poddani urządzili mu uroczyste powitanie i przynieśli wiele darów pochodzących z łupów ze spalonych przez niego miast i zdobytych statków. Ten przyniósł ozdobną zbroję, inny naszyjnik ze złota i hiacyntu, trzeci płaszcz z byssu i tak dalej. Na końcu przyszedł ubogi rybak. Wasza Dostojność - powiedział. - Mogę ofiarować ci tylko tę rybę, najpiękniejszą jaką dziś złowiłem, i proszę, przyjmij ją. Przyjmuję - odrzekł łaskawie Polikrates. - My zaś zapraszamy cię na ucztę, starcze i zobaczysz swą rybę na mym stole. Stary rybak nie posiadał się z radości. Odstąpił na bok, wyjął nóż i rozpruł brzuch rybie. Nim jednak dokończył, wypadł z brzucha ryby cudowny pierścień ze szmaragdem i potoczył się pod stopy Polikratesa. Wszyscy obecni wznieśli okrzyk radości, uważając to za znak, że ich król jest ulubieńcem bogów. Polikrates jednak zapłakał, widząc, że jego ofiara została odrzucona. Wkrótce potem został zwabiony w śmiertelną pułapkę przez jednego z satrapów Wielkiego Króla.

[…]

Musiał to być dzielny człowiek, ten kto mierzył żerdzią mur - rzekł Pasykrates [strateg spartański – przyp. aut.]. - A może było to w nocy? Ach, nie. - Rozbawienie wykrzywiło usta Hyperejdesa [ateńczyk, kupiec – przyp. aut.]. - Sam to mierzyłem i w pełnym świetle dnia. Podejdź no tu, Ojorze! To łucznik. Jakiś wielki brodacz w szerokich spodniach podszedł do nas, powłócząc nogami. Trzymał w ręku młot. Choć nie miał łubiów na grzbiecie ani kołczana przy pasie, wyglądał jednak na łucznika. Przywiązaliśmy sznur do strzały - ciągnął Hyperejdes. - Ojor wystrzelił tak, że strzała upadła u stóp muru, potem ściągnęliśmy strzałę, by zmierzyć sznur. Dało nam to odległość od miejsca, gdzie stał Ojor, do podstawy muru. Ale ta odległość nie jest równa wysokości muru, chyba że szczęśliwym trafem - rzekł Pasykrates. Nie, oczywiście. Potem wbiliśmy w ziemię miecz, tak że miał równo łokieć wysokości. Kiedy cień muru dotknął miejsca, gdzie stoi Ojor, zmierzyliśmy cień miecza i podzieliliśmy długość sznura przez długość cienia i w wyniku uzyskaliśmy wysokość muru: czterdzieści siedem łokci.

Gene Wolfe, Żołnierz z mgły

Apokryficzna powieść Wolfe ukazuje nam świat magicznego, ale i po ludzku pędzonego żywota w starożytnych miastach-państwach (polis) greckich w okresie drugiego najazdu perskiego - nomen omem równo 2500 lat temu. Wzruszająca opowieść o żołnierzu, który od rany ciętej utracił pamięć pisząc co wieczór swój dziennik „zwój pamięci” przekonuje, że tak naprawdę to pamiętanie jest jak kłopot w ciąży, a od takiego opamiętania wyzwala nas dopiero przyjaźń.



powrót ››