Blog

 

28.08.2021

Żołnierz Arete

Korony nie wykują włócznie ni klejnoty.

Wyniesionych przez bogów nie poniży człowiek.  

Królowechoć w łachmanachbękrólowymi.  

Pomoci łaskawie, zdobąich przychylność!

[…]

Miejscowi wołają na mnie Latro, lecz wątpię, by tak brzmiało moje prawdziwe imię. Ów mąż w lwiej skórze nazywał mnie Lucjuszem, tak przynajmniej zapisałem w pierwszym zwoju. Napisałem też, że mam bardzo słabą pamięć,  i chyba rzeczywiście tak jest.  Kiedy usiłowałem sobie przypomnieć, co się zdarzyło wczoraj, udało mi się przy wołać jedynie niejasne wspomnienia,  że dokądś szedłem,  pracowałem  i rozmawiałem  z kimś.  Jestem więc jak  statek zagubiony we mgle, z którego obserwator dostrzega jakieś majaczące kształty - być może są to skały, może inne statki, a może wreszcie jest to czysta ułuda - i słyszy głosy, mogące być głosami ludzi, trytonów lub widm.

[…]

Pokręcił [Hehesistratos – mag I wieszczek helleński – przyp. aut.] przecząco głową i powiedział, że tylko niektóre miasta prowadziły wojnę z Wielkim Królem, przy czym kilka z nich uczyniło to wbrew rozsądkowi. Dodał, że nikt nie walczył dzielniej w Cieśninie Pokoju niż królowa Artemizja, władczyni helleńskiego miasta sprzymierzonego z Wielkim Królem. Powiedział, że pod Gliną najdzielniejszymi z dzielnych byli jeźdźcy ze Wzgórza, a Święty Hufiec Wzgórza walczył aż do ostatniego człowieka. - Ja pochodzę ze Wzgórza - powiedziała z dumą Io. Uśmiechnął się do niej, ocierając oczy. - Już to wiem, moja droga. Wystarczy posłuchać, jak mówisz. Ja pochodzę z wyspy Zakyntos. Czy wiesz, gdzie ona leży? Io nie wiedziała. - To wysepka na zachodzie. Może dlatego, że jest mała, jest tak droga swoim synom i tak kochana. - Mam nadzieję zobaczyć ją kiedyś, panie - powiedziała grzecznie Io. - Ja także - odpowiedział kulawy. - Mam nadzieję zobaczyć ją raz jeszcze, kiedy będę mógł bezpiecznie wrócić do ojczyzny.

[…]

[wizja Latro w obecności i za przyczyną nimfy leśnej – przyp. aut.]

W mgnieniu oka świat zalało słoneczne światło. Drzewa, plaża, okręt, śpiący ludzie -wszystko to zniknęło. Stąpaliśmy po świeżo zaoranej ziemi, w której wiły się jeszcze robaki. Przed nami szedł  jakiś  posiwiały  mężczyzna, jedną  ręką prowadząc pług,  w drugiej  zaś trzymając  oścień. Spoglądając ponad jego pochylonym grzbietem, widziałem ogród, winnicę i niski, biały dom. - Możesz się  do niego  odezwać, jeśli  chcesz - powiedziała  młoda  kobieta  - ale  on cię  nie usłyszy. - Łyknęła wina z bukłaka. - Nie będę więc mówić! - powiedziałem. Chciałem ją zapytać, czy to naprawdę moje pole, a jeśli tak, to czemu orze je stary człowiek z pochylonym grzbietem. Wiedziałem jednak, że jest moje, tak samo jak ten ogród, winnica i dom. Odgadłem nawet, że oraczem jest mój ojciec. - Będą dobre żniwa - powiedziała. - Moja obecność tu to sprawi. - Jak tego dokonałaś? - spytałem. - Dlaczego nie mogę tu zostać? Wskazała na słońce i zobaczyłem, że niemal dotyka ono horyzontu - cienie były już bardzo wydłużone. - Czy chciałbyś zobaczyć dom? Skinąłem głową i poszliśmy ku domostwu, przechodząc po drodze przez winnicę. Zerwała kilka gron i zjadła je, wkładając mi jedno do ust. Nigdy nie przypuszczałem, że winne grono może być aż tak słodkie. Powiedziałem jej to, dodając, że ta słodycz musi się brać z jej palców. - Ach, nie - odparła. - Te winogrona smakują ci tak słodko, ponieważ należą do ciebie. W głębokim cieniu pod winoroślami widziałem odbite w wodzie gwiazdy.

[…]

Ten król Tereus był synem Boga Wojny  i nieprzyjacielem  Wzgórza. Zatem gdy Wzgórze prowadziło wojnę z Myślą, przybył z wojskiem na pomoc Myśli. Wtedy to pojął za żonę królewnę Prokne, córkę króla Pandiona. Po skończonej wojnie towarzyszyła ona mężowi, który wrócił do Tracji i urodziła mu syna Itysa. Wszystko układało  się jak najlepiej do czasu, gdy przybyła w odwiedziny siostra Prokne, królewna Filomela. Tereus zakochał się w niej i pokłóciwszy się z królową, zesłał żonę do jakiejś odległej prowincji królestwa. Kiedy Filomela odrzuciła jego zaloty, doniósł jej o śmierci Prokne, która miała jakoby zginąć podczas najazdu sąsiedniego plemienia. Filomela uległa mu, sądząc, że zajmie miejsce królowej, rano jednak Tereus uciął jej język, by nie mogła wyjawić co zaszło. Nie chciał on, by syn, którego mogła mu urodzić Filomela, odebrał prawo do tronu królewiczowi Itysowi, gdyż kochał go tak, jak tylko zły człowiek może kochać podobnego do siebie syna. Okaleczona królewna została potem odesłana do miasta. Choć działo się to przed wynalezieniem pisma, nie wydaje mi się, by utrata mowy zdołała powstrzymać Filomelę przed wyjaśnieniem innym,  co jej uczyniono. Łatwo można to wyrazić za pomocą gestów, jak czyni czarny człowiek,  gdy ze mną  rozmawia;  z pewnością  jej  ojciec  i  inni  zdziwili się,  gdy się przekonali, że nie może ona mówić. Wiele podobnie okaleczonych kobiet zachowałoby jednak sekret ze wstydu. Niewątpliwie Filomela, w tak okrutny sposób zmuszona do milczenia, czuła to co one. Wkrótce jednak dowiedziała się, że jej siostra żyje i znów mieszka z królem Tereusem jako jego żona. Tego było dla niej za wiele. Poświęciła kilka miesięcy na utkanie królewskiej szaty dla swojej siostry, a tkaninę ozdobiła obrazami przedstawiającymi jej historię. Z godną najwyższego podziwu odwagą wróciła na dwór Tereusa i tam pokazała mu szatę, zanim podarowała ją siostrze. Trzymała ją niewątpliwie w pewnej odległości od oczu króla, nie widział więc wyraźnie obrazów, lecz kiedy Prokne obejrzała ją w swojej komnacie, natychmiast wszystko pojęła i własnymi rękami zamordowała Itysa. Siostry wspólnie wypatroszyły nieszczęsnego  chłopca,  upiekły  go i podały  jego  ojcu  na wieczerzę.  Żarłoczny  i niczego  nie dejrzewający Tereus opróżnił półmisek i oznajmił, że mu smakowało, a wtedy one wyjawiły mu, że (jak Bóg Czasu, Kronos - zauważył Hegesistratos), pożarł swojego dziedzica. Tereus dobył miecza i rzucił się w pogoń za siostrami, lecz Kyntia, która mści się za krzywdy wyrządzone dziewicom tak samo, jak gdyby jej bezpośrednio dotykały, przemieniła go w czarnego sępa, Prokne w słowika, a śliczną Filomelę w jaskółkę, ptaka, którego ogon jest wycięty jak język Filomeli. Jedna śpiewa tylko wtedy, gdy jej nikt nie widzi, druga zaś lata dostatecznie szybko, by nie dać się złapać, a ich nieprzyjaciel nieustannie je prześladuje. I tak oto Itys, zabity przez matkę z zemsty za zbrodnię jego ojca, pomaga dzieciom, które cierpią, a są zbyt małe, by zrozumieć, dlaczego.

[…]

Otóż co roku król wysyła poselstwo na Lesbos, gdzie w krypcie pod świątynią Bromiosa przechowuje  się  głowę  Orfeusza. Słyszeliście  o tym? Głowa  wciąż  żyje,  taka w każdym razie panuje opinia. W podzięce za dary, jakie przynoszą posłowie, udziela ona królowi jakiejś dobrej rady na nadchodzący rok.  Zwykle  to  nic  wielkiego  i wszystko sprowadza się  do tego, żeby wystrzegać się obcych, a ufać przyjaciołom i tak dalej. Czasem tylko są to rzeczy, od których włos jeży się na głowie, i dość często król podrzyna potem gardła kilku najbliższym krewnym.

Biada potężnym, gdy bóg razi boga.

Psy wtedy wyją i kołują kanie.

Gołębice  spadają  na łup, woły  bodą,

Dziecię  na wojnę  idzie  z dziewicami, 

Zbrojne,  więc

Bendis [Artemida – przyp. aut.] chce powstrzymać słońce [Helios – przyp. aut.].

Patrzcie, jak rączo biegną lwy!

Sam Władca Bitew [Ares – przyp. aut.] bitwę rozpoczyna,

A bitwa pije krew królów.

[…]

Czy słyszałeś o Megistiasie? Nic mi to imię nie mówiło. - Był wieszczkiem króla Leonidasa z Powrozu i zginął razem z nim. Posiadał dar rozumienia mowy  wszystkich  ptaków  i zwierząt,  wiedział  zatem o  wielu  rzeczach i sprawach, chociaż powiedział mi kiedyś, że większość zwierząt i wszystkie ptaki mało dbają o nasze ludzkie sprawy. - Czy jakiś ptak mógłby mi powiedzieć, gdzie leży moja ojczyzna? - Wątpię. W każdym razie ja, który rozmawiam z bogami, nie umiem rozmawiać z ptakami. Dana mi jest  jednak  inna  moc rozumienia  języków  niż  jemu.  Otóż rozumiem  mowę każdego męża i niewiasty. Nie potrafię pojąć, dlaczego tak się dzieje.

[…]

Twój miecz musi być częścią ciebie, Polosie [niewolnik tracki Latro – przyp. aut.]. Czy to rozumiesz? Skinął głową. - Ale twój miecz nie był mi posłuszny wczoraj wieczorem. – Falcata [miecz Latro – przyp. aut.] jest dla ciebie za ciężka, nie możesz nawet uchwycić dobrze rękojeści. Dobrze jest mieć dobry miecz, ale jeszcze lepiej, jeśli się zna swój miecz i dba, żeby był ostry. Ostrze się tępi w niektórych pochwach, bo są wyłożone twardym drewnem, a czasami mają nawet brąz tam, gdzie ostrze się o nie ociera. Gdybyś miał taką pochwę, sprzedaj ją, gdyż tylko skóra i wełna powinny się stykać z ostrzem. Polos skinął głową: widać było, że myśli o tym, co powiedziałem. - Zawsze też musisz pamiętać, że to nie miecz, choćby i najlepszy, wygrywa, ale najlepszy szermierz. . Jest on zwolennikiem dyscypliny, ćwiczeń, uczciwego postępowania z ludźmi. Tak samo podchodzi do przegranej jak do wygranej. Jakiś  człowiek  niosący  dwa oszczepy szedł  w pewnej  odległości  przed nami.  Jak mi się zdawało, człowiek ów nie zostawił za sobą żadnych śladów.

[…]

Ten świat należy do bogów, nie do nas. Jesteśmy ludźmi bez ziemi,  nawet najpotężniejsi królowie. Bogowie pozwalają nam uprawiać ich pola i zbierać plony. Spotykamy się, kochamy i być może ktoś wzniesie nam grobowiec. To bez znaczenia, bo i tak ktoś inny go ograbi i wiatry rozwieją  nasze prochy, a potem wszyscy o nas zapomną. I ze mną nie będzie  inaczej,  tyle  że spotka mnie  to szybciej:  zapisałem  jednak  w zwoju,  jak  uśmiechała  się  do mnie  Feretra [rosła Amazonka z orszaku królowej wojowniczych dziewic – przyp. aut.]. Jak długo przetrwa ten papirus, ona tu pozostanie, choćby nawet mała Io była już tylko brunatnym prochem.

[…]

Ojobazos [Med, czyli Pers w służbie u Hellenów – przyp. aut.] pokręcił głową z zaciekawioną miną. Przysłuchująca się nam Io powiedziała: - Mój pan o wszystkim  zapomina.  Mówiłeś,  że wieszczek  opowiadał  ci  o nim, zanim  tu dotarliśmy. - Tak, odbyłem z nim wczoraj długą rozmowę. Twój pan może zapomnieć o mnie i nie będę się temu dziwił, ale ja o nim nigdy nie zapomnę. - Czy mówił ci także, że widzi czasami rzeczy, których nie dostrzegają inni? Ojobazos skinął głową. - Ludzie myślą czasami, że to nierzeczywiste, ale kiedyś sama widziałam to, co on. Sądzę, że zależy to od tego, co się uważa za rzeczywiste. Ojobazos uśmiechnął się do niej i rzekł: - Mówisz jak prawdziwa Hellenka! Przysłuchiwałem się waszym mędrcom, jak się spierają o takie rzeczy po całych nocach i nigdy nie dochodzą do żadnych rozstrzygnięć. Dla nas istnieją tylko prawda i kłamstwo. Nie zaprzątamy sobie głów tym, co nierzeczywiste.

[…]

Sam widzisz  - powiedział Temistokles [mąż stanu w Atenach – przyp. aut.]  - jak  to u nas jest.  Mówiono  mi, że wśród Medów jest  wielu mężów tak czcigodnych,  iż  wszyscy im ufają.  U nas jest  całkiem  inaczej  - nigdy  nikomu  nie ufamy. Staramy się więc zapewnić wszystkim dostęp do władzy, a każdemu spryciarzowi patrzy na ręce dwóch jeszcze  większych.  Hegesistratos  dobrze o tym wie.  My, Hellenowie,  jesteśmy wszyscy tacy sami. Powroźnicy [Spartanie – przyp. aut.], będziemy o nich wkrótce mówić, powiedzieliby ci, że po to mają dwóch królów, by jeden pilnował drugiego. My mamy zamiast tego dwa stronnictwa: tarczowników  i morski  lud. Ja jestem  głową  tego ludu. Ksantippos  i Kimon  są przywódcami stronnictwa tarczowników. Oznacza to, że kiedy my opowiadamy się za tobą, masz poparcie obu stron.

[…]

Ucztowaliśmy na większym dziedzińcu - wielki tłum ludzi. Nasz gospodarz, Kimon, ułożył się u szczytu stołu, mając po prawej Temistoklesa, a po lewej Ksantipposa [mąż stanu w Atenach z konkurencyjnej wobec Temistoklesa frakcji – przyp. aut.]. Z Ksantipposem przyszedł jego syn, przystojny młodzieniec mający stale nakrytą głowę, i nauczyciel syna, Damon, kłótliwy starzec. Temistoklesowi towarzyszył siwobrody Symonides z Keos, którego Hyperejdes [kupiec ateński, przyjaciel Latro – przyp. aut.] nazywa największym z żyjących poetów. Hyperejdesowi wolno tak mówić, jeśli chce, ja jednak nie  zapomniałem  tego, co mówił Kimon  o poecie  Pindarze,  który  uważa mnie  za człowieka wolnego, i wydaje mi się, że nie może być większego poety niż ten, który ogłasza człowiekowi jego prawo do wolności.

[…]

W  tym  momencie  Hegesistratos  dotknął  mojego  ramienia,  szepcząc, że chce ze mną pomówić. Wstałem od stołu i poszedłem za nim do jakiegoś małego pokoju, gdzie siedział już Symonides.  Spytał,  czy sobie  przypominam,  jak  Kimon  mówił, że to  właśnie  tutaj, w  jego posiadłości,  Gromowładny  spłodził  muzy. Zapewniłem  go, że pamiętam  - była  mowa, zanim zaczęto śpiewać - ale nie wiem nic ani o Gromowładnym, ani o muzach. - Gromowładny  to ojciec  bogów - wyjaśnił  Symonides  - Zeus Majmaktes.  Zrozumiałem wtedy, że to ten sam bóg, którego mój ojciec nazywał ojcem jasnego nieba. Spytałem o muzy, ale Hegesistratos zbył to pytanie machnięciem ręki. - Ważne jest tylko to - powiedział - że tu właśnie według Kimona bóg spotkał Mnemozynę, Władczynię Pamięci. Symonides jest sofistą i słynnym lekarzem, nie tylko poetą. Czy wiedziałeś o tym. Pokręciłem głową. - Jedną z dziedzin  wiedzy,  których  naucza jest  sztuka zapamiętywania.  On sam ma, być może, najlepszą pamięć wszech czasów. Mówi się o nim, że niczego nie zapomina. - Co nie jest prawdą - powiedział Symonides - a przysparza mi to wielu uczniów. I ty możesz zostać jednym z nich. Zaproponowałem Hegesistratowi, byśmy odwiedzili dziś wieczorem tamto miejsce i złożyli ofiarę Mnemozynie. Potem udzielę ci lekcji zapamiętywania, a po powrocie do Powrozu mogę nauczyć cię więcej. Być może zdołasz dzięki ćwiczeniom przypomnieć sobie wiele rzeczy, o których zapomniałeś, a jeśli nie, możesz przynajmniej przestać zapominać.

[…]

Spójrz teraz za siebie na lwa z ludzką twarzą. Przyjrzyj mu się uważnie. On będzie strzegł twego imienia. Wyjmij nóż, Latro, i wyryj swe imię na prawej przedniej nodze posągu. Kamień jest miękki. Zrobiłem, jak kazał, choć się bałem, że jakiś strażnik może się pojawić i zabić mnie za to. Ryjąc starannie każdą literę, zastanawiałem się, jak się dostałem w to miejsce z dawnej Hellady. Kiedyś,  dawno, jad  łem  tu  dobrą wieczerzę,  słuchałem  muzyki,  wspinałem  się  na wzgórza. Wszystko, co było później, spowiła mgła. - Obróć się tak, abyś był zwrócony w stronę lwa z głową i piersiami kobiety... Zrobiłem to. Kobieta-lew [mowa o Gai – przyp. aut.] uniosła się, prostując potężne skrzydła, z których każde było dłuższe niż reja trójrzędowca. - Mnie z pewnością znasz, Latro  - powiedziała głosem przypominającym mruczenie olbrzymiego kota. Pokręciłem głową. - Jestem twoją matką i matką twojej matki. Dla mnie i dzięki mnie wykradłeś konie słońca, aby mogły mu zostać zwrócone. Jestem tą, która pyta, jaka to istota chodzi o czterech nogach o świcie, na dwóch w południe, a na trzech wieczorem, Wszyscy zaś, którzy  nie zdołają odpowiedzieć, wieczorem umierają.

[…]

Sofiści [filozofowie greccy – przyp. aut.]  sądzą, że ziemia  jest  kulą...  - przerwałem  w nadziei,  że potwierdzi lub zaprzeczy, milczała jednak. - Kula posiada doskonały kształt, tak mi przynajmniej ktoś mówił, Hegesistratos albo Symonides. W innych krajach ludzie sądzą, że ziemia jest płaska, i mówią, że pływa po nieskończenie rozległym morzu albo spoczywa na grzbiecie wielkiego żółwia, który w tym morzu pływa.

[…]

Nie powiedziałem tego jeszcze Io [niewolnica Latro – przyp. aut.] i chyba nie powiem, ale gdy opisywałem sen, wymyśliłem jeszcze  jedną  odpowiedź  na zagadkę Gai,  być może bliższą  właściwej  (przynajmniej  moim zdaniem) niż te inne. Oto młody człowiek, jak ja, zaczyna podróż przez życie, jakby jechał konno, spiesząc naprzód. Z wiekiem zdaje sobie sprawę, że jest to w istocie pielgrzymka do grobu, idzie więc wolniej,  rozglądając się.  Gdy się zestarzeje,  może wziąć swój pisak i zacząć spisywać,  co widział, a jeśli to uczyni, nie pochłonie go, jak innych ludzi, ziemia, w której spocznie jego ciało, bo choć umarły, wciąż będzie przemawiać do żyjących, tak, jak mi się zdawało, że mówi do mnie cień Symonidesa, koło wielkiej budowli na pustyni.

[…]

Popatrzcie,  jak się poruszają. Walka  na miecze  jest  rodzajem  tańca nawet wtedy, kiedy walczą jeźdźcy. Przyjrzyjcie się im uważnie. Który wygrywa? - Ten z piszczałkami - powiedziała Io, a Polos przytaknął. - Dlaczego? - Bo najlepiej tańczy - rzekł Polos. - Słusznie. A dlaczego tańczy lepiej niż inni? Oboje wytrzeszczyli na mnie oczy, kazałem im więc poszukać jakichś trzech kijów, krótszych od mej ręki. Kiedy wrócili, pokazałem im, jak trzymać kije, tak jak trzyma się miecze,  a nie topory, z kciukiem u góry. - Topór jest  dobrą bronią  - rzekłem  - ale  miecz  lepszą.  Jeśli  będziesz  trzymać miecz  jak topór, będziesz nim rąbać jak toporem. Miecz tnie i można nim zadawać pchnięcia. Musisz być rzeźnikiem,  który  dzieli  tuszę, a nie  drwalem,  który  ścina  drzewo. Czy któreś z was już  wie, dlaczego chłopiec z piszczałkami tańczy najlepiej? - Ja wiem! - powiedział Polos. - Bo to on trzyma piszczałki. Io mu przytaknęła. - On z góry wie, co będzie grał, a ci inni nie wiedzą, póki nie usłyszą tonów. Dalej, każde z nas powinno coś trzymać w lewej ręce. Nierozsądnie jest walczyć, nie mając niczego w lewej ręce. Najlepsza jest tarcza, ale jeśli jej nie macie, użyjcie czego innego, noża albo nawet drugiego miecza.

[…]

Kiklos [sędzia spartański – przyp. aut.] Mówił o Cyrusie, barbarzyńskim królu, który podbił wiele ludów. Jeden z jego doradców radził mu, aby przeniósł  stolicę  gdzieś,  gdzie  klimat jest  łagodniejszy,  a ziemia  bardziej  urodzajna. Cyrus [król perski – przyp. aut.] odmówił, twierdząc, że miękkie ziemie rodzą miękkich ludzi. Kiklos powiedział potem, jak urodzajny  jest  Kraj Milczenia,  obfitujący  w pszenicę,  jęczmień  i wszelkiego  rodzaju  owoce. Spytał, jak to się dzieje, że Powroźnicy nie są tak łagodni jak ich ziemia. Mówił też o jakimś  prawie,  które  czyni  z kobiety  wdowę na czas pobytu  jej  męża poza krajem, pytając najpierw, czy to dobre prawo dla męża, a potem (gdy nikt nie odpowiedział), czy dobre dla kobiety. Młodzi ludzie roztrząsali to zagadnienie i doszli do wniosku, że nie jest ono dobre dla nikogo: mężczyzna nie powinien tracić swej własności za każdym razem, gdy opuszcza dom, a kobieta nie powinna tracić ochrony, jaką zapewnia jej nazwisko męża dlatego, że została z nim  rozłączona.  Kiklos  wyjaśnił  powody  istnienia  tego prawa.  Ustanowiono  je  dla  dobra Powrozu, który potrzebuje dzieci, ponieważ potrzebuje mężów. Choć tego nie powiedział, zastanawiałem się, czy prawo to nie zostało ustanowione, by zniechęcić mężczyzn do podróży. Kiklos spytał: - Teraz, kiedy  znasz to prawo, Latro,  czy zostawiłbyś  tu  żonę? Odpowiedziałem,  że nie zostawiłbym, a wtedy wszyscy się roześmiali.

[…]

Ten gospodarz - mówił Diokles [nauczyciel Latro przed zawodami olimpijskimi w Delfach – przyp. aut.] - chciał przejechać wąską drogą i osunął się do rowu. „Ojcze Zeusie”, modlił się, „ześlij mi pomoc! Sam sobie nie poradzę”. I któż miałby właśnie tamtędy przechodzić  jak  nie  Herakles  ze Wzgórza, najsilniejszy  z ludzi?  „Chwała  Zeusowi!”  zawołał gospodarz „który  cię przysłał w odpowiedzi na moje modlitwy. Szlachetny Heraklesie, czy nie wyciągnąłbyś mojego wozu? Mógłbyś też zająć się wołami”. Herakles zaczął się śmiać. „Ojciec Zeus nie usłyszał ani jednego twojego słowa!” - powiedział - „ja zaś przechodziłem tędy zupełnie przypadkowo. Weź teraz bicz do prawicy, a oścień do lewicy, przyłóż ramię do koła i przeklinaj swe woły na całe gardło. To jedyny sposób, by Ojciec Zeus usłyszał człowieka”.

[…]

Tejsamenos [wieszczek spartański – przyp. aut.] powiedział cicho: - Kiedy duszę przygniata troska, jak twoją, panie, człowiek nie robi nic, do czego nie jest zmuszony, nie  wierzy  bowiem, by coś mogło  mu pomóc. W takim przypadku nie  stanowi on zagrożenia dla siebie ani dla innych. Gdy jednak nacisk słabnie, złudna nadzieja - ostatnia z plag trapiących ludzkość, którymi bogowie napełnili ową zabójczą puszkę - złudna nadzieja powraca. Wtedy właśnie  rodzina  i przyjaciele  muszą pilnować  takiego  człowieka,  skłonny  jest  bowiem myśleć, że kładąc kres swemu życiu, położy kres swoim smutkom.

[…]

“Jam życie stradała losowi mojemu posłuszna. Nie wytropiła mnie w domie łucznica ta bystrooka, ani mię  brzechwy cichymi,  przełagodnymi,  nie  ścięła,  ani mię  żadna zaraza nie nawiedziła ni chorość, Która tak często nam dusze z ciał umęczonych wypędza. O nie! Jedynie o ciebie troska i tęskność do twego Czułego Serca, mój synu, słodką mi duszę zabrała”.

[…]

Przy winie Diokles i Pindar wyjaśnili mi zasady igrzysk. Odbywają się tu konkursy muzyczne, tak samo jak te sprawdzające siłę i szybkość. Na chwilę przerwałem pisanie, by zapytać Dioklesa o kolejność, którą wymienił Kichesippos. Oto ona, można na tym polegać:

Śpiew przy lirze. Tu zapisał się Pindar. Zawodnik musi mówić własne wiersze, nigdy przedtem nie recytowane.

Gra na flecie.

Stadion - jedno okrążenie toru. Pasykrates biegnie.

Diaulos - dwa okrążenia. Pasykrates bierze udział.

Dolichos - dwadzieścia cztery okrążenia. Pasykrates biegnie.

Pięciobój - bieg, rzut dyskiem, skok w dal, rzut oszczepem, zapasy.

Zapasy.

Pięściarstwo - w tym biorę udział. Pankration - w tym również.

Wyścigi  konne - książę  wystawi  Argasa, dosiądzie  go Ladas.

Stadion  chłopców.  Pięciobój chłopców. Pięściarstwo chłopców. Dolichos chłopców. Diaulos chłopców.

Wyścigi  rydwanów  -  powożę zaprzęgiem  księcia.  Gra  na  lirze  -  bierze  w  tym  udział Symonides.

Bieg w zbroi - ostatnia konkurencja.

Na niektóre dni przypada po kilka konkurencji. Pierwszego dnia, na przykład, Pindar i pozostali  mają  śpiewać rano, gra na flecie  zacznie  się  po pierwszym posiłku,  a stadion  przed zachodem słońca. Wszystkie konkurencje chłopców (oprócz wyścigów konnych) rozegrane zostaną tego samego dnia, na końcu zaś nastąpi bieg w zbroi, poprzedzony występami lirników.

[…]

Życie ludzkie jest naprawdę krótkie i kończy się śmiercią. Gdyby było długie, przeżyte dni miałby niewielką wartość. Gdyby nie było śmierci, nie miałyby żadnej wartości. Człowiek powinien przeżywać każdy dzień z dumą i radością. Nie powinien potępiać ani siebie, ani innych, nie zna bowiem praw, które rządzą jego i innych istnieniem. Jeżeli śpi snem śmierci, pozwólmy mu spać. Jeżeli w tym śnie spotka jakiegoś boga, musi pozostawić mu rozstrzygnięcie, czy żył dobrze, czy źle. Ten napotkany bóg musi rozstrzygnąć o życiu człowieka, nie on sam.

[…]

Kiedy wycieraliśmy je z Dioklesem, poprosił mnie, bym mu wyjaśnił, co znaczy słowo „arete”. - Wiem, że Ares jest tu bogiem wojny - powiedział - jak Plejstoros. To jednak nie jest wojna. Jak można mówić, że ktoś, kto najszybciej biega, wykazuje się swoją „arete”? - To nie ten, który najszybciej biega, ucieka przed nieprzyjacielem -odpowiedziałem. - Czasem chcesz, żeby twoi ludzie  pobiegli,  chcesz, by uciekali,  aby mogli  zająć  lepsze  pozycje przed dalszą walką. Diokles splunął. - Wojna to nie tylko krew i śmierć, chłopcze. I nie jest tak, że armia, która jest największa, zawsze wygrywa. Często wygrywa wojsko  lepiej wyćwiczone,  dbające o zbroję,  lepiej znoszące długie marsze i niedostateczne wyżywienie. Stary Ares nie jest, jak widzisz, żadnym potworem. Myśl o nim, jak o zwykłym mężczyźnie, który chce wygrać wojnę i wrócić do domu, do Afrodyty.

Gene Wolfe, Żołnierz Arete

Druga odsłona powieści Gene Wolfe jeszcze mocniej uzmysławia, jak człowiek z epoki brązu, a zatem mieszkaniec helladycznej Grecji odczuwał świat rzeczywisty. Im bliżej zżywał się czy też odwrotnie “zależał” od nieprzewidywalności natury i jej nieugiętej potęgi tym bardziej również chciał wierzyć w to, co jawi się mu jako nierzeczywiste. Z tego też tytułu czy to animistyczna czy panteistyczna wiara w siły boskie kierujące losem człowieka padały łupem jego nadświadomości, podświadomości, a zwłaszcza samoświadomości.  



powrót ››